
MEDIACJA RODZINNA A PSYCHOTERAPIA LUB TERAPIA PAR
Wczoraj miałem przyjemność długo rozmawiać z jednym Klientem. Zapytał mnie, czy w ramach mediacji lub negocjacji mógłbym pomóc mu w rozmowach z żoną. Państwo przechodzą przez poważny kryzys relacji. Szybko okazało się, że nie potrzebuje on mojej pomocy, jakiej mógłbym mu udzielić jako adwokat lub mediator. On potrzebował wsparcia na poziomie psychologicznym, terapeutycznym. Jego celem była praca nad uratowaniem tego związku. W pewnym momencie zapytał mnie, czy mediacje rodzinne i terapia par nie są tym samym. To bardzo ważne pytanie, na które postaram się odpowiedzieć również tutaj.
Mediacja i psychoterapia są tym samym?
Mediacja i psychoterapia nie są tym samym. Od tego ważnego stwierdzenia należy zacząć. Są to zupełnie różne „procedury” prowadzone przez kogo innego, w innym celu na podstawie innego warsztatu. Obie mogą skończyć się w ten sposób, że zakończy się kryzys w małżeństwie. Dojdą do tego skutku – o ile tak się stanie – z innego miejsca, inną drogą, za pomocą innych środków. Ta zbieżność będzie niemal… przypadkowa.
Przeczytajcie znacznie więcej tutaj: Mediation and Psychotherapy – Distinguishing the Differences (JB Kelly) – dostęp przez stronę National Criminal Justice Reference Service (NCJRS): „In therapy, conflict itself is explored … in mediation, too much conflict can obstruct progress …” Office of Justice Programs Link: https://www.ojp.gov/ncjrs/virtual-library/abstracts/mediation-and-psychotherapy-distinguishing-differences oraz nieco lżejszy tekst: „Family therapy vs family mediation – what is best for my family?” Herrington Carmichael
Skoro więc mediacja nie jest psychoterapią, to warto zapytać, kim jest mediator.
Czy mediator jest psychologiem?
Mediator może być z wykształcenia psychologiem. Może być też prawnikiem, socjologiem, ekonomistą, filozofem, marketingowcem, operatorem koparki lub kierowcą autobusu. Jego wykształcenie nie ma znaczenia. Owszem, przed mediatorami sądowymi stawia się warunek wyższego wykształcenia, ale nie musi być ono kierunkowe. Ważne jest, by wchodząc w rolę mediatora skupić się na mediacji, a nie próbować wtłoczyć w nią tego, co wiąże się z wykształceniem lub drugim zawodem.
Ja jako adwokat mógłbym mieć naturalną tendencję do tego, żeby przyglądać się sprawom od strony prawnej i udawać sędziego, który mówi, kto ma rację. Byłby to karygodny błąd, bo mediacja nie polega na arbitralnym rozstrzyganiu sprawy, ale na zapewnieniu stronom przestrzeni i warunków do szukania rozwiązania. Tak samo mediator będący psychologiem lub psychoterapeutą nie powinien przysłowiowo kłaść stron na kozetce i zaczynać psychoterapii, ale ma to samo zadanie, co mediator z wykształceniem prawniczym. To zadanie jest jedno i niezmienne – bez względu na wykształcenie mediatora.
Kiedy sprawa nie nadaje się do mediacji, a do terapii?
Są sytuacje, w których sprawa nie nadaje się do mediacji. Jedną z nich są wskazania terapeutyczne. Mam na myśli, że jedna lub dwie osoby pozostające w sporze, powinny najpierw skorzystać z terapii, psychoterapii, terapii par. Dzieje się tak, gdy podłożem problemów nie jest różnica interesów.
Innymi słowy, do mediacji rodzinnej nadają się pary, które np. chcą się rozejść i omówić warunki rozstania: podział majątku, zasady wychowywania wspólnych dzieci, ponoszenie kosztów ich utrzymania, kontakty z nimi, całą logistykę, zasady komunikacji i wymiany informacji między nimi, kwestie władzy rodzicielskiej itp. W pewnym uproszczeniu – jeśli klamka już zapadła i chcemy uporządkować sprawy w nowej rzeczywistości w sposób świadomy, odpowiedzialny i racjonalny.
Natomiast, kiedy para przechodzi kryzys, są emocje, ludzie walczą sami ze sobą szukając odpowiedzi, czy chcą być w tym związku, na jakich zasadach. Zastanawiają się, czy kochają drugą osobę, czy są w stanie jej wybaczyć albo coś zmienić we własnym zachowaniu. Kiedy chcą sięgnąć do sfery uczuć, emocji, zaopiekować się nimi i wykonać pracę nad związkiem – to nie jest w moim odczuciu pole do pracy dla mediatora.
Mediacja i psychoterapia. Czy mediacja może pomóc uratować związek?
Tak, ale niejako „od zewnątrz”, podczas gdy psychoterapia czyni to „od wewnątrz”. Jeśli przyczyny kryzysu były zewnętrzne, mediacja pomagając usunąć tę zewnętrzną przyczynę, może przyczynić się do naprawy relacji. Przykładowo, jeśli przyczyną kryzysu jest podział ról w domu, kiedy to on tylko pracuje, nie ma go w domu, nie ma więzi z nią, ani z dziećmi, a ona tylko „siedzi” (uwielbiam to określenie!) w domu, to kryzys ten można spróbować naprawić w mediacji przez poszukanie rozwiązań, które ten podział zmienią w sposób satysfakcjonujący dla obu stron. Ale nie jest rolą mediatora wchodzenie w buty psychoterapeuty i próba pracy z relacją stron od tej strony.
Jeśli chcecie wiedzieć więcej, przeczytajcie „Mediacja jako forma wsparcia rodziny w budowaniu jej tożsamości” – K. Wojtanowicz-Huryn: „Mediacja jako forma wsparcia rodziny w budowaniu jej tożsamości”. https://monografie.upjp2.edu.pl/catalog/download/51/45/1089?inline=1&utm_source=chatgpt.com
Zdecydowanie polecam również wspaniałą książkę Moore’a – to klasyka gatunku: https://www.naukowa.pl/Ksiazki/mediacje-praktyczne-strategie-rozwiazywania-konfliktow-1227645 — wyd. Wolters Kluwer, rok 2016. naukowa.pl
Polecam Wam również odcinek mojego podcastu o rozwodach: https://open.spotify.com/episode/2tFXWTMd8zYQJUThYxm4M1?si=4dd25008e8cf42c8 oraz mój artykuł o roli adwokata w mediacjach rodzinnych:
Jeśli zastanawiasz się, czy Twoja sytuacja nadaje się do mediacji – napisz lub zadzwoń. Pomogę Ci ocenić, jaka forma wsparcia będzie dla Ciebie najlepsza: mediacja, negocjacje, czy może rozmowa z terapeutą.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
P.S. Obrazek ilustrujące wybrałem celowo. Proszę mi nie pisać, że Freud nie był psychoterapeutą. Ani mediatorem 🙂 Wiem o tym.

PODSTAWOWY BŁĄD ATRYBUCJI W SPRAWACH RODZINNYCH
W poprzednim artykule przedstawiłem podstawowy błąd atrybucji w pracy adwokata. Teraz – zgodnie z zapowiedzią, chciałem zająć się nim i jego znaczeniem w sporach rodzinnych. To właśnie na tym polu zbiera on przerażające żniwo, prowadzi do problemów komunikacyjnych, rozpadów małżeństw, cierpień dzieci i wielu innych tragedii, których można by uniknąć albo chociaż ograniczyć ich skutki. Zrozumienie jego mechanizmu jest jednym ze sposobów, które mogą sprawić, że zaczniemy wszyscy inaczej się postrzegać, a nasza komunikacja stanie się rzeczowa i przyjazna. Nie jest to żadne magiczne rozwiązanie, ale prosty mechanizm, którego świadomość może nam zwyczajnie pomóc. Dlatego o nim piszę.
Wstęp: gdy emocje przesłaniają obraz
Podstawowy błąd atrybucji jest bardzo widoczny w sprawach rodzinnych, gdzie łatwo o błędne wnioski. Kiedy druga strona reaguje złością, chłodem albo milczeniem, często myślimy: „robi mi to na złość”, „nie zależy jej”, „on zawsze taki był”.
To naturalne – ale również poznawczo niebezpieczne.
W ten sposób popełniamy podstawowy błąd atrybucji – przypisujemy zachowania innych ludzi ich charakterowi, zamiast okolicznościom, w jakich się znaleźli.
Ten niewidoczny mechanizm potrafi zamienić zwykłe nieporozumienie w trwający latami konflikt rodzinny. Błąd ten popełniamy wszyscy bez względu na wiek, inteligencję i wykształcenie. Jest on jedną z tzw. „pułapek myślenia”. Jego skutki w sporach rodzinnych są jednak wyjątkowo silne. I przykre.
Na czym polega podstawowy błąd atrybucji?
Przeczytajcie mój poprzedni wpis: https://jakubieciwspolnicy.pl/podstawowy-blad-atrybucji-w-pracy-adwokata/
🔹 Co to znaczy w praktyce?
Psychologowie społeczni (m.in. Daniel Kahneman, autor „Pułapek myślenia”) opisują podstawowy błąd atrybucji jako tendencję, by nadmiernie przypisywać znaczenie cechom osobowości, a zbyt mało – sytuacji i czynnikom zewnętrznym wobec drugiego człowieka.
Jeśli małżonek spóźnia się na spotkanie z dzieckiem, łatwo pomyśleć: „znowu pokazuje, że jest nieodpowiedzialny”, zamiast: „może naprawdę nie zdążył z pracy, na której bardzo mu zależy,, bo stara się zapewnić dzieciom stabilność i poczucie bezpieczeństwa.”
Takie myślenie utrwala nieufność i blokuje rozmowę. Jeśli przypisujemy zachowanie cechom charakteru, trudno nam znaleźć usprawiedliwienie lub choćby zrozumienie. Ustawiamy się automatycznie w kontrze wobec danej osoby i dostrzegamy źródło problemu właśnie w niej. A to z kolei jest paliwem dla konfliktu.
Więcej o tym mechanizmie przeczytasz tutaj:
- Verywell Mind – What Is the Fundamental Attribution Error?
- Simply Psychology – Attribution Theory Explained
Jak błąd atrybucji działa w konfliktach rodzinnych?
🔹 „On to robi specjalnie” – czyli potrzeba obwinienia drugiej strony
W trudnych emocjonalnie sytuacjach, takich jak rozwód czy spór o opiekę nad dziećmi, nasz umysł szuka prostych wyjaśnień.
Zamiast analizować okoliczności, szukamy „czarnego charakteru”.
To psychologiczna obrona – przypisując winę komuś innemu, zmniejszamy własny lęk i poczucie straty. Stawiamy się w ten sposób po „dobrej stronie”, a dzięki temu łatwiej usprawiedliwiamy drastyczne rozwiązania. Łatwiej jest nam również uniknąć potrzeby konfrontacji z argumentami drugiej strony. To bardzo wygodne, ale i bardzo niebezpieczne.
Ale w ten sposób zamieniamy relację i wspólny problem w pole walki. Każdy gest interpretujemy przez pryzmat złych intencji lub innych cech negatywnych „złodziej”, „idiotka”, „bałaganiarz”, „narcyzka” itp.
Zamiast współpracy przy ustalaniu planu wychowawczego, pojawia się rywalizacja o rację i kontrolę. Jeśli bowiem raz przypiszemy drugiej stronie cały szereg negatywnych cech, to będziemy odczuwali dwie potrzeby: 1) utwierdzania się w tym; 2) ochrony dzieci. I tu pojawia się problem…
🔹 Jak cierpią dzieci
Dzieci błyskawicznie wyczuwają napięcie emocjonalne między rodzicami.
Kiedy oboje trwają w przekonaniu, że „druga strona jest zła”, dziecko zostaje wciągnięte w emocjonalny trójkąt.
Nie rozumie, dlaczego musi wybierać – i często zaczyna przypisywać sobie winę. Rodzic odczuwa również napięcie dziecka i… przypisuje to złym cechom drugiego rodzica. A stąd droga do alienacji rodzicielskiej i dewastacji psychiki dziecka jest już bardzo prosta.
To właśnie efekt domina błędu atrybucji: fałszywe wyjaśnienia dorosłych tworzą rzeczywiste cierpienie u dzieci. Dziecko, obserwując dorosłych, uczy się tego samego mechanizmu – zaczyna przypisywać intencje zamiast szukać przyczyn. To może zaważyć na jego dorosłych relacjach.
Dlaczego trudno wyjść z błędu atrybucji?
🔹 Emocje wyłączają obiektywizm
Podczas rodzinnych sporów działamy w stresie. A stres ogranicza naszą zdolność do racjonalnej analizy. Potrafimy się łatwo „nakręcać” i szukać potwierdzenia swoich racji.
Kiedy emocje są silne, interpretujemy zachowania innych w sposób uproszczony: „on mnie atakuje”, „ona manipuluje”.
To naturalny mechanizm, ale jeśli trwa długo – niszczy relację.
Rodzina przestaje być systemem współpracy, a staje się polem walki, rywalizacji i krzywdy. Zdumiewające jest, jak łatwo przychodzi nam wówczas odhumanizowanie drugiej strony i usprawiedliwienie każdego niemal swojego zachowania.
🔹 Okopywanie się na pozycjach
Podstawowy błąd atrybucji prowadzi do eskalacji konfliktu.
Skoro wierzę, że druga strona działa ze złych pobudek, nie mam powodu, by z nią rozmawiać. Co więcej, zaskakująco łatwo przychodzi nam stwierdzenie, że z drugą stroną nie da się rozmawiać. Słyszę to co najmniej raz w tygodniu. Nie będę tego wątku rozwijał w tym miejscu, ale zostawiam link do swoich artykułów, które poświęciłem właśnie temu zjawisku:
https://jakubieciwspolnicy.pl/milczenie-odmowa-rozmow-to-nie-wygrana-lecz-kapitulacja/
Przez błąd atrybucji małżonek traktuje każde ustępstwo, jak porażkę, a każdą propozycję drugiej strony– jak manipulację. A przed manipulacją trzeba się bronić, prawda? A jak? Najłatwiej przez automatyczne odrzucanie wszystkiego, co powie lub zaproponuje druga strona. W efekcie powstaje spirala braku zaufania, która zamyka drogę do merytorycznej rozmowy. Każde zachowanie może być interpretowane, jako atak lub pułapka. Co więc zrobi nasz bohater? Będzie na nie adekwatnie odpowiadał. To już jest prosta droga do najgorszego.
Jak mediacja pomaga ograniczyć skutki podstawowego błędu atrybucji?
🔹 Perspektywa trzeciej osoby
Mediator nie ocenia stron, anie nie przyznaje racji żadnej z nich. Jego rolą jest stworzenie przestrzeni, w której obie strony mogą zrozumieć kontekst, a nie tylko intencje.
To właśnie w mediacji często pada zdanie: „Nigdy nie pomyślałem, że mogłaś to odebrać w ten sposób”. Mediator zadaje każdej ze stron pytania, które pomagają im dostrzec perspektywę drugiej. Dzięki mediacji można wyjść ze swojej bańki interpretacyjnej i emocjonanlnej. Jeśli mediacja przebiegnie pomyślnie, strony zaczynają oddzielać problem od człowieka i razem szukają rozwiązania wspólnego problemu. To jest wielka zmiana i pierwszy krok do wyjścia z błędnego koła interpretacji.
🔹 Zmiana narracji z „kto winny” na „co się stało?”
Dobrze poprowadzona mediacja pozwala przenieść uwagę z osądzania na analizę sytuacji.
Zamiast: „on zawsze taki był”, pojawia się: „co możemy zrobić, żeby to się nie powtórzyło?”.
To moment, w którym konflikt przestaje być moralnym pojedynkiem, a staje się problemem do rozwiązania.
Więcej o roli mediatora przeczytasz tutaj:
- Advocate Magazine – Cognitive Biases in Mediation
- American Bar Association – The Role of Mediators in Family Disputes
Podsumowanie
Podstawowy błąd atrybucji jest jak mgła, która zasłania prawdziwe przyczyny sporu oraz działa na niego, jak benzyna na ogień.
Nie widzimy sytuacji, tylko własne interpretacje. Przypisujemy drugiej stornie wszystkie najgorsze cechy, a przez to bardzo utrudniamy sobie komunikację. Nakładamy czarny filtr na wszystkie wypowiedzi i zachowania drugiej strony, co fatalnie wpływa na relacje rodzinne i sprzyja eskalacji konfliktu.
W sporach rodzinnych filtr ten jest szczególnie silny, bo za każdą decyzją stoją emocje, rozczarowania i nadzieje. Widać to wyraźnie, gdy strony mają dzieci.
Jeśli jednak potrafimy zobaczyć, że druga strona może działać nie ze złej woli, ale z trudnej sytuacji, pojawia się przestrzeń do dialogu.
A z dialogu – droga do porozumienia. Porozumienie nie oznacza przyznania racji drugiej stronie. Porozumienie nie jest przyznaniem się do błędu. Jest ono wypracowanym rozwiązaniem trudnej sytuacji z korzyścią dla obu stron. I dla ich dzieci.
W mojej pracy adwokata i mediatora zawsze zaczynam od próby wspólnego z Klientem zrozumienia kontekstu, a nie tylko osądzania drugiej strony. To pierwszy krok, by wytyczyć sensowną strategię prawną. Przychodzą do mnie często ludzie w trudnych chwilach i emocjach. Chcą walczyć. Moja rola jest trudna, gdyż chcę im pomóc, ale często musze uświadomić im skutki takiej walki, potem zapytać, czy napewno tego chcą, czy to jest właśnie ich cel? To są ważne i trudne rozmowy, które pozwalają jednak uniknąć wplątania się w ciężką walkę, która jest bardzo często niepotrzebna, bolesna i szkodliwa.
Przeczytajcie też:
Psychologia społeczna w sytuacji zagrożenia, I. Wolska-Zogata — analiza deformacji procesu atrybucji (w tym podstawowego błędu atrybucji) w warunkach stresu. Repozytorium Uniwersytetu Wrocławskiego
Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę – „Diagnoza przemocy wobec dzieci w Polsce 2023”. Fundacja D
Instytut Wymiaru Sprawiedliwości – „Mediacja – sztuka kompromisu” (monografia/raport o mediacji w Polsce). iws.gov.pl
https://jakubieciwspolnicy.pl/rola-adwokata-w-mediacjach-rodzinnych/

ROZWÓD – WALKA, CZY WSPÓLNE ZAŁATWIENIE SPRAWY?
Rozwód – walka czy wspólne rozwiązanie sprawy? Polacy są dość emocjonalnym narodem. Widać to nie tylko na weselach, ale i podczas rozwodów. Na weselach jest to całkowicie zrozumiałe. Jednak przy rozwodach stajemy się często świadkami zachowań kompletnie nieracjonalnych. Co prawda, odrobina szaleństwa nigdy nikomu nie zaszkodziła. Ale… czy tu nie ma go za wiele? Jednak, po kolei.
Rozwód jako pole bitwy. Po co nam mediacje rodzinne?
Czemu uważam, że mediacje rodzinne są dobrym sposobem rozwiązywania sporów? Zobaczcie sami.
❌Rozwód często staje się walką toczoną z szerokim zaangażowaniem aparatu państwowego. Wiele spraw toczy jest nie tylko w sądzie prowadzącym rozwód. To czą się również w prokuraturach, urzędach skarbowych, sądach cywilnych i gospodarczych, gdzie strony toczą postępowania eskalacyjne💣. Z czasem zaczynają tracić nad nimi kontrolę. Wynika to nie tylko z ich ilości, ale z faktu, że inicjacja jednego pociąga za sobą analogiczną reakcję małżonka. A na nią przecież trzeba odpowiedzieć. I tak w kółko. Strony zaczynają wzajemnie składać na siebie donosy do skarbówki, prokuratury, składać wnioski o zabezpieczenie.
Czemu ludzie chcą walczyć w sądzie o rozwód z winy drugiej strony?
Co ciekawe, nagle okazuje się, że małżonkom zależy na tym, by obca osoba – sędzia – zaglądała w ich prywatne życie. Również w najbardziej intymne jego aspekty. A potem w imieniu Najjaśniejszej Rzeczypospolitej orzekał, że winę za rozpad małżeństwa ponosi druga strona‼️
Jest to o tyle ciekawe, że ci sami ludzie bardzo często nie interesują się tym, co sądzą o nich znajomi, sąsiedzi, rodzina.⛔ Ale opinia urzędnika – sędziego staje się dla nich ważna.
Gdyby o ich małżeństwie, życiu seksualnym, nałogach, lękach, zdolnościach zawodowych i społecznych miał się wypowiadać inny urzędnik, czy jego opinia byłaby dla nich równie ważna❓
Czy w ogóle życzyliby sobie, że ktokolwiek się tymi sprawami interesował❓
Żeby zadawał pytania, grzebał w nich, przesłuchiwał świadków?❓
Ci sami ludzie, którzy nigdy by sobie tego z pewnością nie życzyli, płacą duże pieniądze, by przeżywać żenujące chwile w sądzie okręgowym. Liczą na to, że okaże się to bardziej bolesne dla drugiej strony, która po kilku latach trwania tego koszmaru, będzie nim bardziej zmęczona. Co ciekawe, wielu z nich odczuwa rzeczywistą satysfakcję, że Rzeczpospolita uznała za winnego ich małżonka. Płacą za to bardzo wysoką cenę – finansową, emocjonalną, wizerunkową i społeczną.
Znaczenie wyroku rozwodowego
❌ Prawda jest bardzo bolesna: nikt się tym wyrokiem nie przejmuje. Nikogo nie będzie on interesował‼️
Rozwód może na początku budzić emocje znajomych lub rodziny. Ale po jakimś czasie ludzie przestają się nim interesować. Gdy będziecie za 3 lata do nich dzwonić i z wypiekami na twarzy relacjonować kolejną rozprawę, zobaczycie, że będą zmieniać temat, odpowiadać zdawkowo, z grzeczności. Ale myślami będą gdzie indziej. Na świecie dzieje się wiele innych – ważniejszych rzeczy. I znacznie ciekawszych. Może kiedyś pikantne szczegóły ujawniana na sali sądowej były dla kogoś sensacją, ale przy tej ilości seriali oraz portali relacjonujących życie celebrytów – nie macie szans w długim wyścigu o uwagę innych. Będziecie toczyć walkę, do której chcieliście włączyć wszystkich w okół – niemalże krucjatę! – a zostaniecie w niej sami.
Koszty rozwodowej batalii
Proces rozwodowy to nie tylko lata w sądzie (nierzadko 5–7 lat), ale także:
- ogromne wydatki;
- przeciągające się napięcia i negatywne emocje;
- poświęcenie relacji z przyjaciółmi i rodziną;
- ryzyko trwałego pogorszenia kontaktów z małżonkiem.
❌ Ceną staje się zdrowie, czas, energia, a niekiedy i reputacja. Cierpią na tym dzieci.
Mediacje rodzinne – co tracimy walcząc w sądzie?
Jako adwokat obserwuję wiele spraw rozwodowych – część z nich prowadzę osobiście. I często zadaję sobie pytanie: czy ten ogromny wysiłek i koszty są rzeczywiście potrzebne? Uważam, że w większości przypadków jest do niepotrzebne, nieracjonalne. Jest to:
1) zmarnowanie pieniędzy stron, ich czasu i energii, które mogłyby przeznaczyć na coś wartościowego dla siebie i innych;
2) zafundowanie sobie wieloletniego kryzysu i walki w czasie, w którym mogłyby cieszyć się życiem i dawno zapomnieć o zakończonym związku;
3) zmarnowanie mocy przerobowych sądów, które naprawdę powinny być wykorzystane tam, gdzie to jest bardziej potrzebne;
4) również złe dla samych prawników, którzy wykorzystują swoją wiedzę, doświadczenie i autorytet w sposób, który nie czyni świata lepszym, ale czyni ludzi słabszymi i bardziej sfrustrowanymi;
5) fatalne dla dzieci stron, których psychika w trakcie rozwodu lub alienacji zostaje bezpowrotnie poturbowana, a efekty będą odczuwać przez całe swoje życie, często powielając negatywne wzorce, od których nie będą potrafiły się uwolnić.
✅Moim zdaniem wiele konfliktów można rozwiązać inaczej – w drodze mediacji rodzinnej🧠. Będę szczery, kiedyś nie wierzyłem w mediację. Dzisiaj traktuję jako podstawowy sposób rozwiązywania sporów – również, a może przede wszystkim – rodzinnych.
Mediacje rodzinne – przyszłość zamiast wojny
Mediacje pozwalają:
👉oszczędzić czas, pieniądze i emocje,
👉skupić się na rzeczowym uregulowaniu spraw technicznych (opieka nad dziećmi, alimenty, podział majątku),
👉zakończyć związek w sposób bezpieczny i z godnością.
👉nauczyć się rzeczowej i pragmatycznej postawy wobec sporów, co z pewnością przyda się w przyszłości.
✅ Warto pamiętać, że wymiar sprawiedliwości jest przeciążony i powolny. Mediacje rodzinne mogą być drogą do konstruktywnego zakończenia sporu – bez niepotrzebnej walki.
Wsparcie adwokata w mediacjach rodzinnych
✅ Rolą adwokata w mediacjach jest zadbanie o bezpieczeństwo prawne rozwiązań, sprawdzenie ich zgodności z prawem i reprezentowanie interesów klienta. To połączenie ochrony prawnej i poszukiwania porozumienia. Jednocześnie, adwokat w mediacji rodzinnej powinien wiedzieć, kiedy… milczeć i pozwolić klientowi dyskutować rzeczowo o rozwiązaniach dotyczących jego prywatnych spraw.
✅Moim zdaniem zadanie adwokata w mediacji rodzinnej polega na tym, by zapewnić klientowi poczucie bezpieczeństwa, szybką pomoc prawną przy pojawiających się kwestiach i czuwać nad tym, by nikt nie wywierał na niego presji. Ale nie powinien prowadzić rozmów za niego. Inna będzie jakość i ocena przez strony wartości porozumienia, które wypracowały same dzięki wsparciu adwokatów, niż gdyby technicznie załatwili je sami prawnicy między sobą. O roli adwokata w mediacjach rodzinnych napisałem poprzedni artykuł, do którego link niżej zamieszczam.
🟢 Jeśli stoisz przed rozwodem – odezwij się do nas.
Pomożemy Ci przejść przez ten trudny etap bezpiecznie, z godnością i z myślą o przyszłości. Mamy doświadczenie w negocjacjach, odnosimy sukcesy na polu mediacji, w tym mediacji rodzinnych. Zawsze naszym celem jest bezpieczeństwo naszego Klienta i jego dzieci. Skontaktujcie się nami:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2019/K_015_19.PDF
https://obserwatoriumspoleczne.pl/wp-content/uploads/2021/03/rozwody20210218.pdf
https://www.infor.pl/prawo/rozwody/6732862,3-glowne-powody-rozwodow-w-polsce.html

ROLA ADWOKATA W MEDIACJACH RODZINNYCH
Rola adwokata w mediacji nie jest łatwa. Zupełnie czego innego będzie od niego oczekiwał klient korporacyjny w mediacji gospodarczej i klient w sprawie rodzinnej. Dzisiaj skupię się na mediacjach rodzinnych. Mediacjom gospodarczym poświęcę osobny tekst. Jest to uzasadnione, gdyż mediacje rodzinne i gospodarcze pod tym względem leżą na przeciwstawnych biegunach. Co ciekawe, konflikty między wspólnikami przypominają konflikty rodzinne. Może dlatego tak dobrze czuję się w konfliktach w firmach rodzinnych. Ale dzisiaj skupmy się na roli adwokata w mediacjach rodzinnych..
Jaki jest cel mediacji rodzinnych?
Jaka jest rola adwokata w mediacjach rodzinnych? Wiele osób zadaje cobie pytanie o cel mediacji rodzinnych. Mniej więcej połowa moich Klientów pyta mnie – po co mają przystępować do mediacji, skoro z drugą stroną nie da się rozmawiać. Jest to punkt wyjścia – niemalże aksjomat, który dla dobra tych ludzi staram się najczęściej przełamać. Nie zawsze mi to wychodzi, ale bardzo często próbuję i jestem z tego dumny. Podjęcie rozmów na trudne, ale bardzo ważne tematy dotyczące funkcjonowania rodziny jest wartością samą w sobie.
👉 Nawet, jeśli nie dojdzie do porozumienia w mediacji, spór w sądzie z dużym prawdopodobieństwem będzie już toczył się inaczej. Jego przedmiotem będą sposoby rozwiązania problemu, a nie walka ze znienawidzonym człowiekiem prowadzona kosztem tych, których ci ludzie kochają. I kosztem ich samych. Możemy więc powiedzieć, że sukcesem adwokata jest już doprowadzenie do rozpoczęcia mediacji. Ale na tym jego rola się nie kończy.
✅Istotą mediacji rodzinnych jest pokazanie uczestnikom, że:
1) ich spór nie musi dotyczyć wszystkich aspektów ich życia;
2) za „groźną miną” stoi drugi człowiek, który ma swoje troski i nadzieje, których nie potrafi inaczej zamanifestować;
3) należy dyskutować o rozwiązaniach trudnych spraw, a nie dyskutować o tym, czyja to wina;
4) należy szukać takich rozwiązań, które maksymalnie zaspokoją interesy obu stron;
5) najważniejsze – troska o dzieci, które nie potrafią się same obronić, wyrazić swojego stanowiska i potrzebują obojga rodziców i mają prawo do więzi z każdym z nich – te dzieci nie mogą stać się zakładnikami sporu dorosłych, ani przedmiotem w nim.
Jeśli strony to zrozumieją, będzie już z górki.
Jaka jest rola adwokata w mediacjach rodzinnych?
Adwokat powinien czuwać nad tym, by na jego Klienta nikt nie wywierał niedopuszczalnej presji oraz tłumaczyć mu wszystkie kwestie prawne. Adwokat powinien być w trakcie tych mediacji obecny, uważny i okazywać wsparcie Klientowi. Jednakże prowadzenie samych rozmów powinien zostawić w największej części właśnie jemu. Sam powinien ograniczyć czynny udział do minimum. Dlaczego?
👉🧠Istotą mediacji jest rozmowa i otwartość. Otwartość na potrzeby drugiej strony, ale również otwartość na pokazanie własnych interesów, ale również obaw, słabości, ran, trosk i oczekiwań. Zupełnie inną moc i wartość będą miały słowa, które padają z ust samej strony, niż gdyby oświadczenie o podobnej treści zostało wygłoszone przez pełnomocnika. Słowa takie będą inaczej odebrane, usłyszane, wywołają inny skutek. Mogą trafić do drugiej strony znacznie silniej. Działa to oczywiście w dwie strony.
Przecież tu nie chodzi o to, by adwokaci targowali się w imieniu swoich Klientów o wysokość alimentów, by potem każdy z nich zadzwonił do swojego Mocodawcy i przedstawił kwotę. Ona powie, że to za mało. On powie, że to za dużo. Spór nie zostanie rozwiązany, obie strony będą szukać okazji do „zaatakowania” porozumienia.
Rola adwokata w mediacjach rodzinnych – jak to powinno wyglądać?
A teraz alternatywa‼️ Strony spotykają się i pierwszy raz od 2 lat rozmawiają szczerze o potrzebach swoich dzieci, które przecież kochają. Zgadzają się, że dziecko potrzebuje jeść, mieć własny pokój, ubrania, zabawki, przedszkole, wakacje, leki itp. I podliczają wspólnie koszty zaspokojenia tych potrzeb. Rzeczowo przy tym rozmawiają, wymieniają się uwagami, dyskutują. I wspólnie ustalają kwotę oraz możliwości swojego uczestnictwa w jej pokryciu. Od czasu do czasu pytają jedynie adwokatów o kwestie techniczne.
👉To samo dotyczy kwestii technicznych związanych z opieką nad dziećmi. Chodzi o terminy i miejsce kontaktów, które będą wygodne i akceptowalne dla obu stron i ich dzieci. Przecież dla mnie jako adwokata nie jest żadnym wysiłkiem, by zadzwonić do pełnomocnika drugiej strony i ustalić, że będzie to wtorek i czwartek od 15 do 19 i co drugi weekend od tej do tej godziny. Żaden problem. 5 minut i załatwione. Ale nie o to w mediacji chodzi! W mediacji chodzi o to, by strony zaczęły ze sobą rozmawiać, nauczyły się konstruktywnej rozmowy na wąskie, techniczne, wydzielone z początku tematy. A potem – by „dziwnym trafem” jakoś naturalnie im wyszło rozszerzenie zakresu tych rozmów. Wartością jest tu proces dojścia do porozumienia przez same strony, a nie jego końcowa treść.
Jakie błędy popełniają adwokaci w mediacjach rodzinnych?
❌Najgorsze, co może zrobić adwokat w mediacji rodzinnej, to gwiazdorzyć i pokazywać swoją aktywnością Klientowi, że zasługuje na swoje honorarium. Są adwokaci, którzy boją się, że jeśli nie będą w centrum uwagi, nie będą robić „rozróby”, to klienci ich nie docenią. Będą więc prowadzić rozmowy zamiast swoich klientów, być może nawet ich ze sobą nie wezmą i przyjdą na mediację rodzinną sami. W ten sposób przekreślą wszystko to, co czym wyżej pisałem. Rola adwokata w mediacjach rodzinnych wymaga zupełnie innej postawy.
❌Inni pełnomocnicy skupią się na negocjacjach pozycyjnych zamiast rzeczowych. Na czym polega różnica? Sklupią się na targowaniu o same kwoty bez „pracy u podstaw”, to jest bez wspólnego przyjrzenia się, jakie potrzeby mają być zaspokojone i jak to można zrobić. Taki pełnomocnik może sobie wyznaczyć kwotę alimentów i iść na mediację z Klientem powtarzając wspólnie z nim w rytm krótko „2 tysiące albo śmierć, 2 tysiące albo śmierć”. A nie skupią się na tym, z czego ta kwota wynika i jak rodzice mogą wspólnymi siłami utrzymać dziecko. Taka postawa będzie odebrana jako atak, próba „okradzenia” drugiej strony, postawa roszczeniowa.
❌Jeszcze innym poważnym błędem są ataki personalne na drugą stronę w czasie rozmów. Można oczywiście zmarnować czas mediacji na dyskusje o tym, które było gorszym małżonkiem i czyja to wina. Tylko po co? Czy jeśli adwokat jednej strony wykaże drugiej, że jest „zdrajcą niegodnym miana mężczyzny, sknerą, przemocowcem i narcyzem, który zasługuje na to, by zamknąć do więzienia”, to czy Waszym zdaniem przybliży to strony do porozumienia w zakresie kontaktów z dzieckiem i zachęci go do zwiększenia zaangażowania w wychowywanie i utrzymywanie wspólnych dzieci?
W Kancelarii Jakubiec i Wspólnicy zajmujemy się sprawami rodzinnymi
👉 Prowadzimy mediacje rodzinne zarówno jako mediatorzy, jak i pełnomocnicy stron. Jesteśmy przekonani, że w zdecydowanej większości przypadków warto spróbować mediacji. Nawet jeśli nie dojdzie do zawarcia porozumienia, uwaga stron może zostać przekierowana z konfliktu personalnego na spór rzeczowy, w którym należy szukać konkretnych, pragmatycznych rozwiązań. Być może uda się, że zwaśnione strony dostrzegą w sobie partnerów do rozmowy. A to jest już wielką wartością.
Jeśli stoicie przed rozwodem, separacją albo macie konflikt o dzieci – skontaktujcie się z nami. Pomagamy przejść przez mediacje tak, abyście nie musieli walczyć latami w sądzie.
Zapraszamy do kontaktu!
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://gliwice.so.gov.pl/mediacja-w-sprawach-rodzinnych,m,mg,70,3,203
https://osrodkipomocy.ms.gov.pl/pl/dzialalnosc/mediacje/publikacje-akty-prawne-statystyki

PRZEDMIOTOWE PODEJŚCIE DO KONTAKTÓW Z DZIECKIEM?
Kontakty z dzieckiem to jedno z najczulszych zagadnień w sprawach rodzinnych. Niewątpliwie, dziecko ma prawo do obojga rodziców i powinno móc utrzymywać z nimi relacje niezależnie od konfliktów dorosłych. Niestety, w praktyce zdarza się coraz częściej, że jeden z rodziców – najczęściej ten, który nie sprawuje na co dzień opieki – wykorzystuje instytucję kontaktów nie jako narzędzie budowania relacji z dzieckiem, lecz jako formę presji wobec drugiego rodzica lub jako „kartę przetargową” w innych aspektach postępowania sądowego – szczególnie w sprawach o alimenty. Podkreślam, że opisuję w tym artykule pewne patologiczne zjawisko i nie stwierdzam, że jest tak w każdym przypadku.
Kontakty z dzieckiem – początek problemów
Często rodzic składa do sądu wniosek o szerokie kontakty z dzieckiem. W uzasadnieniu podnosi silną więź z dzieckiem, potrzebę udziału w wychowaniu i rzekomą marginalizację przez drugiego rodzica. Sąd – kierując się zasadą dobra dziecka i brakiem przesłanek ograniczających – często przychyla się do takiego wniosku. I właśnie wtedy zaczynają się problemy.
Co się dzieje? Rodzic, który tak walczył o kontakty – nie realizuje ich. Nie odbiera dziecka w wyznaczonych terminach, odwołuje spotkania w ostatniej chwili, nie informuje o zmianie planów. Zdarza się, że dziecko przygotowuje się psychicznie na spotkanie, cieszy się, czeka spakowane przy drzwiach – i… nikt się nie pojawia. Drugi rodzic zostaje postawiony w trudnej sytuacji: tłumaczy dziecku nieobecność, pociesza. Jest to bardzo trudne i przykre dla dziecka, które przecież kocha oboje rodziców i liczyło, że zobaczy się dzisiaj z tatą (lub z mamą).
Gdy to się powtarza, rodzic, który mieszka na co dzień mieszka z dzieckiem i wychowuje je decyduje się wystąpić o zmianę kontaktów. Wówczas spotyka się z zarzutem, że to przecież on/ ona utrudnia kontakty. Formułowany jest zarzut świadomej alienacji rodzicielskiej. Pisałam o alienacji w poprzednich artykułach, do których linki zamieszczam poniżej. W sytuacji, którą opisuję tutaj, jest zupełnie inaczej. To zjawisko odwrotne. Również destrukcyjne dla psychiki dziecka, ale i uderzające w plany i logistykę drugiego rodzica, który miał przecież prawo oczekiwać, że rodzic uprawniony do kontaktów zajmie się danego dnia dzieckiem, dzięku czemu możliwy będzie odpoczynek, zakupy, wizyta u lekarza, znajomych lub cokolwiek innego.
Kontakty z dzieckiem wykorzystane przedmiotów. Przykład z naszej praktyki
W jednej z prowadzonych spraw ojciec domagał się kontaktów, bardzo szerokich, z nocowaniem. Gdy sąd je przyznał, nie pojawił się ani razu przez cztery miesiące. Po tym czasie złożył do sądu pozew o obniżenie alimentów, argumentując, że „ponosi koszty utrzymywania dziecka w czasie kontaktów” i „regularnie opiekuje się dzieckiem”. Do wniosku dołączył zdjęcia sprzed kilku lat oraz wiadomości, z których wynikało, że chciał dziecko odebrać – ale celowo nie wspomniał, że wiadomości te wysyłał już po wyznaczonych terminach kontaktów. Nasza Klientka była tym wstrząśnięta.
Takie zachowania mają jeden wspólny mianownik: nie chodziło o dziecko, tylko o kontrolę nad drugim rodzicem, poprawienie swojego wizerunku przed sądem, rodziną, znajomymi lub obniżenie alimentów. Należy wprost nazwać to zachowaniem przemocowym.
Pozostawienie dziecka pod opieką osoby trzecie w czasie kontaktów
Zdarza się, że kontakty są traktowane jako dowód „zaangażowanego ojcostwa” – mimo że realnie dziecko jest pozostawione samo sobie lub powierzane innym osobom (babci, nowej partnerce/ partnerowi), podczas gdy ojciec/matka „załatwia sprawy”. Nic w tym złego, gdy zdarza się to raz na jakiś czas, ale jeśli w czasie kontaktów dziecko prawie w ogóle nie spędza czasu z rodzicem, to znaczy, że mamy poważny problem. Gdzie jest zatem granica?
Warto jednak podkreślić, że samo korzystanie z pomocy innych dorosłych przy opiece nad dzieckiem – jak babcia, dziadek– nie jest niczym złym, o ile odbywa się to w sposób przemyślany, odpowiedzialny i z poszanowaniem dobra dziecka. To naturalne, że rodzic nie zawsze może być dostępny w każdej minucie kontaktu – zwłaszcza jeśli opieka ma charakter całodniowy czy weekendowy. Ważne jednak, by nie dochodziło do sytuacji, w której dziecko staje się jedynie „odfajkowanym obowiązkiem” przekazanym osobie trzeciej, bez więzi emocjonalnej z rodzicem.
Między odpowiedzialnym wsparciem bliskich a porzuceniem roli rodzica jest zasadnicza różnica – i to właśnie sąd, ale też drugi rodzic, powinien umieć te sytuacje rozróżniać.
To samo dotyczy przebywania dziecka z nowym partnerem lub partnerką obojga rodziców. Niektórzy wpadają w furię na samą myśl o tym. Nie wyobrażają sobie, żeby ich dziecko miało w ogóle poznać nowego partnera mamy albo partnerkę taty. Nie wyobrażają sobie, zebu och dziecko miało zostać z nimi samo. Niestety, ale nie mają na to wpływu. Rodzic może postawić dziecko z osobą trzecią, ponosi przy tym odpowiedzialność za wybór tej osoby, jej kompetencje i stan psychofizyczny.
Skutki instrumentalnego traktowania kontaktów z dzieckiem
Jeżeli już dochodzi do takie zachowania, znaczy to, że to, że mamy do czynienia z poważnym problemem. O ile każde z rodziców kocha dziecko i chce dla niego dobrze, problemy mogą wystąpić na tle innej wizji tego, co jest dla niego dobre. Ale konstruktywna rozmowa, praca, czasem z psychiologiem, terapia rodzinna, mediacja, podniesienie kompetencji rodzicielskich w inny sposób mogą pomóc w dojściu do pewnego konsensusu. Natomaiat gdy dziecko traktowane jest instrumentalnie i rodzicowi nie zależy na budowaniu lub utrzymaniu więzi z nim, to znaczy, że jest źle. Jak pisałam wcześniej, uderza to w poczucie własnej wartości dziecka, które doznaje zawodu z każdym razem, gdy nie dochodzi do realizacji kontaktów. Przyczyny, jak to dziecko – doszukuje w sobie. Zastanawia się, czemu tatuś / mamusia nie przyszli? Czy mnie nie kocha? Dlaczego mnie nie kocha? Czy jestem zły / zła? Może nie zasługuję na to, żeby mnie kochano?
Jak bronić się przed instrumentalnym wykorzystaniem kontaktów?
Nie da się nikogo zmusić do miłości. Ani wobec siebie, ani wobec dziecka. Jeśli ktoś tego nie czuje, nie mamy na to wpływu. Ale pewnej uczciwości, przyzwoitości lub rzetelności można wymagać. Rzetelnie realizowane kontakty z dzieckiem są tego przykładem. A wobec przemoc owych zachowań zmierzających do kontroli i trzymania kogoś przy ziemi, żeby nie zorganizował sobie życia, można się bronic.
Sądy coraz częściej dostrzegają ten problem, choć – niestety – nadal trudno o szybkie reakcje. Aby wykazać brak realizacji kontaktów, trzeba, m.in. regularnie dokumentować sytuację: prowadzić kalendarz, zapisywać daty i godziny, robić notatki lub nawet zdjęcia. W przypadku uporczywego nierealizowania kontaktów mimo ich inicjowania, można wystąpić do sądu o:
- zmianę kontaktów,
- ustanowienie nadzoru kuratora, który będzie obecny podczas kontaktu i oceni jego przebieg,
- zagrożenie ukaraniem określoną kwotą pieniężną za niewykonywanie orzeczenia sądu.
Z punktu widzenia dobra dziecka – a to jest nadrzędną zasadą polskiego prawa rodzinnego – kontakty muszą mieć charakter realny i oparty na odpowiedzialności. Rodzic, który domaga się kontaktów tylko „na papierze”, jedynie szkodzi – nie tylko drugiemu rodzicowi, ale przede wszystkim dziecku, które zaczyna budować relację na rozczarowaniach, odrzuceniu i fałszywych nadziejach.
Czy mediacja może pomóc?
W Kancelarii Jakubiec i Wspólnicy wszyscy uważamy, że w sprawach rodzinnych warto przeprowadzać mediację. Ona nie musi zakończyć się porozumieniem, ale zupełnie inaczej, niż w sądzie, pozwoli na szczerą rozmowę i poznanie perspektywy, oczekiwań i obaw drugiej strony. Pozwoli w końcu samemu opowiedzieć o swojej perspektywie. Być może pierwszy raz strony bedą miały okazję do takiej rozmowy, w bezpiecznych warunkach, przy neutralnej osobie. W mediacji nie mamy przekonać się do swoich racji, nie jest naszym celem atakowanie kogokolwiek, ale próba zrozumienia – nie oznacza to akceptacji.
Do wielu problemów na tle opieki nad dziećmi dochodzi na skutek wieloletnich zaniedbań w komunikacji lub jej całkowitego braku. Często warto jest spróbować mediacji, w której strony poszukiwać będą rozwiązania wspólnego problemu, zanim pójdziemy do sądu, gdzie będziemy już tylko walczyć. Mediacja trwa krótko i jest relatywnie tania. Zmienia perspektywę. Jest poufna i prowadzona w bezpiecznych warunkach. Jeśli jednak nie przyniesie rezultatu, trzeba będzie żądać udzielenia ochrony przez sąd.

JAK OKREŚLIĆ WYSOKOŚĆ ALIMENTÓW?
Oczywiste jest, że utrzymanie dzieci kosztuje. Fakt rozstania rodziców nie zwalnia żadnego z nich z obowiązku uczestniczenia w kosztach tego utrzymania. Alimenty po rozstaniu mogą być przedmiotem rozmowy o potrzebach dzieci i możliwościach zarobkowych każdej ze stron, a nie walką o kwoty. Rozstanie rodziców to emocjonalny i życiowy wstrząs – nie tylko dla nich, ale przede wszystkim dla dzieci. To one tracą poczucie stałości i bezpieczeństwa, a ich życie bardzo się zmieni. W tym kontekście sprawy alimentacyjne powinny być prowadzone z myślą o jednym: o dzieciach i ich potrzebach. Niestety, rzeczywistość często wygląda inaczej.
Spór o alimenty
W Kancelarii widzimy dobrze, że najwięcej konfliktów wokół alimentów wynika nie z przepaści między potrzebami dzieci, a możliwościami rodziców. Przyczyną tych sporów jest brak komunikacji i zrozumienia funkcji alimentów. Rodzice, zwłaszcza ci, którzy mają alimenty płacić, bardzo często myślą o nich jako o „świadczeniu na rzecz drugiego rodzica”. Padają wtedy pytania: „Ile mam jej dać?”, „Po co aż tyle?”, „Czemu mam jej to przelewać?”. Rozmowa zaczyna się (i kończy) na kwocie, zamiast zacząć od pytania: „Na co moje dziecko potrzebuje tych pieniędzy?”
Zwróćmy uwagę, że każdy z nas zupełnie inaczej poczuje się, gdy usłyszy pytanie o to, czego potrzebuje jego dziecko, niż gdy usłyszy żądanie, że ma płacić kwotę X. Jest to ogromna różnica, która kształtuje konstruktywną rozmowę, dzięki której oboje rodzice mogą poczuć się odpowiedzialnie, a nawet poczuć dumę z tego, że dają radę zaspokoić potrzeby dziecka. Ale, by do tego doszło, muszą je najpierw określić i nazwać.
Walka o alimenty?
Czy określenie kwot koniecznych na utrzymanie dzieci musi być przedmiotem walki? Niestety, często tak jest. Jeden z rodziców przyjmuje pozycję obronną – wszystko, co mówi drugi, odbierane jest jako próba naciągania, wykorzystania albo zemsty. Tymczasem, kiedy uda się choć na chwilę odsunąć wzajemne urazy i skupić na realnych potrzebach dziecka, często dochodzi do zaskakujących rezultatów.
Kiedy rozmawiamy o alimentach w mediacjach, priorytetem jest odejście od sporu kwotowego na rzecz wspólnego spojrzenia na potrzeby dziecka. Praktyka pokazuje, że ten prosty zabieg zmienia wszystko.
W pamięci zapadł mi przykład mediacji, w której ojciec stanowczo sprzeciwiał się zaproponowanej przez matkę kwocie. Twierdził, że to przesada – że nie da się tyle wydać na dziecko miesięcznie. Po wspólnym omówieniu kosztów utrzymania – szkoły, wyżywienia, leków, transportu, zajęć dodatkowych – sam zaproponował alimenty wyższe niż początkowo żądała matka. Dlaczego? Bo przestał myśleć o alimentach jak o „opłacie dla byłej partnerki”, a zaczął je traktować jako realny wkład w życie swojego dziecka. Wspólne zrozumienie potrzeb dziecka znosi wiele emocjonalnych barier.
Problemy przy ustalaniu alimentów
Częstym problemem jest także niechęć do przekazywania pieniędzy „do rąk” drugiego rodzica. Padają argumenty: „Nie chcę jej płacić”, „Nie dam mu pieniędzy, bo nie wiem, na co je wydaje”. Rodzice proponują wówczas alternatywę: „Sam zapłacę za obiady, korepetycje, buty, wycieczki”. Choć brzmi to rozsądnie, w praktyce takie rozwiązanie jest nieskuteczne i często destrukcyjne. To próba zachowania kontroli i – niestety – ograniczenia drugiej stronie możliwości swobodnego i odpowiedzialnego gospodarowania budżetem domowym.
Rodzic staje się wówczas petentem, który musi prosić o zgodę na każdy wydatek. Dziecko zaś – zamiast czuć stabilność – zaczyna funkcjonować w systemie „uznaniowego finansowania”. Alimenty nie powinny być mechanizmem wnioskowym. To wsparcie, które umożliwia codzienne, niezależne funkcjonowanie dziecka. Dzieci potrzebują jedzenia codziennie, rosną bez ostrzeżenia, chorują bez zapowiedzi. Jeśli jeden rodzic oczekuje, że o każdą złotówkę trzeba będzie pytać, uzasadniać i czekać na zgodę – to nie wspiera, lecz utrudnia życie dziecka.
Często spotykamy się również z próbą obniżenia alimentów po to, by zostawić sobie „rezerwę” na prezenty lub kieszonkowe. Padają stwierdzenia: „Wolę kupić coś sam”, „Chcę mieć za co dać mu coś ekstra”. Choć intencje bywają dobre – chodzi o budowanie relacji z dzieckiem – to w praktyce wprowadza to niezdrową nierównowagę. Dziecko zaczyna odbierać „codzienne życie” jako obowiązek jednego rodzica, a „nagrody i przyjemności” jako domenę drugiego.
To zafałszowuje obraz rzeczywistego wkładu w wychowanie i prowadzi do niepotrzebnych napięć. Konsola do gier czy wyprawa do parku rozrywki nie zastąpią ciepłych posiłków, leków i codziennych rachunków. Co więcej – dzieci, nawet jeśli początkowo cieszą się z prezentów, z czasem zaczynają rozumieć, kto naprawdę o nie dba, a kto tylko bywa „fajny” od święta.
Wykorzystanie alimentów w sporze?
Zdarza się też, że alimenty są zawyżane lub zaniżane nie w odniesieniu do realnych potrzeb dziecka, lecz jako element rozgrywki między rodzicami. Jedna strona walczy o jak najniższe zobowiązanie, by móc potem pokazać się dziecku jako ten „lepszy” – od niespodzianek i prezentów. Tymczasem druga strona zostaje z codziennymi obowiązkami, wydatkami i odpowiedzialnością. Taka strategia może przynieść chwilową satysfakcję, ale w dłuższej perspektywie niszczy relację z dzieckiem. Dzieci widzą i rozumieją więcej, niż dorosłym się wydaje.
Dlatego przed każdą rozmową o alimentach warto się przygotować – nie tylko prawnie, ale i emocjonalnie. Spisać potrzeby dziecka, policzyć realne koszty życia, podejść do tematu bez agresji i podejrzliwości. Zamiast pytać „ile mam płacić?”, lepiej zapytać „czego dziecko potrzebuje i jak mogę w tym uczestniczyć?”.
Rola mediacji w ustalaniu alimentów
W mediacjach coraz częściej udaje się dojść do sensownych porozumień – właśnie dlatego, że atmosfera rozmowy pozwala mówić normalnie, nie walczyć o rację, ale szukać rozwiązania. I to nie dla byłego partnera – dla dziecka. W mediacji jest przestrzeń do rozmowy o potrzebach dzieci, a nie do targowania się o kwotę. W mediacji możemy pomóc stronom zmienić perspektywę patrzenia na funkcję alimentów. Dzięki dobrej rozmowie i pracy, którą każda ze stron wykona, mogą zrozumieć, że rolą alimentów nie jest rozgrywka między stronami, ale zapewnienie utrzymania dzieci. Dojście do tego wniosku wbrew pozorom nie jest wcale łatwe i oczywiste.
Alimenty to nie prezent. To nie narzędzie wpływu. To nie opłata za widzenia. To forma odpowiedzialności za wspólne życie, które się stworzyło. Jeśli spojrzymy na nie z tej perspektywy, nawet trudna rozmowa może być pierwszym krokiem do spokoju – tak potrzebnego każdemu dziecku.
W każdej sytuacji – także po rozstaniu – alimenty powinny być wyrazem równoprawnego uczestnictwa obojga rodziców w życiu dziecka. Nie są karą, nie są przywilejem – są naturalną konsekwencją bycia rodzicem. Jeśli pomożemy stronom zrozumieć, że uczestniczenie w wychowaniu dziecka jest nie jest karą, ale powodem do dumy z realizacji (nieraz trudnej) jednego z najważniejszych obowiązków w życiu, to prawie każdy zrozumie, że elementem koniecznym do tego jest również uczestniczenie w kosztach wychowania dzieci. Druga strona – najczęściej matka – powinna jednak wystrzegać się kuszącej dla niektórych próby „pasożytowania” na drugim rodzicu. Jest to zjawisko karygodne i destrukcyjne w dłuższym terminie i dla jej psychiki. Stanowi również paskudny przykład dla dzieci.
Jeśli chcecie porozmawiać o alimentach lub macie inny problem dotyczący prawa rodzinnego, zapraszam serdecznie do kontaktu!
