
SPRAWY RODZINNE – WALKA CZY WSPÓŁPRACA?
Sprawy rodzinne są emocjonalnie trudne. Często wiążą się z wieloma pretensjami i krzywdami. Każda ze stron uważa najczęściej, że to jej dzieje się krzywda. Między walczącymi rodzicami są dzieci – często bezbronne i wystraszone. Kiedy indziej cierpi wspólnie budowana przez małżonków firma. Czy sprawy rodzinne muszą zawsze oznaczać brutalną walkę? Czy i kiedy jest szansa na dobre porozumienie albo współpracę?
Dlaczego decydujemy się na walkę w sprawach rodzinnych?
Sprawy rodzinne cechują się – co zrozumiałe – silnymi emocjami. Są to poczucie krzywdy, wstydu, żal, złość, gniew, ale i strach, lęk, wyrzuty sumienia. Najczęściej, emocje te mieszają się i występują obok siebie. Nie bez znaczenia są kwestie wizerunkowe – przejmujemy się tym, „co ludzie powiedzą”. Walczymy w końcu o alimenty, podział majątku. I na tym tle dochodzi do wielu nieporozumień. Dzieci – niestety – często traktowane są w tych sprawach przedmiotowo.
Przede wszystkim jednak – nie potrafimy ze sobą rozmawiać. Ludzie rozstają się, gdyż często nie potrafili rozmawiać ze sobą już wcześniej. Tym trudniej jest im więc rozmawiać ze sobą wtedy, gdy ich świat się wali, a emocje lub „życzliwe” osoby stają się głównymi doradcami. Ostatnio do grona tych doradców dołączyły modele językowe sztucznej inteligencji. Są one wyjątkowo niebezpieczne w tej roli, gdyż mają pewną niebezpieczną cechę –utwierdzają rozmówcę w jego pierwotnych przekonaniach. Sprawiają przy tym wrażenie obiektywnych i „wszystko wiedzących”, dlatego użytkownik czuje się dodatkowo wzmocniony „autorytetem” AI.
Sprawy rodzinne: Jak działa podstawowy błąd atrybucji?
W sprawach rodzinnych wyjątkowo mocno ujawnia się podstawowy błąd atrybucji. Jest to znana psychologii tendencja do tłumaczenia cudzego zachowania przez jego wewnętrzne cechy. W sporach rodzinnych bardzo łatwo przychodzi nam tłumaczenie zachowań drugiej strony przez przypisywanie jej negatywnych cech: „leniwa”, „głupi”, „chciwa”, „przemocowiec”, „narcyz” itp.
Co „zyskujemy” przez podstawowy błąd atrybucji w sprawach rodzinnych?
W ten sposób osiągamy niskim kosztem dwa cele na raz: 1) unikamy konieczności zmierzenia się z argumentacją drugiej strony; 2) stawiamy się na przeciwległym biegunie. W ten sposób nazywając drugą stronę „głupią i leniwą” przekreślamy jej argumenty, a jednocześnie pokazujemy siebie jako „mądrych i pracowitych”. To bardzo łatwe i przyjemne. Ale jednocześnie niebezpieczne: zaczynamy myśleć w kategoriach dobra i zła, a to nie zbliża nas do porozumienia. W końcu – jak wielu z nas rozumuje – z tym „złym” się nie rozmawia! Z tym „złym” się walczy!
Panie Mecenasie, z nim nie da się rozmawiać!
Chyba tylko „dzień dobry” słyszę w Kancelarii częściej. Możecie mi nie wierzyć, ale ponad 90% moich Klientów w sprawach rodzinnych mówi, że z drugą stroną nie da się rozmawiać.
Czy w ten sposób nie idziemy jednak na skróty i nie staramy się uniknąć rozmów trudnych, nieprzyjemnych niewygodnych? Czy nie staramy się uniknąć konieczności zmierzenia się z własnymi błędami lub częściowo chociaż uzasadnionymi oczekiwaniami drugiej strony?
Co sprawia, że jesteśmy gotowi i skłonni raczej położyć się i umrzeć? A nie widzimy możliwości… rozmowy? Czy nasza tragiczna historia nie sprawia, że nie cenimy rozmowy, umiarkowania i porozumienia, a upatrujemy sensu, siły i celu w tym, żeby raczej walczyć do końca i demonizować przeciwnika?
Staram się tłumaczyć moim Klientom, że odmowa rozmów to nie dowód siły. To kapitulacja wobec wspólnego problemu. Ludzie niestety znacznie łatwiej wybierają drogę związaną z pozbawieniem się możliwości manewru i sprawczości. Godzą się na cierpienie własne, dzieci, rodziny, byle tylko móc uchodzić za niezłomnych w oczach drugiej strony, na opinii której ponoć w ogóle im już nie zależy. Dla mnie to sprzeczność, która przysparza ludziom mnóstwa cierpienia. Uważam za swój obowiązek zwracać im na nią uwagę.
O tym, że odmowa rozmów jest faktyczną kapitulacją pisałem już w tym artykule:
Tutaj znajdziecie pierwszy z cyklu artykułów o tym, czemu rozmawiać nie chce druga strona:
Sąd nie rozwiązuje problemu, ale rozstrzyga. To różnica
Sąd nie jest od rozwiązywania problemów. Sąd jest od rozstrzygania sporów. Rozstrzygniecie polega na tym, że sąd przyznaje rację jednej ze stron. Ale w ten sposób nie usuwa problemu. Najczęściej tworzy nowy. Proces sądowy ukierunkowany jest na walkę stron. Każda z nich stara się przekonać sędziego, że ta druga jest „złym człowiekiem”. I tak schodzi ludziom kilka lat. Spór rośnie, a strony stają się jego zakładnikami. Angażują coraz bardziej swoje imię, znajomych, rodziny, ale również prawników. Ponoszą coraz większe koszty, więc angażują się i zrastają ze swoimi żądaniami coraz mocniej. A na końcu sąd wydaje wyrok, który po jednej ze stron spowoduje poczucie krzywdy i chęć rewanżu. To jest droga, która najczęściej nie prowadzi donikąd.
Kiedy walczyć w sprawie rodzinnej?
Są oczywiście sytuacje, kiedy rozmowa (eufemistycznie) nie będzie pierwszym wyborem. Dotyczy to przypadków realnej przemocy, wykorzystywania seksualnego dzieci lub popełnienia innych, ciężkich przestępstw przeciwko małżonkowi, dzieciom lub najbliższej rodzinie. Jednakże są to przypadki dość rzadkie. Najczęściej, pole do porozumienia realnie istnienie. Dlaczego dorośli ludzie mieliby nie być w stanie porozumieć się co do grafiku kontaktów lub opieki nad dzieckiem? Czy naprawdę nas to przerasta do tego stopnia, żebyśmy oczekiwali, że zrobi to za nas sąd po 3 latach procesu?
Problemem nie jest to, że korzystamy z prawa do sądu. Problemem jest to, że robimy to zbyt szybko. Idziemy walczyć zanim spróbowaliśmy realnie się porozumieć. Zbyt szybko rezygnujemy z możliwości załatwienia swoich spraw i angażujemy się w niepotrzebną walkę w sądzie. Robimy to zamiast podjąć realne próby porozumienia. Czynimy tak również z jeszcze jednego – bardzo prostego powodu – złość i duma przeszkadza nam w myśleniu.
Sąd powinien rozstrzygać spór, gdy stronom nie udało się go rozwiązać w sposób polubowny. Ale rolą stron i mądrych pełnomocników jest to, by od tej próby zacząć. Jeśli nie przyniesie rezultatu, trzeba będzie pójść do sądu. Ale wtedy postępowanie sądowe wygląda już inaczej – jest znacznie bardziej rzeczowe, spokojniejsze.
O roli mediacji w sprawach rodzinnych możecie poczytać na stronie Amerykańskiego Stowarzyszenia Arbitrażu: https://www.adr.org/mediation-industries/family-mediation/
lub na stronie Sądu Okręgowego w Łodzi: https://lodz.so.gov.pl/mediacje,m,mg,141,s,0
O standardach mediacji w sprawach rodzinnych przeczytacie na stronie Polskiego Centrum Mediacji: https://mediator.org.pl/baza-wiedzy/standardy-mediacji/#standardy-mediacje-rodzinne
Sprawy rodzinne. Zaproszenie do kontaktu
Jeśli potrzebujecie pomocy w sprawie rodzinnej, bo czujecie, że utknęliście i chcecie skorzystać z innego podejścia, odezwijcie się do nas. Pomagamy naszym Klientom rozwiązywać ich problemy, zaczynamy niemal zawsze od środków polubownych. To naprawdę działa.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935

CZYM JEST PRZEMOC FINANSOWA W ZWIĄZKU?
Mamy dwie podstawowe formy przemocy fizyczną oraz psychiczną. Jedną z form przemocy psychicznej jest przemoc finansowa i to nią (z punktu widzenia związków) zajmę się w tym artykule. Przemoc finansowa przy okazji spraw rozwodowych oraz licznych rozmów prowadzonych z Klientami często ujawnia się jako przyczyna rozpadu pożycia małżeńskiego. Nierzadko bywa ona początkowo starannie maskowana. Czym jest przemoc finansowa? Jak ją rozpoznać, zanim zdąży skutecznie zrujnować relację? I wreszcie – co najważniejsze – jak z nią walczyć? Na te pytania odpowiada niniejszy artykuł.
Przemoc finansowa- kogo najczęściej dotyka?
Przemoc finansowa w przeważającej liczbie przypadków dotyka kobiet. Dlaczego? Ponieważ to właśnie kobiety wciąż – statystycznie i praktycznie – biorą na siebie główny ciężar wychowywania dzieci oraz prowadzenia gospodarstwa domowego. Mężczyźni natomiast częściej realizują się zawodowo, zapewniając rodzinie środki utrzymania.
W klasycznym podziale ról nie ma nic złego, każdy ma przecież prawo do organizacji życia po swojemu. Problem pojawia się wówczas, gdy osoba przynosząca pieniądze do domu zaczyna traktować je jak formę nacisku, a siebie samego – niczym domowego ministra finansów i najwłaściwszego dysponenta budżetu w jednym. Praca wykonywana w domu bywa w takich sytuacjach uznawana za błahy wkład w funkcjonowanie rodziny.
Czym jest przemoc finansowa?
Przemoc finansowa (zwana również ekonomiczną) polega na kontrolowaniu przez jedną stronę wspólnych środków poprzez ograniczenie dostępu lub sposobu ich wykorzystywania drugiej stronie . Innymi słowy – jeden partner ma pieniądze, a drugi musi prosić o pozwolenie na ich użycie.
Przykład pierwszy: Partner zabrania kobiecie dostępu do wspólnego konta bankowego, mimo że oboje pracują i wpłacają na nie pieniądze.
On sam decyduje o wszystkich wydatkach, daje jej „kieszonkowe”, kontroluje paragony i odmawia pieniędzy na podstawowe potrzeby (np. leki, ubrania, transport), tłumacząc to „dbaniem o budżet”.
Przykład drugi: Mężczyzna choruje przewlekle i ma ograniczoną zdolność do pracy. Jego partnerka przejmuje pełną kontrolę nad jego dochodami (rentą/zasiłkiem), zabiera kartę bankową i decyduje o wszystkich wydatkach. Odmawia mu pieniędzy na leki, rehabilitację lub wizyty lekarskie, twierdząc, że „przesadza” albo że „nie ma na to budżetu”, jednocześnie wydając pieniądze na własne potrzeby.
W obu przypadkach mechanizm jest ten sam: pieniądz staje się narzędziem kontroli, a nie wspólnym dobrem.
Gdzie przebiega granica? Kontrola a wspólne ustalenia
Wspólne ustalenie budżetu, klasyczny podział ról w domu czy nawet rezygnacja jednego z małżonków z pracy zawodowej same w sobie nie są czymś złym, o ile są oparte na dobrowolności obydwóch stron.
Przemoc finansowa występuje się tam, gdzie:
a. jedna osoba podejmuje decyzje finansowe samodzielnie nie biorąc pod uwagę zdania drugiej strony,
b. druga strona nie ma realnego wpływu ani wiedzy na wydatki,
c. dostęp do pieniędzy jest warunkowy lub uzależniony od „posłuszeństwa”,
d. próby rozmowy o finansach kończą się groźbami, ośmieszaniem lub szantażem ekonomicznym,
e. mimo początkowego podziału ról, dochodzi do uderzenia w poczucie własnej wartości drugiego partnera, umniejszania jego roli oraz tego, co druga strona robi dla rodziny, tylko ze względu na fakt, że nie przynosi pieniędzy do domu.
Kiedy zaczyna się przemoc?
Zazwyczaj przemoc finansowa nie zaczyna się z dnia na dzień. Gdyby przecież tak się zdarzyło, że np. z chwilą zawarcia związku małżeńskiego, mąż konfiskuje portfel żony, wówczas wywołałoby to opór, nagły sprzeciw. Zazwyczaj przemoc zaczyna się od drobnych decyzji.
Przykładowo mężczyzna prowadzi biznes i proponuje, żeby kobieta po urodzeniu dzieci nie wracała do pracy, bo przecież po co będzie traciła czas na dojazdy do niej, poza tym kto zajmie się dziećmi, kiedy będą chore (przecież nie on, bo on ma firmę). W taki sposób na lata kobieta pozostaje pracując (jedynie i aż) w domu. Zazwyczaj traci ona realny wpływ na finanse, nie wie w jakiej formie mąż prowadzi firmę, nie wie czyj jest dom, gdzie są akty notarialne, jakie są hasła do banku, żyje z tego, co łaskawie da jej mąż. Takie sytuacje dzieją się i trwają latami. Czasami z wygody (gdy kieszonkowe od męża jest duże), lecz zazwyczaj ze strachu “jak ja dam sobie radę kiedy odejdę”, “widzę, że mnie zdradza, ale bez niego jestem nikim, nie ma gdzie się podziać, nie mam za co żyć”. To nie są hasła z telenoweli, to słowa kobiet, z którymi w ostatnim czasie miałam okazję rozmawiać.
Skutki przemocy finansowej
Długotrwała przemoc finansowa prowadzi nie tylko do problemów materialnych, ale również do:
- utraty samodzielności i poczucia sprawczości,
- zależności ekonomicznej utrudniającej odejście z relacji,
- obniżonego poczucia własnej wartości,
- problemów z powrotem na rynek pracy.
Krótko mówiąc: brak pieniędzy to często brak realnego wyboru.
Jak się bronić? (czyli kilka kroków zanim powiesz „dość”)
1. Dokumentuj – przelewy, wiadomości, ograniczenia, brak dostępu do środków.
2. Zadbaj o własne konto – nawet jeśli pieniądze są „wspólne”.
3. Nie podpisuj dokumentów w ciemno – miłość miłością, ale kredyt zostaje.
4. Porozmawiaj z prawnikiem – najlepiej zanim sytuacja stanie się dramatyczna.
5. Pamiętaj, że pieniądze to nie łaska – to narzędzie do normalnego funkcjonowania.
Przemoc finansowa a prawo – dlaczego ma znaczenie procesowe?
Przemoc finansowa nie jest jedynie problemem relacyjnym czy „kwestią domowych ustaleń”. W świetle prawa może stanowić formę przemocy domowej, a jej istnienie ma realne znaczenie w postępowaniach sądowych – w szczególności rozwodowych.
W praktyce sądowej przemoc finansowa bywa kwalifikowana jako zachowanie naruszające obowiązek wzajemnej pomocy i współdziałania małżonków. Może mieć wpływ na ustalenie winy w rozkładzie pożycia małżeńskiego, a także na rozstrzygnięcia dotyczące alimentów, zabezpieczenia roszczeń czy sposobu korzystania z majątku wspólnego.
Co istotne, ograniczanie drugiemu małżonkowi dostępu do środków finansowych, uniemożliwianie podjęcia pracy zarobkowej czy zatajenie informacji o stanie majątku może zostać ocenione przez sąd jako działanie umyślne i długotrwałe, a nie „neutralna organizacja finansów”.
Przemoc finansowa a majątek wspólny
Wbrew obiegowym przekonaniom fakt, że jedna osoba zarabia, nie oznacza, że pieniądze „należą tylko do niej”. W małżeństwie objętym wspólnością majątkową wynagrodzenie wchodzi do majątku wspólnego. Tak zaś, gdzie mamy rozdzielność majątkową, małżonkowie są zobowiązani do wzajemnej pomocy.
W mojej praktyce spotykam się z sytuacjami, w których jeden z małżonków:
a. nie ma dostępu do rachunków bankowych,
b. nie zna wysokości dochodów drugiej strony,
c. nie wie, jakie zobowiązania zostały zaciągnięte,
d. dowiaduje się o kredytach lub długach dopiero w trakcie rozwodu.
Takie działania nie tylko pogłębiają zależność ekonomiczną, ale często utrudniają późniejszy podział majątku i obronę własnych praw.
Przemoc finansowa- Podsumowanie
Przemoc finansowa nie pozostawia siniaków, ale skutecznie pozbawia wolności. Jeśli w związku jedna osoba ma pełnię władzy nad pieniędzmi, a druga jedynie dostęp warunkowy – to nie jest partnerstwo, lecz system zależności. Jeżeli rozpoznajesz opisane mechanizmy w swojej relacji, warto zasięgnąć profesjonalnej porady prawnej, zanim sytuacja stanie się dramatyczna. Prawo daje narzędzia ochrony – trzeba tylko wiedzieć, kiedy i jak z nich skorzystać.
Chcesz przeczytać inne artykuły z zakresu prawa rodzinnego, zapraszam na stronę: https://jakubieciwspolnicy.pl/alienacja-rodzicielska-przykra-rzeczywistosc/
Chcesz dowiedzieć się więcej o przemocy finansowej, oto link do:
a. spotu Rzecznika Praw Obywatelskich: https://www.youtube.com/watch?v=4eFBG-w2tHI
b. badań prowadzonych w ramach Europejskiego Instytutu Równości Płci: https://odpowiedzialnybiznes.pl/wp-content/uploads/2023/08/EIGE_Factsheet_EconomicViolence.pdf
c. analizy kosztów ponoszonych przez przez społeczeństwo związku z przemocą ekonomiczną: https://newcomb.tulane.edu/sites/default/files/LA%20report%20IPV%20costs_3%2022%2024_final%20(1).pdf

ROZMOWA O MEDIACJACH Z JERZYM ZIELIŃSKIM
Zobaczcie moją rozmowę z Jerzym Zielińskim – redaktorem naczelnym Magazynu Pewna Terapia oraz prowadzącym podcast na Youtube. Rozmawialiśmy o sporach, konfliktach, mediacjach i negocjacjach. Czy udało mi się wszystko wytłumaczyć? Oceńcie sami.
Jerzy Zieliński podcast – to przestrzeń ważnych rozmów na trudne tematy
Jerzy Zieliński podcast to kanał na YouTube, na którym rozmawia się o sprawach trudnych. Dlatego uznaliśmy, że to dla mnie świetna przestrzeń do rozmowy. Nasza rozmowa dotyczyła mediacji i negocjacji w trudnych sprawach rodzinnych i gospodarczych. Tak, wbrew pozorom mają one ze sobą wiele wspólnego. Starałem się pokazać, ze mediacja jest narzędziem zarządzania konfliktem, a sąd miejscem jego formalnego rozstrzygnięcia. To nie to samo – i nie służy temu samemu celowi.
Opowiadałem o przyczynach konfliktów i ich rozwiązywaniu. Mówiłem o korzyściach płynących z dialogu. Podałem prawdziwe przykłady z własnej praktyki. Dowiecie się, kim był człowiek, który powiedział „Chcę udowodnić, że on jest świnią.”
Z tej rozmowy dowiecie się między innymi:
- czym różni się konflikt od sporu? – Konflikt to spór, który eskalował do etapu, w którym to człowiek zaczyna być problemem.
- czym jest eskalacja? – to (nie?) zamierzone i (nie?) kontrolowane wejście na wyższy próg szkodzenia drugiej stronie i ponoszenia strat. Oznacza to, że jesteśmy gotowi „zrobić krzywdę komuś” i godzimy się na to, że ten ktoś „zrobi krzywdę nam”. Eskalacja polega na tym, że godzimy się na to, że te krzywdy będą coraz większe.
- czemu sąd nie rozwiązuje sporów? – bo są od ich rozstrzygania, a przyznanie racji nie ma nic wspólnego z usunięciem przyczyn sporu.
- dlaczego mediacja często jest lepsza od sądu? – jest szybsza, tańsza i mniej sformalizowana.
- jak rozmawiać o trudnych sprawach? – szczerze i z odwagą, asertywnie i uważnie.
- o co kłócą się wspólnicy? – zapewniam, że nie tylko o pieniądze!
- i… jak można negocjować z kosmitami – na sam koniec zostawiam Wam przykład, czy można tak negocjować, żeby obie strony były zachwycone? Przykład kosmitów i Egipcjan pokazuje, że tak.
Dlaczego rola mediacji rośnie?
Mediacja nie zastąpi sądów. Ona służy czemuś innemu. Sądy są ostatnią deską ratunku, po która należy sięgnąć, gdy inne środki zawiodły. Niestety, wiele osób ciągle od nich zaczyna. A przecież powinniśmy zadać sobie pytanie, czy musimy angażować aparat państwowy, żeby załatwiać nasz sprawy?
Zgodnie z najnowszymi danymi Ministerstwa Sprawiedliwości dotyczącymi mediacji rodzinnych, liczba spraw kierowanych do mediacji systematycznie rośnie. Potwierdza ich skuteczność w rozwiązywaniu sporów rodzinnych.
Co warte podkreślenia, nie chodzi tu tylko o ilość, ale jakość. Mediacja pozwala usunąć spór, ochronić lub naprawić relację albo chociaż zminimalizować tarcia w przyszłości. To bardzo cenna właściwość, o której często zapominamy.
O tym, że spory można skutecznie rozwiązywać również poza sądem, możecie przeczytać m.in. na stronie https://www.americanbar.org/groups/dispute_resolution/resources/ największej na świecie organizacji zrzeszającej adwokatów w USA.
Zalety mediacji, w tym znaczne skrócenie czasu potrzebnego na załatwienie sprawy, są przedstawione w tym raporcie: https://www.coe.int/en/web/cepej/cepej-stat. Z raportu tego dowiecie się m.in., że szczególny nacisk kładzie się teraz na tzw. Child-Inclusive Mediation. Jest to mediacja z udziałem dzieci. Nasza kancelaria wdraża jako priorytet w ochronie dobra małoletnich. Niestety, ciągle spotykamy się z niechęcią niektórych mediatorów starszego pokolenia. Niedawno jeden z nich powiedział, że „nie zwariował jeszcze, żeby zapraszać dzieci do mediacji” – a mowa była o 16 letnim chłopaku.
O tym, jak ja sam zacząłem zajmować się prawem rodzinnym możecie przeczytać m.in. tutaj:
Zapraszamy do kontaktu!
Jeśli chcecie porozmawiać o sporach, które prowadzicie albo konfliktach, których jesteście stroną, odezwijcie się do nas.
Pomagamy rozwiązywać spory, szukamy optymalnych rozwiązań i szukamy porozumienia, gdy tylko jest możliwe.
W pierwszej kolejności stawiamy na porozumienie, ale nie unikamy procesu, gdy jest potrzebny.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
Pracujemy po to, żeby Wam pomóc!

AI JAKO DORADCA W SPRAWACH RODZINNYCH
W kilu ostatnich wpisach zająłem się rolą AI w rozwiązywaniu i eskalacji sporów między wspólnikami. Teraz chciałem przyjrzeć się temu, jak ludzie wykorzystują sztuczną inteligencję w sprawach bardzo delikatnych. Mam na myśli sprawy rodzinne. Opiszę Wam przypadki, z którymi zetknąłem się osobiście – żeby daleko nie szukać – w grudniu 2025 roku. Są one dla mnie szczególnie interesujące, ponieważ zajmuję się konfliktami jako zjawiskiem i obserwuję rosnącą rolę AI w ich powstawaniu i eskalacji. Sprawy rodzinne są jednym z obszarów, gdzie jest to szczególnie widoczne.
AI w sprawach rodzinnych i jej wpływ na zachowanie ludzi
Coraz częściej dostrzegam silny wpływ AI na dynamikę sporów rodzinnych. W tym tekście podzielę się z Wami sprawami z ostatnich tygodni. Zmieniam oczywiście szczegóły tak, aby uniemożliwić identyfikację kogokolwiek. Z każdą z osób, których historię przedstawiam, rozmawiałem kilka razy osobiście lub online. Opisuję zjawisko nowe, którego konsekwencje dla życia rodzinnego i dobrostanu psychicznego jednostek, rodzin i społeczności nie są jeszcze zbadane. Staram się powstrzymywać od ocen – zostawiam je Wam.
SPRAWA PIERWSZA – PYTANIE O KONTAKTY Z DZIECKIEM PO ROZWODZIE
Zgłosił się do mnie Klient, który właśnie się rozwiódł. Nie uczestniczyłem w tym rozwodzie. Mężczyzna między 30, a 40 – dobrze prosperujący i inteligentny. Prosił o pilną poradę. Ustalił bowiem w trakcie rozwodu, który odbył się 2 tygodnie wcześniej, że będzie miał kontakty z dziećmi w określone dni w tygodniu i co drugi weekend. Co ważne – państwo ciągle ze sobą mieszkają.
W związku z tym, była żona powiedziała mu, że zamierza w najbliższy weekend wyjść na imprezę – a on zgodnie z ustaleniami – ma zająć się dziećmi.
Pan zapytał jeden z modeli AI, czy ustalone kontakty oznaczają, że on musi się w tym czasie zajmować dziećmi, czy też jest to jedynie jego prawo, „zabezpieczenie”, gdyby była żona zamierzała mu to utrudniać. Czat utwierdził go w przekonaniu, że jest to jedynie jego prawo, a więc matka nie ma prawa od niego oczekiwać, że zajmie się dziećmi. Po tej „rozmowie” z AI doszło do gwałtownej kłótni między nimi.
Pomijam już fakt, że takie kwestie powinni klientom wytłumaczyć ich prawnicy. Jest to w końcu abecadło nowej rzeczywistości. Problem polegał na tym, że model językowy nie udzielił prawidłowej porady prawnej. Odpowiedź była nieprawdziwa. Utwierdziła jednak tego pana w mylnym przekonaniu. To, co się stało dalej jest idealnym przykładem sprzężonego błędu atrybucji.
Użytkownik miał wątpliwości. Opisał wycinek rzeczywistości w sposób, który pozwolił czatowi na udzielenie odpowiedzi utwierdzającej go w błędnym przekonaniu. Spowodowało to utwierdzenie, wzmocnienie tego przekonania i gotowość do konfrontacji i eskalacji.
Sprawa druga – AI jako wynajęty psychoanalityk
Klientka koło 30 roku życia. Inteligentna, wykształcona i bardzo dobrze zarabiająca. Przygotowując się do sprawy poprosiła popularny model AI o stworzenie modelu psychologicznego swojego męża.
Opisała go dokładnie tak, jak go widziała. Czat odpowiedział, że „co prawda nie jest psychologiem, ale…” chętnie pomoże. Po czym przypisał mu połowę istniejących zaburzeń utwierdzając ją m.in. w tym, że mąż jest niedojrzały emocjonalnie, głęboko narcystyczny i psychopatyczny.
W oparciu o rozmowę z modelem AI stwierdziła, że nie może mu zaufać i zostawiać z nim dziecka, gdyż nie byłoby to dla tego dziecka bezpieczne.
Gdy zaproponowałem, żeby skonsultowała to z psychologiem, powiedziała, że nie ma takiej potrzeby. Czat odpowiedział jej już na wszystkie pytania. W efekcie ta pani gotowa uniemożliwić mężowi kontakty z synem, by go chronić przed ojcem.
Problem nie polegał na samej analizie. Chodzi o to, że rozmowa z modelem AI została potraktowana jak diagnoza kliniczna, a opierała się wyłącznie na jednostronnym opisie. Pomijam już, że dokonał jej model językowy, a nie uprawniony do tego psychiatra lub psycholog. On również powinien zbadać pacjenta, posłużyć się testami i obserwacją, a nie bazować na samej relacji zaangażowanej osoby.
Nie przyjąłem tej sprawy.
Sprawa trzecia – AI jako analityk rozmów
Przyszli do mnie na mediację rodzice dwojga małych dzieci. Początkowo po rozstaniu ich rodzicielska współpraca przebiegała poprawnie. Od tego czasu państwo rozmawiali ze sobą niemal już wyłącznie przez komunikator WhatsApp i dość długie wiadomości pisane na nim.
Wkrótce zaczęli wzbudzać w sobie nieufność, doszukiwać się ukrytych zamiarów, aluzji i wielowariantowego planowania w celu zaszkodzenia sobie. Oboje nabrali przekonania, że drugie z nich gotowe jest użyć dzieci przedmiotowo, a nawet godziło się na długotrwałe ujemne następstwa psychiczne po ich stronie, byle postawić na swoim.
Okazało się, że każde z nich wklejało otrzymane wiadomości do okna modelu AI, który szczegółowo je analizował, po czym pomagał przygotować odpowiedź. Odpowiedź taka była wysyłana i poddawana podobnej analizie przez drugą stronę.
Powstała spirala podejrzeń i gotowość do podejmowania coraz bardziej radykalnych kroków. Każde z nich straciło w pewien sposób kontakt z rzeczywistością.
AI w sprawach rodzinnych – wnioski
Te trzy przykłady z mojej praktyki pokazują, że mamy tendencję do:
- szukania potwierdzenia pierwotnych założeń;
- podlegamy wzmocnieniu przekonań po otrzymaniu potwierdzenia;
- preferujemy AI jako źródło potwierdzenia, gdyż jest:
- szybsze;
- tańsze;
- milsze;
- stoi za nią nimb wszechwiedzy i tajemniczości, przez co wydaje nam się bardziej atrakcyjna, niż jakiś prawnik albo psycholog.
Prowadzi to do powstania myślenia tunelowego i gotowości do szybkiego i nieprzemyślanego wchodzenia na wyższe szczeble eskalacji w sporze. Co najgorsze, nasze pierwotne uprzedzenia i przekonania ulegają wzmocnieniu, gdyż uznajemy, że dostaliśmy potwierdzenie od niezawodnej technologii.
Skutki tego zachłyśnięcia się AI są obecnie trudne do przewidzenia. I problem nie leży w samej technologii, ale w tym, że wiele osób nie potrafi krytycznie oceniać uzyskiwanych odpowiedzi.
Co ważne, AI sprzyja też potęgowaniu skutków podstawowego błędu atrybucji, o czym pisałem już tutaj:
O tym, że klienci przychodzą do mojej kancelarii z gotowymi „rozwiązaniami” i oczekują ich realizacji pisałem już kilka razy. Motyw AI w sprawach rodzinnych przewija się u mnie od początku 2025 roku. Możecie przeczytać np. ten artykuł:
O myśleniu tunelowym i sprzężonym błędzie konfirmacji pisałem z kolei tu:
Dla zainteresowanych: badania naukowe o roli AI w utrwalaniu błędów poznawczych
AI w sprawach rodzinnych pojawia się coraz częściej i ma coraz większy wpływ na przekonania, wybory i zachowania ludzi. Okazuje się, że moje obserwacje mają silne oparcie w badaniach naukowych. Zobaczcie sami.
Polecam Wam artykuł opublikowany już rok temu: Jak pętle sprzężenia zwrotnego człowiek-AI zmieniają ludzkie osądy percepcyjne, emocjonalne i społeczne (Nature Human Behaviour). Autorzy wykazali, że AI potwierdzające ludzkie założenia prowadzi do wzmocnienia percepcji, emocji i ocen społecznych. Przeczytajcie go koniecznie: https://www.nature.com/articles/s41562-024-02077-2?
Zdecydowanie warto przeczytać również artykuł Yiran Du: Confirmation Bias in Generative AI Chatbots. Zawiera on analizę tychże mechanizmów błędu potwierdzenia w modelach AI. Przeczytamy w nim również o ryzykach związanych z tym sprzężeniem: https://arxiv.org/abs/2504.09343?
Wreszcie tutaj macie link do tekstu o myśleniu tunelowym, które powstaje wskutek mało krytycznego podejścia do odpowiedzi uzyskiwanych od AI: Bias in the Loop: How Humans Evaluate AI‑Generated Suggestions. Autorzy twierdzą, że eksperymenty dowodzą, że użytkownicy przyjmują błędne sugestie AI, jeśli pasują do ich wcześniejszych przekonań: https://arxiv.org/pdf/2509.08514
Tutaj zostawiam linki do analizy naukowców z Uniwersytetu Stanforda, którzy zajęli się zjawiskiem „halucynowania” AI i jego wpływem na podejmowanie decyzji przez ludzi: https://hai.stanford.edu/news/ai-trial-legal-models-hallucinate-1-out-6-or-more-benchmarking-queries?utm_source=chatgpt.com
Zapraszam Was do kontaktu
Jeśli potrzebujecie pomocy prawnika, który zajmuje się rozwiązywaniem sporów – również w zakresie spraw rodzinnych – odezwijcie się do mnie:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
Z przyjemnością Wam pomogę!

PRAWO RODZINNE – MAŁE PRAWO WIELKIEJ WAGI
Gdy studiowałem, robiłem doktorat z prawa rynku kapitałowego i byłem na aplikacji adwokackiej, nie doceniałem wagi prawa rodzinnego. Myślałem, że zajmują się nim ci, dla których inne obszary były za trudne. Zastanawiałem się, co to za sprawy? O co tyle krzyku? W przepisach regulujących prawo rodzinne nie dostrzegałem piękna, a same sprawy wydawały mi się nudne. Musiało upłynąć kilka dobrych lat, żebym zrozumiał, jak bardzo się wtedy myliłem.
Kodeks rodzinny i opiekuńczy nie jest imponujący
Sprawy rodzinne wydawały mi się kiedyś nudne. W polskich warunkach sam kodeks rodzinny (będę już używał tej skróconej nazwy) nie robi specjalnego wrażenia. W porównaniu z innymi kodeksami, a i wieloma zwykłymi ustawami, wygląda, jak ubogi krewny. Nie imponuje jego objętość, a i w samych przepisach próżno szukać piękna, które można dostrzec przecież w innych aktach prawnych.
Poza tym, jego regulacje nie mają polotu, są staroświeckie i pisane przez ludzi, o dwa pokolenia starszych ode mnie. Czuję to, jak go czytam.
Prawo rodzinne wydawało mi się przez to nieciekawe.
Dlaczego sprawy rodzinne są ważne?
Z czasem zrozumiałem, że moje wyobrażenie było tylko częściowo uzasadnione. Miałem okulary początkującego teoretyka, który aspirował do miana intelektualisty i oceniał pawo rodzine z punktu widzenia finezji konstrukcji prawa cywilnego, w tym handlowego, lub prawa karnego. Rzeczywiście, są one znacznie bardziej rozbudowane, a ich konstrukcje są zdecydowanie ciekawsze. Rola prawa rodzinnego przejawia się jednak zupełnie gdzie indziej.
Nie jest to prawo pisane dla prawników lub intelektualistów. Jest to prawo, które reguluje obszary najbliższe człowiekowi. W końcu – jest ono zbiorem reguł, które mają zapewnić ochronę najsłabszym – tym, którzy nie są w stanie sami o siebie zadbać – dzieciom, a także osobom, które tę zdolność w dorosłym wieku utraciły, lub z różnych powodów, nigdy jej nie nabyły. W końcu, to właśnie prawo określa relacje między małżonkami oraz formę zawarcia i zakończenia małżeństwa. Są to więc obszary z natury bardzo ważne.
Zrozumiałem więc, że prawo rodzinne jest, jakie jest. Niezbyt lotne, mentalnie w poprzedniej epoce, legislacyjnie kulawe. Ale innego nie mamy. A właśnie ono dotyka tych sfer, które są bardzo delikatne, a z którymi wiąże się tyle niepotrzebnego lęku, cierpienia, krzywdy, tęsknoty i nadziei.
Dlaczego zająłem się sprawami rodzinnymi?
Przyczyn było kilka. Z pewnością miały na to wpływ moje doświadczenia osobiste. W wieku lat 40 człowiek inaczej postrzega już świat i siebie samego, niż 15 lat wcześniej. Ma inne priorytety i gdzie indziej dostrzega to, co jest naprawdę ważne.
Dostrzegłem jednak, że moje doświadczenia z obszaru prawa gospodarczego, mogę wykorzystać z powodzeniem w sprawach rodzinnych. Zapytacie, co mają one ze sobą wspólnego? Przecież podstawą mojej działalności są spółki handlowe, spory między wspólnikami, umowy inwestorskie. Od kilkunastu lat zajmuję się negocjacjami… No właśnie. Z czasem zaczem zaczęli do mnie trafiać klienci prowadzący firmy rodzinne, gdzie negocjowałem tak, jak w innych spółkach. Ale dostrzegłem, że jest tam znacznie większa głębia relacji, niż w „zwykłym” biznesie.
Okazało się, że głównym obszarem do pracy między tymi ludźmi była najczęściej nie tyle ich firma, co rodzina. Początkowo czułem się niepewnie, ale… dobrze mi to wychodziło.
Ten pierwszy klient
W końcu, jako do specjalisty od spółek przyszedł do mnie… klient w sprawie rozwodowej. Prowadził z żoną spółkę z o.o. (przekształconą wcześniej ze spółki cywilnej). Ich masy majątkowe były mocno wymieszane, nie wiadomo było, co jest czyje. Mówił, że był u kilku prawników zajmujących się rozwodami, ale żaden nie rozumiał spraw spółkowych. Uśmiechnąłem się tylko… Wziąłem tę sprawę i był to strzał w 10!
O tych sprawach pisałem m.in. tutaj:
https://jakubieciwspolnicy.pl/wspolwlasnosc-udzialow-w-spolce-z-o-o-2/
Polecił mnie kolejnym osobom. A ja dostrzegłem, że umiejętności i doświadczenie negocjacyjne, które zdobyłem negocjując w biznesie, mogę zastosować w również w sprawach rodzinnych. Wtedy rozpocząłem studia podyplomowe z Negocjacji, Mediacji i Alternatywnych Sposobów Rozwiązywania Sporów na Uniwersytecie Warszawskim. Poszedłem tam, żeby podszkolić się z negocjacji, a „zakochałem się” w mediacjach. Biorę w nich od tego czasu udział z przyjemnością jako pełnomocnik stron, albo prowadzę je jako mediator. Duża część z tych mediacji, to mediacje w sprawach rodzinnych.
Dzisiaj zajmuję się na równi sprawami gospodarczymi i rodzinnymi. Co je łączy? Nie kodeksy, ale sposób myślenia. Zrozumiałem, że proces cywilny w sądzie nastawiony jest na spór, eskalację, konflikt, walkę i angażowanie kolejnych osób. Najczęściej nie sprzyja to ani biznesowi, ani rodzinie. W przeciwieństwie do większości prawników, ja nie idę od razu do sądu. Prawie zawsze staram się załatwić sprawę w drodze negocjacji lub mediacji. Dlaczego? Bo tak jest lepiej dla moich Klientów. I tych, którzy negocjują rozstanie ze wspólnikiem, i dla tych, którzy negocjują rozstanie z małżonkiem.
Chcę być bardzo jasno zrozumiany – nie unikam sądu, ani konfrontacji. Zwyczajnie – nie zaczynam od nich.
Potrzebujecie pomocy?
Jeśli potrzebujecie pomocy prawnej, odezwijcie się do mnie:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
Z przyjemnością z Wami porozmawiam, poświecę Wam mój czas i pełną uwagę. Jestem tu po to, żeby Wam pomóc.
Jeśli zainteresował Was ten temat, możecie poczytać moje teksty lub posłuchać mojego podcastu. Linki zostawiam Wam niżej:
https://open.spotify.com/embed/episode/0rQBJJwm9kN1KBCWI4UR3p?utm_source=generator
Możecie w końcu zobaczyć naprawdę wartościową publikację w New York Law Journal, dotyczącą standardów mediacji w sprawach rodzinnych: https://repository.yu.edu/server/api/core/bitstreams/cdaddfef-f5bf-42ec-a33c-5a2b6f276ab9/content

PIECZA NAPRZEMIENNA CZY CZĘSTE KONTAKTY?
Coraz częściej w polskich sądach rodzinnych pojawia się alternatywa dla klasycznego modelu kontaktów z dzieckiem po rozwodzie – piecza naprzemienna. Choć wciąż budzi ona obawy i kontrowersje, praktyka i badania pokazują, że może być lepszym rozwiązaniem zarówno dla dziecka, jak i dla rodziców. Czym różni się od tzw. „częstych kontaktów” i dlaczego warto rozważyć ją w sporach opiekuńczych?
Piecza naprzemienna a częste kontakty
Czy piecza naprzemienna jest dobrym rozwiązaniem? Przez lata standardem w orzecznictwie sądów rodzinnych był podział: dziecko mieszkało na stałe z jednym z rodziców (najczęściej matką), a drugi miał możliwość spędzania z nim określonych dni, zwykle w weekendy. W ten sposób powstawała nierówność ról – jeden rodzic stawał się „codziennym opiekunem”, a drugi „weekendowym bywalcem”. Łatwo zgadnąć, jakie były efekty. Jednym z nich była rosnąca frustracja i pretensje między rodzicami. Drugim – wypaczona ocena rodziców w oczach samego dziecka.
Nie bez znaczenia są również zmiany kulturowe i społeczne, których elementem jest znaczny wzrost aktywności ojców w wychowywanie ich dzieci również po rozstaniu z ich matką. Ojcowie są teraz znacznie bardziej zaangażowani, niż kiedyś. Przekłada się to widocznie na ilość czasu spędzanego przez nich z dziećmi.
Czym są częste kontakty?
W ostatnich latach pojawiła się tendencja do przyznawania rodzicom „częstych kontaktów” – nawet kilka razy w tygodniu. Ma to na celu utrzymanie bliskości dziecka z obojgiem rodziców. Jednak w praktyce taki model, zwłaszcza przy konflikcie między rodzicami, może prowadzić do narastania napięć. Dziecko jest przerzucane między domami. Odbywa się to często w atmosferze pretensji i niechęci, a przeprowadzki stają się polem kolejnych sporów.
W skrajnych przypadkach angażowany bywa kurator. Zamiast uspokoić sytuację, może to jednak dodatkowo wzmagać poczucie braku bezpieczeństwa i nadzoru. Bądźmy szczerzy – jeśli konieczna jest obecność obcej osoby, by rodzice mogli przekazać sobie dziecko, to znaczy, że jest naprawdę źle. Jaką wystawia im to ocenę? Czy zawsze jest to konieczne? Poza tym – kurator przychodzi przecież w określonym z góry czasie – ogranicza to znacznie niemal wszelką elastyczność w zmianie sztywnego grafiku.
Nie chcę być źle zrozumiana – nie jestem przeciwniczką częstych kontaktów co do zasady. Uważam, że taki system może się bardzo dobrze sprawdzić. Jednak warunkiem tego jest dobra komunikacja między rodzicami. A o nią często jest bardzo trudno.
Piecza naprzemienna – o co w niej chodzi?
Alternatywą dla częstych kontaktów jest piecza naprzemienna. Jest to model, w którym dziecko mieszka naprzemiennie u każdego z rodziców, najczęściej w określonym rytmie – tygodniowym, dwutygodniowym itp. W odróżnieniu od „kontaktu”, który zakłada niepełną obecność jednego z rodziców, piecza daje obojgu rodzicom równy dostęp do codzienności dziecka.
Psycholodzy podkreślają, że dzieci dobrze adaptują się do dwóch domów – pod warunkiem, że w obu czują się kochane i bezpieczne.
„Dzieci potrafią mieć dwa domy, o ile rodzice nie każą im wybierać, który z nich jest ważniejszy.” – Specjalista OZSS w jednej ze spraw sądowych.
Przykłady z praktyki
- W jednej ze spraw, które prowadziłam, ośmioletnia dziewczynka powiedziała psychologowi: „Mam dwa domy i dwa pokoje”. Nie czuła się rozrywana. Mówiła, że czuje się… bogata. Dla niej było to coś fajnego, jak sama mówiła.
- Syn mojej klientki dopiero po przejściu na pieczę naprzemienną zaczął mówić o „moich rodzicach”, a nie „mamie i tacie osobno”. Właśnie ten system – paradoksalnie – zapewnił mu stabilność i bezpieczeństwo. Ta przeprowadzka co dwa tygodnie okazała się znacznie łatwiejsza, niż jeżdżenie miedzy domami kilka razy w tygodniu. Ogromne znaczenie miała również atmosfera między rodzicami. Widzieli się rzadziej i przekazywali sobie niezbędne rzeczy dziecka „w pakiecie”, przez co okazji do kłótni między nimi było zwyczajnie mniej.
Taki model często zmusza rodziców do współpracy: planowania, rozmów, wspólnego organizowania obowiązków. Konflikty słabną, a dziecko zyskuje spokój. Rodzice w końcu uczą się ze sobą rozmawiać i pragmatycznie współpracować.
Piecza naprzemienna – ochrona przed alienacją rodzicielską?
Wielu specjalistów wskazuje, że piecza naprzemienna utrudnia alienację rodzicielską – proces, w którym dziecko jest odseparowywane emocjonalnie od jednego z rodziców. Choć termin ten budzi kontrowersje, zjawisko jest realne i wymaga przeciwdziałania. Gdy dziecko przebywa naprzemiennie u obojga rodziców, trudniej jednego z nich „wymazać”. Oczywiście, bardzo ważne jest zapewnienie każdemu z rodziców i samemu dziecku kontaktów – np. telefoniczncych z drugim rodzicem, gdy tylko ktoś z nich będzie tego potrzebował. Z drugiej strony jednak rodzic, u którego dziecko dziecka akurat nie mieszka powinien powstrzymywać się przed dzwonieniem do niego kilka razy dziennie i wybijania go z rytmu i zajęć w drugim domu.
Nowoczesne spojrzenie na rodzinę po rozstaniu
Rozwód nie musi oznaczać wrogości. Rodzice mogą nadal być zespołem – nawet jeśli rodzina ma dwa adresy. Z punktu widzenia dziecka – oni ciągle są jego rodzicami. To, że nie są ze sobą, nie znaczy, że nie mają praw i obowiązków do związanych z wychowywaniem dziecka. Ono potrzebuje każdego z rodziców. Nawet jeśli mają teraz już ze sobą nie mieszkają. Jeśli dziecko czuje się kochane, bezpieczne i rozumie zasady, potrafi odnaleźć się w obu domach. Doświadczenia moich klientów wskazują, że dzieci nieraz bardzo ten system lubią, a oczywiste zmiany zasad funkcjonowania uważają za swego rodzaju atrakcję.
Prawdziwa bliskość nie mierzy się liczbą weekendów, ale codzienną jakością czasu spędzanego wspólnie z dzieckiem.
Przydatne źródła i raporty
Dla osób zainteresowanych tematyką pieczy naprzemiennej – poniżej znajdziesz rekomendowane źródła:
- United States Census Bureau – raporty dotyczące opieki naprzemiennej i współczesnych modeli rodzinnych:
https://www.census.gov/library/publications.html - European Commission – Justice and Consumers – przegląd tematów dotyczących praw dziecka i rodziny:
https://ec.europa.eu/info/policies/justice-and-fundamental-rights/rights-child_en - Rzecznik Praw Obywatelskich – wystąpienie dotyczące regulacji pieczy naprzemiennej w Polsce:
https://bip.brpo.gov.pl/pl/content/rpo-opieka-naprzemienna-uregulowanie-ms-odpowiedz - Ministerstwo Sprawiedliwości – dane dotyczące orzecznictwa rodzinnego:
https://www.gov.pl/web/sprawiedliwosc/dobro-dziecka-priorytetem-w-orzecznictwie-rodzinnym - Uniwersytet Warszawski – raport o pieczy naprzemiennej
https://pieczanaprzemienna.uw.edu.pl/wp-content/uploads/2025/04/raport.pdf
Potrzebujesz wsparcia? Jesteśmy po to, by pomóc
Jeżeli zastanawiasz się, czy piecza naprzemienna może być dobrym rozwiązaniem dla Twojej rodziny – skontaktuj się z nami. Doradzimy, pomożemy w postępowaniu sądowym, a przede wszystkim zadbamy o dobro Twojego dziecka.
Współpracujemy z psychologami i psychiatrami dziecięcymi. Staramy się rozwiązywać sprawy naszych Klientów w mediacji, która naszym zdaniem przynosi najlepsze rozwiązania i sprzyja konstruktywnemu dialogowi.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
Polecane artykuły:

MEDIACJA RODZINNA A PSYCHOTERAPIA LUB TERAPIA PAR
Wczoraj miałem przyjemność długo rozmawiać z jednym Klientem. Zapytał mnie, czy w ramach mediacji lub negocjacji mógłbym pomóc mu w rozmowach z żoną. Państwo przechodzą przez poważny kryzys relacji. Szybko okazało się, że nie potrzebuje on mojej pomocy, jakiej mógłbym mu udzielić jako adwokat lub mediator. On potrzebował wsparcia na poziomie psychologicznym, terapeutycznym. Jego celem była praca nad uratowaniem tego związku. W pewnym momencie zapytał mnie, czy mediacje rodzinne i terapia par nie są tym samym. To bardzo ważne pytanie, na które postaram się odpowiedzieć również tutaj.
Mediacja i psychoterapia są tym samym?
Mediacja i psychoterapia nie są tym samym. Od tego ważnego stwierdzenia należy zacząć. Są to zupełnie różne „procedury” prowadzone przez kogo innego, w innym celu na podstawie innego warsztatu. Obie mogą skończyć się w ten sposób, że zakończy się kryzys w małżeństwie. Dojdą do tego skutku – o ile tak się stanie – z innego miejsca, inną drogą, za pomocą innych środków. Ta zbieżność będzie niemal… przypadkowa.
Przeczytajcie znacznie więcej tutaj: Mediation and Psychotherapy – Distinguishing the Differences (JB Kelly) – dostęp przez stronę National Criminal Justice Reference Service (NCJRS): „In therapy, conflict itself is explored … in mediation, too much conflict can obstruct progress …” Office of Justice Programs Link: https://www.ojp.gov/ncjrs/virtual-library/abstracts/mediation-and-psychotherapy-distinguishing-differences oraz nieco lżejszy tekst: „Family therapy vs family mediation – what is best for my family?” Herrington Carmichael
Skoro więc mediacja nie jest psychoterapią, to warto zapytać, kim jest mediator.
Czy mediator jest psychologiem?
Mediator może być z wykształcenia psychologiem. Może być też prawnikiem, socjologiem, ekonomistą, filozofem, marketingowcem, operatorem koparki lub kierowcą autobusu. Jego wykształcenie nie ma znaczenia. Owszem, przed mediatorami sądowymi stawia się warunek wyższego wykształcenia, ale nie musi być ono kierunkowe. Ważne jest, by wchodząc w rolę mediatora skupić się na mediacji, a nie próbować wtłoczyć w nią tego, co wiąże się z wykształceniem lub drugim zawodem.
Ja jako adwokat mógłbym mieć naturalną tendencję do tego, żeby przyglądać się sprawom od strony prawnej i udawać sędziego, który mówi, kto ma rację. Byłby to karygodny błąd, bo mediacja nie polega na arbitralnym rozstrzyganiu sprawy, ale na zapewnieniu stronom przestrzeni i warunków do szukania rozwiązania. Tak samo mediator będący psychologiem lub psychoterapeutą nie powinien przysłowiowo kłaść stron na kozetce i zaczynać psychoterapii, ale ma to samo zadanie, co mediator z wykształceniem prawniczym. To zadanie jest jedno i niezmienne – bez względu na wykształcenie mediatora.
Kiedy sprawa nie nadaje się do mediacji, a do terapii?
Są sytuacje, w których sprawa nie nadaje się do mediacji. Jedną z nich są wskazania terapeutyczne. Mam na myśli, że jedna lub dwie osoby pozostające w sporze, powinny najpierw skorzystać z terapii, psychoterapii, terapii par. Dzieje się tak, gdy podłożem problemów nie jest różnica interesów.
Innymi słowy, do mediacji rodzinnej nadają się pary, które np. chcą się rozejść i omówić warunki rozstania: podział majątku, zasady wychowywania wspólnych dzieci, ponoszenie kosztów ich utrzymania, kontakty z nimi, całą logistykę, zasady komunikacji i wymiany informacji między nimi, kwestie władzy rodzicielskiej itp. W pewnym uproszczeniu – jeśli klamka już zapadła i chcemy uporządkować sprawy w nowej rzeczywistości w sposób świadomy, odpowiedzialny i racjonalny.
Natomiast, kiedy para przechodzi kryzys, są emocje, ludzie walczą sami ze sobą szukając odpowiedzi, czy chcą być w tym związku, na jakich zasadach. Zastanawiają się, czy kochają drugą osobę, czy są w stanie jej wybaczyć albo coś zmienić we własnym zachowaniu. Kiedy chcą sięgnąć do sfery uczuć, emocji, zaopiekować się nimi i wykonać pracę nad związkiem – to nie jest w moim odczuciu pole do pracy dla mediatora.
Mediacja i psychoterapia. Czy mediacja może pomóc uratować związek?
Tak, ale niejako „od zewnątrz”, podczas gdy psychoterapia czyni to „od wewnątrz”. Jeśli przyczyny kryzysu były zewnętrzne, mediacja pomagając usunąć tę zewnętrzną przyczynę, może przyczynić się do naprawy relacji. Przykładowo, jeśli przyczyną kryzysu jest podział ról w domu, kiedy to on tylko pracuje, nie ma go w domu, nie ma więzi z nią, ani z dziećmi, a ona tylko „siedzi” (uwielbiam to określenie!) w domu, to kryzys ten można spróbować naprawić w mediacji przez poszukanie rozwiązań, które ten podział zmienią w sposób satysfakcjonujący dla obu stron. Ale nie jest rolą mediatora wchodzenie w buty psychoterapeuty i próba pracy z relacją stron od tej strony.
Jeśli chcecie wiedzieć więcej, przeczytajcie „Mediacja jako forma wsparcia rodziny w budowaniu jej tożsamości” – K. Wojtanowicz-Huryn: „Mediacja jako forma wsparcia rodziny w budowaniu jej tożsamości”. https://monografie.upjp2.edu.pl/catalog/download/51/45/1089?inline=1&utm_source=chatgpt.com
Zdecydowanie polecam również wspaniałą książkę Moore’a – to klasyka gatunku: https://www.naukowa.pl/Ksiazki/mediacje-praktyczne-strategie-rozwiazywania-konfliktow-1227645 — wyd. Wolters Kluwer, rok 2016. naukowa.pl
Polecam Wam również odcinek mojego podcastu o rozwodach: https://open.spotify.com/episode/2tFXWTMd8zYQJUThYxm4M1?si=4dd25008e8cf42c8 oraz mój artykuł o roli adwokata w mediacjach rodzinnych:
Jeśli zastanawiasz się, czy Twoja sytuacja nadaje się do mediacji – napisz lub zadzwoń. Pomogę Ci ocenić, jaka forma wsparcia będzie dla Ciebie najlepsza: mediacja, negocjacje, czy może rozmowa z terapeutą.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
P.S. Obrazek ilustrujące wybrałem celowo. Proszę mi nie pisać, że Freud nie był psychoterapeutą. Ani mediatorem 🙂 Wiem o tym.

PODSTAWOWY BŁĄD ATRYBUCJI W SPRAWACH RODZINNYCH
W poprzednim artykule przedstawiłem podstawowy błąd atrybucji w pracy adwokata. Teraz – zgodnie z zapowiedzią, chciałem zająć się nim i jego znaczeniem w sporach rodzinnych. To właśnie na tym polu zbiera on przerażające żniwo, prowadzi do problemów komunikacyjnych, rozpadów małżeństw, cierpień dzieci i wielu innych tragedii, których można by uniknąć albo chociaż ograniczyć ich skutki. Zrozumienie jego mechanizmu jest jednym ze sposobów, które mogą sprawić, że zaczniemy wszyscy inaczej się postrzegać, a nasza komunikacja stanie się rzeczowa i przyjazna. Nie jest to żadne magiczne rozwiązanie, ale prosty mechanizm, którego świadomość może nam zwyczajnie pomóc. Dlatego o nim piszę.
Wstęp: gdy emocje przesłaniają obraz
Podstawowy błąd atrybucji jest bardzo widoczny w sprawach rodzinnych, gdzie łatwo o błędne wnioski. Kiedy druga strona reaguje złością, chłodem albo milczeniem, często myślimy: „robi mi to na złość”, „nie zależy jej”, „on zawsze taki był”.
To naturalne – ale również poznawczo niebezpieczne.
W ten sposób popełniamy podstawowy błąd atrybucji – przypisujemy zachowania innych ludzi ich charakterowi, zamiast okolicznościom, w jakich się znaleźli.
Ten niewidoczny mechanizm potrafi zamienić zwykłe nieporozumienie w trwający latami konflikt rodzinny. Błąd ten popełniamy wszyscy bez względu na wiek, inteligencję i wykształcenie. Jest on jedną z tzw. „pułapek myślenia”. Jego skutki w sporach rodzinnych są jednak wyjątkowo silne. I przykre.
Na czym polega podstawowy błąd atrybucji?
Przeczytajcie mój poprzedni wpis: https://jakubieciwspolnicy.pl/podstawowy-blad-atrybucji-w-pracy-adwokata/
🔹 Co to znaczy w praktyce?
Psychologowie społeczni (m.in. Daniel Kahneman, autor „Pułapek myślenia”) opisują podstawowy błąd atrybucji jako tendencję, by nadmiernie przypisywać znaczenie cechom osobowości, a zbyt mało – sytuacji i czynnikom zewnętrznym wobec drugiego człowieka.
Jeśli małżonek spóźnia się na spotkanie z dzieckiem, łatwo pomyśleć: „znowu pokazuje, że jest nieodpowiedzialny”, zamiast: „może naprawdę nie zdążył z pracy, na której bardzo mu zależy,, bo stara się zapewnić dzieciom stabilność i poczucie bezpieczeństwa.”
Takie myślenie utrwala nieufność i blokuje rozmowę. Jeśli przypisujemy zachowanie cechom charakteru, trudno nam znaleźć usprawiedliwienie lub choćby zrozumienie. Ustawiamy się automatycznie w kontrze wobec danej osoby i dostrzegamy źródło problemu właśnie w niej. A to z kolei jest paliwem dla konfliktu.
Więcej o tym mechanizmie przeczytasz tutaj:
- Verywell Mind – What Is the Fundamental Attribution Error?
- Simply Psychology – Attribution Theory Explained
Jak błąd atrybucji działa w konfliktach rodzinnych?
🔹 „On to robi specjalnie” – czyli potrzeba obwinienia drugiej strony
W trudnych emocjonalnie sytuacjach, takich jak rozwód czy spór o opiekę nad dziećmi, nasz umysł szuka prostych wyjaśnień.
Zamiast analizować okoliczności, szukamy „czarnego charakteru”.
To psychologiczna obrona – przypisując winę komuś innemu, zmniejszamy własny lęk i poczucie straty. Stawiamy się w ten sposób po „dobrej stronie”, a dzięki temu łatwiej usprawiedliwiamy drastyczne rozwiązania. Łatwiej jest nam również uniknąć potrzeby konfrontacji z argumentami drugiej strony. To bardzo wygodne, ale i bardzo niebezpieczne.
Ale w ten sposób zamieniamy relację i wspólny problem w pole walki. Każdy gest interpretujemy przez pryzmat złych intencji lub innych cech negatywnych „złodziej”, „idiotka”, „bałaganiarz”, „narcyzka” itp.
Zamiast współpracy przy ustalaniu planu wychowawczego, pojawia się rywalizacja o rację i kontrolę. Jeśli bowiem raz przypiszemy drugiej stronie cały szereg negatywnych cech, to będziemy odczuwali dwie potrzeby: 1) utwierdzania się w tym; 2) ochrony dzieci. I tu pojawia się problem…
🔹 Jak cierpią dzieci
Dzieci błyskawicznie wyczuwają napięcie emocjonalne między rodzicami.
Kiedy oboje trwają w przekonaniu, że „druga strona jest zła”, dziecko zostaje wciągnięte w emocjonalny trójkąt.
Nie rozumie, dlaczego musi wybierać – i często zaczyna przypisywać sobie winę. Rodzic odczuwa również napięcie dziecka i… przypisuje to złym cechom drugiego rodzica. A stąd droga do alienacji rodzicielskiej i dewastacji psychiki dziecka jest już bardzo prosta.
To właśnie efekt domina błędu atrybucji: fałszywe wyjaśnienia dorosłych tworzą rzeczywiste cierpienie u dzieci. Dziecko, obserwując dorosłych, uczy się tego samego mechanizmu – zaczyna przypisywać intencje zamiast szukać przyczyn. To może zaważyć na jego dorosłych relacjach.
Dlaczego trudno wyjść z błędu atrybucji?
🔹 Emocje wyłączają obiektywizm
Podczas rodzinnych sporów działamy w stresie. A stres ogranicza naszą zdolność do racjonalnej analizy. Potrafimy się łatwo „nakręcać” i szukać potwierdzenia swoich racji.
Kiedy emocje są silne, interpretujemy zachowania innych w sposób uproszczony: „on mnie atakuje”, „ona manipuluje”.
To naturalny mechanizm, ale jeśli trwa długo – niszczy relację.
Rodzina przestaje być systemem współpracy, a staje się polem walki, rywalizacji i krzywdy. Zdumiewające jest, jak łatwo przychodzi nam wówczas odhumanizowanie drugiej strony i usprawiedliwienie każdego niemal swojego zachowania.
🔹 Okopywanie się na pozycjach
Podstawowy błąd atrybucji prowadzi do eskalacji konfliktu.
Skoro wierzę, że druga strona działa ze złych pobudek, nie mam powodu, by z nią rozmawiać. Co więcej, zaskakująco łatwo przychodzi nam stwierdzenie, że z drugą stroną nie da się rozmawiać. Słyszę to co najmniej raz w tygodniu. Nie będę tego wątku rozwijał w tym miejscu, ale zostawiam link do swoich artykułów, które poświęciłem właśnie temu zjawisku:
https://jakubieciwspolnicy.pl/milczenie-odmowa-rozmow-to-nie-wygrana-lecz-kapitulacja/
Przez błąd atrybucji małżonek traktuje każde ustępstwo, jak porażkę, a każdą propozycję drugiej strony– jak manipulację. A przed manipulacją trzeba się bronić, prawda? A jak? Najłatwiej przez automatyczne odrzucanie wszystkiego, co powie lub zaproponuje druga strona. W efekcie powstaje spirala braku zaufania, która zamyka drogę do merytorycznej rozmowy. Każde zachowanie może być interpretowane, jako atak lub pułapka. Co więc zrobi nasz bohater? Będzie na nie adekwatnie odpowiadał. To już jest prosta droga do najgorszego.
Jak mediacja pomaga ograniczyć skutki podstawowego błędu atrybucji?
🔹 Perspektywa trzeciej osoby
Mediator nie ocenia stron, anie nie przyznaje racji żadnej z nich. Jego rolą jest stworzenie przestrzeni, w której obie strony mogą zrozumieć kontekst, a nie tylko intencje.
To właśnie w mediacji często pada zdanie: „Nigdy nie pomyślałem, że mogłaś to odebrać w ten sposób”. Mediator zadaje każdej ze stron pytania, które pomagają im dostrzec perspektywę drugiej. Dzięki mediacji można wyjść ze swojej bańki interpretacyjnej i emocjonanlnej. Jeśli mediacja przebiegnie pomyślnie, strony zaczynają oddzielać problem od człowieka i razem szukają rozwiązania wspólnego problemu. To jest wielka zmiana i pierwszy krok do wyjścia z błędnego koła interpretacji.
🔹 Zmiana narracji z „kto winny” na „co się stało?”
Dobrze poprowadzona mediacja pozwala przenieść uwagę z osądzania na analizę sytuacji.
Zamiast: „on zawsze taki był”, pojawia się: „co możemy zrobić, żeby to się nie powtórzyło?”.
To moment, w którym konflikt przestaje być moralnym pojedynkiem, a staje się problemem do rozwiązania.
Więcej o roli mediatora przeczytasz tutaj:
- Advocate Magazine – Cognitive Biases in Mediation
- American Bar Association – The Role of Mediators in Family Disputes
Podsumowanie
Podstawowy błąd atrybucji jest jak mgła, która zasłania prawdziwe przyczyny sporu oraz działa na niego, jak benzyna na ogień.
Nie widzimy sytuacji, tylko własne interpretacje. Przypisujemy drugiej stornie wszystkie najgorsze cechy, a przez to bardzo utrudniamy sobie komunikację. Nakładamy czarny filtr na wszystkie wypowiedzi i zachowania drugiej strony, co fatalnie wpływa na relacje rodzinne i sprzyja eskalacji konfliktu.
W sporach rodzinnych filtr ten jest szczególnie silny, bo za każdą decyzją stoją emocje, rozczarowania i nadzieje. Widać to wyraźnie, gdy strony mają dzieci.
Jeśli jednak potrafimy zobaczyć, że druga strona może działać nie ze złej woli, ale z trudnej sytuacji, pojawia się przestrzeń do dialogu.
A z dialogu – droga do porozumienia. Porozumienie nie oznacza przyznania racji drugiej stronie. Porozumienie nie jest przyznaniem się do błędu. Jest ono wypracowanym rozwiązaniem trudnej sytuacji z korzyścią dla obu stron. I dla ich dzieci.
W mojej pracy adwokata i mediatora zawsze zaczynam od próby wspólnego z Klientem zrozumienia kontekstu, a nie tylko osądzania drugiej strony. To pierwszy krok, by wytyczyć sensowną strategię prawną. Przychodzą do mnie często ludzie w trudnych chwilach i emocjach. Chcą walczyć. Moja rola jest trudna, gdyż chcę im pomóc, ale często musze uświadomić im skutki takiej walki, potem zapytać, czy napewno tego chcą, czy to jest właśnie ich cel? To są ważne i trudne rozmowy, które pozwalają jednak uniknąć wplątania się w ciężką walkę, która jest bardzo często niepotrzebna, bolesna i szkodliwa.
Przeczytajcie też:
Psychologia społeczna w sytuacji zagrożenia, I. Wolska-Zogata — analiza deformacji procesu atrybucji (w tym podstawowego błędu atrybucji) w warunkach stresu. Repozytorium Uniwersytetu Wrocławskiego
Fundacja Dajemy Dzieciom Siłę – „Diagnoza przemocy wobec dzieci w Polsce 2023”. Fundacja D
Instytut Wymiaru Sprawiedliwości – „Mediacja – sztuka kompromisu” (monografia/raport o mediacji w Polsce). iws.gov.pl
https://jakubieciwspolnicy.pl/rola-adwokata-w-mediacjach-rodzinnych/

ROZWÓD – WALKA, CZY WSPÓLNE ZAŁATWIENIE SPRAWY?
Rozwód – walka czy wspólne rozwiązanie sprawy? Polacy są dość emocjonalnym narodem. Widać to nie tylko na weselach, ale i podczas rozwodów. Na weselach jest to całkowicie zrozumiałe. Jednak przy rozwodach stajemy się często świadkami zachowań kompletnie nieracjonalnych. Co prawda, odrobina szaleństwa nigdy nikomu nie zaszkodziła. Ale… czy tu nie ma go za wiele? Jednak, po kolei.
Rozwód jako pole bitwy. Po co nam mediacje rodzinne?
Czemu uważam, że mediacje rodzinne są dobrym sposobem rozwiązywania sporów? Zobaczcie sami.
❌Rozwód często staje się walką toczoną z szerokim zaangażowaniem aparatu państwowego. Wiele spraw toczy jest nie tylko w sądzie prowadzącym rozwód. To czą się również w prokuraturach, urzędach skarbowych, sądach cywilnych i gospodarczych, gdzie strony toczą postępowania eskalacyjne💣. Z czasem zaczynają tracić nad nimi kontrolę. Wynika to nie tylko z ich ilości, ale z faktu, że inicjacja jednego pociąga za sobą analogiczną reakcję małżonka. A na nią przecież trzeba odpowiedzieć. I tak w kółko. Strony zaczynają wzajemnie składać na siebie donosy do skarbówki, prokuratury, składać wnioski o zabezpieczenie.
Czemu ludzie chcą walczyć w sądzie o rozwód z winy drugiej strony?
Co ciekawe, nagle okazuje się, że małżonkom zależy na tym, by obca osoba – sędzia – zaglądała w ich prywatne życie. Również w najbardziej intymne jego aspekty. A potem w imieniu Najjaśniejszej Rzeczypospolitej orzekał, że winę za rozpad małżeństwa ponosi druga strona‼️
Jest to o tyle ciekawe, że ci sami ludzie bardzo często nie interesują się tym, co sądzą o nich znajomi, sąsiedzi, rodzina.⛔ Ale opinia urzędnika – sędziego staje się dla nich ważna.
Gdyby o ich małżeństwie, życiu seksualnym, nałogach, lękach, zdolnościach zawodowych i społecznych miał się wypowiadać inny urzędnik, czy jego opinia byłaby dla nich równie ważna❓
Czy w ogóle życzyliby sobie, że ktokolwiek się tymi sprawami interesował❓
Żeby zadawał pytania, grzebał w nich, przesłuchiwał świadków?❓
Ci sami ludzie, którzy nigdy by sobie tego z pewnością nie życzyli, płacą duże pieniądze, by przeżywać żenujące chwile w sądzie okręgowym. Liczą na to, że okaże się to bardziej bolesne dla drugiej strony, która po kilku latach trwania tego koszmaru, będzie nim bardziej zmęczona. Co ciekawe, wielu z nich odczuwa rzeczywistą satysfakcję, że Rzeczpospolita uznała za winnego ich małżonka. Płacą za to bardzo wysoką cenę – finansową, emocjonalną, wizerunkową i społeczną.
Znaczenie wyroku rozwodowego
❌ Prawda jest bardzo bolesna: nikt się tym wyrokiem nie przejmuje. Nikogo nie będzie on interesował‼️
Rozwód może na początku budzić emocje znajomych lub rodziny. Ale po jakimś czasie ludzie przestają się nim interesować. Gdy będziecie za 3 lata do nich dzwonić i z wypiekami na twarzy relacjonować kolejną rozprawę, zobaczycie, że będą zmieniać temat, odpowiadać zdawkowo, z grzeczności. Ale myślami będą gdzie indziej. Na świecie dzieje się wiele innych – ważniejszych rzeczy. I znacznie ciekawszych. Może kiedyś pikantne szczegóły ujawniana na sali sądowej były dla kogoś sensacją, ale przy tej ilości seriali oraz portali relacjonujących życie celebrytów – nie macie szans w długim wyścigu o uwagę innych. Będziecie toczyć walkę, do której chcieliście włączyć wszystkich w okół – niemalże krucjatę! – a zostaniecie w niej sami.
Koszty rozwodowej batalii
Proces rozwodowy to nie tylko lata w sądzie (nierzadko 5–7 lat), ale także:
- ogromne wydatki;
- przeciągające się napięcia i negatywne emocje;
- poświęcenie relacji z przyjaciółmi i rodziną;
- ryzyko trwałego pogorszenia kontaktów z małżonkiem.
❌ Ceną staje się zdrowie, czas, energia, a niekiedy i reputacja. Cierpią na tym dzieci.
Mediacje rodzinne – co tracimy walcząc w sądzie?
Jako adwokat obserwuję wiele spraw rozwodowych – część z nich prowadzę osobiście. I często zadaję sobie pytanie: czy ten ogromny wysiłek i koszty są rzeczywiście potrzebne? Uważam, że w większości przypadków jest do niepotrzebne, nieracjonalne. Jest to:
1) zmarnowanie pieniędzy stron, ich czasu i energii, które mogłyby przeznaczyć na coś wartościowego dla siebie i innych;
2) zafundowanie sobie wieloletniego kryzysu i walki w czasie, w którym mogłyby cieszyć się życiem i dawno zapomnieć o zakończonym związku;
3) zmarnowanie mocy przerobowych sądów, które naprawdę powinny być wykorzystane tam, gdzie to jest bardziej potrzebne;
4) również złe dla samych prawników, którzy wykorzystują swoją wiedzę, doświadczenie i autorytet w sposób, który nie czyni świata lepszym, ale czyni ludzi słabszymi i bardziej sfrustrowanymi;
5) fatalne dla dzieci stron, których psychika w trakcie rozwodu lub alienacji zostaje bezpowrotnie poturbowana, a efekty będą odczuwać przez całe swoje życie, często powielając negatywne wzorce, od których nie będą potrafiły się uwolnić.
✅Moim zdaniem wiele konfliktów można rozwiązać inaczej – w drodze mediacji rodzinnej🧠. Będę szczery, kiedyś nie wierzyłem w mediację. Dzisiaj traktuję jako podstawowy sposób rozwiązywania sporów – również, a może przede wszystkim – rodzinnych.
Mediacje rodzinne – przyszłość zamiast wojny
Mediacje pozwalają:
👉oszczędzić czas, pieniądze i emocje,
👉skupić się na rzeczowym uregulowaniu spraw technicznych (opieka nad dziećmi, alimenty, podział majątku),
👉zakończyć związek w sposób bezpieczny i z godnością.
👉nauczyć się rzeczowej i pragmatycznej postawy wobec sporów, co z pewnością przyda się w przyszłości.
✅ Warto pamiętać, że wymiar sprawiedliwości jest przeciążony i powolny. Mediacje rodzinne mogą być drogą do konstruktywnego zakończenia sporu – bez niepotrzebnej walki.
Wsparcie adwokata w mediacjach rodzinnych
✅ Rolą adwokata w mediacjach jest zadbanie o bezpieczeństwo prawne rozwiązań, sprawdzenie ich zgodności z prawem i reprezentowanie interesów klienta. To połączenie ochrony prawnej i poszukiwania porozumienia. Jednocześnie, adwokat w mediacji rodzinnej powinien wiedzieć, kiedy… milczeć i pozwolić klientowi dyskutować rzeczowo o rozwiązaniach dotyczących jego prywatnych spraw.
✅Moim zdaniem zadanie adwokata w mediacji rodzinnej polega na tym, by zapewnić klientowi poczucie bezpieczeństwa, szybką pomoc prawną przy pojawiających się kwestiach i czuwać nad tym, by nikt nie wywierał na niego presji. Ale nie powinien prowadzić rozmów za niego. Inna będzie jakość i ocena przez strony wartości porozumienia, które wypracowały same dzięki wsparciu adwokatów, niż gdyby technicznie załatwili je sami prawnicy między sobą. O roli adwokata w mediacjach rodzinnych napisałem poprzedni artykuł, do którego link niżej zamieszczam.
🟢 Jeśli stoisz przed rozwodem – odezwij się do nas.
Pomożemy Ci przejść przez ten trudny etap bezpiecznie, z godnością i z myślą o przyszłości. Mamy doświadczenie w negocjacjach, odnosimy sukcesy na polu mediacji, w tym mediacji rodzinnych. Zawsze naszym celem jest bezpieczeństwo naszego Klienta i jego dzieci. Skontaktujcie się nami:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://www.cbos.pl/SPISKOM.POL/2019/K_015_19.PDF
https://obserwatoriumspoleczne.pl/wp-content/uploads/2021/03/rozwody20210218.pdf
https://www.infor.pl/prawo/rozwody/6732862,3-glowne-powody-rozwodow-w-polsce.html

ROLA ADWOKATA W MEDIACJACH RODZINNYCH
Rola adwokata w mediacji nie jest łatwa. Zupełnie czego innego będzie od niego oczekiwał klient korporacyjny w mediacji gospodarczej i klient w sprawie rodzinnej. Dzisiaj skupię się na mediacjach rodzinnych. Mediacjom gospodarczym poświęcę osobny tekst. Jest to uzasadnione, gdyż mediacje rodzinne i gospodarcze pod tym względem leżą na przeciwstawnych biegunach. Co ciekawe, konflikty między wspólnikami przypominają konflikty rodzinne. Może dlatego tak dobrze czuję się w konfliktach w firmach rodzinnych. Ale dzisiaj skupmy się na roli adwokata w mediacjach rodzinnych..
Jaki jest cel mediacji rodzinnych?
Jaka jest rola adwokata w mediacjach rodzinnych? Wiele osób zadaje cobie pytanie o cel mediacji rodzinnych. Mniej więcej połowa moich Klientów pyta mnie – po co mają przystępować do mediacji, skoro z drugą stroną nie da się rozmawiać. Jest to punkt wyjścia – niemalże aksjomat, który dla dobra tych ludzi staram się najczęściej przełamać. Nie zawsze mi to wychodzi, ale bardzo często próbuję i jestem z tego dumny. Podjęcie rozmów na trudne, ale bardzo ważne tematy dotyczące funkcjonowania rodziny jest wartością samą w sobie.
👉 Nawet, jeśli nie dojdzie do porozumienia w mediacji, spór w sądzie z dużym prawdopodobieństwem będzie już toczył się inaczej. Jego przedmiotem będą sposoby rozwiązania problemu, a nie walka ze znienawidzonym człowiekiem prowadzona kosztem tych, których ci ludzie kochają. I kosztem ich samych. Możemy więc powiedzieć, że sukcesem adwokata jest już doprowadzenie do rozpoczęcia mediacji. Ale na tym jego rola się nie kończy.
✅Istotą mediacji rodzinnych jest pokazanie uczestnikom, że:
1) ich spór nie musi dotyczyć wszystkich aspektów ich życia;
2) za „groźną miną” stoi drugi człowiek, który ma swoje troski i nadzieje, których nie potrafi inaczej zamanifestować;
3) należy dyskutować o rozwiązaniach trudnych spraw, a nie dyskutować o tym, czyja to wina;
4) należy szukać takich rozwiązań, które maksymalnie zaspokoją interesy obu stron;
5) najważniejsze – troska o dzieci, które nie potrafią się same obronić, wyrazić swojego stanowiska i potrzebują obojga rodziców i mają prawo do więzi z każdym z nich – te dzieci nie mogą stać się zakładnikami sporu dorosłych, ani przedmiotem w nim.
Jeśli strony to zrozumieją, będzie już z górki.
Jaka jest rola adwokata w mediacjach rodzinnych?
Adwokat powinien czuwać nad tym, by na jego Klienta nikt nie wywierał niedopuszczalnej presji oraz tłumaczyć mu wszystkie kwestie prawne. Adwokat powinien być w trakcie tych mediacji obecny, uważny i okazywać wsparcie Klientowi. Jednakże prowadzenie samych rozmów powinien zostawić w największej części właśnie jemu. Sam powinien ograniczyć czynny udział do minimum. Dlaczego?
👉🧠Istotą mediacji jest rozmowa i otwartość. Otwartość na potrzeby drugiej strony, ale również otwartość na pokazanie własnych interesów, ale również obaw, słabości, ran, trosk i oczekiwań. Zupełnie inną moc i wartość będą miały słowa, które padają z ust samej strony, niż gdyby oświadczenie o podobnej treści zostało wygłoszone przez pełnomocnika. Słowa takie będą inaczej odebrane, usłyszane, wywołają inny skutek. Mogą trafić do drugiej strony znacznie silniej. Działa to oczywiście w dwie strony.
Przecież tu nie chodzi o to, by adwokaci targowali się w imieniu swoich Klientów o wysokość alimentów, by potem każdy z nich zadzwonił do swojego Mocodawcy i przedstawił kwotę. Ona powie, że to za mało. On powie, że to za dużo. Spór nie zostanie rozwiązany, obie strony będą szukać okazji do „zaatakowania” porozumienia.
Rola adwokata w mediacjach rodzinnych – jak to powinno wyglądać?
A teraz alternatywa‼️ Strony spotykają się i pierwszy raz od 2 lat rozmawiają szczerze o potrzebach swoich dzieci, które przecież kochają. Zgadzają się, że dziecko potrzebuje jeść, mieć własny pokój, ubrania, zabawki, przedszkole, wakacje, leki itp. I podliczają wspólnie koszty zaspokojenia tych potrzeb. Rzeczowo przy tym rozmawiają, wymieniają się uwagami, dyskutują. I wspólnie ustalają kwotę oraz możliwości swojego uczestnictwa w jej pokryciu. Od czasu do czasu pytają jedynie adwokatów o kwestie techniczne.
👉To samo dotyczy kwestii technicznych związanych z opieką nad dziećmi. Chodzi o terminy i miejsce kontaktów, które będą wygodne i akceptowalne dla obu stron i ich dzieci. Przecież dla mnie jako adwokata nie jest żadnym wysiłkiem, by zadzwonić do pełnomocnika drugiej strony i ustalić, że będzie to wtorek i czwartek od 15 do 19 i co drugi weekend od tej do tej godziny. Żaden problem. 5 minut i załatwione. Ale nie o to w mediacji chodzi! W mediacji chodzi o to, by strony zaczęły ze sobą rozmawiać, nauczyły się konstruktywnej rozmowy na wąskie, techniczne, wydzielone z początku tematy. A potem – by „dziwnym trafem” jakoś naturalnie im wyszło rozszerzenie zakresu tych rozmów. Wartością jest tu proces dojścia do porozumienia przez same strony, a nie jego końcowa treść.
Jakie błędy popełniają adwokaci w mediacjach rodzinnych?
❌Najgorsze, co może zrobić adwokat w mediacji rodzinnej, to gwiazdorzyć i pokazywać swoją aktywnością Klientowi, że zasługuje na swoje honorarium. Są adwokaci, którzy boją się, że jeśli nie będą w centrum uwagi, nie będą robić „rozróby”, to klienci ich nie docenią. Będą więc prowadzić rozmowy zamiast swoich klientów, być może nawet ich ze sobą nie wezmą i przyjdą na mediację rodzinną sami. W ten sposób przekreślą wszystko to, co czym wyżej pisałem. Rola adwokata w mediacjach rodzinnych wymaga zupełnie innej postawy.
❌Inni pełnomocnicy skupią się na negocjacjach pozycyjnych zamiast rzeczowych. Na czym polega różnica? Sklupią się na targowaniu o same kwoty bez „pracy u podstaw”, to jest bez wspólnego przyjrzenia się, jakie potrzeby mają być zaspokojone i jak to można zrobić. Taki pełnomocnik może sobie wyznaczyć kwotę alimentów i iść na mediację z Klientem powtarzając wspólnie z nim w rytm krótko „2 tysiące albo śmierć, 2 tysiące albo śmierć”. A nie skupią się na tym, z czego ta kwota wynika i jak rodzice mogą wspólnymi siłami utrzymać dziecko. Taka postawa będzie odebrana jako atak, próba „okradzenia” drugiej strony, postawa roszczeniowa.
❌Jeszcze innym poważnym błędem są ataki personalne na drugą stronę w czasie rozmów. Można oczywiście zmarnować czas mediacji na dyskusje o tym, które było gorszym małżonkiem i czyja to wina. Tylko po co? Czy jeśli adwokat jednej strony wykaże drugiej, że jest „zdrajcą niegodnym miana mężczyzny, sknerą, przemocowcem i narcyzem, który zasługuje na to, by zamknąć do więzienia”, to czy Waszym zdaniem przybliży to strony do porozumienia w zakresie kontaktów z dzieckiem i zachęci go do zwiększenia zaangażowania w wychowywanie i utrzymywanie wspólnych dzieci?
W Kancelarii Jakubiec i Wspólnicy zajmujemy się sprawami rodzinnymi
👉 Prowadzimy mediacje rodzinne zarówno jako mediatorzy, jak i pełnomocnicy stron. Jesteśmy przekonani, że w zdecydowanej większości przypadków warto spróbować mediacji. Nawet jeśli nie dojdzie do zawarcia porozumienia, uwaga stron może zostać przekierowana z konfliktu personalnego na spór rzeczowy, w którym należy szukać konkretnych, pragmatycznych rozwiązań. Być może uda się, że zwaśnione strony dostrzegą w sobie partnerów do rozmowy. A to jest już wielką wartością.
Jeśli stoicie przed rozwodem, separacją albo macie konflikt o dzieci – skontaktujcie się z nami. Pomagamy przejść przez mediacje tak, abyście nie musieli walczyć latami w sądzie.
Zapraszamy do kontaktu!
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://gliwice.so.gov.pl/mediacja-w-sprawach-rodzinnych,m,mg,70,3,203
https://osrodkipomocy.ms.gov.pl/pl/dzialalnosc/mediacje/publikacje-akty-prawne-statystyki
