
WYŁĄCZENIE WSPÓLNIKA W SPÓŁCE Z O.O.
Wielokrotnie już pisałem, że spory między wspólnikami są zupełnie naturalnym elementem współpracy. Dotyczy to każdej relacji, nie tylko biznesowej. Z każdym dosłownie człowiekiem mamy jakiś obszar interesów, które nie są ze sobą zbieżne, albo są wręcz sprzeczne. To samo dotyczy dzieci i dorosłych, wspólników i małżonków, państw członkowskich NATO i frakcji w partiach politycznych. Spór to uświadomiony przez co najmniej jedną ze stron stan braku zgody na istniejący stan rzeczy. Wiąże się z poczuciem chęci zmiany tego stanu. Jest więc elementem rzeczywistości, na który nie ma się co obrażać. To zwyczajnie bywa: tak samo jak pada deszcz, zachodzi słońce lub powstają naprężenia tektoniczne. Spór może jednak przybrać różny obrót i zamienić się w konflikt. Jednym z drastycznych sposobów rozwiązywania konfliktów jest pozbycie się drugiej strony. Mówi o tym stara rosyjska zasada: nie ma człowieka – nie ma problemu. Zasada ta znajduje swój wyraz w polskim prawie – m.in. w kodeksie spółek handlowych i jest w majestacie prawa wykonywana.
Wyłączenie wspólnika: czemu to jest potrzebne?
Oczywiście nie chodzi o zabicie kogokolwiek. Chodzi o cywilnoprawny odpowiednik takiego działania – jakim jest brutalne pogwałcenie „świętego” prawa własności w imię wyższych celów. Nazywajmy rzeczy po imieniu: wyłączenie wspólnika ze spółki z o.o, to wywłaszczenie. Nie jest to kradzież, gdyż odbywa się za wynagrodzeniem, chociaż jego wysokość jest podatna na dość łatwe manipulacje ze strony zarządu lub wspólników większościowych, którzy jeśli dobrze się do tego przygotują, będą w stanie znacznie cenę zaniżyć.
Uzasadnienia ideologiczne takiego uprawnienia czyta się w publikacjach naukowych z pewnym zażenowaniem, jeśli ich autorzy próbują ich zbyt łatwo bronić lub gdy równie lekko przychodzi im ich atakowanie. Ani bowiem prawo własności nie jest święte i niesłuchanej naiwności wymaga wiara w ten frazes, ani też jego odebranie – nie jest aż takie łatwe. Wyłączenie wspólnika ze spółki z o.o. jest zawsze aktem wyjątkowym, na które musi zgodzić się sąd.
Dlaczego wyłączenie wspólnika ze spółki jest potrzebne?
Regulacje takie są w prawi polskim bardzo potrzebne. Dlaczego? Ponieważ cierpimy na epidemię narodowej choroby psychicznej lub epidemię upośledzenia pewnej podstawowej zdolności, jakże przydatnej w relacjach społecznych: konstruktywnego dialogu i pragmatycznego podejścia do rozwiązywania problemów. Pisałem już o tym wielokrotnie.
Jak żaden inny naród, mamy tendencję w życiu prywatnym, zawodowym i politycznym do niczym niesprowokowanego i niewymuszonego zapędzania się „w kozi róg” przez faktyczne czyny i deklaracje, które odbierają nam możliwość wyjścia z twarzą z niezbyt nawet trudnej sytuacji. Mamy więc tendencję do okopania się na swoje pozycji i trwania na niej do upadłego. Co więcej, perwersyjną wręcz radość czerpiemy z detonacji granatu w samolocie, w którym lecimy wspólnie z kimś, kto nam nie leży. Zbiorowe samobójstwo wrosło w nasze DNA i jest tak często spotykane w spółkach, że trzeba coś z tym zrobić.
Spory między wspólnikami – zbiorowe samobójstwo
Wielu przedsiębiorców ciągle uważa, że lepiej zbankrutować, pociągnąć w dół siebie, swoją rodzinę i firmę, pracowników, kontrahentów i klientów zostawić na lodzie – niż wziąć odpowiedzialność za własne życie i sprawy i wspólnie z drugą stroną poszukać rozwiązania wspólnego problemu. Poszukiwania takie nie maja jednak polegać na dyskusji, kto ma rację, albo czyja to wina, że jesteśmy w tym miejscu.
One mają polegać na odrzuceniu tego sposobu myślenia, który gloryfikuje postawę szlachetnej przegranej. Działania te mają polegać na wspólnej ciężkiej pracy w celu łatania dziury w łodzi, którą płyniemy, zamiast kłócenia się o to, kot ją wybił. Jakże ciężko nam to to ciągle przychodzi. Chłop żywemu nie przepuści… A że umrą razem? Trudno.
Ustawodawca wyszedł więc z założenia – skoro nie jesteście w stanie się dogadać i spółka miałaby paść – to lepiej, żeby pozbyć się mniejszościowego wspólnika. Jest to oczywista ingerencja państwa w spór między wspólnikami. Czy to naruszenie własności? Oczywiście! Czy to jest konieczne? Tak, bo inaczej wiele spółek zostałoby sparaliżowanych ze szkodą dla wszystkich. Czy to powinna być ostateczność? Zdecydowanie! Nie wolno od tego zaczynać rozwiązania sporu.
Art. 266 k.s.h. jest więc przykładem trzeźwego osądu ustawodawcy, co do kompetencji Polaków w zakresie rozwiązywania ich prywatnych sporów. Uznał – słusznie – że tego nie potrafią. A dobrze byłoby, gdyby jakieś spółki jednak funkcjonowały. Wyłączenie wspólnika ze spółki z o.o. ma więc tę spółkę uzdrowić. Jest przejawem dbania o interes większości kosztem mniejszości, która zawiniła.
Wyłączenie wspólnika ze spółki z o.o. – jak to działa?
Zasadą jest, że wszyscy wspólnicy, którzy razem mają ponad połowę kapitału zakładowego – mogą pozbyć się ze spółki tego jednego „złego” wspólnika mniejszościowego. Jeśli umowa spółki na to pozwala, takie prawo będzie przysługiwało grupie wspólników większościowych, przeciwko wszystkim wspólnikom mniejszościowym. Zawsze jednak będzie konieczne wykazanie, że przyczyny uzasadniające ich wyłączenie ze spółki leżą po stronie mniejszości.
Przyczyny te muszą być ważne. Takie sformułowanie daje dużo przestrzeni do oceny i bardzo dobrze. Trudno bowiem przewidzieć wszystkie możliwe konfiguracje i stany faktyczne. Należy zakładać, że jedną z przesłanek będzie porażka mniej drastycznych środków, jak choćby mediacji. Ważne jest, by były one podejmowane na serio, a nie jedynie formalnie. Orzecznictwo sądów jest jednak w tym zakresie niejednolite.
✅ Czym są te ważne przyczyny❓ To już jest znacznie bardziej skomplikowane i ocenne. Dlaczego❓
✅ Ponieważ różnica interesów i spory między wspólnikami są czymś naturalnym, obiektywnie istniejącym w każdej relacji – również w biznesowej. To więc nie wystarczy.
✅ Trzeba będzie udowodnić coś znacznie poważniejszego:
🔴istniejący z przyczyn leżących po stronie tego wspólnika
🔴stan paraliżujący działania spółki lub
🔴niweczący możliwość osiągnięcia jej celów.
Stan ten musi być: 🔴poważny, 🔴trwały i 🔴nieusuwalny w zwykłym toku rzeczy.
✅ Czy warunkiem uwzględnienia powództwa jest wcześniejsza poważna próba rozwiązania problemu w sposób polubowny❓ Na to pytania sądy udzielają różnych odpowiedzi.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy prowadzi sprawy związane ze sporami między wspólnikami
Mamy bardzo duże doświadczenie i poważne sukcesy na koncie w sprawach związanych ze sporami między wspólnikami. Zajmujemy się ich rozwiązywaniem jako mediatorzy, ale z przyjemnością pomagamy również tylko jednej ze stron – naszemu klientowi, który nas o taką pomoc poprosi.
Jeśli jesteście stroną sporu korporacyjnego, odezwijcie się do nas:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935

SZANTAŻ DYWIDENDOWY – RÓŻNE PUNTKY WIDZENIA
Po co zakłada się spółkę? Przecież to oczywiste! Żeby zarabiać… Tak? Napewno? No właśnie, okazuje się, że nie do końca. Dotyczy to w szczególności spółki z o.o., która może być założona w każdym celu dopuszczalnym przez prawo. Najczęściej będzie to oczywiście prowadzenie działalności gospodarczej. Ta – co do zasady prowadzona jest dla zysku, ale… tutaj zaczynają się schody. W praktyce, cel spółki wcale nie musi być dla wszystkich jasny. A problem ten bardzo ładnie krystalizuje się nam w sprawach dotyczących tak zwanego szantażu korporacyjnego związanego z dywidendą.
Czy dywidendę trzeba wypłacać?
✅ Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta: nie. Dywidenda nie musi być wypłacona. O tym, czy i w jakiej wysokości zostanie wypłacona decyduje zgromadzenie wspólników, a prawo nakłada na nie tylko górne granice. Oznacza to, że nie można wypłacić więcej niż się zarobiło (w pewnym uproszczeniu). Natomiast nie ma obowiązku wypłacania czegokolwiek. I to rodzi wiele sporów.
✅ Nieporozumienia wynikają najczęściej z braku rozmów i zakładania – zupełnie pozbawionego racjonalnych podstaw – że wszyscy wiedzą, o co chodzi, mają takie same plany, intencje i wartości i z pewnością się dogadamy. A przecież życie uczy nas czegoś zupełnie przeciwnego. Nasze cele mogą być tylko częściowo zbieżne, ale nigdy nie będę identyczne. Jeszcze większe rozbieżności dotyczą akceptowalnych kosztów i perspektywy czasowej ich osiągnięcia, akceptacji ryzyk oraz strat.
Rozbieżności interesów prowadzące do sporów między wspólnikami są całkowicie naturalne. Działanie w spółce jest sztuką rozwiązywania tych sporów w nie mniejszym stopniu, niż prowadzenia samej działalności. Te spory są jej integralną częścią. Dotyczą wielu obszarów. Jednym z tych, które mogą być przyczyną sporu albo płaszczyzną sporu zastępczego lub zwykłym narzędziem jest polityka dywidendowa spółki.
Cel spółki z o.o. a dywidenda
✅ Spory wynikają z tego, że wielu kwestii nie poruszono przed powstaniem spółki, albo z tego, że zmieniły się cele lub potrzeby części wspólników. Mogła też zmienić się percepcja celowości realizacji celów spółki w zmienionych warunkach.
✅ Weźmy jednak za punkt wyjścia wariant najprostszy: wszystko, co zarobimy, wypłacamy sobie co roku jako dywidendę. Jest to podejście, które zapowiada krótką egzystencję tej spółki, ale kto bogatemu zabroni? Sprawa jest jasna – tak się umówiliśmy i tak robimy.
Ale może być inaczej. Działamy w zarządzie lub na innych stanowiskach, mamy solidne pensje pozwalające nam godnie żyć. Czasem wypłacimy jakąś dywidendę, ale co do zasady reinwestujemy zysk zostawiając go w spółce stawiając na jej rozwój.
Trzeci – skrajny wariant – nie wypłacamy sobie nic, wszystko niemal zostawiamy w spółce i budujemy jej wartość. Celem może być wtedy nie tyle wypłacenie zysku kiedyś, co na przykład sprzedaż spółki.
✅ Póki wszyscy wspólnicy mają te same cele, wszystko gra. Problemy pojawiają się, gdy cele te ulegają zmianie albo ujawnią się istniejące rozbieżności. Co może się wydarzyć? Jeden ze wspólników nagle będzie potrzebował pieniędzy na leczenie żony po wypadku. Innemu urodziło się dziecko, którego nie planował. Jeszcze inny pa nowy pomysł na super biznes i potrzebuje pieniędzy na wejście.
✅ Sporów na tym tle można uniknąć poprzez uregulowanie zasad głosowania w sprawie wypłaty dywidendy w osobnej od umowy spółki umowie inwestycyjnej‼️ Niestety, umowy takie są ciągle rzadko zawierane między „prywatnymi” wspólnikami, a częściej znajdują zastosowanie w umowach z funduszami inwestycyjnymi.
Dywidenda jako narzędzie szantażu
Widzimy więc, że różnice celów działalności mogą się ujawnić. Może to mieć przełożenie na stanowisko zgromadzenia wspólników co do wypłaty dywidendy i jej wysokości. Jest to zupełnie naturalne. Jednakże dywidenda bywa też wygodnym narzędziem szantażu. Jej długoletnie blokowanie może być środkiem nacisku na mniejszościowego wspólnika, by zgodził się wyjść ze spółki na warunkach, których do tej pory nie akceptował. Wspólnik taki liczył na wypłatę dywidendy – będącej często jedynym źródłem jego utrzymania. Nie pracuje w spółce, nie pełni żadnych funkcji w jej zarządzie.
Dywidenda – wywarcie presji
Wspólnicy większościowi mogą więc blokować wypłatę dywidendy – często przez wiele lat – aby wywrzeć na niego presję. Ponieważ mają oni wpływ na skład zarządu lub sami w nim zasiadają, mają możliwość „wyciągania” pieniędzy ze spółki w inny sposób – z ewidentnym pokrzywdzeniem tego wspólnika. A kiedy indziej – nie będą musieli tego robić, gdyż mają inne źrodła utrzymania i zwyczajnie mają czas, by go zmiękczyć.
Zaskarżenie uchwały – co zrobi sąd?
✅Procesy o zaskarżenie uchwał odmawiających wypłaty wspólnikom dywidendy są trudne. Spółka może podnosić, że inwestuje zyski po to, by zarobić jeszcze więcej w przyszłości. Poza tym, rynek jest trudny, konkurencja duża, a kto przejada zyski, wypada z gry. I trudno z taką argumentacją walczyć. Bardzo ciężko jet zweryfikować, czy odmowa dywidendy wynika ze stosowania szantażu korporacyjnego, by pozbyć się wspólnika, czy też jest przejawem odpowiedzialnej polityki finansowej. A będzie to miało kolosalny wpływ na treść rozstrzygnięcia.
✅Jesteście stroną sporu w spółce z o.o.? Potrzebujecie pomocy prawnej w konflikcie ze wspólnikiem? Prowadzicie postępowania sądowe, które nie przynoszą rezultatu, a ich koszty przekraczają granice opłacalności? Skontaktujcie się z nami. Mamy doświadczenie w rozwiązywaniu sporów między wspólnikami i z negocjowaniem w konfliktach z nimi. Sprawy sądowe traktujemy instrumentalnie – jako środek, który ma służyć konkretnemu celowi. Nie multiplikujemy ich niepotrzebnie.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/965932,spolka-szantaz-korporacyjny.html

ODPOWIEDZIALNOŚĆ SUBSYDIARNA – CZYLI JAKA?
Jedną z najważniejszych cech spółki jawnej, o której powinni pamiętać jej wspólnicy, jest ich odpowiedzialność za zobowiązania spółki. Zgodnie z przepisami kodeksu spółek handlowych, spółka jawna posiada odrębny majątek i to ona w pierwszej kolejności odpowiada za swoje długi. Jednak nie oznacza to, że wspólnicy mogą spać spokojnie. W praktyce wierzyciel może zwrócić się również do nich – i to prędzej, niż im się zdaje.
Czym jest odpowiedzialność subsydiarna?
Kluczowym pojęciem w kontekście odpowiedzialności wspólnika spółki jawnej jest odpowiedzialność subsydiarna. Warto więc wyjaśnić, co ona oznacza, jakie niesie konsekwencje i dlaczego wspólnik spółki jawnej nie może liczyć na oddzielenie swojego majątku prywatnego od ryzyka związanego z działalnością spółki.
Odpowiedzialność subsydiarna wspólnika oznacza, że:
✔ wierzyciel może prowadzić egzekucję z jego majątku;
✔ może to robić jednak dopiero wtedy, gdy egzekucja przeciwko spółce okaże się bezskuteczna.
Innymi słowy, spółka jawna i jej majątek jest „pierwszym adresatem” egzekucji roszczenia. Jeżeli jednak nie posiada wystarczających środków, wierzyciel może prowadzić egzekucję z majątku wspólników, którzy odpowiadają w tym zakresie solidarnie między sobą i ze spółką.
Warto pamiętać, że wspólnik spółki jawnej od początku jest dłużnikiem solidarnym, ale jego majątek jest chroniony tą dodatkową „tarczą” – najpierw sprawdzane jest, czy dług można wyegzekwować od spółki. Dopiero gdy to się nie uda, odpowiedzialność przechodzi na wspólników.
Trzeba podkreślić, że wspólnik może być od samego początku pozwany razem ze spółką. Jednakże do czasu stwierdzenia bezskuteczności egzekucji wobec tejże spółki, wierzyciel nie uzyska przeciwko wspólnikowi klauzuli wykonalności. W tym czasie jest więc dług, ale bez odpowiedzialności – to mało intuicyjne rozgraniczenie przysparza osobom słabiej zorientowanym w prawie spółek znacznych trudności.
Solidarność – pełna odpowiedzialność każdego wspólnika
Subsydiarność to jedno, ale nie wolno zapominać, że wspólnicy odpowiadają solidarnie między sobą i ze spółką. W praktyce oznacza to, że wierzyciel może domagać się spłaty całego długu od każdego z nich z osobna lub od wszystkich razem, a dopiero później wspólnicy mogą rozliczać się między sobą wewnętrznie. Nie ma tu podziału „na części” – odpowiedzialność jest pełna i nieograniczona. Oczywiście, spełnienie części świadczenia prze jednego ze wspólników zwalnia w tym zakresie z odpowiedzialności pozostałych.
To rozwiązanie daje wierzycielowi silną ochronę i sprawia, że prowadzenie spółki jawnej wymaga ogromnej ostrożności w zaciąganiu zobowiązań. Bariera chroniąca wspólników jest tu bardzo słaba. W praktyce – iluzoryczna.
Odpowiedzialność subsydiarna za świadczenia niepieniężne i odszkodowanie
Ciekawym zagadnieniem jest odpowiedzialność wspólnika za zobowiązania niepieniężne spółki. Często trudno jest wyobrazić sobie sytuację, w której wspólnik miałby np. osobiście wykonać usługę, do której zobowiązała się spółka. Dlatego w praktyce najczęściej sprowadza się to do obowiązku zapłaty równowartości świadczenia.
Wyobraźcie sobie spółkę adwokacką, której zleciliście napisanie opinii prawnej dotyczącej europejskiego prawa bankowego. Spółka się z tego nie wywiązała, bo wspólnik – adwokat, który miał to zrobić – zmarł. Na jego miejsce do spółki przystąpiła jako spadkobierca jego żona – uznana projektantka wnętrz. Drugi wspólnik zajmuje się prawem karnym i na temat opinii, która miała być napisana przez zmarłego kolegę – nie ma zielonego pojęcia. Czujecie z pewnością, że nie chodzi o to, by skomplikowaną opinię prawną miała napisać żona zmarłego adwokata, ani jego kolega – karnista. W takiej sytuacji trzeba będzie zapłacić, a nie wykonać zobowiązanie spółki. Na tym polega istota odpowiedzialności subsydiarnej, że nie zawsze – jak w tym przykładzie – dochodzi do prostego podstawienia osoby wspólnika. Odpowiedzialność będzie istnieć, ale nie będzie polegała na obowiązku, ani nawet uprawnieniu! – do spełnienia pierwotnego świadczenia.
Jeszcze dalej idzie art. 471 kodeksu cywilnego, który stanowi podstawę do dochodzenia odszkodowania za niewykonanie lub nienależyte wykonanie zobowiązania. W konsekwencji wierzyciel może dochodzić od wspólnika zarówno:
- spełnienia świadczenia, którego spółka nie wykonała, albo równowartości tego świadczenia (z pewnymi ograniczeniami, jak wyżej opisane), jak i
- naprawienia szkody wynikłej z niewykonania zobowiązania przez spółkę. Tego oczywiście może żądać w pierwszej kolejności od spółki, a od wspólnika – subsydiarnie na wyżej opisanych zasadach.
To dwa odrębne roszczenia, które mogą znacząco zwiększyć zakres odpowiedzialności wspólnika.
Dlaczego to ważne dla wspólników spółki jawnej?
Decydując się na prowadzenie działalności w formie spółki jawnej, należy mieć pełną świadomość ryzyka. Odpowiedzialność subsydiarna i solidarna oznacza, że prywatny majątek wspólnika może zostać zagrożony w przypadku problemów finansowych spółki.
Nie wystarczy więc dbać o interesy samej spółki – trzeba stale analizować jej zobowiązania, oceniać ryzyka kontraktów i podejmować ostrożne decyzje biznesowe. Świadomość prawna w tym zakresie jest niezbędna dla ochrony zarówno spółki, jak i wspólników.
👉 Jeśli prowadzisz spółkę jawną i chcesz zabezpieczyć swoje interesy, skontaktuj się z nami. Mamy wieloletnie doświadczenie w doradzaniu wspólnikom w sprawach dotyczących odpowiedzialności i zobowiązań spółek handlowych.
👉 A może prowadziłeś interesy ze spółką jawną, która nie wywiązała się ze swoich zobowiązań i chcesz dochodzić swoich praw w sądzie?
Skontaktuj się z nami:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
