
JAKI JEST TERMIN NA OGŁOSZENIE UPADŁOŚCI?
Dzisiaj przyszedł do mnie kolejny Klient z pytaniem w sprawie upadłości – tym razem był to mój kolega. Jest on doświadczonym przedsiębiorcą. Konsultował się z kilkoma prawnikami i swoim ojcem – księgowym. Był przekonany, że na złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości ma 3 miesiące. Jest to powszechny mit, błąd, który popełnia niestety również wielu prawników. A konsekwencje są bardzo bolesne.
Ile jest czasu na złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości
Ile masz czasu na ogłoszenie upadłości? Art. 21 prawa upadłościowego mówi to wprost. Dłużnik ma obowiązek złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości w terminie 30 dni od powstania, w którym wystąpiła do tego podstawa. Co to za podstawa? Na to pytanie odpowiada nam art. 10 prawa upadłościowego, który mówi, że upadłość ogłasza się w stosunku do dłużnika, który stał się niewypłacalny.
Kiedy dłużnik staje się niewypłacalny?
Zapytacie więc, kiedy dłużnik staje się niewypłacalny? Znajdziecie to w art. 11 prawa upadłościowego. Przepis ten wprowadza 2 rodzaje niewypłacalności: płynnościową i zadłużeniową (tę dzisiaj pomijam). Wystarczy, że wystąpi jedna z nich.
Niewypłacalność płynnościowa jest opisana w art. 11 ust. 1: Dłużnik jest niewypłacalny, jeżeli utracił zdolność do wykonywania swoich wymagalnych zobowiązań pieniężnych. Oznacza to, że dłużnik nie płaci – ale nie dlatego, że nie chce, zapomniał lub jest złośliwy, lecz dlatego, że nie może.
Ten przepis należy czytać razem z art. 10 i art. 21 w ten sposób: dłużnik ma obowiązek złożyć wniosek o ogłoszenie swojej upadłości w terminie 30 dni od dnia, w którym utracił zdolność do terminowego wykonywania swoich zobowiązań pieniężnych.
Jeśli mi nie wierzycie, bo wszędzie piszą coś innego, możecie zajrzeć na stronę chyba najlepszej w Polsce Kancelarii zajmującej się prawem upadłościowym:
albo przeczytać ten artykuł: https://ruj.uj.edu.pl/server/api/core/bitstreams/db9c8562-3efe-47ba-99b9-fa8d3fadab5b/content
lub też ten: https://pressto.amu.edu.pl/index.php/rpeis/article/view/31708
Czy dłużnik ma 3 miesiące na złożenie wniosku o ogłoszenie upadłości?
Czy masz 3 miesiące? Absolutnie nie! Jest to rażący błąd, który popełniają zarówno doświadczeni przedsiębiorcy, jak i – niestety – prawnicy. Termin 3 miesięcy wprowadza art. 11 ust. 1a. Wprowadza on jedynie domniemanie, że dłużnik nie płaci dlatego, że nie może (a nie dlatego, że zapomniał lub mu się nie chce), jeśli zaległości wynoszą 3 miesiące.
Jest to domniemanie, które może chronić dłużników, jeśli nie złożyli wniosku w terminie 1 miesiąca, ale jakimś cudem dostali pieniądze krótko potem i zapłacili wierzycielowi. Wówczas mogą twierdzić, że nie wywiązali się z obowiązku złożenia tego wniosku, ale nie było wówczas domniemania, że są niewypłacalni, więc nic się nie stało.
Podstawową funkcją tego przepisu jest jednak ochrona wierzycieli, aby po upływie 3 miesięcy od powstania niewypłacalności nie musieli udowadniać, że dłużnik nie płaci ze złośliwości, nie muszą więc badać całej jego sytuacji finansowej i przekonywać sądu, że dłużnik ma problemy z płynnością. Wystarczy, że wykażą, że nie płaci.
W żadnym razie tego domniemania nie wolno jednak traktować jako obowiązującego terminu 3 miesięcznego do złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości! A już tym bardziej niewłaściwa jest wykładnia, z jaką przyszedł do mnie mój kolega (wzmocniony przez swojego ojca – księgowego i kilku prawników), że termin miesięczny z art. 21 liczony jest upływy terminu 3 miesięcznego z art. 11 ust. 1 a.
Jakie są skutki złożenia wniosku o ogłoszenie upadłości po terminie?
Skutki te są poważne. Zgodnie z art. 21 ust. 3 prawa upadłościowego, osoby, które miały obowiązek złożyć wniosek o ogłoszenie upadłości w terminie, ponoszą odpowiedzialność za szkodę, jaką wierzyciele ponieśli wskutek tego, że wniosek ten w terminie złożony nie został.
Niezależnie od tego, zaniechanie wniosku o ogłoszenie upadłości stanowi przęstepstwo z art. 586 k.s.h.
Bardzo ważny jest w tym również art. 299 k.s.h., który w swoim §2 wprowadza zasady zwolnienia się przez członków zarządu z odpowiedzialności, którą ponoszą za zobowiązania spółki. Mogą się z tej odpowiedzialności zwolnić m.in. wtedy, jeśli wykażą, że wniosek o ogłoszenie upadłości spółki został złożony w terminie albo uchybienie temu terminowi nastąpiło nie z ich winy. Oczywiście, nieznajomość prawa z tej winy nie zwalnia.
Pisałem o tym m.in. tutaj:
i tutaj:
Zaproszenie do współpracy
Jeśli prowadzicie biznes i potrzebujecie profesjonalnej pomocy prawnej od adwokata, który specjalizuje się wprawie gospodarczym, odezwijcie się do mnie:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935

JAK ROZWIĄZYWAĆ SPORY MIĘDZY WSPÓLNIKAMI?
Spory między wspólnikami są zjawiskiem naturalnym w biznesie. Różnice interesów, odmienne wizje rozwoju spółki, napięcia osobiste czy kryzysy finansowe prędzej czy później ujawniają się w relacjach właścicielskich. Kluczowe pytanie nie brzmi jednak czy konflikt się pojawi, lecz w jaki sposób zostanie rozwiązany.
Eskalacja sporu i proces sądowy – to najprostsza droga, ale czy korzystna?
Mediacja między wspólnikami nie jest pierwszym wyborem. Wymaga bowiem pewnej odwagi, odpowiedzialności i wysiłku. Najprostszą – choć często najbardziej kosztowną – drogą jest eskalacja sporu i skierowanie go na drogę postępowania sądowego. W praktyce oznacza to jednak, że przed sądem toczy się zazwyczaj spór zastępczy: dotyczący kwestii formalnej, drugorzędnej albo technicznej, która nie stanowi rzeczywistego źródła konfliktu między wspólnikami.
Dlaczego postępowanie sądowe rzadko rozwiązuje problem?
Spór sądowy niemal zawsze generuje poważne koszty – finansowe, czasowe i organizacyjne. Co istotniejsze, pochłania on również zasoby trudne do odbudowania: relacje, zaufanie, reputację spółki oraz atmosferę pracy. Nawet prawomocne rozstrzygnięcie sądu nie usuwa przyczyn konfliktu, a często prowadzi do jego dalszej eskalacji w innych obszarach działalności.
Z perspektywy biznesowej jest to droga, która bardzo rzadko prowadzi do realnego rozwiązania problemu.
Nasze podejście do sporów wspólników
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy nie unika sporów ani rozwiązań o charakterze konfrontacyjnym, gdy są one rzeczywiście niezbędne. Jednak w zdecydowanej większości przypadków stawiamy na rzeczywistą pomoc klientom, a nie na mechaniczne generowanie kolejnych postępowań sądowych.
Specjalizujemy się w negocjacjach oraz działaniach zmierzających do usunięcia źródła sporu, a nie jedynie jego prawnych objawów. Naszym celem jest albo odbudowanie relacji między wspólnikami, albo takie jej uporządkowanie, które pozwoli stronom działać dalej w sposób racjonalny i przewidywalny – także wtedy, gdy oznacza to rozstanie.
Negocjacje jako narzędzie dojrzałego zarządzania konfliktem
Negocjacje nie są przejawem słabości. Przeciwnie – są oznaką dojrzałości, świadomości interesów i zdolności do myślenia strategicznego. W praktyce bardzo często pomagamy klientom wyjść z sytuacji, w której zostali „zapędzeni do narożnika”, broniąc stanowisk, które nie odzwierciedlają ich rzeczywistych potrzeb ani celów biznesowych.
Dobrze poprowadzony proces negocjacyjny pozwala odzyskać kontrolę nad sytuacją, ograniczyć straty i skupić się ponownie na tym, co w biznesie najważniejsze: rozwoju, stabilności i jakości życia.
Mediacja między wspólnikami – chcesz wiedzieć więcej?
Mediacja między wspólnikami to nasza specjalność. Ciągle się w tym zakresie rozwijamy i poznajemy coraz nowe źródła. Chętnie się nimi z Wami dzielimy. Oto niektóre z nich.
O tym, jakie są alternatywne wobec procesu sądowego spory rozwiązywania sporów możesz przeczytać tutaj: https://www.pon.harvard.edu/daily/dispute-resolution/what-is-alternative-dispute-resolution/ – myślę, że eksperci z uniwersytetu Harvarda znają się na rzeczy.
Jeśli wolicie „luźniejszą” formę, polecam ten artykuł z Forbesa: https://www.forbes.com/councils/forbesbusinesscouncil/2024/07/31/strategic-mediation-five-pillars-for-achieving-effective-settlements/, w którym przeczytacie o sposobach wykorzystania mediacji w trudnych sporach biznesowych.
W tym miejscu możecie natomiast przeczytać poglądy znanych amerykańskich prawników, którzy tłumaczą dlaczego w sporach biznesowych to mediacja jest preferowana przez nich samych i ich klientów: https://www.superlawyers.com/resources/alternative-dispute-resolution/why-mediation-is-preferred-for-business-disputes/
Jeśli natomiast chcecie poczytać moje wcześniejsze teksty, zostawiam Wam niżej kilka linków:
A może zamiast czytać, wolicie akurat posłuchać? Proszę bardzo: tu zostawiam Wam link do mojego podcastu, gdzie opowiadam o sporach wspólników:
https://open.spotify.com/episode/4p20ALoBzNcmzQ0W2otf0e
Jeżeli chcesz dowiedzieć się więcej o tym, jak pracujemy, w jaki sposób pomagamy wspólnikom w sytuacjach konfliktowych i jakie rozwiązania stosujemy w praktyce, zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią.
Jakubiec i Wspólnicy
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 +48 536 270 935

WSPÓLNIK MNIEJSZOŚCIOWY I JEGO (PRZESĄDZONY?) LOS
Los wspólników mniejszościowych bywa nieciekawy. Czasem korzystają z cudzej pracy, ale często są marginalizowani i pozbawiani prawa do dywidendy. Czasami wiąże się to z osobistymi afrontami lub wręcz upokorzeniami. Znam sytuacje, kiedy od 30 lat ktoś pozostaje mniejszościowym wspólnikiem i jest pozbawiony jakichkolwiek korzyści wynikających z uczestnictwa w spółce. Jest to oczywiście patologia, ale zdarza się regularnie.
Wspólnik mniejszościowy i jego los
Wspólnik mniejszościowy ma odmienną pozycję zależnie od rodzaju spółki. W spółkach osobowych nie musi być wyraźnych różnic między realnym znaczeniem wspólników. Natomiast w spółkach kapitałowych są one naturalne i co do zasady odzwierciedlają wartość wniesionych do spółki wkładów.
W spółkach osobowych – co do zasady – wspólnicy mają równe prawa i obowiązki niezależnie od tego, jaki wnieśli wkład. W spółkach kapitałowych jest odwrotnie – wartość wkładu determinuje pozycję wspólnika w spółce. Wspólnik mniejszościowy w spółce z o.o. ma pozycję przypominającą posła opozycji w Sejmie. Jednak bez szans na zmianę sytuacji po wyborach.
O sporach ze wspólnikami mniejszościowymi można poczytać m.in. tutaj:
oraz tutaj – o mechanizmach ochrony wspólników mniejszościowych:
Zdarza się, że w przypadku konfliktu między wspólnikami, mniejszościowy wspólnik staje się „więźniem spółki”, na którą nie ma realnego wpływu, a nie może z niej wyjść na zasadach, które by go satysfakcjonowały. Większościowi wspólnicy i zarząd mają natomiast wiele sposobów na to, by tę obecność „nielubianego” wspólnika uczynić mało atrakcyjną. Stan taki potrafi trwać latami i dekadami.
O sytuacji więźnia spółki i opresyjnym zachowaniu większości wobec mniejszościowego wspólnika, który chce ze spółki wyjść przeczytacie świetny tekst:
https://www.wakeforestlawreview.com/wp-content/uploads/2025/09/Rodrigues.pdf
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy prowadzi spory między wspólnikami
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy zajmuje się prowadzeniem sporów między wspólnikami. Reprezentujemy spółki, wspólników większościowych i mniejszościowych. Mamy doświadczenie w negocjacjach, mediacjach i sporach sądowych. Potrafimy kształtować pole negocjacji i znajdować rozwiązania przełamujące impas.
Stawiamy na dynamiczny dialog między stronami. Poszukujemy rozwiązań możliwych do przyjęcia dla wszystkich stron. Jest to podejście skrajnie różne od upartego trwania przy dawno wybranym stanowisku, które często faktycznie nie zapewnia ochrony interesów danej strony. Tak, jest to paradoks polegający na tym, że wiele osób ma trudności w określeniu celów, a później w dobraniu środków służących ich osiągnięciu. Dlatego często upierają się przy żądaniach, które nie prowadzą do ich celów. Kiedy indziej znów okazuje się, że cele te nie są optymalne, a ich zmiana może przynieść znaczne korzyści wszystkim zainteresowanym. Nie bez znaczenia są również czynniki emocjonalne i psychologiczne, do których przykładamy wielką wagę.
Chcecie dowiedzieć się więcej o sporach między wspólnikami?
Polecam w takim razie książkę wybitnego eksperta – jednego z najlepszych w Polsce specjalistów od prawa spółek, prof. Aleksandra Kappesa o naprawieniu szkody wyrządzonej wspólnikom mniejszościowym: https://www.ksiegarnia.beck.pl/22374-naprawienie-szkody-wyrzadzonej-wspolnikom-mniejszosciowym-majatkowa-ochrona-mniejszosci-w-spolkach-kapitalowych-aleksander-kappes-prof-ul?srsltid=AfmBOopsGk1ialAXjbDos9lM0q70aeuoneJ0tNMCguQn9HboVbFxymlE
Ciekawy raport o sporach wspólników możecie znaleźć tutaj:
Przygotowanie do negocjacji między wspólnikami
Łatwiej jest reprezentować większościowego wspólnika. To jasne. Ale doświadczenie negocjatora, dobra współpraca z klientem oraz przewaga informacyjna mogą pozwolić zniwelować część wyjściowych różnic. Nie sprawi to, że nagle będziesz miał / miała więcej udziałów. Jednak możesz zacząć wykorzystywać miejscowe i czasowe przewagi efektywniej od drugiej strony oraz podnosić jej koszty sporu.
Wiem, jak ważne jest przygotowanie i zebranie informacji o drugiej stronie: jej sytuacji finansowej, życiowej, rodzinnej i osobistej – o jej celach, potrzebach, obawach, a nawet cechach charakterologicznych. Dlatego w naszej Kancelarii współpracujemy z prywatnymi detektywami i psychologami, finansistami i ekonomistami, którzy pomagają nam zebrać i opracować materiał, z którego następnie korzystamy. Chciałbym wszystkich uspokoić – dzieje się to całkowicie legalnie i zgodnie z zasadami etyki. W szczególności biały wywiad jest w dzisiejszych czasach bardzo efektywny, a ludzie sami dzielą się ze światem ogromną ilością informacji na swój temat. My pracujemy ze specjalistami, którzy potrafią je znaleźć i opracować.
O przewadze informacyjnej w negocjacjach pisałem m.in. tutaj:
Z kolei o niwelowaniu przewagi przeciwnika w konflikcie – chociaż na zupełnie innym przykładzie – pisałem już tutaj:
Wspólnik mniejszościowy – piękny przykład rozwiązania sporu
Dzięki solidnemu zebraniu informacji możemy na przykład lepiej odczytać intencję wspólnika, który chce żąda odkupu udziałów. Może się okazać, że robi to nie dlatego, że chce rozpocząć działalność konkurencyjną, ale zwyczajnie potrzebuje pieniędzy na leczenie kogoś bliskiego.
Prowadziłem sprawę spółki, w której wspólnicy pozostawali ze sobą w niemal wrogich relacjach. Nie rozmawiali ze sobą od dawna. Nie lubili się i żywili wobec siebie nieufność. Jeden zwyczajnie nie powiedział drugiemu, że jego żona jest ciężko chora i potrzebuje bardzo drogiego leczenia, które może uratować jej życie. Zamiast tego, zwrócił się z formalnym żądaniem odkupu jego udziałów. A to zostało z kolei potraktowane jako gest wrogi.
Nasze działania i rozmowy doprowadziły do tego, że ten drugi wspólnik pożyczył mu własne pieniądze na leczenie żony. Gest ten – prawidłowo – został potraktowany jako bardzo przyajzny, wręcz wzruszający. Ich współpraca zaczęła się znacznie lepiej układać. Nie doszłoby do tego, gdyby nie właśnie biały wywiad i natrafienie na zbiórkę internetową.
![]()
Wszystkie te czynniki mogą mieć mieć decydujący wpływ na pozycję negocjacyjną naszych Klientów. A ich zbadanie jest równie ważne, co zapoznanie się z umową spółki lub umową inwestorską. Korzystamy z naszego doświadczenia i przewagi informacyjnej.
Kilka słów o moim wykształceniu w kierunku negocjacji między wspólnikami
Negocjacje między wspólnikami to obszar, z którym się utożsamiam i w którym odnajduję się najlepiej. Zdobywam w nim kompetencje w sposób świadomy i „z premedytacją” początku mojej kariery zawodowej. Również na tym polu odniosłem największe, jak do tej pory, sukcesy zawodowe. Co zrobiłem, by zyskać kompetencje w tym obszarze?
Dla przykładu mogę wspomnieć, że:
- w 2014 roku obroniłem doktorat z prawa gospodarczego na Uniwersytecie Łódzkim;
- w 2023 roku ukończyłem Podyplomowe Studia z Negocjacji, Mediacji i Alternatywnych Sposobów Rozwiązywania Sporów na Uniwersytecie Warszawskim;
- w 2024 roku ukończyłem Podyplomowe Studia z Psychiatrii i Psychologii Sądowej na Uniwersytecie Łódzkim;
- w 2025 roku rozpocząłem naukę na 2 letnim Studium Analizy Behawioralnej w Szkole Inteligencji Emocjonalnej we Wrocławiu.
Ten wysiłek jest najlepszą inwestycją w to wiedza i wykształceniem wesprzeć zdobywane od kilkunastu lat doświadczenie w negocjacjach między wspólnikami. Daje mi to unikalne w skali kraju kompetencje i znaczną przewagę wyjściową w większości spraw, które prowadzę.
Zaproszenie do współpracy
Jak widzicie, obszar relacji miedzy wspólnikami jest nam bliski. Dotyczy to kształtowania ich na początku współpracy w celu ograniczenia ryzyka powstania sporów w przyszłości. Zajmujemy się również mediacjami miedzy wspólnikami, gdy do sporu już dojdzie. Reprezentujemy również wspólników i spółki na etapie negocjacji, mediacji i sporów sądowych.
Jeśli potrzebujecie naszej pomocy, odezwijcie się do nas:
kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
Przeanalizujemy nie tylko dokumenty, ale zapoznamy się szczegółowo z Waszą sytuacją, potrzebami i obawami. To wszystko pozwoli nam opracować optymalny plan działania i warianty alternatywne.
Jeśli chcecie posłuchać, jak opowiadam o sporach wspólników, polecam Wam ten odcinek mojego podcastu:
https://open.spotify.com/embed/episode/4p20ALoBzNcmzQ0W2otf0e?utm_source=generator

WYJŚCIE WSPÓLNIKA ZE SPÓŁKI JAWNEJ
Jedno jest pewne – zakończenie współpracy między wspólnikami spółki jawnej jest znacznie trudniejsze i ciekawsze, niż jej rozpoczęcie. Niestety, większość osób zaczyna o tym myśleć dopiero, gdy zaczynają się problemy. Mogą one być związane z różnicą zdań między wspólnikami lub czynnikami zewnętrznymi. Bez względu na to, dlaczego wspólnik decyduje się na zakończenie współpracy, trzeba sobie odpowiedzieć na kilka bardzo ważnych pytań.
Wyjście ze spółki jawnej – czyli kto zostaje, a kto wychodzi?
Wyjście ze spółki jawnej – czyli… kto zostaje, a kto wychodzi? To jest kluczowe pytanie. Jak mamy rozumieć zakończenie współpracy? Ja odchodzę, a Ty bierzesz firmę? Czy może odwrotnie? W grę wchodzi również sprzedaż spółki lub jej majątku, a potem likwidacja i podział nadwyżki między wspólników. Trudność polega na tym, że wspólnicy mogą mieć różne plany i wizje. Nie powinno to dziwić, skoro dochodzi do zakończenia współpracy. Może być tak, że każdy z nich będzie chciał dalej prowadzić firmę i pozbyć się swojego wspólnika. W innym przypadku będzie odwrotnie – każdy z nich będzie chciał zostać spłacony przez drugiego i zająć się czymś innym.
Negocjacje mogą trwać długo, jednak metoda faktów dokonanych okazuje się tu nadzwyczaj skuteczna. Często impas będzie przerwany dopiero przez oświadczenie o wypowiedzeniu umowy spółki. Kiedy indziej przez żądanie wyłączenia wspólnika przez sąd albo żądanie rozwiązania spółki w trybie art. 63 k.s.h. Różnica między tymi trybami jest zasadnicza. Wszystkie prowadzą do zakończenia współpracy, ale są różne przesłanki ich uruchomienia i realizacji. W końcu – co może okazać się kluczowe, jeden z nich oznacza, że ja wychodzę, a Ty zostajesz. Drugi zaś – może skutkować rozwiązaniem odwrotnym.
Może wreszcie jeden ze wspólników będzie chciał zwyczajnie „sprzedać swoje udziały” osobie trzeciej? Używam cudzysłowu, bo ta umowa nie jest do końca umową sprzedaży, a już z pewnością nie dotyczy udziałów w rozumieniu, jakim kodeks spółek handlowych posługuje się w odniesieniu do spółki z o.o. Idea jest jednak podobna.
Wyjście ze spółki jawnej – o czym należy pamiętać?
Pieniądze są oczywiście ważne, ale równie ważna jest druga strona równania – tj. odpowiedź na pytanie – za co mają one być zapłacone? Wspólnicy powinni więc ustalić między innymi zasady odpowiedzialności za zobowiązania spółki – istniejące lub te, które ujawnią się dopiero w przyszłości. Koniecznie trzeba zająć się zakazem konkurencji i zachowaniem tajemnicy przedsiębiorstwa. Dobrze jest określić tryb spłaty, zabezpieczenie roszczeń, być może kary umowne na wypadek gdyby np. oświadczenia co do stanu spółki okazały się nieprawdziwe.
Negocjując kwotę rozliczenia trzeba mieć koniecznie na względzie te i inne elementy istotne dla całej transakcji. W przeciwnym razie targujemy się o cenę nie wiedząc, za co płacimy. Trzeba znać zasady określone przez k.s.h. i kodeks cywilny i wiedzieć, które z nich można zmienić w porozumieniu tak, aby lepiej zabezpieczały interesy stron transakcji. Inne będą zasady w przypadku zbycia ogółu praw i obowiązków w trybie art. 10 k.s.h. Jeszcze inne określać będą tryb i zasady rozliczenia z występującym wspólnikiem, który wypowiedział umowę spółki. Inaczej wygląda rozliczenie ze spadkobiercami zmarłego wspólnika. Jeszcze inaczej w końcu wygląda rozliczenie ze wspólnikiem wyłączonym na podstawie orzeczenia sądu z ważnych przyczyn leżących po jego stronie.
Przepisy, o których piszę, możecie sprawdzić w kodeksie spółek handlowych: 👉 https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20000941037/U/D20001037Lj.pdf
Podstawowe informacje o spółce jawnej znajdziecie tutaj:
https://www.biznes.gov.pl/pl/portal/00161
Jeśli nie macie ochoty czytać, a wolicie posłuchać, polecę Wam odcinek mojego podcastu o przyczynach nieporozumień między wspólnikami:
W końcu, możecie przeczytać coś extra: Drivers of and barriers to partner switch in interfirm alliances: a conceptual model (Journal of Business Economics, 2020) – artykuł o tym, dlaczego i jak wspólnicy kończą współpracę oraz jakie mechanizmy temu sprzyjają. SpringerLink
To już jest pozycja naukowa z górnej półki. Podobnie, jak ta: https://link.springer.com/article/10.1007/s11573-019-00965-y?utm_source=chatgpt.com
Zaproszenie do kontaktu
Te uwagi są oczywiście bardzo ogólne. Starałem się pokazać Wam, że możliwości jest naprawdę wiele – o kilku nawet nie wspomniałem. Każdy z tych trybów rządzi się swoimi prawami i może być przeprowadzony na wiele różnych sposobów – w zależności od potrzeb, wyobraźni, możliwości i przebojowości wszystkich zainteresowanych.
Każdy przypadek zakończenia współpracy wspólników jest inny. Naszym zadaniem jest znaleźć rozwiązanie, które ochroni Twój interes – prawnie i finansowo.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
Chcecie przeczytać coś więcej o spółce jawnej? Proszę bardzo, oto kilka moich tekstów:

GDY UDZIAŁY WCHODZĄ DO MAJĄTKU WSPÓLNEGO
Udziały często wchodzą do majątku wspólnego małżonków. Czy zastanawialiście się, co to oznacza? Jakie są tego skutki? W tym wpisie zadam tylko kilka podstawowych pytań i postaram się na nie krótko odpowiedzieć. Są to jednak kwestie, które dotyczą bardzo wielu osób, które w majątku wspólnym posiadają udziały w spółce z o.o.
UDZIAŁY W MAJĄTKU WSPÓLNYM
Jaka współwłasność udziałów?
Współwłasność udziałów może mieć różny charakter. Spotykamy się ze współwłasnością w częściach ułamkowych. Polega ona na tym, że ja mam połowę tego krzesła i Ty też masz połowę tego krzesła – każdy z nas ma po 1/2 krzesła. Możliwa jest jednak dalej idąca forma, jaką jest współwłasność łączna (np. małżeństwo, spółka cywilna), kiedy to ja mam całe krzesło i… Ty – drogi Czytelniku – również masz całe krzesło. Dla jasności – chodzi o jedno i to samo krzesło. Z udziałami w spółce z o.o. jest podobnie. Mogą być przedmiotem współwłasności w częściach ułamkowych albo współwłasności łącznej.
Co ciekawe, udziały wchodzące w skład majątku wspólnego małżonków – modelowo – najpierw będą podlegały współwłasności łącznej. Po jej ustaniu (np. separacja, intercyza, rozwód), staną się przedmiotem współwłasności w częściach ułamkowych. Będzie tak do czasu działu tego majątku objętego współwłasnością w częściach ułamkowych. O ile ona nastąpi. A później, mamy różne możliwości. Intuicyjnie chcielibyśmy, żeby udziały podzieliły według proporcji udziału przysługującego każdemu ze współwłaścicieli w majątku wspólnym. Czy tak się jednak stanie?
Przykład – co się dzieje z udziałami po rozwodzie?
W majątku wspólnym małżonków było 100 udziałów w danej spółce. Oboje małżonkowie mieli równy udział w majątku wspólnym. Na koniec każde z nich weźmie po 50 udziałów i będzie samodzielnie wspólnikiem tej spółki. Jakie to byłoby proste?!
Tak być jednak wcale nie musi. I bardzo często tak nie będzie. Dlaczego? Choćby ze względu na art. 1831 k.s.h., który stanowi, że: „Umowa spółki może ograniczyć lub wyłączyć wstąpienie do spółki współmałżonka wspólnika w przypadku, gdy udział lub udziały są objęte wspólnością majątkową małżeńską.”
Więcej na temat losu udziałów po rozwodzie przeczytacie w tym artykule: https://www.infor.pl/prawo/rozwody/podzial-majatku/6842436,rozwod-a-udzialy-w-spolce-z-ograniczona-odpowiedzialnoscia-sp-z-oo.html
Współwłasność (czego?) w innych typach spółek
Sygnalizuję jednak, że podobne zagadnienia spotkamy na gruncie innych typów spółek handlowych. Będą one tam przedstawiały się inaczej. Inne będą rozwiązania. Ale pytanie podstawowe będzie bardzo podobne: jaki wpływ na więzi korporacyjne i wykonywanie praw podmiotowych związanych z uczestnictwem w spółce ma współwłasność… no właśnie czego?
Współwłasność tego, co właśnie wyraźnie odróżnia spółki od siebie. Czym innym jest przecież akcja, udział i ogół praw i obowiązków w spółce osobowej. Nie mamy jednak wątpliwości, że każde z nich może być przedmiotem współwłasności. Współwłasność małżeńska jest jednak tylko jednym z możliwych przykładów. Drugim jest przecież niekwestionowana współwłasność łączna wspólników cywilnych.
Czy coś stoi na przeszkodzie, aby w majątku wspólnym wspólników cywilnych znalazły się udziały w spółce z o.o. lub akcje? Oczywiście, że nie. Nieco trudniejsza jest odpowiedź na pytanie, czy przedmiotem współwłasności może być ogół praw i obowiązków np. w spółce jawnej. Nie jest to czas i miejsce na szczegółową analizę, ale weźmy na przykład art. 60§1 k.s.h. Należy również zadać pytanie, czy zakaz rozszczepiania ogółu praw i obowiązków w drodze jego zbycia (art. 10 k.s.h.) wyłącza jego sprzedaż do współwłasności łącznej. Byłbym ostrożny z udzieleniem odpowiedzi odmownej. Wklejam poniżej link do k.h.s. dla ułatwienia. https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/download.xsp/WDU20000941037/U/D20001037Lj.pdf
Czym jest udział w spółce z o.o.?
Zacznijmy od ogólnej uwagi, że „udział” wspólnika w spółce z o.o. można rozumieć na 3 sposoby: 1) ułamek kapitału zakładowego; 2) prawo podmiotowe; 3) stosunek członkostwa w spółce. Przez ten pryzmat widać rozbieżność między własnością udziałów a statusem wspólnika. Proszę mi wierzyć, że każdej z tych form poświęcić można całe książki i artykuły naukowe. Tutaj jedynie zaznaczę, że istnieje widoczna rozbieżność między faktem, że ktoś jest współwłaścicielem udziałów, a tym, że posiada status wspólnika. Nie, to nie jest to samo. A bycie współwłaścicielem udziałów, nawet w formie współwłasności łącznej, nie pociąga za sobą statusu wspólnika spółki. Więcej na ten temat przeczytacie w fenomenalnej książce Małgorzaty Dumkiewicz https://www.profinfo.pl/sklep/wspolnosc-udzialow-w-spolce-z-ograniczona-odpowiedzialnoscia,21810.html. Muszę jednak ostrzec, to nie jest łatwa lektura.
Tutaj podaję link do jednego z komentarzy na temat udziału jako części kapitału zakładowego:: https://sip.legalis.pl/document-full.seam?documentId=mjxw62zogi3damrqga3tanroobqxalrthe3tgobyge4q&refSource=guide&legalActDocumentId=mfrxilrsgu4dqnzoobqxalrrgm2dcmztfz3gk4roge4tomrx.
Współwłasność udziałów w k.s.h.
Kodeks spółek handlowych dość skromnie reguluje sprawy związane ze współwłasnością udziałów. Owszem, istnieje ogólne odesłanie do kodeksu cywilnego przez art. 2 k.s.h. Na gruncie spółek trzeba jednak korzystać z kodeksu cywilnego ostrożnie i umiejętnie. Nie zawsze wprost.
Jednym z najważniejszym przepisów mówiących o współwłasności udziałów jest wspomniany wcześniej art. 1831 k.s.h. Zwróćmy jednak uwagę, że on co do zasady dopuszcza wstąpienie do spółki małżonka wspólnika po zniesieniu współwłasności, a jedynie przewiduje wyłączenie takiej możliwości – będącej jednak regułą.
Innym przykładem będzie art. 183 k.s.h., który mówi o wejściu do spółki spadkobierców zmarłego wspólnika. Można zablokować ich wejście poprzez ich spłatę. Można ich też do spółki dopuścić, co wiąząć się może z ich występowaniem w charakterze wspólnika łącznego do czasu działu spadku. Wówczas będą oni wobec spółki występować w trybie opisanym przez art. 184, który stanowi, że współuprawnieni z udziału wykonują swoje prawa w spółce przez wspólnego przedstawiciela. Może nim być oczywiście jeden ze współuprawnionych.
Współwłasność udziałów – kto jest wspólnikiem?
To pytanie często zadają klienci, którzy prowadzą firmę rodzinną lub wspólnie inwestują w spółkę. Zacznijmy od ogólnej uwagi, że „udział” wspólnika w spółce z o.o. można rozumieć na 3 sposoby: 1) ułamek kapitału zakładowego; 2) prawo podmiotowe; 3) stosunek członkostwa w spółce. Przez ten pryzmat widać rozbieżność między własnością udziałów a statusem wspólnika.
W konkretnej sytuacji mogą wchodzić do majątku wspólnego małżonków. Oznacza to, że małżonkowie są ich współwłaścicielami. Natomiast w stosunku do spółki status wspólnika będzie przysługiwał tylko jednemu z małżonków. Będzie to ten małżonek, który był stroną czynności prawnej skutkującej powstaniem takiego statusu, tj. na przykład złożył oświadczenie o objęciu lub nabyciu udziałów. Drugi z małżonków – chociaż przysługuje mu współwłasność udziałów lub, będzie wobec spółki osobą niemal obcą.
Jest to pogląd ugruntowany w orzecznictwie od 1999 roku. https://sip.legalis.pl/document-full.seam?documentId=mrswglrtg43dqnq&refSource=hyp, kiedy to Sąd Najwyższy stwierdził, że „W wypadku nabycia przez małżonka ze środków pochodzących z majątku wspólnego, w drodze czynności prawnej, udziału w spółce z ograniczoną odpowiedzialnością, wspólnikiem staje się tylko małżonek uczestniczący w tej czynności” (Wyrok Sądu Najwyższego – Izba Cywilna z dnia 20 maja 1999 r. I CKN 1146/97).
Zapraszamy do współpracy
W Kancelarii Jakubiec i Wspólnicy prowadzimy sprawy związane ze statusem wspólnika w spółce z o.o. Są to spory miedzy wspólnikami, sprawy rodzinne, w tym rozwody i podziały majątków, sprawy spadkowe, gdy w grę wchodzą udziały, akcje lub ogół praw i obowiązków. Prowadzimy mediacje, negocjacje i spory sądowe. Mamy w tym doświadczenie i sukcesy na koncie. Dbamy o to, żeby nasi klienci czuli się z nami bezpiecznie, a ich interesy były najlepiej realizowane.
Jeśli zastanawiacie się, jak zabezpieczyć swoje udziały przed skutkami rozwodu lub śmierci wspólnika – zapraszamy do kontaktu.
Odezwijcie się do nas. Jesteśmy od tego, żeby Wam pomóc!
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
O problemach wynikających ze współwłasności udziałów w spółce z o.o. przeczytacie m.in. w tym raporcie: https://pragmatiq.pl/mniejszosciowi/raport/
Ciekawe, chociaż podstawowe informacje znajdziecie również tutaj https://www.biznes.gov.pl/pl/portal/00149.
O rozwodzie wspólników możecie posłuchać mojej rozmowy:
Przeczytajcie również:

ZMIANA POKOLENIOWA W FIRMIE RODZINNEJ OKIEM STARSZYCH
W poprzednim artykule opisałem punkt widzenia przedstawicieli młodego pokolenia. Dzisiaj spojrzę na to z drugiej strony i zadam pytanie – czy i kiedy przekazanie sterów w firmie jest zasadne. Jakie mogą być sygnały ostrzegawcze i jakich błędów lepiej nie popełnić?
Królowa Elżbieta jako szefowa firmy rodzinnej
Zmiana pokoleniowa dotyczy każdej firmy rodzinnej. Gdy królowa Elżbieta II pochowała już swojego męża i była u kresu swojego życia, zastanawiałem się, co sądzi o swoim synu, Karolu, jako następcy. Jak w każdej rodzinie, pewnie były między nimi tarcia, różnice zdań, pretensje. O Karolu można było pewnie powiedzieć wiele. Jednak zwyczajnie nie można było zarzucić mu braku przygotowania, doświadczenia i dojrzałości. Chyba jego rodzice nie musieli się obawiać, że woda sodowa uderzy mu do głowy, gdy zostanie „prezesem”. Mając już ponad 70 lat odziedziczył tron i póki co z pewnością nie zasłużył na przydomek „szalony”, „okrutny”, „rozrzutny” lub „rozpustny”.
Problem polega na tym, że brytyjska monarchia jest firmą rodzinną raczej nietypową i trudno szukać jej odpowiednika w naszym polskim biznesie rodzinnym. Większość polskich przedsiębiorców nie ma tego komfortu, że władzę w firmie przekaże dziecku, które ma 70 lat i całe życie w niej pracowało. Jeśli więc nie jesteście Elżbietą II, staniecie przed innymi dylematami. I to znacznie wcześniej.
Zmiana pokoleniowa. Czy on jest gotowy?
To pytanie zadaje sobie wielu rodziców, którzy zaczynali budować biznes 30 lub 40 lat temu. Wychowywali się w innych warunkach. W otoczeniu, które dzisiaj coraz trudniej nam sobie wyobrazić. A jednak udało im się i zbudowali biznes. Czy ich dzieci są gotowe, by go przejąć? Popatrzmy na nie. Niczego im nigdy nie brakowało. Ukończyły dobre szkoły, znają świat z książek, filmów, ale z problemami codziennego życia raczej się nie zetknęły. A przynajmniej nie musiały się z nimi zmierzyć.
Nie musiały o nic walczyć, bo obiecano im, że wszystko kiedyś dostaną. Miały się uczyć, cieszyć życiem, przysparzać Wam dumę. I czekać. Czas leci, jednak odczuwacie coraz większy niepokój. Wynika on z tego, że Wasze dziecko jest już w wieku, do którego sięgają Wasze wyraźne wspomnienia dotyczące Was samych. I widzicie wielką różnicę. Wy zasuwaliście w pocie czoła, w starych dżinsach, czasem dziurawych, bo innych nie było. A Wasze dziecko siedzi sobie, pachnie, ma drogie ciuchy, niemal same przyjemności.
Ma też inne aspiracje. Wy chcieliście wziąć życie za bary. I zrobiliście to. A Was syn? Albo córka? Jacyś tacy bez ikry, bez polotu, niemrawi albo przeciwnie – chcieliby się porwać z motyką na słońce. A tu przecież trzeba działać spokojnie, systematycznie. Owszem, chcieliby władzy i pieniędzy, ale czy są na to gotowi? Czy są tego godni? Czy poradzą sobie z podejmowaniem decyzji i odpowiedzialnością za pracowników, rodzinę, za nazwisko, na które całe życie pracowaliście?
Niepokój
Zmiana pokoleniowa nadchodzi nieubłaganie. Ale czujecie niepokój. Kochacie swoje dziecko, ale widzicie, że nie jest takie, jak Wy. Ma chwilami to samo spojrzenie, podobny uśmiech, ale żyje w zupełnie innym świecie. Dla Was liczyła się odpowiedzialność, rzetelność, relacje z pracownikami, których osobiście znaliście. Biznes budowaliście po to, by mieć gdzie pracować, by być niezależnym. A Wasze dziecko mówi czasem o jego sprzedaży, biernym dochodzie, o zewnętrznym finansowaniu, inwestorach, nowych technologiach, które pozwolą zaoszczędzić na ludziach. Niby słyszycie o tym codziennie w telewizji, ale wypieracie to.
Poza tym, czy on nie wyda tych pieniędzy na głupoty? Wy zaczynaliście pracować w latach 80 i zarabialiście po 30 dolarów. A on ma czapkę z daszkiem za 200. Ma dopiero 40 lat, a to niebezpieczny wiek… Wielu facetów zostawia w tym czasie żony dla młodszych dziewczyn. Są rozwody, podziały majątków, walka o dzieci. Poza tym – jak on się ubiera? Wy przychodziliście do biura schludni i po to pracowaliście, żeby nie mieć dziur w spodniach. A Wasze dziecko wydaje na dziurawe dżinsy tyle, ile Wy zarabialiście ciężką pracą w pół roku. Czy to jest poważne podejście?
Może to jeszcze nie ten moment? Ale gdyby to była tylko kwestia czasu… Czy właściwy moment nadejdzie kiedykolwiek?
Dylemat
Zastanawiacie się, co robić. Czy pieniądze go nie popsują? A czy on da radę? Czy gdzieś popełniliście błąd? Może za mało byliście w domu i nie poświęciliście mu wystarczająco dużo czasu, nie wychowaliście go? Albo za bardzo go rozpuściliście. A może wszystko jest dobrze i zwyczajnie zaczynacie szukać dziury w całym?
Może lepiej zatrudnić menadżera, który będzie prowadził firmę? A syn niech zajmie się wychowywaniem wnuków, może dzięki temu uniknie tych błędów, które Wy popełniliście i one będą gotowe i godne, by przejąć biznes w przyszłości? To takie słodkie dzieciaczki… Za 20 lat zaczną pracę w firmie, którą pozostawicie, za 30 lat zaczną nią zarządzać, a do tego czasu jakoś to będzie. Ten menadżer to będzie bardzo porządny człowiek. Na pewno nie okradnie firmy. Na pewno… Prawda?
Zmiana pokoleniowa. Decyzja
To są dylematy i pytania, które stawia sobie wielu założycieli firm rodzinnych. Jednak każda rodzina będzie musiała odpowiedzieć na nie sama. Każda rodzina i każda firma to osobna historia. Jedno jest jednak pewne i wspólne: możecie nadać kierunek, ale nie ustawicie firmy tak, że będzie działała sama po Waszej śmierci lub odejściu na emeryturę. Do tego potrzebni są ludzie. Ich wybór jest ograniczony, a czasu nie ma wiele. On ucieka. Trzeba podjąć decyzję, być może najtrudniejszą w Waszym życiu. Zmiana pokoleniowa nadchodzi, a odwlekaną decyzję trzeba będzie podjąć.
Pierwszym krokiem nie musi być od razu przekazanie władzy. Czasem wystarczy stworzyć wspólny plan sukcesji i określić etapy, które dadzą wszystkim poczucie bezpieczeństwa.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy pomaga firmom rodzinnym układać relacje i organizować przejście między pokoleniami
My rozumiemy Wasze dylematy. Firma rodzinna jest obszarem do pracy, którą chcemy i potrafimy wykonać.
Pomożemy Wam uporządkować firmę tak, by zapewnić płynne przejście zadań i odpowiedzialności na kolejne pokolenie.
Nauczymy Was rozmawiać o sprawach trudnych, znaleźć wspólny język i miejsce dla każdego — od seniora po najmłodszych członków rodziny.
To się da zrobić. Zapewniam.
Nie zostawiajmy tych spraw przypadkowi. Same się nie załatwią.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935.
https://www.pwc.pl/pl/publikacje/raport-badanie-polskich-firm-rodzinnych-2023.html
https://www.pwc.pl/pl/publikacje/badanie-nextgen-survey.html

FIRMA RODZINNA – BIZNES NA POKOLENIA?
Ludwik XV i jego kochanka mieli mawiać – po nas choćby potop. Pewnie nie przypuszczali, jak prorocze to były słowa. Podejście takie cechuje jednak wielu polskich przedsiębiorców. Większość z nich nie uświadamia sobie tego jednak. Chcą budować biznes nie na lata i dekady, ale na pokolenia. Zapominają jednak o najważniejszym elemencie tej układanki. W tym artykule przedstawię jeden punkt widzenia. Punkt widzenia części młodych. Stąd tekst ten może wydać się niektórym subiektywny. Jest to zabieg celowy. W następnym tekście przedstawię drugi punkt widzenia. Ale póki co…
Firma rodzinna i praszczur założyciel, czyli „nie chcę, ale muszę”
Firma rodzinna to fascynujący temat. Wielu przedsiębiorców, którzy zaczynali w innej rzeczywistości, trwa do dziś w przekonaniu, że są wyjątkowi. I mają rację. Żadne inne pokolenie nie doświadczyło transformacji ustrojowej: z socjalizmu do kapitalizmu, z państwa aspirującego do totalitaryzmu – do demokracji, z biednego społeczeństwa rolniczo-przemysłowego – do zamożnego i innowacyjnego.
Ale czy naprawdę są wyjątkowi? Z pewnością tak — w swoich oczach.
Tak samo jak wyjątkowi byli ich rodzice, którzy przeżyli sanację, II wojnę światową, stalinizm i szarą rzeczywistość PRL.
A jeszcze wcześniejsze pokolenia? Urodziły się pod zaborami, przeżyły dwie wojny światowe i wojnę z bolszewikami. Ich doświadczenia też były unikalne.
A moje pokolenie? Urodziłem się w orwellowskim roku 1984. Pamiętam, jak obok mojego domu na przedmieściach Łodzi chodziły barany, sąsiedzi hodowali kury, jeździli „maluchami” i marzyli o paszporcie, żeby zwiedzić Czechosłowację. Dziś piszę w epoce gwałtownego rozwoju sztucznej inteligencji, w mieście pełnym usług i start-upów. Świat zmienił się na moich oczach bardziej niż na oczach trzech poprzednich pokoleń razem wziętych.
Praszczur założyciel i mentalna blokada przed sukcecją
A jednak jakaś fatalna siła każe temu „praszczurowi założycielowi” uważać się za lepszego od poprzednich i następnych pokoleń.
Poczucie misji, odpowiedzialności i wyjątkowości nie pozwala mu przekazać sterów w firmie.
Dlaczego? Bo się boi.
Nie chce przeminąć. Trudno mu pogodzić się z myślą, że jego świat już nie istnieje.
Zapytacie – jak to? Proszę, oto odpowiedź.
Firma rodzinna: czy założyciel coś od kogoś dostał?
Trudno mieć pretensje do założycieli firm rodzinnych. W pewnym sensie są wyjątkowi – ich życie przypadło na moment, kiedy zakładanie biznesów stało się możliwe -najpierw pół legalne, a potem całkiem normalne. Oni nie odziedziczyli niczego poza wyniesionymi z domu wzorcami: ciężkiej pracy, surowości, ojcowskiej władzy. I uważają, że to właśnie te wzory zapewniły im sukces. Zapominają, że gdyby tak było, nigdy nie założyliby własnych warsztatów, przedsiębiorstw, firm, czy jakkolwiek byśmy tego nie nazwali. Oni je założyli, bo się temu nieświadomie sprzeciwili. Gdyby byli posłuszni, pracowaliby w przedsiębiorstwie państwowym.
A jednak wzorce, które kiedyś odrzucili, wracają jak bumerang i nie pozwalają im oddać sterów w firmie, którą budowali przez całe życie. Boją się. Boją się, że ich dzieci lub wnuki nie są do tego gotowe. Że są to dzieci wychowane w warunkach „szklarniowych”, pod kloszem. Nieznające realnego życia i problemów, co gorsza, nie szanujące tradycji, szacunku dla ciężkiej pracy i poczucia odpowiedzialności. Nie dopuszczają do siebie faktu, że sami je tak wychowali. Ale to by jeszcze przeżyli. Nie dopuszczają jednak faktu znacznie ważniejszego. Wypierają ze świadomości, że świata, który znali już nie ma. Panicznie boją się przyznać, że to, co znali już przeminęło. Nie przyjmują do wiadomości, że dzisiaj inaczej wyglądają relacje międzyludzkie, łańcuchy dostaw, cele i wartości firm oraz otoczenie, w jakim funkcjonują.
Firma rodzinna: założyciel boi się, że nie jest już potrzebny
Dlaczego to wypierają? Bo najbardziej na świecie boją się tego, że nie będą już potrzebni. Nie chcą przeminąć. Walczą z myślą, że już sami więcej nie osiągną, a nowe pokolenie nie jest takie, jak chcieliby je zaprojektować. No nie jest. I nigdy nie będzie. Ale możecie przyjąć do wiadomości i zaakceptować przemijalność i zmianę, które są nieuniknione. Jeśli to zrobicie, dacie młodym popełnić błędy i wyciągnąć wnioski. Pozwolicie im żyć i uczyć się odpowiedzialności. Pozwolicie im zacząć podejmować decyzje za przyszłość, która należy do nich – czy tego chcecie, czy nie. Jeśli jednak będziecie trzymać dalej „stery rodziny i firmy na siłę i łamać ich osobowość, charaktery, udowadniać im, że nie potrafią i nie zasługują, sprawicie, że przepowiednia spełni się sama. I rzeczywiście firma nie przetrwa po Was.
Jeszcze jedno. Zadajecie sobie pytanie, dlaczego Wasze dzieci nie są takie jak Wy? Dlaczego nie wyszły wcześniej z domu i nie zaczęły od zera pokazując odwagę i determinację? Bo Wam uwierzyły. Mówiliście im, że mają się tylko uczyć, zdobywać wiedzę, a Wy im przekażecie firmę. Postąpiliście dokładnie odwrotnie, niż Wasi rodzice wobec Was. A teraz bijecie się z myślami i mówicie: Ja w jego wieku miałem już trzecią firmę, rozwód i stan wojenny i kontrole na karku. A on? Pytacie o swego syna. A on robił to, czego od niego oczekiwaliście. I dzisiaj macie pretensje.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy pomaga firmom rodzinnym układać relacje i organizować przejście między pokoleniami
Odezwijcie się do nas. Firma rodzinna jest obszarem do pracy, którą chcemy i potrafimy wykonać.
Pomożemy Wam uporządkować firmę tak, by zapewnić płynne przejście zadań i odpowiedzialności na kolejne pokolenie.
Nauczymy Was rozmawiać o sprawach trudnych, znaleźć wspólny język i miejsce dla każdego — od seniora po najmłodszych członków rodziny.
To się da zrobić. Zapewniam.
Nie zostawiajmy tych spraw przypadkowi. Same się nie załatwią.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935.

ŚMIERĆ WSPÓLNIKA – CO DALEJ ZE SPÓŁKĄ?
W naszym społeczeństwie śmierć jest ciągle trudnym tematem. A przecież w życiu tylko śmierć jest pewna. Jeśli chcemy, by nasza firma przetrwała dłużej, niż my sami, musimy podchodzić do tego poważnie, ale i z pewną otwartością. Przyjrzyjmy się kilku sprawom związanym ze śmiercią wspólnika.
Śmierć wspólnika – czy firma przetrwa?
Śmierć wspólnika jest trudnym momentem dla spółki. Jak firma przejdzie przez ten okres? To zależy od kilku kwestii.
Śmierć wspólnika w spółkach osobowych i kapitałowych
👉Łatwiej będzie „poradzić” sobie ze śmiercią wspólnika w spółkach kapitałowych (spółka z o.o., Spółka akcyjna), niż w spółkach osobowych (np. spółka jawna, spółka komandytowa). Dlaczego? Spółki kapitałowe mają osobowość prawną – niezależną od wspólników. Organizacyjnie, prawnie i strukturalnie istnieją one w pełni niezależnie od swoich wspólników. Śmierć wspólnika – nawet większościowego – będzie dla nich znacznie mniejszym problemem, niż w przypadku spółek osobowych. Nie wspominam nawet o spółce cywilnej, gdzie będzie to prawdziwy dramat.
Śmierć wspólnika a kultura organizacyjna
👉Kultura organizacyjna. W firmach opartych o procedury śmierć kogokolwiek będzie znacznie mniej odczuwalna, niż w firmach opartych o rolę jednego człowieka. Tam, gdzie są opisane i realizowane procedury, role, opisy stanowisk będzie to znacznie łatwiejsze. Trudniejsze będzie tam, gdzie wspólnik jest od wszystkiego i rozdziela zadania w zależności od sytuacji, a wiedzą dzieli się niechętnie.
Pozycja i rola zmarłego wspólnika
Trzeba wreszcie zadać pytanie, 👉 czy działalność spółki była oparta i zależna od osobistych kwalifikacji, kompetencji, kontaktów, wiedzy, autorytety danego wspólnika? Jeśli tak, znaczy to, że nie zadbał on o to, by firma była czymś więcej, niż przybudówką do jego osoby. Warto o tym myśleć już za życia, by budować firmę większą od siebie samego. Oczywiście, w przypadku wolnych zawodów – będzie to wyglądało inaczej, niż w przypadku firm produkcyjnych, technologicznych, czy handlowych. Ale nawet w firmach medycznych czy prawniczych chodzi przecież o to, by zostawić po sobie coś, co przetrwa. A to wymaga wyzbycia się obsesji kontroli za życia – i to długo przed śmiercią.
Czy spadkobiercy mają wejść do spółki?
Zostawmy kwestie proceduralne. W różnych spółkach wygląda to różnie. Odmienne są zasady i punkty odniesienia. Ogólna zasada jest jednak taka – w umowie spółki możemy tę sytuacje dość elastycznie kształtować i nadać kierunek.
Po co założono tę firmę?
Należy się więc zastanowić, czy firma jest od tego, żeby wspólnicy mieli miejsce pracy osobiście świadczonej? Jeśli tak, to nie ma przeszkód, żeby spadkobiercy weszli do spółki, jeśli mają kwalifikacje, żeby tę prace w niej wykonywać. Jeśli jest to przychodnia lekarska – proszę bardzo, jesteście lekarzami? Zapraszamy. Ale jeśli nie, to lepiej będzie się z nimi rozliczyć, spłacić ich i kontynuować współpracę w ograniczonym składzie. Jeśli jednak spółka jest prowadzona w celu biznesowym opartym o wzrost wartości, pomnażanie kapitału, czerpanie z niego korzyści, to wejście spadkobierców do spółki wyglądać może zupełnie inaczej.
Czy spadkobiercy będą osobiście zaangażowani w prowadzenie spraw spółki?
Można więc zapytać, czy tacy spadkobiercy będą biernymi wspólnikami czerpiącymi korzyści kapitałowe z dywidendy lub wzrostu wartości udziałów? Czy może zostaną w spółce zatrudnieni na stanowiskach odpowiadających ich obecnym kwalifikacjom i przygotowywani do tego, by w przyszłości zajmować coraz wyższe i bardziej odpowiedzialne stanowiska? A może zasadne jest, by od razu weszli do zarządu i wzięli odpowiedzialność za zarządzanie spółka?
Nie ma jednej odpowiedzi na tak postawione pytania. Wszystko zależy od sytuacji konkretnej firmy, relacji między wspólnikami ich rodzinami, wieku i stopnia przygotowania zawodowego spadkobierców do wejścia do spółki. Nie bez znaczenia będzie sytuacja finansowa i otoczenie gospodarcze firmy, plany życiowe spadkobierców oraz ich zdolności komunikacyjne w relacjach z dotychczasowymi wspólnikami.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy pomaga spółkom, wspólnikom i spadkobiercom w razie śmierci wspólnika
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy pomaga wspólnikom, spółkom i spadkobiercom przejść przez moment śmierci wspólnika w sposób uporządkowany i bezpieczny.
Doradzamy, jak przygotować firmę na taką sytuację zawczasu, a gdy trzeba – pomagamy ułożyć relacje i zabezpieczyć interesy po śmierci wspólnika.
Nie zostawiajmy tych spraw przypadkowi.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://www.pwc.pl/pl/publikacje/badanie-nextgen-survey.html
https://www.biznes.gov.pl/pl/portal/00149
https://podpowiada.gofin.pl/338/podatek-dochodowy/6972/prowadzenie-pkpir-w-praktyce/307772

KONFLIKT WSPÓLNIKÓW W FIRMIE RODZINNEJ
Czy wiecie, że konflikt wspólników jest trzecim najpoważniejszym zagrożeniem dla firm rodzinnych? Takie dane podaje PWC Polska w swoim raporcie z 2023 roku. Konflikty te najczęściej rozwiązywane są w gronie rodzinnym – za zamkniętymi drzwiami. Z moich obserwacji wynika jednak, że często taka „rozmowa” oznacza szantaż emocjonalny, przemoc finansową lub zmuszenie do wyrzeczenia się własnych wartości lub ambicji. To nie jest rozwiązanie sporu ani pogodzenie interesów. Jest to złamanie słabszego. Na krótką metę – porządek zostaje przywrócony, a firma i rodzina wyglądają na stabilne. W dłuższej perspektywie – takie zwyczaje oznaczają podcinanie gałęzi, na której siedzi rodzina.
Czym jest konflikt wspólników?
Czy konflikt wspólników jest czymś złym? Tak samo, jak noc, burza, czy zima. Konflikt przypomina w przyrodzie trzęsienie ziemi – wynika z naprężenia płyt tektonicznych / interesów stron i prowadzi do obniżenia napięcia / znalezienia równowagi. Dzieje się to czasami w sposób spektakularny, kiedy indziej tli się latami. Paradoksalnie, znacznie zdrowiej jest przejść przez konflikt „z fajerwerkami”, jeśli ma on doprowadzić do oczyszczenia atmosfery. Jest to lepsze od raka, który toczy rodzinę powoli.
Konflikt wspólników nie jest dobry, ani zły
Konflikt nie jest dobry, ani zły. Jest naturalną reakcją na postrzeganą subiektywnie niesprawiedliwość, którą należy zmienić – wg jednej strony. Druga strona uważa, ze wszystko jest w porządku i należy obecny stan utrwalać. Albo zmieniać go, ale w przeciwnym kierunku, niż chciałaby pierwsza. Przecież tak się w życiu dzieje i błędem jest oczekiwanie, że tak nie będzie. To jest zupełnie naturalne.
👉Złe mogą być jednak konsekwencje konfliktu. Co to znaczy? Spór związany z różnicą interesów lub odmienną wizją może eskalować do konfliktu personalnego, w którym przestajemy być otwarci na argumenty merytoryczne i poszukiwanie równowagi, ale przypisujemy drugiej stronie wszelkie najgorsze cechy i intencje, odczłowieczamy ją i uznajemy, że to ona jest problemem. Wówczas jesteśmy skłonni rozlewać konflikt na nowe pola, używać coraz mocniejszych środków, szkodzić w imię „wartości” sobie, rodzinie, firmie i oczywiście – osobie, która stała się naszym wrogiem. Jest to spirala konfliktu, która łatwo wciąga i niszczy.
Czy potrafimy rozmawiać o sprawach trudnych?
Niestety, w Polsce nie jesteśmy uczeni rozmawiania o rzeczach trudnych. W wielu rodzinach samo podniesienie tematu trudnego traktowane jest jako przejaw nielojalności. Wiele osób postrzega to jako zamach na stabilność, tożsamość i jedność. Rodzina ma trwać. Zaciskać czasami zęby, ale trwać.
✅W szczególności wśród przedstawicieli starszego pokolenia dostrzegam przekonanie o własnej wyjątkowości. Jest to poniekąd uzasadnione doświadczeniami, jakie ci ludzie zebrali w czasach PRL i trudnej transformacji. Jeśli zbudowali firmy, które przetrwały do dzisiaj, mają podstawy uważać się w pewnym sensie za wyjątkowych. Ci mądrzejsi jednak wiedzą, że nie są nieomylni.
✅Tematy trudne zamiata się pod dywan. Albo też używa się szantażu emocjonalnego, finansowego lub zwyczajnie łamie się charaktery. Można w ten sposób uzyskać pozory zgody i stabilności nawet na wiele lat. Ale jakim kosztem? Rozłam w rodzinie powstaje i narasta przez cały ten czas. Ponieważ jest zduszony, ukryty, wybuchnie jeszcze silniej, gdy będzie ku temu okazja. Co więcej, w ten sposób pozbawia się sprawczości i wiary w siebie tych, których zmuszono do uległości. Ich poczucie własnej wartości ulega osłabieniu. Problem polega na tym, że często są to przedstawiciele młodszego pokolenia, którzy mają być przyszłością firmy. W ten sposób osłabia się jej przyszłość.
✅Swoją drogą, o podobnych mechanizmach słyszałem również w innych miejscach – na przykład na uniwersytetach, gdzie apodyktyczny profesor nie potrafił zrozumieć, że wartością większą od jego racji tu i teraz jest przygotowanie następców do odpowiedzialnego kierowania zespołem, a zamiast tego rządził twardą ręką o wiele lat za długo.
Jak rozwiązać konflikt w firmie rodzinnej❓
Mediacja jest tym sposobem rozwiązywania sporów, od którego warto zacząć. Dlaczego❓
Mediacja jest:
- tańsza;
- szybsza;
- mniej sformalizowana;
- nastawiona na utrzymanie relacji;
- nastawiona na korzyści obu stron;
- nastawiona na walkę ze wspólnym problemem, a nie z drugim człowiekiem;
- bardziej poufna;
- bardziej nastawiona na uzdrowienie fundamentów
niż proces sądowy. Jestem w stanie obronić każdy z tych punktów. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że mediacja lepiej pozwala rozwiązać konflikty, niż cywilny proces sądowy (albo postępowanie karne). Jakie są alternatywy? Jedną z nich jest opisane wyżej zamiatanie sprawy pod dywan lub tabuizowanie problemu do tego stopnia, by stresujące wydawało się nawet pomyślenie o tym, by o nim porozmawiać. Zapewniam Was, że tak dzieje się w wielu rodzinach – nie tylko w tych, które prowadzą wspólny biznes.
Wzmocnienie kompetencji komunikacyjnych
Mediacja między wspólnikami pozwala również wzmocnić kompetencje komunikacyjne. Tak, to prawna. My potrafimy mówić, czasami nawet w wielu językach. Ale większość z nas nie potrafi ze sobą rozmawiać. I to jest przyczyną tragedii wielu rodzin, firm i ogromnej liczby wspaniałych ludzi. Wielu z nich nie mogło rozwinąć swoich zdolności, nie mogło skupić się na robieniu tego, co dobre i wartościowe, bo przez lata tkwili właśnie w takich rodzinach, w których nie potrafiono rozmawiać o sprawach trudnych, a przez to nierozwiązane problemy ciągnęły ich w dół przez lata lub dekady.
Dzięki mediacji w firmie rodzinnej nauczycie się rozmawiać ze sobą. Oczywiście, będzie to dopiero pierwszy krok na drodze nabywania kompetencji komunikacyjnych. Będzie to jednak krok niezwykle ważny. A to, czego się nauczycie, z pewnością przyda się Wam również później.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy prowadzi mediacje rodzinne i mediacje w firmach rodzinnych
Jesteśmy przekonani, że to, co dajemy od siebie jest naprawdę wartościowe dla naszych Klientów. I nie chodzi tu tylko o wyniki, które oni osiągają dzięki nam. Mam na myśli to, że pomagamy im pokonać problemy, które przez lata nie pozwalały im cieszyć się życiem. Tak, mediacja naprawdę działa. Oczywiście, nie w każdej mediacji udaje się doprowadzić do zawarcia ugody. Ale nawet wtedy wartością jest to, że strony odjęły próbę rozmowy. Być może pierwszy raz od wielu lat. A to jest pierwszy krok w dobrą stronę. Dzięki temu nawet, jeśli sprawa trafi do sądu, będzie już toczyła się inaczej.
Odezwijcie się do nas! jesteśmy po to, żeby Wam pomóc:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://www.pwc.pl/pl/publikacje/raport-badanie-polskich-firm-rodzinnych-2023.html

UMOWA MIĘDZY SPÓŁKĄ JAWNĄ, A JEJ WSPÓLNIKIEM
Zawarcie umowy między Spółka jawna, a jej wspólnikiem nie jest samo w sobie niczym złym. Zachodzi jednak podejrzenie, że umowa taka może zmierzać do pokrzywdzenia wierzycieli, samej spółki lub innych wspólników. Ryzyka takie zostały zidentyfikowane w spółce z o.o. i w spółce akcyjnej, czego przejawem jest m.in. słynny art. 210 k.s.h. Zdaję sobie sprawę, że odnosi się on do członków zarządu, a nie do wspólników. Jednak w polskich warunkach – szczególnie w spółkach z o.o. – członkowie zarządu najczęściej są jednocześnie wspólnikami. Z trudnych do racjonalnego wytłumaczenia przyczyn, w spółkach osobowych nie ma podobnej regulacji. Oczywista luka wypełniana jest na różne sposoby przez orzecznictwo sądowe i wypowiedzi wyrażane w literaturze fachowej.
Reprezentacja spółki z o.o. wg art. 210 k.s.h.
✅Reprezentacja spółki jawnej w umowie ze wspólnikiem zawsze rodzi kontrowersje. W spółce z o.o. mamy art. 210 k.s.h. Wprowadza on zasadę, że w sporze z członkiem zarządu albo w umowie z nim spółkę reprezentuje pełnomocnik powołany uchwałą zgromadzenia wspólników. Spółki nie może w takiej relacji reprezentować zarząd. Umowa zawarta z naruszeniem tej normy będzie bezwzględnie nieważna. Regulacja taka ma chronić spółkę przed nieuczciwymi członkami zarządu.
🔴Mogliby oni w ten sposób bardzo łatwo wyprowadzić z niej majątek albo zawrzeć niekorzystną ugodę sądową w sporze między spółką, a samym sobą. Wyobraźmy sobie sytuację, że członek zarządu – uprawniony do jednoosobowej reprezentacji – idzie do notariusza i sprzedaje sobie nieruchomość należącą do spółki po cenie dziesięciokrotnie zaniżonej (dla pozorów przyzwoitości nie jest darowizna). Jest to oczywisty kryminał!
🔴Inną sytuacją byłby jakiś wydumany pozew skierowany przez członka zarządu przeciwko spółce. Ten członek zarządu w odpowiedzi na pozew – działając w imieniu spółki – uznaje powództwo i naraża spółkę na poważną szkodę. Nietrudno sobie to wyobrazić. Pole do nadużyć jest ogromne, a ofiarą może być sama spółka, inni jej wspólnicy i wierzyciele.
O szczegółach i możliwej interpretacji art. 210 k.s.h. pisałem już i na tej stronie i na łamach Studiów Prawa Prywatnego. Nie będę tego teraz powtarzał, nie ma takiej potrzeby.
Reprezentacja spółki jawnej. Dlaczego w spółkach osobowych nie ma odpowiednika art. 210 k.s.h.?
Bądźmy szczerzy – ryzyko pokrzywdzenia spółki z o.o. przez nieuczciwego członka zarządu jest takie samo, jak ryzyko pokrzywdzenia spółki jawnej przez nieuczciwego wspólnika. Pomijam teraz oczywiste różnice między tymi spółkami oraz fakt, że co do zasady spółkę jawną reprezentują wspólnicy, a spółkę z o.o. zarząd. W praktyce do zarządu najczęściej wchodzą wspólnicy, więc różnica ma charakter bardziej teoretyczny, a nie rzeczywisty.
Nie ma wielkiego znaczenia również fak, że wspólnicy spółki jawnej odpowiadają subsydiarnie za jej zobowiązania. Tym różnią się od wspólników spółki z o.o. którzy takiej odpowiedzialności nie ponoszą. Za zobowiązania spółki z o.o. odpowiadają z kolei członkowie zarządu na podstawie art. 299 k.s.h., który omówiłem tu kiedyś w serii wpisów.
W spółkach osobowych ewidentnie brakuje art. 210 k.s.h. Albo patrząc od drugiej strony – można uznać, ze jest zbędny w spółce z o.o. W każdym razie zróżnicowanie kierunków regulacji nie znajduje uzasadnienia.
Reprezentacja spółki jawnej w umowie między spółką jawna a wspólnikiem. Jakie powstają pytania?
✅Umowa między spółką jawną a wspólnikiem zawierana jest na ogólnych zasadach reprezentacji spółki. Przypomnijmy, że zgodnie z art. 29 k.s.h. każdy wspólnik ma prawo reprezentować spółkę we wszystkich sprawach sądowych i pozasądowych, a prawa tego nie można ograniczyć ze skutkiem wobec osób trzecich. Art. 30 k.s.h. stanowi z kolei, że umowa spółki może jednak przewidywać, że dany wspólnik jest w ogóle pozbawiony prawa reprezentacji albo też może je wykonywać wyłącznie z innym wspólnikiem lub prokurentem.
👉Zwróćmy uwagę, że żaden z tych przepisów nie zawiera ograniczeń prawa reprezentacji spółki przez każdego ze wspólników w umowie spółki z jednym ze wspólników. Czy zatem można taką umowę zawrzeć i czy dany wspólnik może taką umowę zawrzeć „sam ze sobą”?
👉W spółce jawnej nie ma zgromadzenia wspólników, więc próba prostej kalki art. 210 k.s.h. na jej grunt nie ma większego sensu. Musielibyśmy mówić o uchwale samych wspólników, którzy mieliby powołać pełnomocnika. Ale nie jest to potrzebne, gdyż to właśnie wspólnicy reprezentują spółkę jawną – w przeciwieństwie do spółki z o.o. Mogą więc dokonać czynności reprezentacji sami.
Powstaje jednak pytanie, czy wystarczy działanie jednego z nich, a może większości lub wszystkich❓ Czy wymagana będzie wcześniejsza uchwała wspólników❓ Jakie będą skutki reprezentacji sprzecznej z taką uchwałą lub dokonanej przy braku takiej uchwały❓
Kodeks na te pytanie nie odpowiada. Ale jego milczenie niesie za sobą jasny przekaz. Zastosowanie znajdą wcześniej wspominane art. 29 i 30 k.s.h. i przepisy ogólne dotyczące prowadzenia spraw spółki, o ile umowa spółki nie stanowi inaczej.
Reprezentacja spółki jawnej w umowie ze wspólnikiem
✅Zacznijmy od początku. Jeżeli umowa spółki nie stanowi inaczej, będziemy oceniali umowę między spółką a wspólnikiem wg ogólnych kryteriów. Oznacza to, że może ona mieścić się w ramach zwykłego zarządu albo poza niego wykraczać. Ma to znaczenie dla konieczności uzyskania zgody wszystkich wspólników wyrażonej w formie jednomyślnej (co do zasady) uchwały wspólników. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby tę kwestię w umowie spółki doprecyzować i określić, jakie konkretnie czynności będą mieściły się w ramach zwykłego zarządu, a jakie będą go przekraczać. Przydaje się to zwłaszcza w umowach spółki ze wspólnikami.
Ma to jednak znaczenie wyłącznie na gruncie stosunków wewnętrznych spółki‼️ Dokonanie czynności reprezentacji wbrew uchwale albo przy braku wymaganej uchwały, nie czyni tej umowy nieważną. Naraża natomiast działającego w imieniu spółki wspólnika na odpowiedzialność odszkodowawczą wobec spółki na zasadach ogólnych. Nie zawsze będzie to jednak łatwe.
Reprezentacja spółki jawnej – jeszcze jedna uwaga
👉Można więc w umowie spółki wskazać, że do działania w jej imieniu zawsze wymagana jest zgoda wszystkich wspólników albo na przykład dwóch. Można też doprecyzować, że wśród reprezentujących spółkę nie może znajdować się wspólnik, z którym umowa jest zawierana. Nie ma bowiem żadnych wątpliwości, że w umowie ze wspólnikiem spółkę może reprezentować inny wspólnik. A jeśli czynią to łącznie wszyscy pozostali wspólnicy i robią w to w formie pisemnej – moje prawnicze serce się raduje.
Różnice zdań
🟢W orzecznictwie sądowym i literaturze fachowej spotykamy różne poglądy. Między innymi, że wspólnik nie ma prawa reprezentować spółki w umowie z samym sobą. Jest to wywodzone z podobnej normy odnoszącej się do pełnomocnictwa na gruncie kodeksu cywilnego. Przepis mówi tam, że pełnomocnik nie może być drugą stroną czynności, chyba że z treści pełnomocnictwa wynika zgoda na to. Problem polega na tym, że wspólnik spółki jawnej działa co do zasady jako jej reprezentant. Nie pełnomocnikiem – a to nie jest to samo. Stosowanie przepisów o pełnomocnictwie powinno się czynić z największą ostrożnością.
Najpewniej będzie przewidzieć te sytuacje i solidnie je utrwalić w umowie spółki.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy obsługuje spółki handlowe, w tym spółki jawne i spółki z o.o.
Jeśli chcecie, by Wasza spółka funkcjonowała dobrze, odezwijcie się do nas. Mamy doświadczenie w pracy ze spółkami. Pomagamy zakładać spółki, likwidujemy je, prowadzimy ich bieżącą obsługę i prowadzimy transakcje sprzedaży udziałów oraz wystąpienia wspólnika ze spółki. Doradzamy też wspólnikom i członkom zarządów, jak bezpiecznie zawierać umowy ze spółką🧠, unikając ryzyka nieważności czy odpowiedzialności odszkodowawczej. Zapraszamy do kontaktu!
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://www.biznes.gov.pl/pl/portal/00161
