
5 SYGNAŁÓW KONFLIKTU ZE WSPÓLNIKIEM
Wybuch wojny może być zaskoczeniem. Jeśli jest, znaczy to jednak, że ktoś nie wykonał dobrze swojej pracy. Nie dostrzegł sygnałów, że zbliża się burza. Lub je zlekceważył. Podobnie jest we współpracy między wspólnikami. Konflikt może zaskoczyć osobę postronną lub mało uważną. Jednak najcześciej przed jawnym, oczywistym i oficjalnym wybuchem dochodzi do niego wcześniej. W sposób dorozumiany. Wspólnicy nie są XIX-wiecznymi monarchami i nie wysyłają ambasadorów w cylindrze, którzy przy fanfarach wręczają obcemu rządowi notę o rozpoczęciu wojny, po czym armie wyruszają w pole. Konflikty między wspólnikami przypominają raczej wojnę hybrydową, w której – używając tytułu świetnej książki M. Budzisza – wszystko jest wojną. W tym tekście pokażę Wam 5 sygnałów konfliktu między wspólnikami.
Napięcia wynikające z naturalnej różnicy interesów są czymś naturalnym. Wewnątrz jednej drużyny dochodzi do rywalizacji równie ostrej, jak między samymi drużynami. Nie należy tych różnic lekceważyć, ale nie wolno też się z ich powodów załamywać. One są czymś naturalnym. I dopóki wspólnicy potrafią o nich rozmawiać, a suma korzyści ze współpracy przewyższa sumę niedogodności, jest dobrze. Jednak do przesilenia nie dochodzi nagle. Ono może być gwałtowne, dynamiczne, ale rzadko bywa zupełnie „niezapowiedziane”.
Przedstawię tu 5 sygnałów konfliktu, które moim zdaniem stanowią zapowiedź eskalacji lub – w zależności od przyjętej terminologii – są tymi przejawami eskalacji na niskich szczeblach, które zapowiadają dalszą eskalację. Pominę przyczyny sporów, tj. płaszczyzny, na których dochodzi do starć interesów wspólników, o których opowiadałem w moim podcaście. Skupię się na działaniach, które w mojej praktyce adwokackiej obserwuję od dawna i które, moim zdaniem, zapowiadają burzę. Ta burza nie musi być czymś złym, bywa oczyszczająca. Warto jednak wyczuć, że nadchodzi.

Infografika: 5 sygnałów zapowiadających eskalację konfliktu między wspólnikami w spółce – od formalizacji komunikacji po ciszę przed burzą
5 sygnałów konfliktu między wspólnikami
Sygnał 1. Komunikacja między Wami się zmienia
Do tej pory Wasza komunikacja była w dużej mierze koleżeńska. Wysyłaliście sobie memy, żartowaliście, a Wasze maile były konkretne, ale niepozbawione akcentów osobistych. W pewnym momencie zaczyna się to zmieniać.
Wspólnik przestaje wysyłać Ci rano śmieszne filmy, maile przybierają ton oficjalny i profesjonalny. Nie ma żartów albo stają się sztuczne. To, co między Wami było oczywiste i nie wymagało „potwierdzeń”, przestaje takie być. Wspólnik zaczyna żądać potwierdzenia Waszych ustnych ustaleń. Chce mailowych „podkładek” dla różnych decyzji, czego wcześniej nigdy nie było.
To są bardzo ważne sygnały, o których słowa nie znajdziecie w kodeksie spółek handlowych. A przecież jego przepisy najczęściej są tylko uzasadnieniem lub oznaczeniem pola dla decyzji, które podejmowane są w zupełnie inny sposób.
Zaufaj swojej intuicji, która w takich przypadkach bywa niezawodna. Być może wspólnik ma problemy w domu, być może zachorował, albo dowiedział się o czymś, czym nie chce Cię martwić. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że poczuł konieczność zmiany zasad Waszej współpracy lub jej zakończenia. Musisz założyć, że problemem dla niego jesteś Ty. Takie założenie można następnie zweryfikować. I lepiej miło się rozczarować, niż ten sygnał pominąć.
Sygnał 2. Wspólnik uderza w „Twoich” ludzi.
Jest to sygnał, który musi zapalić czerwoną lampkę w Twojej głowie. Albo uruchomić syrenę alarmową. Uderzanie we współpracowników bywa najczęściej wczesną fazą operacji przeciwko Tobie. Wspólnik unika jeszcze otwartej konfrontacji. Porównując to do gry w szachy, co najmniej zagraża Twoim pionkom lub lekkim figurom. Zyskuje przewagę. Może zacząć je zbijać. W ten sposób osiąga jednocześnie kilka celów:
- osłabia Twój zespół;
- testuje, na ile może sobie pozwolić;
- pokazuje wszystkim, że to on rozdaje karty;
- uderza w Twój prestiż;
- rozbija więzi łączące Cię z „Twoimi” ludźmi.
Co więcej, zgarnia całą tę pulę niemal bezkosztowo, przy niskim ryzyku. Może zawsze się wytłumaczyć, że miał do kogoś zastrzeżenia, że działał dla dobra firmy itp. To nie zawsze musi być „zwolnienie” kogoś. To może być ograniczenie jego zakresu odpowiedzialności, albo przeciwnie – zarzucenie go zadaniami. Kiedy indziej będzie to przeniesienie takiej osoby z miejsca, w którym była dla Ciebie osobiście przydatna. Może to być wreszcie oskarżenie kogoś o mobbing, by taką osobą na jakiś czas zneutralizować. Możliwości jest wiele.
Jeśli nie zareagujesz i nie staniesz w obronie „swoich”, za chwilę zostaniesz odizolowany, a Twoja grupa rozbita. Jeśli zadziałasz pochopnie, będziesz oskarżony o protekcjonizm i działanie na szkodę spółki. Twoja sytuacja pogarsza się z dnia na dzień. Ale oficjalnie – żadne działanie wspólnika nie jest skierowane bezpośrednio przeciwko Tobie.
Sygnał 3. Wspólnik Cię krytykuje
Jeśli wspólnik krytykuje Cię publicznie i przybiera to postać ożywionej dyskusji, to pół biedy. Znacznie gorzej, jeśli czyni to „pokątnie”, zwyczajnie Cię obgaduje. Jeśli dowiesz się od osób trzecich, że on podważa Twoje kompetencje, uczciwość, zaangażowanie itp., możesz potraktować to jako zapowiedź znacznie poważniejszych ruchów.
Takie zachowanie nie tylko uderza bezpośrednio w Ciebie, ale i w morale całej firmy. Pracownicy przekazują sobie takie plotki, skupiają się na Waszych relacjach, zaczynają dyskutować, który z Was ma rację. Zamiast skupić się na swojej pracy, zastanawiają się, czy rzeczywiście jesteś nieuczciwy lub leniwy – skoro drugi szef tak mówi, to coś w tym musi być.
Sam fakt, że jesteś przedmiotem takich „rozważań” nie pomaga Tobie, ani pracownikom. Co więcej, stają oni przed konfliktem lojalnościowym, co jest destrukcyjne.
Sygnał 4. Wspólnik wprowadza „swoich” ludzi.
Jeśli nagle dowiadujesz się, że wspólnik zamierza zatrudnić swojego zaprzyjaźnionego księgowego lub adwokata, który prowadzi inne jego sprawy, lub innych „swoich” ludzi na kluczowe stanowiska – to powinno zwrócić Twoją uwagę. W szczególności, jeśli robi to metodą faktów dokonanych. Wówczas Twoja biznesowa intuicja z pewnością zacznie głośno krzyczeć, a Ty – nie zagłuszaj jej.
Takie ruchy przypominają ustawianie „ciężkich” figur na Waszej szachownicy. Wspólnik właśnie prowadzi ofensywę, której bliższym celem jest faktyczne zwiększenie wpływów w firmie. Twoim kosztem. A jaki jest dalszy cel?
Sygnał 5. Ach, ta cisza…
Wspólnik przestał dopytywać o niezałatwione sprawy. Przestał zwracać uwagę na zachowania Twoje lub Twoich ludzi, które do tej pory go irytowały lub uważał je za niedopuszczalne. Nagle przestał żądać różnych dokumentów albo dał Ci odrobinę więcej swobody w zakresie, nad którym wcześniej zawsze chciał mieć dokładną kontrolę. I to nie na skutek wprowadzenia w życie nowych zasad Waszej współpracy i komunikacji, ale przeciwnie – po wcześniejszym nasileniu tych zachowań.
On nie odpuścił. Zmienił wzorzec zachowania, co może wskazywać, że Wasza relacja weszła w inną fazę. Nie znamy przyczyn tej zmiany. Ale fakt jej zajścia trzeba odnotować. A przyczyny ustalić. On być może już zebrał niezbędne informacje i je analizuje lub przygotowuje działanie. To może być cisza przed burzą.
Tabela 1: 5 Sygnałów konfliktu między wspólnikami
| Sygnał | Opis zmiany zachowania | Co oznacza w praktyce | Dlaczego jest groźny | Kierunek działań wspólnika |
|---|---|---|---|---|
| Zmiana w komunikacji | Maile przybierają ton oficjalny. Zaczyna żądać potwierdzeń ustnych ustaleń | Formalizacja relacji, budowanie dokumentacji, dystans emocjonalny | Zapowiedź zmiany zasad współpracy lub jej zakończenia | Mentalne przygotowanie do konfliktu lub restrukturyzacji |
| Uderzanie w Twoich ludzi | Zagraża Twoim ludziom, ogranicza zakres obowiązków, przenosi, neutralizuje, zarzuca zadaniami | Testowanie granic, osłabianie Twojego zaplecza | Rozbicie Twojej grupy. Izolacja Ciebie. Spadek Twojego prestiżu | Wczesna faza operacji przeciwko Tobie |
| Pokątna krytyka | Podważa Twoje kompetencje, uczciwość, zaangażowanie za Twoimi plecami | Budowanie narracji o Twojej słabości | Spadek morale, konflikt lojalnościowy pracowników | Przygotowanie gruntu pod większe ruchy |
| Wprowadzanie swoich ludzi | Zatrudnianie zaprzyjaźnionego księgowego, adwokata, kluczowych osób | Zwiększanie wpływów, budowa własnego zaplecza | Zmiana układu sił w spółce | Rozpoczęcie ofensywy. Ustawianie ciężkich figur. |
| Nagła cisza | Przestał dopytywać. Przestał zwracać uwagę. Dał Ci więcej swobody. | Zmiana wzorca zachowania po wcześniejszym zaostrzeniu | Może oznaczać, że zebrał już informacje i przygotowuje ruch | Wejście w nową fazę relacji – analiza, planowanie, przygotowanie |
Jak interpretować sygnały konfliktu wspólników?
Nie analizuj pojedynczego zachowania. Analizuj zmianę wzorca zachowania. Nie traktuj tych sygnałów jak testu, w którym trzy odpowiedzi oznaczają z pewnością konflikt, a jedna oznacza jego brak. Ich znaczenie zależy od kontekstu, intensywności i przede wszystkim od tego, czy tworzą spójny wzorzec zachowania. Jeden sygnał może być przypadkowy. Kilka powtarzających się zmian, które wzajemnie się uzupełniają, to już coś zupełnie innego.
Co może przynieść konflikt między wspólnikami?
Konflikt to nie koniec świata. Czasem sprzyja oczyszczeniu atmosfery i sprawia, że organizacja staje się silniejsza. Kiedy indziej w jego wyniku dochodzi do „wyrzucenia” niechcianego wspólnika, a firma działa i rozwija się dalej. Kiedy indziej, dojdzie wreszcie do podziału firmy lub jej sprzedaży i uczciwego rozstania, po którym każdy pójdzie w swoją stronę.
Opisane wyżej ruchy wspólnika to często faktyczne lub siłowe negocjacje, które mają osłabić Twoją pozycję. Szczególnie newralgiczny jest scenariusz, w którym to Ty masz odejść. Powinno Ci wówczas zależeć na jak najlepszych warunkach rozstania. Dlatego trzeba się przygotować.
Opisane przeze mnie sygnały mają różną siłę. Np. sygnał 1 świadczy jedynie o zmianie mentalnej, ale niekoniecznie oznacza zmianę w realnym układzie. Z dużą dozą prawdopodobieństwa jednak ją zapowiada. Inne, jak sygnały 2 i 4 oznaczają nie tyle przygotowania, co faktyczne rozpoczęcie działań.
Co ważne, opisane wyżej sygnały mają tę wspólną cechę, że rzadko wiążą się z osiągnięciem głównych celów. Najczęściej, zapowiadają one dalsze, mocniejsze działania. Warto o tym pamiętać.
5 sygnałów konfliktu. Jak możemy Ci pomóc?
Nasza Kancelaria nie tylko prowadzi sprawy sądowe. Zajmiemy się też analizą strategiczną konfliktu. Co to znaczy?
Poznajemy dokładną pozycję obu stron, szukamy również tzw. „beneficjentów nieoczywistych”, którzy mogą stać z tyłu i napędzać konflikt dla swoich interesów. Przeprowadzamy dokładny audyt prawny. Na tym jednak nie kończymy, gdyż jego wyniki są dla nas dopiero podstawą do dalszej pracy. Dużo pracy poświęcamy wykryciu potencjalnych ryzyk i opracowaniu procedur ich neutralizacji lub minimalizacji. Poszukujemy realnych interesów stron oraz czynników oraz obszarów i maksymalnej realizacji.
Identyfikujemy poszczególne zachowania drugiej strony. Korzystamy przy tym z narzędzi analizy behawioralnej, w tym z mojego autorskiego Modelu Parametrów Zachowań, który nadaje się do stosowania właśnie w sporach między wspólnikami. Wyciągamy wnioski nie z tego, co wspólnik mówi, ale w jakim kierunku zmierzają jego zachowania – nawet jeśli sam jeszcze nie jest tego świadom.
Ustalamy, czy jego zachowania prowadzą do utrzymania dotychczasowego układu, czy do jego zmiany? Czy działa aktywnie, czy przez zaniechania? Czy ponosi coraz większe koszty, aby osiągnąć określony cel i czy powtarza próby mimo początkowych niepowodzeń. A jeśli tak – czy próbuje tych samych sposób, czy szuka nowych? Analiza w ten sposób zebranych informacji jest bardzo cenna.
Określamy wspólnie z Klientem strategię opartą o cele maksymalne i minimalne. Tworzymy modele BATNA i WATNA. Opracowujemy drogę do osiągnięcia celów – krok po kroku. Tu wszystko jest zaplanowane.
Nasza praca polega na opracowaniu strategii, prowadzeniu negocjacji lub reprezentacji klientów w sądzie, gdy zajdzie taka potrzeba. Dla nas prawo jest narzędziem, które ma służyć Twoim interesom. Wprowadza też pewne ograniczenia, reguły gry, które znamy i potrafimy wykorzystać.
FAQ – 5 sygnałów konfliktu między wspólnikami
Czy można przewidzieć dalsze działania wspólnika na podstawie jego dotychczasowego zachowania?
Nie możemy mieć 100% pewności. Ale istnieją narzędzia, które pozwalają umiejscowić wykryte zachowanie w szerszym kontekście, a następnie sformułować hipotezy, które pozwalają je zrozumieć. Temu służy m.in. Model Parametrów Zachowań. Pewne zastosowanie może tu znaleźć również model 4 sił Bobby’ego Moesty.
Jak rozpoznać, że wspólnik przygotowuje się do konfliktu?
Nie ma jednego zachowania, które pozwala to stwierdzić. Znacznie ważniejsza jest zmiana wzorca zachowań wspólnika. Sygnałem może być nagła formalizacja komunikacji, zwiększenie kontroli, działania wobec pracowników związanych z drugim wspólnikiem, wprowadzanie własnych ludzi na kluczowe stanowiska albo gromadzenie dokumentacji dotyczącej wcześniejszych decyzji.
Nie oznacza to jeszcze, że wspólnik zamierza rozpocząć konflikt. Istotne jest, czy poszczególne zachowania zaczynają tworzyć spójny kierunek. Dlatego zamiast pytać wyłącznie „co wspólnik mówi?”, warto analizować co robi, co się w jego zachowaniu zmieniło i dokąd te zmiany prowadzą.
Po czym poznać, że wspólnik chce usunąć mnie ze spółki?
Nie można tego wiarygodnie ustalić na podstawie jednego zachowania. Można natomiast obserwować, czy działania wspólnika systematycznie ograniczają Twój wpływ na spółkę.
Sygnałami ostrzegawczymi mogą być odsuwanie Cię od informacji i decyzji, wzmacnianie własnego zaplecza personalnego, podważanie Twojego autorytetu, ograniczanie kompetencji lub tworzenie dokumentacji dotyczącej Twoich działań. Szczególne znaczenie ma ich powtarzalność i wzajemne powiązanie.
Co zrobić, gdy wspólnik zaczyna zatrudniać swoich ludzi?
Nie należy automatycznie traktować tego jako działania przeciwko sobie. Trzeba najpierw ustalić, jaką funkcję w spółce będzie pełniła nowa osoba i jak jej pojawienie się zmieni układ wpływów.
Warto sprawdzić jej kompetencje, podległość, dostęp do informacji oraz to, czy podobne decyzje były wcześniej podejmowane wspólnie. Jeżeli zatrudnienie „swojego człowieka” jest częścią szerszego wzorca – na przykład równocześnie ograniczany jest Twój wpływ, a wzmacniane zaplecze wspólnika – znaczenie takiego ruchu jest znacznie większe.
Nie chodzi więc o to, aby natychmiast odpowiadać kontrruchem. Najpierw trzeba rozpoznać cel, konsekwencje i prawne możliwości działania obu stron.
Czy zmiana sposobu komunikacji wspólnika może oznaczać konflikt?
Tak, ale sama w sobie nie jest dowodem konfliktu.
Jeżeli wcześniejsza swobodna komunikacja nagle zostaje zastąpiona formalnymi mailami, żądaniem pisemnego potwierdzania ustaleń czy szczegółowym dokumentowaniem decyzji, jest to sygnał, że dotychczasowy sposób współpracy przestał być dla wspólnika wystarczający.
Przyczyna może być różna. Dlatego nie należy od razu przypisywać mu określonej intencji. Warto natomiast obserwować, czy zmiana komunikacji występuje razem z innymi zachowaniami. Pojedynczy sygnał może być przypadkowy. Zmiana wzorca zachowania jest znacznie bardziej znacząca.
Co zrobić, gdy wspólnik podważa moje kompetencje przed pracownikami?
Najpierw należy odróżnić zwykłą krytykę merytoryczną od systematycznego podważania Twojej pozycji. Wspólnicy mogą się publicznie nie zgadzać. Problem pojawia się wtedy, gdy jeden z nich zaczyna przedstawiać drugiego pracownikom jako osobę niekompetentną, nieuczciwą czy niezaangażowaną.
Warto dokumentować konkretne zdarzenia i ocenić ich wpływ na funkcjonowanie spółki. Nie należy jednak automatycznie odpowiadać podobną kampanią przeciwko wspólnikowi. Może to jedynie wciągnąć pracowników w konflikt i przyspieszyć jego eskalację.
Co zrobić, gdy podejrzewam, że wspólnik przygotowuje działania przeciwko mnie?
Nie zaczynaj od uderzenia prewencyjnego. Podejrzenie nie jest jeszcze wiedzą. Najpierw należy zebrać i uporządkować fakty oraz ustalić, czy obserwowane zachowania rzeczywiście tworzą określony wzorzec.
Warto przeanalizować, co się zmieniło, jakie działania pojawiły się później, kto na nich zyskuje, kto traci wpływ oraz jakie możliwości działania daje obecna struktura prawna spółki.
W tym celu możesz skontaktować się z nami. Mamy doświadczenie i narzędzia do analizy struktury konfliktu i zachowań drugiej strony. Potrafimy wyciągać z nich wnioski w interesie naszych klientów.
Do czego może prowadzić eskalacja konfliktu między wspólnikami?
W każdej firmie eskalacja konfliktu może przebiegać inaczej. Jeśli jesteście ciekawi, możecie przeczytać mój scenariusz rozwoju konfliktu między wspólnikami. Ten tekst napisałem w dużej mierze w oparciu o prawdziwe wydarzenia. Niektóre elementy musiałem oczywiście zmienić.

AI I DYNAMIKA SPORU 3 WSPÓLNIKÓW
Zajmijmy się AI i eskalacją sporu między trzema wspólnikami. W kilku poprzednich tekstach opisałem m.in. dwie grupy zagadnień. Pierwsza: przyczyny niestabilności w układzie trzech wspólników. Druga: możliwy wpływ AI na eskalację sporów i koncepcja sprzężonego błędu konfirmacji. Dzisiaj zwrócę uwagę na obszar, w którym te zagadnienia się krzyżują, a więc dynamikę relacji trzech wspólników, z których każdy korzysta z AI w celu analizy i predykcji ruchów pozostałych wspólników.

Rys. 1. Anatomia sprzężonego błędu konfirmacji (Coupled Confirmation Bias). Jak błędy poznawcze wzmocnione przez AI prowadzą do eskalacji konfliktu w świetle dylematu bezpieczeństwa?
Czego J. Mearsheimer uczy nas o konfliktach wspólników?
To pytanie zadałem w artykule, w którym przedstawiłem tezę, że w spółkach z udziałem 3 wspólników istnieje większe ryzyko konfliktu, niż w spółkach dwu i czteroosobowych. Jest to twierdzenie oparte wyłącznie na mojej intuicji oraz poczynionych przeze mnie obserwacjach z praktyki. Argumenty tego wybitnego politologa, które przedstawił w „Tragizmie polityki mocarstw” odnoszące się do układów 3 równoważących się państw, wydały mi się doskonale tłumaczyć konflikty w trzyosobowych spółkach. Jestem w pełni świadom wątpliwości metodologicznych związanych z próbami przenoszenia wniosków z zakresu stosunków międzynarodowych do skali mikro. Niemniej jednak zwracam uwagę, że w teorii gier (J. Nash) oraz strategii konfliktu „wielkość” graczy nie ma pierwszorzędnego znaczenia (T. Schelling).
Dlaczego w spółce trzyosobowej cześciej dochodzi do sporów?
O ile między 2 lub 4 graczami łatwo stworzy się równowaga (1:1, 2:2) to w przypadku 3 graczy (wspólników), nad każdym z nich wisi groźba koalicji przeciwko niemu. Każdy z nich będzie się obawiał, że pozostali dwaj zawiążą sojusz, a on zostanie zmarginalizowany. Mamy więc do czynienia z tzw. dylematem bezpieczeństwa (security dilemma) tyle że w mikroskali.
Co więc robi (każdy z nich)? Nie che być tym „trzecim” i montuje równolegle dwie koalicje przeciwko każdemu z pozostałych. I tak robi każdy z nich. Nie ze złej woli, ale ze strachu przed tym, co uważa za „nieuchronne”.
W takim układzie gros energii i uwagi każdego ze wspólników poświęcane jest temu, co uważa on za najważniejsze: zapewnieniu sobie przetrwania w spółce. Jak je osiągnąć? Właśnie montując koalicję.
Podstawowy błąd atrybucji w rozumowaniu wspólników
Przypomnijmy, że podstawy błąd atrybucji (PBA) to mechanizm psychologiczny, który tłumaczy, że łatwiej i prędzej dopatrujemy się przyczyn cudzego działania w jego cechach charakteru, niż w zewnętrznych okolicznościach. Wszystkich zainteresowanych odsyłam do książki D. Kahnemana „Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym.” Możecie też zajrzeć tutaj, do artykułu B. Gawronski, Fundamental Attribution Error.
Oznacza to, że gdy ktoś nam zajedzie drogę, będzie nam łatwiej, szybciej i taniej przypisać to jego niskiej inteligencji połączonej z gnuśnością i chamstwem, niż trudzić się w domysłach, że spieszy się na zgromadzenie wspólników, do rodzącej żony, lub (nie daj Boże) – że to my jechaliśmy za szybko.
Jest to mechanizm, któremu podlegamy wszyscy. Widzę go (i staram się świadomie neutralizować) we własnym myśleniu i praktyce adwokackiej. Spotykam go w sprawach rodzinnych oraz w sporach między wspólnikami.
Każdy z uczestników zaczyna szukać argumentów potwierdzających własną ocenę sytuacji. Coraz częściej robi to z pomocą AI.
Wspólnik „karmi” więc swój LLM opisem zachowań konkurenta „skażonym” przez swój PBA („X znowu spóźnił się z raportem, bo jest leniwy albo coś knuje”). AI, optymalizowane pod kątem konfirmacji i satysfakcji użytkownika, nie odpowie raczej: „A może utknął w korku?”. Częściej wygeneruje strategię obronną przed „leniwym i nielojalnym partnerem”. AI dostaje w ten sposób jako prompt „skażone” dane wejściowe, które następnie multiplikuje.
Bardzo ważne jest przy tym, że podstawowy błąd atrybucji działa mocniej, gdy oceniamy zachowania w naszym rozumieniu niemoralne. Wówczas łatwo przypisujemy drugiej stronie niemoralne cechy. Niekoniecznie jednak działa to równie silnie w drugą stronę, tj. jeśli ktoś zrobił coś dobrego, będziemy ostrożniejsi w przypisywaniu mu pozytywnych cech.
Jaka jest rola AI w eskalacji sporu między trzema wspólnikami?
LLM są zaprojektowane tak, że wzmacniają nasze wyjściowe przekonania. Nie muszą kłamać, ani nami manipulować. One wzmacniają to, co w nas jest. Dotyczy to również naszych przekonań o motywacji drugiej strony. Zjawisko to zostało dokładnie zbadane i opisane przez wybitnych naukowców zajmujących się AI. Oczywiście, podatność na to „wzmacnianie” jest cechą osobniczą – każdy z nas ma inną „wytrzymałość” i poziom autorefleksji.
Obserwujemy więc zjawisko zwane pętlą sprzężenia zwrotnego (M. Glickman, T. Sharot), kiedy to interakcji między użytkownikiem, a LLM jest wiele, a wskutek nich (B. Wang, J. Liu) pierwotnie słabe przekonanie, zostaje znacząco wzmocnione. Nie ma przy tym większego znaczenia, czy jest ono prawdziwe, czy fałszywe. To z kolei może prowadzić do myślenia tunelowego każdego ze wspólników.
Jego cechą jest odrzucanie wszelkich informacji, które nie pasują do przyjętego założenia, oraz wyolbrzymianie wszystkich tych, które mogą je potwierdzać. Osoba w takim stanie szuka już tylko potwierdzenia swojej tezy, nie zaś weryfikacji. Jest gotowa reagować agresją na próby falsyfikacji.
Czym jest sprzężony błąd konfirmacji?
Sprzężony błąd konfirmacji jest moją autorską koncepcją. Jest to znów wyłącznie hipoteza oparta na obserwacjach i wymaga dalszych badań konceptualnych i empirycznych, które mogą ją obalić.
Sprzężony błąd konfirmacji (Coupled Confirmation Bias) opisuje dynamikę eskalacji w systemie, w którym każdy uczestnik korzysta z własnego LLM. Każdy użytkownik podlega podstawowemu błędowi atrybucji, a więc tłumaczy zachowania pozostałych ich (negatywnymi) cechami charakteru, złymi intencjami itp. Najczęściej będą to: głupota, nieuczciwość, chciwość i lenistwo.
Wskutek interakcji człowieka z AI dojdzie do znacznego wzmocnienia tych przekonań oraz do zaplanowania własnego działania.
Kluczowe jest to, że każde następcze działanie jednego użytkownika, będzie punktem wyjścia, paliwem, do kolejnej analizy przez pozostałych. W ten sposób dojdzie do zawężenia przestrzeni negocjacyjnej, utożsamienia się z własnym stanowiskiem (a niekoniecznie interesem), stopniowej utraty poczucia sensu, a nawet dopuszczalności, rozmowy, oraz szybkiego przeniesienia sporu na poziom konfliktu wartości.
Szybko dojdziemy do momentu, w którym problemem przestanie być interes wspólnika, ale sam wspólnik. A rozwiązaniem tego problemu będzie wyeliminowanie wspólnika.
Jak działa sprzężony błąd konfirmacji w układach trzyosobowych?
W mojej praktyce mam dopiero dwa udokumentowane przypadki, o których mogę z całą pewnością stwierdzić, że każdy ze wspólników intensywnie korzystał z AI do analizy postaw i predykcji zachowań pozostałych wspólników. Doszło do bardzo gwałtownej eskalacji z faktycznym paraliżem spółki oraz deklarowaną gotowością ogłoszenia jej upadłości, co każdy ze wspólników postrzegał jako mniejsze zło od dalszego rozwoju intratnego biznesu.
Stawiam tezę, że gwałtowność eskalacji była skutkiem nałożenia się na siebie:
1) mechanizmów strukturalnych – typowych dla układów trzech graczy;
2) synergii indywidualnych błędów poznawczych skutkujących powstaniem błędu systemowego typowego dla interakcji ludzi z AI, cechującego się wzmacnianą rekursywnością.
Więcej o technicznych aspektach sprzężonego błędu konfirmacji oraz o próbie formalizacji tej koncepcji możecie przeczytać tutaj.
Materiał do dalszych badań
Jestem przekonany, że w najbliższej przyszłości powstaną doktoraty i wybitne prace naukowe, które precyzyjnie, z zachowaniem rygorów metodologicznych i w oparciu o badania empiryczne, przyniosą odpowiedź na pytanie, czy opisana wyżej teza jest prawdziwa.
Moim zdaniem, układ trzech graczy – również w skali mikro, nie tylko mocarstw, jest podatny na konflikt sam w sobie. Jednak, gdy nałożymy na niego błędy poznawcze wzmacniane i tworzone z udziałem AI wykorzystywanego przez każdego z tych graczy, ryzyko dynamicznej eskalacji istotnie wzrośnie.
Póki co jest to wyłącznie koncepcja istniejąca w mojej głowie, propozycja do poważniejszych badań i próba zrozumienia rzeczywistości, którą nie tylko obserwuję, ale jako adwokat – częściowo sam kształtuję.
O tym, jak LLM mogą wzmacniać nasze błędy poznawcze i wpływać przez to na podejmowane decyzje już niedawno pisałem. Teraz jedynie odsyłam do tego tekstu.
Jak AI wpływa na konflikt między wspólnikami? Wnioski
- W spółce trzyosobowej każdy wspólnik walczy nie o przewagę, lecz o przetrwanie. Powstaje dylemat bezpieczeństwa.
- Wspólnik zagrożony szuka partnera, by samemu nie zostać tym „trzecim”.
- Może tak robić każdy wspólnik.
- AI ma tendencję do wzmacniania błędów poznawczych użytkownika i utwierdzania go w wyjściowych przekonaniach.
- Sprawia to, że rośnie ryzyko, że każdy ze wspólników podejmie działania, które sam oceni jako prewencyjne i defensywne.
- W oczach pozostałych będą one jednak ofensywne.
- Ryzyko eskalacji jest znacznie większe w spółkach trzyosobowych, szczególnie, gdy wspólnicy korzystają z AI do analizy swojej sytuacji.

ESKALACJA SPORU MIĘDZY WSPÓLNIKAMI – SCENARIUSZ
Jak może wyglądać eskalacja sporu między wspólnikami? Możliwości jest wiele, ale dzisiaj chciałbym przedstawić jeden z możliwych scenariuszy. Ma to na celu zwrócenie uwagi na konsekwencje braku umiaru i działania w złości i uporze. Nie chcę nikogo straszyć. Chcę pomóc uniknąć tego, co nieraz już widziałem. Dlaczego mi na tym zależy? Bo głęboko wierzę, że o polski biznes trzeba i należy dbać, bo stanowi on koło zamachowe naszej gospodarki i podstawę naszego dobrobytu. Z tego artykułu dowiesz się, jak niepostrzeżenie przekracza się pewien punkt bez powrotu – oraz co zrobić, by uratować firmę, gdy emocje biorą górę.
Jakie są przyczyny sporów między wspólnikami?
Niekontrolowana eskalacja konfliktu może nastąpić bez względu na pierwotną przyczynę sporu. To nie pieniądze same w sobie są najczęściej przyczyną sporów między wspólnikami. Częściej chodzi o szacunek, poczucie sprawczości, możliwość realizowania własnej wizji, różny poziom akceptacji ryzyka, cele wspólnej działalności, podejście do nepotyzmu albo źródeł finansowania (awersja do kredytów). Często nie ma jednej pierwotnej przyczyny, a strony uświadamiają sobie spór, gdy płaszczyzn, na których ujawniają się różnice interesów jest już wiele.
Więcej o przyczynach sporów między wspólnikami opowiadałem w tym odcinku mojego podcastu:
Jak zaczyna się konflikt?
Pierwotne różnice zdań w sprawach merytorycznych są odbierane przez pryzmat podstawowego błędu atrybucji, o którym więcej pisałem w tekstach, do których linki tu zostawiam:
W skrócie – chodzi o naturalną tendencję psychologiczną do szukania przyczyn czyjegoś zachowania w jego negatywnych cechach wewnętrznych (głupiec, łajdak, skąpiec albo rozrzutny, roztrzepany), zamiast poszukiwania obiektywnych przyczyn zewnętrznych. Tak jest zwyczajnie łatwiej, jest to prostsze. A poza tym automatycznie plasuje nas w drugim narożniku i pozwala na przypisanie nam cech przeciwstawnych tym złym. Za jednym zamachem stajemy się alternatywą dla tego złego i głupiego wspólnika – jesteśmy mądrzy i dobrzy. Jakie to piękne i łatwe.
Taka postawa ma jeszcze jeden groźny efekt. Ze sporu merytorycznego przechodzimy na konflikt wartości. Przecież nie wolno ustępować przed złem, głupotą, chciwością. To byłaby zdrada ideałów. Skutkiem tego sami zapędzamy się do narożnika i pozbawiamy pola manewru, który jest niezbędny do osiągnięcia porozumienia polegającego na usunięciu przyczyn sporu. Eskalacja konfliktu między wspólnikami będzie przez to szybsza i gwałtowniejsza.
Istotą problemu jest to, że w głowie drugiego ze wspólników najczęściej dochodzi do podobnego rozumowania i postrzegania „kolegi”. Obaj wspólnicy siedzą na beczce prochu. A potrafią na niej siedzieć latami.
Tak wygląda koło konfliktu Moore’a. Poprosiłem Chata GPT, żeby przygotował mi tę grafikę. AI jest super narzędziem, ale ma też swoje niedoskonałości. Błędy ortograficzne w grafikach są jedną z nich, ale to dobrze, że nie jest idealna.

Jak wybucha spór między wspólnikami?
Między wspólnikami może wybuchnąć spór „zastępczy”. Nie chcąc uderzać bezpośrednio w wspólnika, zaczniemy kontestować pracę jego żony zatrudnionej w spółce. Zaczniemy na nią narzekać w rozmowach z innymi pracownikami. Powiemy, że zarabia ona za dużo, że pracuje tu tylko dlatego, że jest jego żoną, że nie przykłada się do pracy, a pieniądze, które można by przeznaczyć dla pozostałych wspólników są w ten sposób wyprowadzane ze spółki. Spójrzcie na mnie: ja żony nie zatrudniam! Możemy się domyślać, że atmosfera momentalnie zrobi się gęsta i ciężka.
Ponieważ tego typu zdarzenia rozchodzą się po firmie z prędkością światła, za chwilę będą o tym mówić wszyscy. Po jakimś czasie, dowie się o tym zarówno wspólnik, jak i jego żona. Jak zareagują? Możliwości jest kilka: żona uniesienie się honorem i sama zrezygnuje; wspólnik zarządzi spotkanie z pracownikami, na którym będzie bronił żony; zaciśnie zęby i nic nie zrobi? Jest jednak mało prawdopodobne, że skorzysta już na tym etapie z pomocy mediatora lub psychologa biznesu. Raczej będzie próbował załatwić sprawę sam.
Wspólnik zastanawia się, co może zrobić…
Z pewnością będzie się zastanawiał, jak się wspólnikowi odgryźć. Może zablokować wypłatę dywidendy? Postanowił porozmawiać z Chatem GPT, któremu opisał całą sytuację i zapytał: czy ktoś w tym kontekście może mu zarzucić, że blokuje wypłatę dywidendy? Chat odpowiedział, że to świetny pomysł i doradził udanie się do prawnika.
W końcu kolega buduje dom, więc pieniądze są mu bardzo potrzebne. Jak pięknie w ten sposób pokaże troskę o firmę i odpowiedzialność za los pracowników? W końcu zysk należy reinwestować, a nie przejadać, prawda? Wspólnik nie wie, że budowa domu została wstrzymana, a pieniądze muszą być pilnie przeznaczone na leczenie onkologiczne jego dziecka. Panowie nie rozmawiają ze sobą od dawna.
Problemem nie było tu użycie narzędzia opartego na AI, lecz to, że wspólnik – podobnie jak często bywa w relacjach konfliktowych – szukał potwierdzenia własnego pomysłu, a nie analizy możliwych konsekwencji i alternatywnych dróg działania.
Tego typu ciosów wymierzanych jeszcze nie w samą osobę wspólnika może być kilka. Ale już od samego początku każdy z nich będzie doszukiwał się przyczyny sporu nie w ukształtowaniu „materii”, ale osobie wspólnika. A przecież dorosłego człowieka się już nie zmieni…
O tym, że z modeli AI w opracowywaniu strategii w sporach między wspólnikami należy korzystać ostrożnie pisałem już tutaj:
Manifestacja i eskalacja konfliktu
W pewnym momencie dojdzie do wybuchu. Wspólnicy nakrzyczą na siebie, wygarną sobie wszystko i jeszcze więcej. Ale nie będzie to konstruktywna rozmowa. Padną ciężkie oskarżenia, mocne słowa. Będą wypominane sprawy z przeszłości, niekompetencja, złośliwość, lenistwo, rozrzutność, nieuczciwość.
Każdy ze wspólników zacznie zasięgać porad prawników, którzy będą podpowiadać rozwiązania eskalacyjne. Poza tym, będą oni święcie przekonani do racji swoich klientów, bo im ufają i chcą dla nich jak najlepiej.
Dojdzie więc do podważania wypłat ze spółki, zwolnień osób bliskich, podważania prawa do korzystania ze znaków towarowych albo z samochodu służbowego. Pierwsza sprawa trafi do sądu. Będzie to powództwo stwierdzenie nieważności uchwały zgromadzenia wspólników dotyczącej dywidendy. Wspólnik wynajmie drogą kancelarię, która przygotuje odpowiedź na pozew. Termin rozprawy zostanie wyznaczony po 3 miesiącach na sierpień kolejnego roku, a więc 12 miesięcy po złożeniu pozwu.
Nikt nie zamierza do tego czasu czekać. Poza tym, wiadomo, że to tylko konflikt zastępczy, który nie ma nic wspólnego z istotą sporu. Żaden wyrok sądu w sprawie dotyczącej tej uchwały nie rozwiąże sporu, ani nie doprowadzi do zgody stron. Wprost przeciwnie – każdy wyrok wywoła chęć rewanżu, poczucie krzywdy i dalszą eskalację.
Trzeba więc działać tu i teraz. Zacznie się przeciąganie pracowników i menadżerów na swoją stronę. Wspólnicy zaczną również sondować kluczowych klientów, jak ci zachowaliby się w hipotetycznej sytuacji odejścia jednego z nich ze spółki. Większość ich energii i pomysłowości będzie poświęcona temu, jak zaszkodzić drugiemu wspólnikowi albo jak obronić się przed jakimś jego działaniem, które tamten z pewnością planuje.
Eskalacja konfliktu. Jaka jest rola doradców w konflikcie?
W wyżej pokazanych przykładach celowo przedstawiłem analogię między nieprawidłowo użytym modelem AI, a prawnikami, którzy bezrefleksyjnie realizują cel postawiony przez klienta. W obu przypadkach wygląda to tak, jakby pacjent przyjechał na oddział kardiochirurgii i kazał zrobić sobie przeszczep serca. Chyba warto było go jednak najpierw zbadać…
Problemem nie było więc samo użycie narzędzia opartego na AI, lecz to, że wspólnik szukał potwierdzenia własnego pomysłu, a nie analizy konsekwencji i alternatywnych scenariuszy działania. Tak samo niektórzy podchodzą do porad prawnych – chcą potwierdzenia swoich założeń.
Jakie są skutki eskalacji konfliktu między wspólnikami?
Eskalacja konfliktu przyniesie destrukcyjne skutki. 👉Paraliż decyzyjny będzie trawił spółkę, która przez dłuższy czas będzie jeszcze działać siłą inercji. Wkrótce jednak 👉 odejdą pierwsi pracownicy. Nie podadzą przyczyny. Wspólnicy początkowo nie powiążą tego ze swoim konfliktem. Nie będą wiedzieli, że stawianie pracowników przed konfliktem lojalnościowym fatalnie wpływa na ich morale i zaangażowanie. Gdy już się zorientują, będą obarczali winą za zaistniałą sytuacje… siebie nawzajem.
Obniży się wydajność, terminowość i jakość pracy. Zaczną odchodzić pierwsi klienci. W tym kluczowy klient, który odejdzie do konkurencji. Na skutek 👉 utraty płynności, a 👉 bank wypowie kredyt. W ciągu roku od początku sporu pojawią się przesłanki do ogłoszenia upadłości spółki, która zwinie się, jak domek z kart.
W dodatku rozpoczęła się👉 kontrola z Urzędu Skarbowego, która ma zbadać zasadność pobierania przez obu wspólników znacznych kwot z tytułu kontraktów menadżerskich.
Czy dało się uniknąć eskalacji konfliktu między wspólnikami?
Sporów uniknąć się nie da. Są one naturalną cechą każdej relacji. Ale można zapobiec temu, aby spór przerodził się w konflikt. Dzieje się tak wtedy, kiedy zaczynamy upatrywać problemu w człowieku, a nie w okolicznościach zewnętrznych, na które wspólnie mamy wpływ.
Czego zabrakło w tym scenariuszu? Zabrakło otwartości na dialog i potrzeby drugiej strony. Jeśli jednak wspólnicy nie mają takich umiejętności, to powinni skorzystać z pomocy mediatora na jak najwcześniejszym etapie, a najpóźniej, gdy ich konflikt zostaje zamanifestowany. W tym przykładzie – po kłótni i wybuchu. A co zrobili nasi bohaterowie – poszli do adwokatów, którym opowiedzieli każdy swoją wersję i zażądali działań.
Czy można za to winić adwokatów? Nie. Wielu prawników ogranicza swoje działania do realizacji celów postawionych przez klientów. Określają to mianem profesjonalizmu. W końcu nie oceniają, a są jedynie prawnymi doradcami. Eskalacja konfliktu jest czymś, na co się godzą. Ja mam do tego inne podejście i zawsze, gdy klient przychodzi do mnie z konkretnym oczekiwaniem, długo dyskutujemy o tym, czy jest to dobry kierunek. To był moment, w którym można było uratować miliony złotych i lata pracy. Strony mogły wtedy trafić do mediacji albo rozpocząć negocjacje w innym formacie. Tak się jednak nie stało.
Wszystkim zainteresowanym strukturą konfliktu jako takiego polecam serdecznie najwybitniejsze chyba dzieło z tego zakresu „Strategię konfliktu” Thomasa Schellinga. A w zakresie rozwiązywania sporów – dzieło Christophera Moore książki „Mediacje. Praktyczne strategie rozwiązywania konfliktów”. Z tych książek dowiecie się, jak przebiega eskalacja konfliktu i jak trudno jej zapobiec.
Jeśli podejrzewacie, że relacje w Waszej firmie są już złe i chcecie zapobiec sporowi, odezwijcie się do nas. Pomożemy Wam również, jeśli konflikt już powstał. Pomagamy naszym Klientom uniknąć takich zdarzeń, jak te, które wyżej opisałem. Niestety, wiele firm kończy właśnie w ten sposób.
Chcę jasno podkreślić -procesy sądowe traktujemy je jednak jako ostateczność. W pierwszej kolejności stawiamy jednak na dialog, negocjacje i mediacje. Bardzo często przynoszą one bardzo dobre efekty.
Skontaktujcie się nami:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
Pracujemy po to, żeby Wam pomóc!

WSPÓLNIK MNIEJSZOŚCIOWY I JEGO (PRZESĄDZONY?) LOS
Los wspólników mniejszościowych bywa nieciekawy. Czasem korzystają z cudzej pracy, ale często są marginalizowani i pozbawiani prawa do dywidendy. Czasami wiąże się to z osobistymi afrontami lub wręcz upokorzeniami. Znam sytuacje, kiedy od 30 lat ktoś pozostaje mniejszościowym wspólnikiem i jest pozbawiony jakichkolwiek korzyści wynikających z uczestnictwa w spółce. Jest to oczywiście patologia, ale zdarza się regularnie.
Wspólnik mniejszościowy i jego los
Wspólnik mniejszościowy ma odmienną pozycję zależnie od rodzaju spółki. W spółkach osobowych nie musi być wyraźnych różnic między realnym znaczeniem wspólników. Natomiast w spółkach kapitałowych są one naturalne i co do zasady odzwierciedlają wartość wniesionych do spółki wkładów.
W spółkach osobowych – co do zasady – wspólnicy mają równe prawa i obowiązki niezależnie od tego, jaki wnieśli wkład. W spółkach kapitałowych jest odwrotnie – wartość wkładu determinuje pozycję wspólnika w spółce. Wspólnik mniejszościowy w spółce z o.o. ma pozycję przypominającą posła opozycji w Sejmie. Jednak bez szans na zmianę sytuacji po wyborach.
O sporach ze wspólnikami mniejszościowymi można poczytać m.in. tutaj:
oraz tutaj – o mechanizmach ochrony wspólników mniejszościowych:
Zdarza się, że w przypadku konfliktu między wspólnikami, mniejszościowy wspólnik staje się „więźniem spółki”, na którą nie ma realnego wpływu, a nie może z niej wyjść na zasadach, które by go satysfakcjonowały. Większościowi wspólnicy i zarząd mają natomiast wiele sposobów na to, by tę obecność „nielubianego” wspólnika uczynić mało atrakcyjną. Stan taki potrafi trwać latami i dekadami.
O sytuacji więźnia spółki i opresyjnym zachowaniu większości wobec mniejszościowego wspólnika, który chce ze spółki wyjść przeczytacie świetny tekst:
https://www.wakeforestlawreview.com/wp-content/uploads/2025/09/Rodrigues.pdf
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy prowadzi spory między wspólnikami
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy zajmuje się prowadzeniem sporów między wspólnikami. Reprezentujemy spółki, wspólników większościowych i mniejszościowych. Mamy doświadczenie w negocjacjach, mediacjach i sporach sądowych. Potrafimy kształtować pole negocjacji i znajdować rozwiązania przełamujące impas.
Stawiamy na dynamiczny dialog między stronami. Poszukujemy rozwiązań możliwych do przyjęcia dla wszystkich stron. Jest to podejście skrajnie różne od upartego trwania przy dawno wybranym stanowisku, które często faktycznie nie zapewnia ochrony interesów danej strony. Tak, jest to paradoks polegający na tym, że wiele osób ma trudności w określeniu celów, a później w dobraniu środków służących ich osiągnięciu. Dlatego często upierają się przy żądaniach, które nie prowadzą do ich celów. Kiedy indziej znów okazuje się, że cele te nie są optymalne, a ich zmiana może przynieść znaczne korzyści wszystkim zainteresowanym. Nie bez znaczenia są również czynniki emocjonalne i psychologiczne, do których przykładamy wielką wagę.
Chcecie dowiedzieć się więcej o sporach między wspólnikami?
Polecam w takim razie książkę wybitnego eksperta – jednego z najlepszych w Polsce specjalistów od prawa spółek, prof. Aleksandra Kappesa o naprawieniu szkody wyrządzonej wspólnikom mniejszościowym: https://www.ksiegarnia.beck.pl/22374-naprawienie-szkody-wyrzadzonej-wspolnikom-mniejszosciowym-majatkowa-ochrona-mniejszosci-w-spolkach-kapitalowych-aleksander-kappes-prof-ul?srsltid=AfmBOopsGk1ialAXjbDos9lM0q70aeuoneJ0tNMCguQn9HboVbFxymlE
Ciekawy raport o sporach wspólników możecie znaleźć tutaj:
Przygotowanie do negocjacji między wspólnikami
Łatwiej jest reprezentować większościowego wspólnika. To jasne. Ale doświadczenie negocjatora, dobra współpraca z klientem oraz przewaga informacyjna mogą pozwolić zniwelować część wyjściowych różnic. Nie sprawi to, że nagle będziesz miał / miała więcej udziałów. Jednak możesz zacząć wykorzystywać miejscowe i czasowe przewagi efektywniej od drugiej strony oraz podnosić jej koszty sporu.
Wiem, jak ważne jest przygotowanie i zebranie informacji o drugiej stronie: jej sytuacji finansowej, życiowej, rodzinnej i osobistej – o jej celach, potrzebach, obawach, a nawet cechach charakterologicznych. Dlatego w naszej Kancelarii współpracujemy z prywatnymi detektywami i psychologami, finansistami i ekonomistami, którzy pomagają nam zebrać i opracować materiał, z którego następnie korzystamy. Chciałbym wszystkich uspokoić – dzieje się to całkowicie legalnie i zgodnie z zasadami etyki. W szczególności biały wywiad jest w dzisiejszych czasach bardzo efektywny, a ludzie sami dzielą się ze światem ogromną ilością informacji na swój temat. My pracujemy ze specjalistami, którzy potrafią je znaleźć i opracować.
O przewadze informacyjnej w negocjacjach pisałem m.in. tutaj:
Z kolei o niwelowaniu przewagi przeciwnika w konflikcie – chociaż na zupełnie innym przykładzie – pisałem już tutaj:
Wspólnik mniejszościowy – piękny przykład rozwiązania sporu
Dzięki solidnemu zebraniu informacji możemy na przykład lepiej odczytać intencję wspólnika, który chce żąda odkupu udziałów. Może się okazać, że robi to nie dlatego, że chce rozpocząć działalność konkurencyjną, ale zwyczajnie potrzebuje pieniędzy na leczenie kogoś bliskiego.
Prowadziłem sprawę spółki, w której wspólnicy pozostawali ze sobą w niemal wrogich relacjach. Nie rozmawiali ze sobą od dawna. Nie lubili się i żywili wobec siebie nieufność. Jeden zwyczajnie nie powiedział drugiemu, że jego żona jest ciężko chora i potrzebuje bardzo drogiego leczenia, które może uratować jej życie. Zamiast tego, zwrócił się z formalnym żądaniem odkupu jego udziałów. A to zostało z kolei potraktowane jako gest wrogi.
Nasze działania i rozmowy doprowadziły do tego, że ten drugi wspólnik pożyczył mu własne pieniądze na leczenie żony. Gest ten – prawidłowo – został potraktowany jako bardzo przyajzny, wręcz wzruszający. Ich współpraca zaczęła się znacznie lepiej układać. Nie doszłoby do tego, gdyby nie właśnie biały wywiad i natrafienie na zbiórkę internetową.
![]()
Wszystkie te czynniki mogą mieć mieć decydujący wpływ na pozycję negocjacyjną naszych Klientów. A ich zbadanie jest równie ważne, co zapoznanie się z umową spółki lub umową inwestorską. Korzystamy z naszego doświadczenia i przewagi informacyjnej.
Kilka słów o moim wykształceniu w kierunku negocjacji między wspólnikami
Negocjacje między wspólnikami to obszar, z którym się utożsamiam i w którym odnajduję się najlepiej. Zdobywam w nim kompetencje w sposób świadomy i „z premedytacją” początku mojej kariery zawodowej. Również na tym polu odniosłem największe, jak do tej pory, sukcesy zawodowe. Co zrobiłem, by zyskać kompetencje w tym obszarze?
Dla przykładu mogę wspomnieć, że:
- w 2014 roku obroniłem doktorat z prawa gospodarczego na Uniwersytecie Łódzkim;
- w 2023 roku ukończyłem Podyplomowe Studia z Negocjacji, Mediacji i Alternatywnych Sposobów Rozwiązywania Sporów na Uniwersytecie Warszawskim;
- w 2024 roku ukończyłem Podyplomowe Studia z Psychiatrii i Psychologii Sądowej na Uniwersytecie Łódzkim;
- w 2025 roku rozpocząłem naukę na 2 letnim Studium Analizy Behawioralnej w Szkole Inteligencji Emocjonalnej we Wrocławiu.
Ten wysiłek jest najlepszą inwestycją w to wiedza i wykształceniem wesprzeć zdobywane od kilkunastu lat doświadczenie w negocjacjach między wspólnikami. Daje mi to unikalne w skali kraju kompetencje i znaczną przewagę wyjściową w większości spraw, które prowadzę.
Zaproszenie do współpracy
Jak widzicie, obszar relacji miedzy wspólnikami jest nam bliski. Dotyczy to kształtowania ich na początku współpracy w celu ograniczenia ryzyka powstania sporów w przyszłości. Zajmujemy się również mediacjami miedzy wspólnikami, gdy do sporu już dojdzie. Reprezentujemy również wspólników i spółki na etapie negocjacji, mediacji i sporów sądowych.
Jeśli potrzebujecie naszej pomocy, odezwijcie się do nas:
kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
Przeanalizujemy nie tylko dokumenty, ale zapoznamy się szczegółowo z Waszą sytuacją, potrzebami i obawami. To wszystko pozwoli nam opracować optymalny plan działania i warianty alternatywne.
Jeśli chcecie posłuchać, jak opowiadam o sporach wspólników, polecam Wam ten odcinek mojego podcastu:
https://open.spotify.com/embed/episode/4p20ALoBzNcmzQ0W2otf0e?utm_source=generator

CO ZROBIĆ, GDY NIE DOGADUJESZ SIĘ JUŻ ZE WSPÓLNIKIEM?
Współpraca biznesowa to jedna z ważniejszych i trudniejszych relacji w życiu przedsiębiorcy. Jak każda, ma swoje wzloty i upadki. Może trwać krótko lub długo, ale przecież coś skłoniło Cię do rozpoczęcia tej współpracy. Jeśli dzisiaj uważasz, że nie dogadujecie się – mam dla Ciebie dobrą wiadomość. Nie jesteś sam. Osób w Twojej sytuacji jest więcej, bo to zdarza się w wielu spółkach. Jest to całkowicie normalne zjawisko. Powstaje jednak pytanie, co z tym zrobić.
Problem ze wspólnikiem, a dwie postawy życiowe
Problem ze wspólnikiem może dotyczyć każdego, kto prowadzi spółkę. Jak na niego zareagujemy? U każdego z nas przeważa jedna z dwóch tendencji. W przypadku trudności: trwamy, walczymy, naprawiamy i „dorzucamy do pieca” albo wycofujemy się, wymieniamy, kończymy i ucinamy straty. Żadna z nich nie jest lepsza, ani gorsza. Żadna z nich nie daje w skali makro lepszych ani gorszych rezultatów. W końcu, żadna z nich nie dominuje u nikogo w 100%. Ważne jest natomiast, żeby poznać siebie samego na tyle, by wiedzieć, która tendencja dominuje u nas.
Jedni będą szarpać za klamkę i walić w drzwi, aż je wyważą. A inni po pierwszej próbie poszukają innych – otwartych drzwi. Jedni i drudzy odnoszą sukcesy. Jedni i drudzy ponoszą porażki.
Czemu o tym piszę? Ponieważ Wasz program będzie odsuwał Wam automatyczne podpowiedzi w przypadku, gdy nie dogadujecie się ze wspólnikiem. Jedni będą nastawieni na trwanie, bo powiedzieliście sobie biznesowe „tak” przed notariuszem. Drudzy będą mieli tendencję do natychmiastowego zakończenia współpracy, jeśli zorientują się, że nie idzie ona dokładnie tak, jak by sobie tego życzyli. Chodzi o to, by w każdym przypadku przystanąć na chwilę i zastanowić się, czy w tej konkretnej sytuacji mój program podsuwa mi odpowiedź, która jest dla mnie dobra.
Problem ze wspólnikiem. Co można zrobić?
Kazik śpiewał, że są różne odcienie szarości – od czerni do białości. Zgadzam się z tym całkowicie, a rozwiązania skrajne najczęściej odrzucam, skupiając się na tej całej gamie kolorów między nimi. Co to ma do współpracy między wspólnikami?
Jasne jest, że Wasz czas jest ograniczony. Nie możecie czekać w nieskończoność. Warto jednak dać sobie chwilę i ustalić, jakie opcje są na stole. Dwie skrajne (czarny i biały) to: 1) trwanie i udawanie, że nic się nie stało z nadzieją, że problem rozwiąże się sam; 2) natychmiastowe zakończenie współpracy często w dość obcesowy sposób. Spróbujmy zrozumieć, że miedzy tymi dwiema skrajnościami jest cały szereg rozwiązań miękkich, twardych i strukturalnych (odcieni szarości), które mogą zadziałać. Oczywiście, dopóki nie spróbujesz – nie przekonasz się. Gwarancji żadnej nie ma. Ale alternatywą są rozwiązania skrajne. Skoro czytasz dalej, to znaczy, że coś Ci w nich nie pasuje i chcesz poznać te bardziej umiarkowane.
Najpierw rozmowa
Musimy zrozumieć jedną bardzo prostą rzecz. Popełniamy błąd sądząc, że każdy z nas widzi świat dokładnie tak samo, jak my. Jeszcze większym błędem jest oczekiwanie, że będzie on go tak samo oceniał. Kompletnym absurdem jest oczekiwanie, że ten ktoś będzie to samo widział, tak samo to, co widzi oceniał, a potem jeszcze będzie sam z siebie nieproszony wdrażał rozwiązania, których my oczekujemy. Wiemy, że to absurd, a jednak często tak właśnie robimy. A potem czujemy frustrację, że ten ktoś tak się nie zachowuje. Zapominamy jednak… mu o tym powiedzieć. Frustracja rośnie z czasem. Zaczynamy deprecjonować naszego wspólnika, stajemy się biernie agresywni, wysyłamy sygnały niewerbalne, które on zaczyna odczuwać, ale najpierw w sposób nieświadomy. Rozłam między Wami narasta.
A przecież wystarczy porozmawiać i już na samym początku powiedzieć w sposób rzeczowy, pozbawiony agresji, co nam się podoba, a co nam się nie podoba, jakie mamy oczekiwania. Ta zdolność jest podstawą wszelkich relacji międzyludzkich. Wszyscy o tym wiemy, a jednak wielu z nas w związkach, w małżeństwach, w spółkach tego nie robi. Dzieje się tak między innymi dlatego, że byliśmy uczeni, że wyrażanie swoich oczekiwań jest niestosowne, a trwanie jest postawą godną podziwu. Rozmowy jakoś nas nie uczono.
Jak naprawić problem ze wspólnikiem?
Jeśli współpraca Wam nie idzie, warto zastanowić się, dlaczego tak się dzieje. Ale nie popełniajmy prostego błędu polegającego na wytłumaczeniu pewnych zachowań łatwymi do przyklejenia łatkami. Najłatwiej wytłumaczyć zachowanie wspólnika tym, że to „idiota”, „leń” lub „złodziej”. Jakie to proste? Jak szybko i łatwo w ten sposób znajdujemy „rozwiązanie” tej zagadki? I jakie ono jest dla nas wygodne!
Tymczasem, zachowania ludzi są najczęściej wypadkowa ich cech charakteru oraz zewnętrznych sytuacji, w których się znaleźli. My najczęściej o tych czynnikach zewnętrznych zapominamy albo nie chcemy się na nich skupiać, a szukamy deprymujących domniemanych cech osobowości. Bądźmy tego świadomi i uważajmy na to.
W rozmowie spróbujmy zidentyfikować obiektywny problem, a potem poszukać wspólnego rozwiązania, które w sposób optymalny zapewni realizację interesów obu stron. To są właśnie negocjacje. Można je prowadzić samodzielnie, z prawnikami lub w formie mediacji z udziałem bezstronnego i neutralnego mediatora. Z własnego doświadczenia wiem, jak bardzo skuteczna jest ta ostatnia forma i bardzo często ją rekomenduję i sam prowadzę mediacje jako mediator lub uczestniczę w nich jako pełnomocnik jednej ze stron.
Jakie mamy rozwiązania?
Oczywiście, mamy różne typu spółek. A w nich poszczególne rozwiązania mogą się od siebie znacznie różnić. Dlatego tutaj przedstawiam jedynie ogólne kierunki.
W kolejnych wpisach przedstawię kilka szczegółowych rozwiązań, które mogą się okazać skuteczne w poszczególnych typach spółek. Zaznaczam jednak, że najważniejsze i najtrudniejsze jest dobranie odpowiedniego rozwiązania do celu. Tak samo, jak prawdziwą sztuką jest określenie celu odpowiedniego do do konkretnej sytuacji. Wielu prawników o tym zapomina i forsuje swoje rozwiązania tylko dlatego, że są technicznie możliwe. Jest to podstawowy błąd. Podobnie, jak grzechem wielu prawników jest to, że upierają się przy pierwotnie wyrażonych stanowiskach, by nie stracić twarzy lub popisać się przed klientem. A stanowiska te nie są odpowiednio skorelowane z celami, które nie są dobrane odpowiednio do interesów, sytuacji i możliwości stron.
W Kancelarii Jakubiec i Wspólnicy unikamy tych błędów. Dbamy o to, by każde rozwiązanie było dopasowane do rzeczywistych celów i interesów naszych klientów. To właśnie ta praktyczna i strategiczna perspektywa wyróżnia nas na rynku usług prawnych.
Jeśli czujecie, że nasza pomoc może okazać się dla Was przydatna, odezwijcie się do nas. Jesteśmy po to, żeby Wam pomóc:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://www.ifc.org/content/dam/ifc/doc/mgrt-pub/focus4-mediation-12.pdf
https://isap.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=wdu20000941037

ZMIANA POKOLENIOWA W FIRMIE RODZINNEJ OKIEM STARSZYCH
W poprzednim artykule opisałem punkt widzenia przedstawicieli młodego pokolenia. Dzisiaj spojrzę na to z drugiej strony i zadam pytanie – czy i kiedy przekazanie sterów w firmie jest zasadne. Jakie mogą być sygnały ostrzegawcze i jakich błędów lepiej nie popełnić?
Królowa Elżbieta jako szefowa firmy rodzinnej
Zmiana pokoleniowa dotyczy każdej firmy rodzinnej. Gdy królowa Elżbieta II pochowała już swojego męża i była u kresu swojego życia, zastanawiałem się, co sądzi o swoim synu, Karolu, jako następcy. Jak w każdej rodzinie, pewnie były między nimi tarcia, różnice zdań, pretensje. O Karolu można było pewnie powiedzieć wiele. Jednak zwyczajnie nie można było zarzucić mu braku przygotowania, doświadczenia i dojrzałości. Chyba jego rodzice nie musieli się obawiać, że woda sodowa uderzy mu do głowy, gdy zostanie „prezesem”. Mając już ponad 70 lat odziedziczył tron i póki co z pewnością nie zasłużył na przydomek „szalony”, „okrutny”, „rozrzutny” lub „rozpustny”.
Problem polega na tym, że brytyjska monarchia jest firmą rodzinną raczej nietypową i trudno szukać jej odpowiednika w naszym polskim biznesie rodzinnym. Większość polskich przedsiębiorców nie ma tego komfortu, że władzę w firmie przekaże dziecku, które ma 70 lat i całe życie w niej pracowało. Jeśli więc nie jesteście Elżbietą II, staniecie przed innymi dylematami. I to znacznie wcześniej.
Zmiana pokoleniowa. Czy on jest gotowy?
To pytanie zadaje sobie wielu rodziców, którzy zaczynali budować biznes 30 lub 40 lat temu. Wychowywali się w innych warunkach. W otoczeniu, które dzisiaj coraz trudniej nam sobie wyobrazić. A jednak udało im się i zbudowali biznes. Czy ich dzieci są gotowe, by go przejąć? Popatrzmy na nie. Niczego im nigdy nie brakowało. Ukończyły dobre szkoły, znają świat z książek, filmów, ale z problemami codziennego życia raczej się nie zetknęły. A przynajmniej nie musiały się z nimi zmierzyć.
Nie musiały o nic walczyć, bo obiecano im, że wszystko kiedyś dostaną. Miały się uczyć, cieszyć życiem, przysparzać Wam dumę. I czekać. Czas leci, jednak odczuwacie coraz większy niepokój. Wynika on z tego, że Wasze dziecko jest już w wieku, do którego sięgają Wasze wyraźne wspomnienia dotyczące Was samych. I widzicie wielką różnicę. Wy zasuwaliście w pocie czoła, w starych dżinsach, czasem dziurawych, bo innych nie było. A Wasze dziecko siedzi sobie, pachnie, ma drogie ciuchy, niemal same przyjemności.
Ma też inne aspiracje. Wy chcieliście wziąć życie za bary. I zrobiliście to. A Was syn? Albo córka? Jacyś tacy bez ikry, bez polotu, niemrawi albo przeciwnie – chcieliby się porwać z motyką na słońce. A tu przecież trzeba działać spokojnie, systematycznie. Owszem, chcieliby władzy i pieniędzy, ale czy są na to gotowi? Czy są tego godni? Czy poradzą sobie z podejmowaniem decyzji i odpowiedzialnością za pracowników, rodzinę, za nazwisko, na które całe życie pracowaliście?
Niepokój
Zmiana pokoleniowa nadchodzi nieubłaganie. Ale czujecie niepokój. Kochacie swoje dziecko, ale widzicie, że nie jest takie, jak Wy. Ma chwilami to samo spojrzenie, podobny uśmiech, ale żyje w zupełnie innym świecie. Dla Was liczyła się odpowiedzialność, rzetelność, relacje z pracownikami, których osobiście znaliście. Biznes budowaliście po to, by mieć gdzie pracować, by być niezależnym. A Wasze dziecko mówi czasem o jego sprzedaży, biernym dochodzie, o zewnętrznym finansowaniu, inwestorach, nowych technologiach, które pozwolą zaoszczędzić na ludziach. Niby słyszycie o tym codziennie w telewizji, ale wypieracie to.
Poza tym, czy on nie wyda tych pieniędzy na głupoty? Wy zaczynaliście pracować w latach 80 i zarabialiście po 30 dolarów. A on ma czapkę z daszkiem za 200. Ma dopiero 40 lat, a to niebezpieczny wiek… Wielu facetów zostawia w tym czasie żony dla młodszych dziewczyn. Są rozwody, podziały majątków, walka o dzieci. Poza tym – jak on się ubiera? Wy przychodziliście do biura schludni i po to pracowaliście, żeby nie mieć dziur w spodniach. A Wasze dziecko wydaje na dziurawe dżinsy tyle, ile Wy zarabialiście ciężką pracą w pół roku. Czy to jest poważne podejście?
Może to jeszcze nie ten moment? Ale gdyby to była tylko kwestia czasu… Czy właściwy moment nadejdzie kiedykolwiek?
Dylemat
Zastanawiacie się, co robić. Czy pieniądze go nie popsują? A czy on da radę? Czy gdzieś popełniliście błąd? Może za mało byliście w domu i nie poświęciliście mu wystarczająco dużo czasu, nie wychowaliście go? Albo za bardzo go rozpuściliście. A może wszystko jest dobrze i zwyczajnie zaczynacie szukać dziury w całym?
Może lepiej zatrudnić menadżera, który będzie prowadził firmę? A syn niech zajmie się wychowywaniem wnuków, może dzięki temu uniknie tych błędów, które Wy popełniliście i one będą gotowe i godne, by przejąć biznes w przyszłości? To takie słodkie dzieciaczki… Za 20 lat zaczną pracę w firmie, którą pozostawicie, za 30 lat zaczną nią zarządzać, a do tego czasu jakoś to będzie. Ten menadżer to będzie bardzo porządny człowiek. Na pewno nie okradnie firmy. Na pewno… Prawda?
Zmiana pokoleniowa. Decyzja
To są dylematy i pytania, które stawia sobie wielu założycieli firm rodzinnych. Jednak każda rodzina będzie musiała odpowiedzieć na nie sama. Każda rodzina i każda firma to osobna historia. Jedno jest jednak pewne i wspólne: możecie nadać kierunek, ale nie ustawicie firmy tak, że będzie działała sama po Waszej śmierci lub odejściu na emeryturę. Do tego potrzebni są ludzie. Ich wybór jest ograniczony, a czasu nie ma wiele. On ucieka. Trzeba podjąć decyzję, być może najtrudniejszą w Waszym życiu. Zmiana pokoleniowa nadchodzi, a odwlekaną decyzję trzeba będzie podjąć.
Pierwszym krokiem nie musi być od razu przekazanie władzy. Czasem wystarczy stworzyć wspólny plan sukcesji i określić etapy, które dadzą wszystkim poczucie bezpieczeństwa.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy pomaga firmom rodzinnym układać relacje i organizować przejście między pokoleniami
My rozumiemy Wasze dylematy. Firma rodzinna jest obszarem do pracy, którą chcemy i potrafimy wykonać.
Pomożemy Wam uporządkować firmę tak, by zapewnić płynne przejście zadań i odpowiedzialności na kolejne pokolenie.
Nauczymy Was rozmawiać o sprawach trudnych, znaleźć wspólny język i miejsce dla każdego — od seniora po najmłodszych członków rodziny.
To się da zrobić. Zapewniam.
Nie zostawiajmy tych spraw przypadkowi. Same się nie załatwią.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935.
https://www.pwc.pl/pl/publikacje/raport-badanie-polskich-firm-rodzinnych-2023.html
https://www.pwc.pl/pl/publikacje/badanie-nextgen-survey.html

FIRMA RODZINNA – BIZNES NA POKOLENIA?
Ludwik XV i jego kochanka mieli mawiać – po nas choćby potop. Pewnie nie przypuszczali, jak prorocze to były słowa. Podejście takie cechuje jednak wielu polskich przedsiębiorców. Większość z nich nie uświadamia sobie tego jednak. Chcą budować biznes nie na lata i dekady, ale na pokolenia. Zapominają jednak o najważniejszym elemencie tej układanki. W tym artykule przedstawię jeden punkt widzenia. Punkt widzenia części młodych. Stąd tekst ten może wydać się niektórym subiektywny. Jest to zabieg celowy. W następnym tekście przedstawię drugi punkt widzenia. Ale póki co…
Firma rodzinna i praszczur założyciel, czyli „nie chcę, ale muszę”
Firma rodzinna to fascynujący temat. Wielu przedsiębiorców, którzy zaczynali w innej rzeczywistości, trwa do dziś w przekonaniu, że są wyjątkowi. I mają rację. Żadne inne pokolenie nie doświadczyło transformacji ustrojowej: z socjalizmu do kapitalizmu, z państwa aspirującego do totalitaryzmu – do demokracji, z biednego społeczeństwa rolniczo-przemysłowego – do zamożnego i innowacyjnego.
Ale czy naprawdę są wyjątkowi? Z pewnością tak — w swoich oczach.
Tak samo jak wyjątkowi byli ich rodzice, którzy przeżyli sanację, II wojnę światową, stalinizm i szarą rzeczywistość PRL.
A jeszcze wcześniejsze pokolenia? Urodziły się pod zaborami, przeżyły dwie wojny światowe i wojnę z bolszewikami. Ich doświadczenia też były unikalne.
A moje pokolenie? Urodziłem się w orwellowskim roku 1984. Pamiętam, jak obok mojego domu na przedmieściach Łodzi chodziły barany, sąsiedzi hodowali kury, jeździli „maluchami” i marzyli o paszporcie, żeby zwiedzić Czechosłowację. Dziś piszę w epoce gwałtownego rozwoju sztucznej inteligencji, w mieście pełnym usług i start-upów. Świat zmienił się na moich oczach bardziej niż na oczach trzech poprzednich pokoleń razem wziętych.
Praszczur założyciel i mentalna blokada przed sukcecją
A jednak jakaś fatalna siła każe temu „praszczurowi założycielowi” uważać się za lepszego od poprzednich i następnych pokoleń.
Poczucie misji, odpowiedzialności i wyjątkowości nie pozwala mu przekazać sterów w firmie.
Dlaczego? Bo się boi.
Nie chce przeminąć. Trudno mu pogodzić się z myślą, że jego świat już nie istnieje.
Zapytacie – jak to? Proszę, oto odpowiedź.
Firma rodzinna: czy założyciel coś od kogoś dostał?
Trudno mieć pretensje do założycieli firm rodzinnych. W pewnym sensie są wyjątkowi – ich życie przypadło na moment, kiedy zakładanie biznesów stało się możliwe -najpierw pół legalne, a potem całkiem normalne. Oni nie odziedziczyli niczego poza wyniesionymi z domu wzorcami: ciężkiej pracy, surowości, ojcowskiej władzy. I uważają, że to właśnie te wzory zapewniły im sukces. Zapominają, że gdyby tak było, nigdy nie założyliby własnych warsztatów, przedsiębiorstw, firm, czy jakkolwiek byśmy tego nie nazwali. Oni je założyli, bo się temu nieświadomie sprzeciwili. Gdyby byli posłuszni, pracowaliby w przedsiębiorstwie państwowym.
A jednak wzorce, które kiedyś odrzucili, wracają jak bumerang i nie pozwalają im oddać sterów w firmie, którą budowali przez całe życie. Boją się. Boją się, że ich dzieci lub wnuki nie są do tego gotowe. Że są to dzieci wychowane w warunkach „szklarniowych”, pod kloszem. Nieznające realnego życia i problemów, co gorsza, nie szanujące tradycji, szacunku dla ciężkiej pracy i poczucia odpowiedzialności. Nie dopuszczają do siebie faktu, że sami je tak wychowali. Ale to by jeszcze przeżyli. Nie dopuszczają jednak faktu znacznie ważniejszego. Wypierają ze świadomości, że świata, który znali już nie ma. Panicznie boją się przyznać, że to, co znali już przeminęło. Nie przyjmują do wiadomości, że dzisiaj inaczej wyglądają relacje międzyludzkie, łańcuchy dostaw, cele i wartości firm oraz otoczenie, w jakim funkcjonują.
Firma rodzinna: założyciel boi się, że nie jest już potrzebny
Dlaczego to wypierają? Bo najbardziej na świecie boją się tego, że nie będą już potrzebni. Nie chcą przeminąć. Walczą z myślą, że już sami więcej nie osiągną, a nowe pokolenie nie jest takie, jak chcieliby je zaprojektować. No nie jest. I nigdy nie będzie. Ale możecie przyjąć do wiadomości i zaakceptować przemijalność i zmianę, które są nieuniknione. Jeśli to zrobicie, dacie młodym popełnić błędy i wyciągnąć wnioski. Pozwolicie im żyć i uczyć się odpowiedzialności. Pozwolicie im zacząć podejmować decyzje za przyszłość, która należy do nich – czy tego chcecie, czy nie. Jeśli jednak będziecie trzymać dalej „stery rodziny i firmy na siłę i łamać ich osobowość, charaktery, udowadniać im, że nie potrafią i nie zasługują, sprawicie, że przepowiednia spełni się sama. I rzeczywiście firma nie przetrwa po Was.
Jeszcze jedno. Zadajecie sobie pytanie, dlaczego Wasze dzieci nie są takie jak Wy? Dlaczego nie wyszły wcześniej z domu i nie zaczęły od zera pokazując odwagę i determinację? Bo Wam uwierzyły. Mówiliście im, że mają się tylko uczyć, zdobywać wiedzę, a Wy im przekażecie firmę. Postąpiliście dokładnie odwrotnie, niż Wasi rodzice wobec Was. A teraz bijecie się z myślami i mówicie: Ja w jego wieku miałem już trzecią firmę, rozwód i stan wojenny i kontrole na karku. A on? Pytacie o swego syna. A on robił to, czego od niego oczekiwaliście. I dzisiaj macie pretensje.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy pomaga firmom rodzinnym układać relacje i organizować przejście między pokoleniami
Odezwijcie się do nas. Firma rodzinna jest obszarem do pracy, którą chcemy i potrafimy wykonać.
Pomożemy Wam uporządkować firmę tak, by zapewnić płynne przejście zadań i odpowiedzialności na kolejne pokolenie.
Nauczymy Was rozmawiać o sprawach trudnych, znaleźć wspólny język i miejsce dla każdego — od seniora po najmłodszych członków rodziny.
To się da zrobić. Zapewniam.
Nie zostawiajmy tych spraw przypadkowi. Same się nie załatwią.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935.
Przeczytajcie również ten tekst, który jest podsumowaniem (na kwiecień 2026 roku) moich tekstów o konfliktach w firmach rodzinnych i sposobach ich rozwiązywania.

ŚMIERĆ WSPÓLNIKA – CO DALEJ ZE SPÓŁKĄ?
W naszym społeczeństwie śmierć jest ciągle trudnym tematem. A przecież w życiu tylko śmierć jest pewna. Jeśli chcemy, by nasza firma przetrwała dłużej, niż my sami, musimy podchodzić do tego poważnie, ale i z pewną otwartością. Przyjrzyjmy się kilku sprawom związanym ze śmiercią wspólnika.
Śmierć wspólnika – czy firma przetrwa?
Śmierć wspólnika jest trudnym momentem dla spółki. Jak firma przejdzie przez ten okres? To zależy od kilku kwestii.
Śmierć wspólnika w spółkach osobowych i kapitałowych
👉Łatwiej będzie „poradzić” sobie ze śmiercią wspólnika w spółkach kapitałowych (spółka z o.o., Spółka akcyjna), niż w spółkach osobowych (np. spółka jawna, spółka komandytowa). Dlaczego? Spółki kapitałowe mają osobowość prawną – niezależną od wspólników. Organizacyjnie, prawnie i strukturalnie istnieją one w pełni niezależnie od swoich wspólników. Śmierć wspólnika – nawet większościowego – będzie dla nich znacznie mniejszym problemem, niż w przypadku spółek osobowych. Nie wspominam nawet o spółce cywilnej, gdzie będzie to prawdziwy dramat.
Śmierć wspólnika a kultura organizacyjna
👉Kultura organizacyjna. W firmach opartych o procedury śmierć kogokolwiek będzie znacznie mniej odczuwalna, niż w firmach opartych o rolę jednego człowieka. Tam, gdzie są opisane i realizowane procedury, role, opisy stanowisk będzie to znacznie łatwiejsze. Trudniejsze będzie tam, gdzie wspólnik jest od wszystkiego i rozdziela zadania w zależności od sytuacji, a wiedzą dzieli się niechętnie.
Pozycja i rola zmarłego wspólnika
Trzeba wreszcie zadać pytanie, 👉 czy działalność spółki była oparta i zależna od osobistych kwalifikacji, kompetencji, kontaktów, wiedzy, autorytety danego wspólnika? Jeśli tak, znaczy to, że nie zadbał on o to, by firma była czymś więcej, niż przybudówką do jego osoby. Warto o tym myśleć już za życia, by budować firmę większą od siebie samego. Oczywiście, w przypadku wolnych zawodów – będzie to wyglądało inaczej, niż w przypadku firm produkcyjnych, technologicznych, czy handlowych. Ale nawet w firmach medycznych czy prawniczych chodzi przecież o to, by zostawić po sobie coś, co przetrwa. A to wymaga wyzbycia się obsesji kontroli za życia – i to długo przed śmiercią.
Czy spadkobiercy mają wejść do spółki?
Zostawmy kwestie proceduralne. W różnych spółkach wygląda to różnie. Odmienne są zasady i punkty odniesienia. Ogólna zasada jest jednak taka – w umowie spółki możemy tę sytuacje dość elastycznie kształtować i nadać kierunek.
Po co założono tę firmę?
Należy się więc zastanowić, czy firma jest od tego, żeby wspólnicy mieli miejsce pracy osobiście świadczonej? Jeśli tak, to nie ma przeszkód, żeby spadkobiercy weszli do spółki, jeśli mają kwalifikacje, żeby tę prace w niej wykonywać. Jeśli jest to przychodnia lekarska – proszę bardzo, jesteście lekarzami? Zapraszamy. Ale jeśli nie, to lepiej będzie się z nimi rozliczyć, spłacić ich i kontynuować współpracę w ograniczonym składzie. Jeśli jednak spółka jest prowadzona w celu biznesowym opartym o wzrost wartości, pomnażanie kapitału, czerpanie z niego korzyści, to wejście spadkobierców do spółki wyglądać może zupełnie inaczej.
Czy spadkobiercy będą osobiście zaangażowani w prowadzenie spraw spółki?
Można więc zapytać, czy tacy spadkobiercy będą biernymi wspólnikami czerpiącymi korzyści kapitałowe z dywidendy lub wzrostu wartości udziałów? Czy może zostaną w spółce zatrudnieni na stanowiskach odpowiadających ich obecnym kwalifikacjom i przygotowywani do tego, by w przyszłości zajmować coraz wyższe i bardziej odpowiedzialne stanowiska? A może zasadne jest, by od razu weszli do zarządu i wzięli odpowiedzialność za zarządzanie spółka?
Nie ma jednej odpowiedzi na tak postawione pytania. Wszystko zależy od sytuacji konkretnej firmy, relacji między wspólnikami ich rodzinami, wieku i stopnia przygotowania zawodowego spadkobierców do wejścia do spółki. Nie bez znaczenia będzie sytuacja finansowa i otoczenie gospodarcze firmy, plany życiowe spadkobierców oraz ich zdolności komunikacyjne w relacjach z dotychczasowymi wspólnikami.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy pomaga spółkom, wspólnikom i spadkobiercom w razie śmierci wspólnika
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy pomaga wspólnikom, spółkom i spadkobiercom przejść przez moment śmierci wspólnika w sposób uporządkowany i bezpieczny.
Doradzamy, jak przygotować firmę na taką sytuację zawczasu, a gdy trzeba – pomagamy ułożyć relacje i zabezpieczyć interesy po śmierci wspólnika.
Nie zostawiajmy tych spraw przypadkowi.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://www.pwc.pl/pl/publikacje/badanie-nextgen-survey.html
https://www.biznes.gov.pl/pl/portal/00149
https://podpowiada.gofin.pl/338/podatek-dochodowy/6972/prowadzenie-pkpir-w-praktyce/307772

KONFLIKT WSPÓLNIKÓW W FIRMIE RODZINNEJ
Czy wiecie, że konflikt wspólników jest trzecim najpoważniejszym zagrożeniem dla firm rodzinnych? Takie dane podaje PWC Polska w swoim raporcie z 2023 roku. Konflikty te najczęściej rozwiązywane są w gronie rodzinnym – za zamkniętymi drzwiami. Z moich obserwacji wynika jednak, że często taka „rozmowa” oznacza szantaż emocjonalny, przemoc finansową lub zmuszenie do wyrzeczenia się własnych wartości lub ambicji. To nie jest rozwiązanie sporu ani pogodzenie interesów. Jest to złamanie słabszego. Na krótką metę – porządek zostaje przywrócony, a firma i rodzina wyglądają na stabilne. W dłuższej perspektywie – takie zwyczaje oznaczają podcinanie gałęzi, na której siedzi rodzina.
Czym jest konflikt wspólników?
Czy konflikt wspólników jest czymś złym? Tak samo, jak noc, burza, czy zima. Konflikt przypomina w przyrodzie trzęsienie ziemi – wynika z naprężenia płyt tektonicznych / interesów stron i prowadzi do obniżenia napięcia / znalezienia równowagi. Dzieje się to czasami w sposób spektakularny, kiedy indziej tli się latami. Paradoksalnie, znacznie zdrowiej jest przejść przez konflikt „z fajerwerkami”, jeśli ma on doprowadzić do oczyszczenia atmosfery. Jest to lepsze od raka, który toczy rodzinę powoli.
Konflikt wspólników nie jest dobry, ani zły
Konflikt nie jest dobry, ani zły. Jest naturalną reakcją na postrzeganą subiektywnie niesprawiedliwość, którą należy zmienić – wg jednej strony. Druga strona uważa, ze wszystko jest w porządku i należy obecny stan utrwalać. Albo zmieniać go, ale w przeciwnym kierunku, niż chciałaby pierwsza. Przecież tak się w życiu dzieje i błędem jest oczekiwanie, że tak nie będzie. To jest zupełnie naturalne.
👉Złe mogą być jednak konsekwencje konfliktu. Co to znaczy? Spór związany z różnicą interesów lub odmienną wizją może eskalować do konfliktu personalnego, w którym przestajemy być otwarci na argumenty merytoryczne i poszukiwanie równowagi, ale przypisujemy drugiej stronie wszelkie najgorsze cechy i intencje, odczłowieczamy ją i uznajemy, że to ona jest problemem. Wówczas jesteśmy skłonni rozlewać konflikt na nowe pola, używać coraz mocniejszych środków, szkodzić w imię „wartości” sobie, rodzinie, firmie i oczywiście – osobie, która stała się naszym wrogiem. Jest to spirala konfliktu, która łatwo wciąga i niszczy.
Czy potrafimy rozmawiać o sprawach trudnych?
Niestety, w Polsce nie jesteśmy uczeni rozmawiania o rzeczach trudnych. W wielu rodzinach samo podniesienie tematu trudnego traktowane jest jako przejaw nielojalności. Wiele osób postrzega to jako zamach na stabilność, tożsamość i jedność. Rodzina ma trwać. Zaciskać czasami zęby, ale trwać.
✅W szczególności wśród przedstawicieli starszego pokolenia dostrzegam przekonanie o własnej wyjątkowości. Jest to poniekąd uzasadnione doświadczeniami, jakie ci ludzie zebrali w czasach PRL i trudnej transformacji. Jeśli zbudowali firmy, które przetrwały do dzisiaj, mają podstawy uważać się w pewnym sensie za wyjątkowych. Ci mądrzejsi jednak wiedzą, że nie są nieomylni.
✅Tematy trudne zamiata się pod dywan. Albo też używa się szantażu emocjonalnego, finansowego lub zwyczajnie łamie się charaktery. Można w ten sposób uzyskać pozory zgody i stabilności nawet na wiele lat. Ale jakim kosztem? Rozłam w rodzinie powstaje i narasta przez cały ten czas. Ponieważ jest zduszony, ukryty, wybuchnie jeszcze silniej, gdy będzie ku temu okazja. Co więcej, w ten sposób pozbawia się sprawczości i wiary w siebie tych, których zmuszono do uległości. Ich poczucie własnej wartości ulega osłabieniu. Problem polega na tym, że często są to przedstawiciele młodszego pokolenia, którzy mają być przyszłością firmy. W ten sposób osłabia się jej przyszłość.
✅Swoją drogą, o podobnych mechanizmach słyszałem również w innych miejscach – na przykład na uniwersytetach, gdzie apodyktyczny profesor nie potrafił zrozumieć, że wartością większą od jego racji tu i teraz jest przygotowanie następców do odpowiedzialnego kierowania zespołem, a zamiast tego rządził twardą ręką o wiele lat za długo.
Jak rozwiązać konflikt w firmie rodzinnej❓
Mediacja jest tym sposobem rozwiązywania sporów, od którego warto zacząć. Dlaczego❓
Mediacja jest:
- tańsza;
- szybsza;
- mniej sformalizowana;
- nastawiona na utrzymanie relacji;
- nastawiona na korzyści obu stron;
- nastawiona na walkę ze wspólnym problemem, a nie z drugim człowiekiem;
- bardziej poufna;
- bardziej nastawiona na uzdrowienie fundamentów
niż proces sądowy. Jestem w stanie obronić każdy z tych punktów. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że mediacja lepiej pozwala rozwiązać konflikty, niż cywilny proces sądowy (albo postępowanie karne). Jakie są alternatywy? Jedną z nich jest opisane wyżej zamiatanie sprawy pod dywan lub tabuizowanie problemu do tego stopnia, by stresujące wydawało się nawet pomyślenie o tym, by o nim porozmawiać. Zapewniam Was, że tak dzieje się w wielu rodzinach – nie tylko w tych, które prowadzą wspólny biznes.
Wzmocnienie kompetencji komunikacyjnych
Mediacja między wspólnikami pozwala również wzmocnić kompetencje komunikacyjne. Tak, to prawna. My potrafimy mówić, czasami nawet w wielu językach. Ale większość z nas nie potrafi ze sobą rozmawiać. I to jest przyczyną tragedii wielu rodzin, firm i ogromnej liczby wspaniałych ludzi. Wielu z nich nie mogło rozwinąć swoich zdolności, nie mogło skupić się na robieniu tego, co dobre i wartościowe, bo przez lata tkwili właśnie w takich rodzinach, w których nie potrafiono rozmawiać o sprawach trudnych, a przez to nierozwiązane problemy ciągnęły ich w dół przez lata lub dekady.
Dzięki mediacji w firmie rodzinnej nauczycie się rozmawiać ze sobą. Oczywiście, będzie to dopiero pierwszy krok na drodze nabywania kompetencji komunikacyjnych. Będzie to jednak krok niezwykle ważny. A to, czego się nauczycie, z pewnością przyda się Wam również później.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy prowadzi mediacje rodzinne i mediacje w firmach rodzinnych
Jesteśmy przekonani, że to, co dajemy od siebie jest naprawdę wartościowe dla naszych Klientów. I nie chodzi tu tylko o wyniki, które oni osiągają dzięki nam. Mam na myśli to, że pomagamy im pokonać problemy, które przez lata nie pozwalały im cieszyć się życiem. Tak, mediacja naprawdę działa. Oczywiście, nie w każdej mediacji udaje się doprowadzić do zawarcia ugody. Ale nawet wtedy wartością jest to, że strony odjęły próbę rozmowy. Być może pierwszy raz od wielu lat. A to jest pierwszy krok w dobrą stronę. Dzięki temu nawet, jeśli sprawa trafi do sądu, będzie już toczyła się inaczej.
Odezwijcie się do nas! jesteśmy po to, żeby Wam pomóc:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://www.pwc.pl/pl/publikacje/raport-badanie-polskich-firm-rodzinnych-2023.html

ODMOWA ROZMÓW TO NIE WYGRANA, LECZ KAPITULACJA
Mówi się, że sprawy rodzinne i gospodarcze nie mają ze sobą nic wspólnego. Ja twierdzę inaczej. Uważam, że łączy je siła komunikacji i wartość dialogu. W obu tych skrajnie różnych przecież gałęziach prawa, widzę i prowadzę sprawy, w których najważniejsza jest otwartość oraz odwaga niezbędna do wzięcia odpowiedzialności za własne życie lub biznes. Kluczowe jest to, by szukać rozwiązań, a nie trwać w wyniosłym milczeniu szukając wyższości moralnej w tej niemądrej postawie.
Wyniosłe milczenie
Milczenie bywa złotem, ale w innych okolicznościach. Ten artykuł jest o milczeniu wyniosłym, które jest kapitulacją wobec problemu i próbą przerzucenia odpowiedzialności na drugą stronę. Jest też o tym, że w ten sposób przegrywamy, a mimo to – jesteśmy zadowoleni. Straszne… O wyniosłym milczeniu napisałem już jeden artykuł. Link do niego podaję niżej – pod tekstem.
W tym tekście rozwinę kilka myśli tam ledwie wspomnianych oraz skupię się na nowych problemach.
🔴 Czy zauważyliście, że my – Polacy – bardzo lubimy zrywać rozmowy lub nawet odmawiać ich rozpoczęcia❓
Niepytani gadamy ciągle, głośno i bez sensu. A gdy trzeba rozmawiać – słychać tylko milczenie. Dotyczy to spraw drobnych oraz tych najważniejszych. Rodzinnych i gospodarczych. A ponoć sprawy rodzinne i gospodarcze nie mają ze sobą nic wspólnego… Otóż zapewniam wszystkich, że mają – i to bardzo wiele. Ale o tym niżej.
Wyższość moralna i satysfakcja
🔴 Czy zauważyliście, że czerpiemy dziką satysfakcję z domniemanej wyższości moralnej, którą czerpiemy z takiej postawy❓ Wyniosłym milczeniem staramy się przerzucić odpowiedzialność na drugą stronę. Wydaje nam się, że w ten sposób wygrywamy. Zatapiamy się w tej sytuacji. Co ciekawe, rozkosz, która z niej płynie, rekompensuje nam z nawiązką realne straty, które w ten sposób ponosimy. Jest to bardzo ciekawe podejście, które mogłoby cechować greckiego filozofa, ale budzi zdziwienie, gdy cechuje ludzi, o którzy moralnością jedynie wycierają sobie buty.
Gdyby jeszcze chodziło tylko o pieniądze! W końcu nie są najważniejsze. Ale nie! Wybieramy milczenie. Jakże często odpuszczamy w ten sposób rozmowę o kontaktach z dziećmi❓ Ilu znam ojców, którzy przez taką postawę nie widzieli własnych dzieci od roku albo dwóch? Dramat polega na tym, że oni odpuścili starania. Zaczęli kłócić się z byłą żoną lub partnerką, kontakty stawały się coraz rzadsze. Albo ona – co się również często zdarza – zwyczajnie je utrudniała. Link do tekstu o alienacji również zostawiam niżej. Problem polega na tym, że z alienacją można walczyć. Najskuteczniejsza bronią jest rozmowa i szukanie porozumienia. A niektórzy odpuszczają. I to bardzo szybko.
„Z nią się nie da rozmawiać, Mecenasie!” „Próbowałem – chyba dwa razy, ale się nie da! Kiedyś dzieci zrozumieją, że to jej wina”. „Mediacja? Panie Andrzeju, ale Pan naiwny. Pan jej nie zna… Z nią się nie da rozmawiać!” Słyszę to co najmniej raz w tygodniu. Czasami częściej. Słucham tego zawsze i staram się nie pokazać, że boli mnie serce. I wiem, że pierwszą walkę będę musiał stoczyć, nie z drug stroną, ale z mapami mentalnymi mojego klienta.
Wyniosłe milczenie – konsekwencje odpuszczenia
🔴 Taki rodzic mówi więc, że dzieci kiedyś zrozumieją, że to wina ich matki. On się przecież starał, próbował. Z zadumą patrzy się gdzieś w bok. Rozmyśla. Ale obaj wiemy, że jest to tylko wymówka. On zadba o to, by przedstawić siebie w najlepszym świetle, a odpowiedzialnością za rozpad więzi z dziećmi obarczyć ich matkę – która bardzo często ma również swoje za uszami – czasami nawet bardzo dużo. Zatrważające jest jednak, jak łatwo oni to akceptują utratę czegoś najcenniejszego w życiu – więzi z własnym dzieckiem – w zamian za to, by móc winę za to przerzucić na drugą stronę. Dla niektórych jest to nawet… wygodne. Dzieci kiedyś zrozumieją… A że ich dzieciństwo przejdzie mu koło nosa – trudno. Najważniejsze, by nie dać satysfakcji ich matce.
🔴 Dzieci może kiedyś to zrozumieją, a może nie. Teraz to bez znaczenia. One teraz tęsknią za ojcem. Ta tęsknota z czasem przeradza się w smutek, a potem w smutną i cichą akceptację zerwanej więzi. A że dzieci szukają przyczyny wszystkiego w sobie, to będą za jej zerwanie obwiniać siebie – świadomie, lub nie‼️
🔴 Będą dorastać ze świadomością lub nieuświadomionym odczuciem, że na miłość takiego ojca nie zasługiwały. To zniszczy ich poczucie własnej wartości, stworzy podatność na uzależnienia i inne działania autodestrukcyjne. Położy się cieniem na ich związkach i rodzinach, które stworzą ‼️
🔴 Ale póki co – mamy satysfakcję – że to jej wina! Próbowałem i już nie będę. Z nią nie da się rozmawiać…
Czy im zależy?
Gdyby takim ludziom zależało na własnych dzieciach tak, jak na kolejnym samochodzie, który kupią, dawno by to załatwili. Ale póki co delektują się zwycięstwem. Moralnym. Albo zamiast próbować załatwić tę sprawę szybko i polubownie, będą z honorem walczyć do końca w sądzie. „Choćby i 5 lat, Mecenasie!”. Tylko że za 5 lat, Pana dziecko nie będzie już Pana pamiętać. Cóż, dla niektórych to niska cena za to, żeby płacić o 500 PLN mniejsze alimenty. Uwierzcie mi, że często właśnie to jest płaszczyzną sporu.
Piszę o ojcach – sam jestem ojcem i za takich ludzi zwyczajnie mi wstyd. Ale też im współczuję, gdyż sami muszą być bardzo nieszczęśliwi. I przekażą to swoim dzieciom. Posłużyłem się tym przykładem, ale znam też inne – obie płcie mają tu „wybitne osiągnięcia”. Ale nie przejmujcie się. W rodzinach czasami nie jest najgorzej. To gdzie może być gorzej? Witamy w polskim biznesie. W szczególności – w biznesie rodzinnym 🙂
Wyniosłe milczenie w sporach biznesowych?
✅ Tak, problem jest znacznie szerszy – dotyczy wielu z nas w różnych konfiguracjach. Widzę podobną postawę w spółkach, w których wspólnik nie chce rozmawiać. Będzie blokował działania spółki i jej szkodził, ale do rozmów nie usiądzie. Najwyżej spółka padnie, ale on ma rację i nie ustąpi.
I o tym pisałem ostatnio analizując przyczynę stojącą za art. 266 k.s.h., który reguluje możliwość wyłączenia wspólnika ze spółki z o.o. Jest to przecież brutalna ingerencja w prawo własności, a jednak ma uzasadnienie. Nie w każdym sporze, ale właśnie wtedy, kiedy jeden ze wspólników zachowuje się w sposób dla spółki destrukcyjny. Jednym z przejawów takiego zachowania może być właśnie okopanie się na pozycjach moralnych i odmowa jakichkolwiek rozmów. Jakie to łatwe!
O sporach między wspólnikami napisałem pewnie kilkadziesiąt artykułów, większość z nich jest na tej stornie – z łatwością je znajdziecie. Wiele z nich dotyczy specyficznej przestrzeni, jaką tworzą polskie firmy rodzinne. W nich spory są szczególnie trudne, a wyniosłe milczenie oraz unikanie otwartego postawienia problemu, bywa rujnujące i destrukcyjne dla firmy, rodziny i wszystkich wokół. Wyniosłe milczenie słychać również tam. A szkoda. Gdybyśmy tak ułamek marnotrawionej w ten sposób energii i uwagi przekierowali na rozwój tych firm?
Dlaczego napisałem ten tekst?
Napisałem to, bo wierzę, że z tą postawą można walczyć. Wierzę, że człowiek nie jest z natury zły. Często niesie ze sobą przez życie traumę, którą przekazuje się z pokolenia na pokolenie. Inni nie mają kompetencji komunikacyjnych. W wielu domach nie rozmawia się w ogóle na trudne tematy. Tak samo było w moim domu. Rozwiązywania sporów nie uczy się nas w szkołach. Jesteśmy za to tresowani i katowani mitami powstań i umierania bez sensu za straconą sprawę. Nic więc dziwnego, że w sytuacji trudnej powtarzamy to, do czego nas zaprogramowano: rozmawiać nie potrafimy, ale pamiętamy, że jest szlachetnie i pięknie jest przegrywać.
Wierzę, że można byłoby uniknąć wielu dramatów, rozbitych rodzin, rozerwanych więzi lub zniszczonych spółek lub świetnych pomysłów, których nigdy nie zrealizowano, gdybyśmy potrafili ze sobą rozmawiać i zrozumieli w końcu, że sztuką nie jest umrzeć w samotności i biedzie, ale wieść szczęśliwe i spełnione życie. Kluczem do tego jest umiejętność rozwiązywania problemów, a nie unikanie rozmowy i czerpanie satysfakcji z moralnej wygranej. Może uznacie, że komuś moje mogą otworzyć oczy. A przez to chociaż jedno dziecko za jakiś czas odzyska rodzica.
Może uda się rozwiązać jeden konflikt w jakiejś spółce, która przez to nie padnie, ale będzie źródłem utrzymania kilku rodzin lub przyniesienie komuś bogactwo. Będę szczęśliwy, jeśli pomoże to chociaż jednej osobie. Wysiłek, jaki włożyłem w napisanie tych tekstów z pewnością był tego wart, był wręcz znikomy w porównaniu z tym, co – jak wierzę – może kiedyś zrobią dla choćby jednej osoby. Ta osoba pewnie nigdy o mnie nie usłyszy, ani ja o niej. Ale nie ma to znaczenia. Wiem, że warto.
Zapraszam do kontaktu
Jeśli czujecie, że mogę Wam w jakiś sposób pomóc, odezwijcie się do mnie. Zajmuję się sprawami gospodarczymi i rodzinnymi. Jestem mediatorem i zwyczajnie lubię pomagać ludziom rozwiązywać spory. I tak – cieszę się, że mogę zarabiać w ten sposób, bo mam silne przeświadczenie, że robię coś dobrego.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://centrummediacji-jp.pl/komunikacja-niewerbalna-w-konflikcie
https://iws.gov.pl/wp-content/uploads/2023/10/MediacjaSztukaKompromisu_na-strone-www-IWS.pdf
