
PRAWO RODZINNE – MAŁE PRAWO WIELKIEJ WAGI
Gdy studiowałem, robiłem doktorat z prawa rynku kapitałowego i byłem na aplikacji adwokackiej, nie doceniałem wagi prawa rodzinnego. Myślałem, że zajmują się nim ci, dla których inne obszary były za trudne. Zastanawiałem się, co to za sprawy? O co tyle krzyku? W przepisach regulujących prawo rodzinne nie dostrzegałem piękna, a same sprawy wydawały mi się nudne. Musiało upłynąć kilka dobrych lat, żebym zrozumiał, jak bardzo się wtedy myliłem.
Kodeks rodzinny i opiekuńczy nie jest imponujący
Sprawy rodzinne wydawały mi się kiedyś nudne. W polskich warunkach sam kodeks rodzinny (będę już używał tej skróconej nazwy) nie robi specjalnego wrażenia. W porównaniu z innymi kodeksami, a i wieloma zwykłymi ustawami, wygląda, jak ubogi krewny. Nie imponuje jego objętość, a i w samych przepisach próżno szukać piękna, które można dostrzec przecież w innych aktach prawnych.
Poza tym, jego regulacje nie mają polotu, są staroświeckie i pisane przez ludzi, o dwa pokolenia starszych ode mnie. Czuję to, jak go czytam.
Prawo rodzinne wydawało mi się przez to nieciekawe.
Dlaczego sprawy rodzinne są ważne?
Z czasem zrozumiałem, że moje wyobrażenie było tylko częściowo uzasadnione. Miałem okulary początkującego teoretyka, który aspirował do miana intelektualisty i oceniał pawo rodzine z punktu widzenia finezji konstrukcji prawa cywilnego, w tym handlowego, lub prawa karnego. Rzeczywiście, są one znacznie bardziej rozbudowane, a ich konstrukcje są zdecydowanie ciekawsze. Rola prawa rodzinnego przejawia się jednak zupełnie gdzie indziej.
Nie jest to prawo pisane dla prawników lub intelektualistów. Jest to prawo, które reguluje obszary najbliższe człowiekowi. W końcu – jest ono zbiorem reguł, które mają zapewnić ochronę najsłabszym – tym, którzy nie są w stanie sami o siebie zadbać – dzieciom, a także osobom, które tę zdolność w dorosłym wieku utraciły, lub z różnych powodów, nigdy jej nie nabyły. W końcu, to właśnie prawo określa relacje między małżonkami oraz formę zawarcia i zakończenia małżeństwa. Są to więc obszary z natury bardzo ważne.
Zrozumiałem więc, że prawo rodzinne jest, jakie jest. Niezbyt lotne, mentalnie w poprzedniej epoce, legislacyjnie kulawe. Ale innego nie mamy. A właśnie ono dotyka tych sfer, które są bardzo delikatne, a z którymi wiąże się tyle niepotrzebnego lęku, cierpienia, krzywdy, tęsknoty i nadziei.
Dlaczego zająłem się sprawami rodzinnymi?
Przyczyn było kilka. Z pewnością miały na to wpływ moje doświadczenia osobiste. W wieku lat 40 człowiek inaczej postrzega już świat i siebie samego, niż 15 lat wcześniej. Ma inne priorytety i gdzie indziej dostrzega to, co jest naprawdę ważne.
Dostrzegłem jednak, że moje doświadczenia z obszaru prawa gospodarczego, mogę wykorzystać z powodzeniem w sprawach rodzinnych. Zapytacie, co mają one ze sobą wspólnego? Przecież podstawą mojej działalności są spółki handlowe, spory między wspólnikami, umowy inwestorskie. Od kilkunastu lat zajmuję się negocjacjami… No właśnie. Z czasem zaczem zaczęli do mnie trafiać klienci prowadzący firmy rodzinne, gdzie negocjowałem tak, jak w innych spółkach. Ale dostrzegłem, że jest tam znacznie większa głębia relacji, niż w „zwykłym” biznesie.
Okazało się, że głównym obszarem do pracy między tymi ludźmi była najczęściej nie tyle ich firma, co rodzina. Początkowo czułem się niepewnie, ale… dobrze mi to wychodziło.
Ten pierwszy klient
W końcu, jako do specjalisty od spółek przyszedł do mnie… klient w sprawie rozwodowej. Prowadził z żoną spółkę z o.o. (przekształconą wcześniej ze spółki cywilnej). Ich masy majątkowe były mocno wymieszane, nie wiadomo było, co jest czyje. Mówił, że był u kilku prawników zajmujących się rozwodami, ale żaden nie rozumiał spraw spółkowych. Uśmiechnąłem się tylko… Wziąłem tę sprawę i był to strzał w 10!
O tych sprawach pisałem m.in. tutaj:
https://jakubieciwspolnicy.pl/wspolwlasnosc-udzialow-w-spolce-z-o-o-2/
Polecił mnie kolejnym osobom. A ja dostrzegłem, że umiejętności i doświadczenie negocjacyjne, które zdobyłem negocjując w biznesie, mogę zastosować w również w sprawach rodzinnych. Wtedy rozpocząłem studia podyplomowe z Negocjacji, Mediacji i Alternatywnych Sposobów Rozwiązywania Sporów na Uniwersytecie Warszawskim. Poszedłem tam, żeby podszkolić się z negocjacji, a „zakochałem się” w mediacjach. Biorę w nich od tego czasu udział z przyjemnością jako pełnomocnik stron, albo prowadzę je jako mediator. Duża część z tych mediacji, to mediacje w sprawach rodzinnych.
Dzisiaj zajmuję się na równi sprawami gospodarczymi i rodzinnymi. Co je łączy? Nie kodeksy, ale sposób myślenia. Zrozumiałem, że proces cywilny w sądzie nastawiony jest na spór, eskalację, konflikt, walkę i angażowanie kolejnych osób. Najczęściej nie sprzyja to ani biznesowi, ani rodzinie. W przeciwieństwie do większości prawników, ja nie idę od razu do sądu. Prawie zawsze staram się załatwić sprawę w drodze negocjacji lub mediacji. Dlaczego? Bo tak jest lepiej dla moich Klientów. I tych, którzy negocjują rozstanie ze wspólnikiem, i dla tych, którzy negocjują rozstanie z małżonkiem.
Chcę być bardzo jasno zrozumiany – nie unikam sądu, ani konfrontacji. Zwyczajnie – nie zaczynam od nich.
Potrzebujecie pomocy?
Jeśli potrzebujecie pomocy prawnej, odezwijcie się do mnie:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
Z przyjemnością z Wami porozmawiam, poświecę Wam mój czas i pełną uwagę. Jestem tu po to, żeby Wam pomóc.
Jeśli zainteresował Was ten temat, możecie poczytać moje teksty lub posłuchać mojego podcastu. Linki zostawiam Wam niżej:
https://open.spotify.com/embed/episode/0rQBJJwm9kN1KBCWI4UR3p?utm_source=generator
Możecie w końcu zobaczyć naprawdę wartościową publikację w New York Law Journal, dotyczącą standardów mediacji w sprawach rodzinnych: https://repository.yu.edu/server/api/core/bitstreams/cdaddfef-f5bf-42ec-a33c-5a2b6f276ab9/content

ALIENACJA RODZICIELSKA – PRZYKRA RZECZYWISTOŚĆ
Wiem, że toczy się dyskusja o to, czy w ogóle wolno posługiwać się terminem „alienacja” albo „alienacja rodzicielska”. Ponieważ nie lubię, gdy ktoś mi narzuca zakazy, odkąd ten problem pojawił się w przestrzeni publicznej, używam tego pojęcia świadomie i coraz częściej. Nie chodzi jednak o samą nazwę – słowa są drugorzędne. Najważniejsze jest to, że zjawisko istnieje. I jest dramatycznym przykładem skrajnej niedojrzałości, a jednocześnie jednej z najdotkliwszych form przemocy wobec dzieci.
Alienacja. Gdy dzieci stają się zakładnikami
Rozstanie rodziców bywa trudne, ale samo w sobie nie musi odbierać dzieciom szczęśliwego dzieciństwa. Decydujące znaczenie ma to, w jaki sposób rodzice się rozstają. Niestety, w Polsce wciąż często nie umiemy rozwiązywać sporów w sposób racjonalny i odpowiedzialny. Alienacja staje się zjawiskiem częstym.
Kiedy do głosu dochodzą emocje związane z rozwodem, zaczyna się szybka eskalacja. Zdarza się, że jedno z rodziców zaczyna traktować dzieci instrumentalnie: ogranicza im kontakt z drugim rodzicem, przerywa spotkania albo wmawia, że „nie wolno” im się z nim widywać.
To zachowanie szczególnie bolesne – bo głównymi ofiarami nie są dorośli, ale same dzieci. Skutki takich działań mogą ciągnąć się przez całe życie, zaburzając ich poczucie bezpieczeństwa i niszcząc więź z rodzicem, którego równie mocno potrzebują.
Dlaczego rodzic stosuje przemoc alienacyjną?
Przyczyny bywają różne. Niektórzy rodzice robią to, by:
🔴 uzyskać wyższe alimenty,
🔴 wywalczyć korzystniejszy podział majątku,
🔴 albo zwyczajnie zemścić się i „pokazać”, kto ma władzę po rozstaniu.
Często działania te maskowane są frazesami o dobru dziecka. W rzeczywistości jednak właśnie w ten sposób dziecku wyrządza się największą krzywdę. Rodzic stosujący alienację rzadko uświadamia sobie, jak głębokie i długotrwałe konsekwencje wywoła to w psychice dziecka.
Nie chodzi o to, że w relacji nie pojawiły się problemy – dlatego właśnie istnieją rozwody. Ale odebranie dziecku kontaktu z drugim rodzicem to już coś znacznie więcej: to świadome pozbawienie go prawa do pełnej rodziny i poczucia stabilności.
Jaki wpływ na dziecko ma alienacja?
Dzieci nie są „małymi dorosłymi”. Patrzą na świat inaczej i mają inne potrzeby emocjonalne. Najważniejsze z nich to poczucie bezpieczeństwa oraz więź z obojgiem rodziców.
Zastąpienie drugiego rodzica własną osobą jest złudzeniem – nikt nie jest w stanie wypełnić pustki po mamie albo tacie. Próby „wymazania” drugiego rodzica z życia dziecka są przejawem głębokiej niedojrzałości i egocentryzmu. Dla dziecka oznaczają natomiast poczucie osamotnienia i dezorientacji, które mogą powracać w dorosłym życiu.
Potrzebujemy odpowiedzialności, nie walki
Bardzo przykre jest to, że w Polsce wciąż wiele osób nie potrafi rozstać się godnie – z myślą o dobru dzieci. Zamiast szukać rozwiązań, rodzice koncentrują się na wzajemnym niszczeniu, a przy okazji ranią własne dzieci.
Sprzeciwiamy się przemocy alienacyjnej
My – Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy – sprzeciwiamy się przemocy alienacyjnej
Pomagamy naszym Klientom prowadzić sprawy rodzinne w taki sposób, by uwzględniały one potrzeby dzieci. Jesteśmy zwolennikami mediacji rodzinnych i wiemy, że wiele konfliktów można zakończyć, zanim przybiorą dramatyczny wymiar.
Jeżeli znajdujesz się w trudnej sytuacji i chcesz zadbać o swoje dzieci – zapraszamy do kontaktu.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://wuwr.eu/wp-content/uploads/2023/04/Alienacja_rodzicielska.pdf
