
NAZWISKO W FIRMIE SPÓŁKI Z O.O. GRANICE INGERENCJI KRS
Prawo do posługiwania się własnym nazwiskiem w firmie spółki jest silnie zakorzenione w polskiej i europejskiej tradycji prawnej. Nazwisko w firmie spółki z o.o. nie budzi co do zasady zastrzeżeń. Ma też silne oparcie w przepisach prawa firmowego. Wynika ono zarówno z przepisów o firmie przedsiębiorcy znajdujących się w kodeksie cywilnym, jak i z ugruntowanej praktyki sądowej oraz przyjętych zwyczajów. W praktyce rejestrowej prawo to często zderza się jednak z automatyzmem oceny podobieństwa nazw. W końcu – jedno nazwisko może nosić wiele osób. Zdarza się, że sąd odmawia wpisu do KRS firmy spółki zawierającej popularne nazwisko.
Nazwisko w firmie spółki z o.o.: potencjalne problemy
Jakie problemy mogą powstać, gdy chcemy używać nazwiska wspólników w firmie spółki z o.o.? Chodzi oczywiście o potencjalne ryzyko wprowadzenia klienteli w błąd.
Sąd Rejestrowy, zamiast badać realne ryzyko pomyłki, czasem koncentruje się wyłącznie na brzmieniu firmy i statycznym zestawieniu kodów PKD. W efekcie przedsiębiorca, który dąży do uporządkowania marki lub ujednolicenia zapisu nazwiska, napotyka odmowę wpisu, mimo braku jakiejkolwiek styczności rynkowej z innymi podmiotami.
Kluczowe dla zrozumienia sporu jest rozróżnienie pojęć: firma to oznaczenie przedsiębiorcy, a nie nazwa handlowa, marka czy nazwa przedsiębiorstwa. Jej funkcją jest identyfikacja podmiotu w obrocie prawnym. Dlatego ustawodawca wymaga, aby firma odróżniała dostatecznie danego przedsiębiorcę od innych działających na tym samym rynku. To właśnie pojęcie „tego samego rynku” staje się osią sporów w postępowaniu przed KRS.
„Ten sam rynek”: Realna styczność klienteli, a nie statystyka PKD, ani deklarowany obszar działalności
Zdarza się, że sądy rejestrowe w ogóle pomijają przesłankę „tego samego rynku” i badają wyłącznie brzmienie firmy. Jest to praktyka nieprawidłowa. Do pomyłki może dojść tylko na tym samym rynku. Aby więc w ogóle zastanawiać się nad tym, czy firmy różnią się dostatecznie, by się na tym samym rynku odróżniać, trzeba wpierw ustalić, że przedsiębiorcy działają na tym samym rynku. Co to w praktyce znaczy?
Ten sam rynek a PKD
W postępowaniu rejestrowym „ten sam rynek” bywa błędnie interpretowany np. przez zakres kodów PKD. Należy jednak pamiętać, że:
- PKD ma charakter deklaratoryjny: Często obejmuje działalność, której spółka faktycznie nie prowadzi, a wpis rzadko odzwierciedla dokładnie realną strukturę działalności.
- Brak narzędzi analitycznych: Sąd Rejestrowy nie dysponuje aparatem badawczym właściwym dla organów ochrony konkurencji. Nie bada substytucyjności usług, kanałów dystrybucji ani struktury popytu.
Trzeba pamiętać, że kody PKD wybierane są często szeroko, by w przypadku poszerzenia oferty i działalności spółki nie trzeba było ich dodawać (co rodzi koszty i formalności). Do wpisanych kodów PKD należy więc podchodzić zawsze z ostrożnością.
Ten sam rynek a deklarowany obszar działalności
Kiedy indziej sądy widzą ten sam rynek przez pryzmat deklaracji działania na terytorium całej Polski, którą znajdujemy w umowie spółki. A przecież najczęściej nie ma to nic wspólnego z rzeczywistością i jest wpisywane wyłącznie „na zapas”, „na wszelki wypadek”, gdyby trafił się klient z innego miasta. Te deklaracje w 90% nie mają wiele wspólnego z rzeczywistością. Wiele spółek deklaruje wręcz działalność na terenie RP i poza jej granicami. Nie ma w tym nic złego. Nie pozwala to jednak na automatyczne przyjęcie, że oznacza to „zarezerwowanie” korzystania z danej firmy na terenie całego świata.
Jak interpretować właściwy rynek?
Rynek właściwy w rozumieniu art. 43³ § 1 k.c. należy interpretować w sposób wąski – jako przestrzeń, w której dochodzi do realnego styku potencjalnej i realnej klienteli, której oferuje się te same lub substytucyjne towary lub usługi (U. Promińska, Kodeks Cywilny. Komentarz, Warszawa 2009, s. 430 i n.).
By mówić o tym samym rynku, musimy wykazać, że działania przedsiębiorców są skierowane do klienteli, których zakresy krzyżują się w znacznym stopniu tak samo, jak przedmiot ich ofert, które zaspokajają te same potrzeby w tym samym segmencie cenowym.
Nazwisko w firmie spółki z o.o. Ten sam rynek – przykład
Weźmy prosty przykład: Kowalski spółka z o.o. z siedzibą w Piotrkowie Trybunalskim świadczy wyspecjalizowane usługi szkoleniowe w zakresie BHP w sektorze B2B, jej klientami są tylko inne firmy. Tymczasem, w Łodzi działa Jan Kowalski i Anna Kowalska Stomatologia Spółka jawna. Widzimy więc, że mimo posługiwania się tym samym nazwiskiem, ryzyko pomyłki faktycznie nie istnieje. Co więcej, nie istniałoby również, gdyby obie spółki były spółkami z ograniczoną odpowiedzialnością i nazywały się – każda – Kowalski Sp. z o.o. Myślę, że grupa pracowników wysłana na szkolenie przeciwpożarowe zorientuje się, że to jednak inna firma jeszcze przed zbiorową ekstrakcją.
Nazwisko w firmie spółki z o.o. Ten sam rynek – case study
W ostatnich dniach pisałem opinię prawną dla spółki, której KRS odmówił wpisu zmiany firmy. Spółka chciała zmienić pisownię nazwiska właścicieli, która do tej pory pisana była w sposób typowy dla innych języków. To tak, jakbym ja do tej pory miał spółkę Jakubietz Spółka z o.o. albo Yakubiec Sp. z o.o. i wpadłbym na pomysł, żeby tę nazwę spółki dostosować do prawdziwej pisowni mojego nazwiska. Zmiana pisowni, co ważne, nie pociągała za sobą żadnej zmiany wymowy, a wiązała się ze zmianą jednej litery dokładnie „v” na „w” popularnym nazwisku kończącym się na „wski” – oczywiście, nie podaję jej nazwy. Co ważne, ta spółka działa w sektorze b2b i to bardzo wąskim i wyspecjalizowanym.
Co zrobił sąd? Odmówił wpisania zmiany i poradził, aby wziąć pod uwagę, że firma powinna w sposób dostateczny odróżniać danego przedsiębiorcę od innych. Wszystko się zgadza, tylko że żadna z firm, która na tym samym rynku działa, nie miała w nazwie tego nazwiska. A inne spółki które je w firmach mają, działają na zupełnie innych rynkach i ryzyko pomyłki jest dokładnie takie samo, jak we wcześniej opisanym – zmyślonym – przykładzie.
Co zrobili klienci? W odpowiedzi zmienili nazwę dodając do polskiej pisowni swojego nazwiska słowo „Group”. Tym razem sąd oddalił wniosek o wpis tej zmiany, bo w Polsce jest już jedna (!) spółka o dokładnie takiej samej nazwie. Fakt, że działa na drugim końcu kraju i zajmuje się czymś zupełnie innym, czego pomylić absolutnie nie sposób – nie został przez sąd uwzględniony.
Nazwisko w firmie spółki z o.o. Jak wygląda „ten sam rynek” w orzecznictwie sądowym?
Przyjrzyjmy się temu bliżej na przykładzie trzech, reprezentatywnych wyroków:
- Wyrok Sądu Najwyższego – Izba Cywilna z dnia 2 marca 2022 r. II CSKP 253/22, w którym czytamy: „Rynek właściwy geograficznie obejmuje obszar, na których działają obaj przedsiębiorcy. Istotniejsze znaczenie mają jednak pojęcia „rynek” i „ten sam rynek” definiowane przy użyciu kryterium produktowego (asortymentowego). W tym sensie – „ten sam rynek” obejmuje oferowane nabywcom produkty (towary), które służą zaspokajaniu tych samych potrzeb nabywców, posiadają zbliżone cechy i właściwości, a także podobne ceny i poziom jakości oraz towary, które można łatwo zastąpić ze względu na ich przeznaczenie.”
- Wyrok Sądu Apelacyjnego w Krakowie – I Wydział Cywilny z dnia 9 sierpnia 2019 r. w sprawie I AGa 359/18, w którym czytamy: „Rozumienia pojęcia tego samego rynku nie należy ograniczać jedynie do aspektu geograficznego, czy też terytorialnego, gdyż powinno się go uwzględniać także w kontekście kryterium czasowym oraz przede wszystkim kryterium produktowym (asortymentowym). Zatem nawet jeśli dwóch przedsiębiorców działa na tym samym rynku w znaczeniu terytorialnym, a brak jest pozostałych kryteriów, a w szczególności kryterium produktowego (odwołującego się do przedmiotu działalności) można przyjąć, że nawet znaczne podobieństwo firm dwóch lub więcej przedsiębiorców nie pozostaje w sprzeczności z art. 433§ 1 KC.”
- Wyrok Sądu Okręgowego w Warszawie – XXII Wydział Własności Intelektualnej z dnia 9 sierpnia 2022 r. XXII GW 205/21, w którym sąd stwierdził, że przepis art. 433 § 1 KC wymaga, aby firmy odróżniały się od siebie w sposób dostateczny; przy ocenie stopnia tej dostateczności należy uwzględnić pełne brzmienie firm, ze wszystkimi ich elementami składowymi, nie poprzestając jedynie na porównaniu ich rdzenia, w tym przedrostków (prefiksów) lub przyrostków (sufiksów), szczególnie w sytuacji, gdy są one popularne i spotykane masowo w obrocie.
Dodatki „Group” czy „Holding” oraz cudzysłów jako słabe dystynktory
Dodatki fakultatywne (jak „Group”) nie zmieniają oceny kolizyjności, jeżeli rdzeń firmy pozostaje identyczny, a przedsiębiorcy działają na tym samym rynku. W orzecznictwie uznaje się je za tzw. słabe dystynktory, co oznacza, że ich rola w budowaniu odróżnialności jest wtórna wobec korpusu firmy. Jednak w sytuacji braku styczności rynkowej, nawet minimalne zróżnicowanie powinno być uznane za wystarczające.
Jako bardzo słaby dystynktor należy wskazać umieszczanie nazwy w cudzysłowie. Lepiej już zmienić ją całkowicie albo dodać inny element, które wartość odróżniająca będzie realna. Podobnie rzecz się ma z pisaniem nazwy np. drukowanymi literami. Moim zdaniem, jest to cecha trzeciorzędna, która ma na celu bardziej pozorować odmienność, niż ją faktycznie tworzyć.
FAQ: Najczęstsze pytania przedsiębiorców
- Czy Sąd może odmówić wpisu, jeśli identyczna firma działa w innej branży? Zdarza się to często z powodu automatyzmu działania Sądu. Jednak jest to podstawa do zaskarżenia orzeczenia, jeśli spółki nie działają na tym samym rynku.
- Czy dopisanie „Group” rozwiązuje problem kolizji? Nie zawsze. Jeśli rynki się pokrywają, taki dodatek rzadko wystarcza. Jeśli rynki są różne, zmiana ta powinna być zaakceptowana. To samo dotyczy cudzysłowu.
- Czy prawo do nazwiska chroni przed odmową wpisu? Tak, nazwisko jako dobro osobiste podlega ochronie, a ograniczenie jego używania w firmie wymaga wykazania konkretnego zagrożenia dla bezpieczeństwa obrotu.
Zderzyłeś się z odmową wpisu firmy do KRS?
Często to, co dla referendarza jest „brakiem odróżnialności”, dla sądu wyższej instancji jest prawnie chronioną tożsamością przedsiębiorcy. Zapraszam do kontaktu – pomożemy przygotować argumentację, która przełamie automatyzm sądu rejestrowego.
Zapraszam również tych wszystkich, którzy są ofiarami bezprawnego podszywania się pod ich firmy i tracą na pasożytnictwie ze strony nieuczciwych przedsiębiorców. Nasza kancelaria pomaga również tym wszystkim, którzy mierzą się z nieusprawiedliwionymi oskarżeniami o takie działania.

JAK BRONIĆ SIĘ PRZED ROSZCZENIAMI KONKUBINY?
W poprzednich pięciu artykułach pokazałem, jak pokrzywdzona partnerka (najczęściej w naszych realiach jest to bowiem kobieta), może walczyć o rozliczenie konkubinatu. Pokazałem, że można wykorzystać konstrukcję bezpodstawnego wzbogacenia do żądania zwrotu nakładów. Przybliżyłem też spółkę cywilną, jako narzędzie pozwalające uznać, że firma, którą oboje konkubenci razem budowali, jest ich wspólną własnością. W tym wpisie zajmę się perspektywą drugiej strony (najczęściej mężczyzny), który chce się obronić przed wygórowanymi roszczeniami swojej byłej partnerki. Choć piszę dla wygody stereotypowo o mężczyznach i ich partnerkach, te same zasady obrony dotyczą przedsiębiorczych kobiet, których partnerzy po latach domagają się udziałów w ich sukcesie.
1. Roszczenia konkubiny. Czy była partnerka ma jakieś prawa do Twojego majątku?
Tak, wspólne życie przez wiele lat mogło skutkować transferami pracy i kapitału między Wami. Mieszkaliście razem w Twoim domu, ale ona dokładała się do opłat lub współfinansowała remont? Takich sytuacji jest mnóstwo. A wynik „podsumowania” wcale nie jest z góry oczywisty. Mówimy przecież o codziennych „usługach”, ale i nakładach na cudzy majątek, które mają mniej lub bardziej oczywistą wartość rynkową.
Jak rozliczać konkubinat?
W konkubinacie nie powstaje wspólny majątek, jak w małżeństwie, więc nie ma czego dzielić. To może być dla Ciebie dobra informacja. Zła jest taka, że była partnerka może żądać zwrotu nakładów poczynionych na Twój majątek. Tu pojawia się pewien problem. Czy można rozliczyć tylko nakłady finansowe (szeroko rozumiane)? Czy rozliczeniu podlega też świadczenie pracy i usług, a wśród nich „prowadzenie domu”, „zajmowanie się dziećmi”? Przecież gdybyś chciał „kupić” te usługi na wolnym rynku, musiałbyś za nie zapłacić. Kwoty, po zsumowaniu np. 10 lat, mogą zwalać z nóg.
Rezygnacja z ambicji zawodowych – jedna strona medalu
Poza tym, z pewnością spotkasz się z argumentem, że Twoja partnerka często zrezygnowała z ambicji zawodowych, nie kontynuowała nauki, nie aktualizowała swoich kompetencji, przez co teraz jej wartość na rynku pracy, bardzo spadła. To może być fakt, ale trzeba umieścić go w szerszym kontekście – druga osoba świadomie wybrała taki sposób zaangażowania we wspólnie tworzoną rodzinę, co dawało jej komfort i możliwość czerpania z owoców pracy drugiej osoby również w sytuacji, gdy znacznie przewyższały one to, co ona sama mogłaby zarobić. Innymi słowy – mówiąc wprost – to się jej opłacało. Często bardzo.
Roszczenia konkubiny: ona zajmowała się domem, więc Ty miałeś czas na rozwój firmy
Spotkasz się tez z argumentem, że jej starania umożliwiły Ci skupienie się na pracy i rozwoju firmy. Znów, to prawda, ale wyrwana z kontekstu. Każde z Was wniosło to, co mogło i dało drugiemu to, co miało. Ona podjęła decyzję – będzie zajmować się domem i dziećmi. Ty ten dom, dzieci i ją utrzymywałeś. Jeśli porównamy wartość / cenę tych usług, nie trzeba wcale deprecjonować wartości starań partnerki, żeby stwierdzić, kto w konkretnej rodzinie „dał więcej”. I tu uwaga – bo może być przecież bardzo różnie. Znam przypadki, gdzie te starania ze strony kobiet miały o wiele większa wartość, niż to, co ich niezbyt obrotni mężczyźni przynosili do domów.
Mieszkanie u kogoś – to też ma wartość
A skoro już o domach mowa – o tym często zapominamy, ale przecież fakt, że Twoja partnerka mogła bez ponoszenia opłat mieszkać w Twoim domu, lub dorzucać się do niego w stopniu minimalnym, o wiele niższym, niż np. połowa kosztów jego najmu i utrzymania, jest przecież nie do przecenienia. Wiele osób w ten sposób korzysta z zamożności partnera i odkłada sobie to, co sama zarabia. Kierują się logiką: „to, co jego dla nas, a to co moje – dla mnie.”
2. Jakie roszczenia majątkowe może mieć była konkubina?
Nie ma jasnych reguł rozliczenia konkubinatu
Jako bardzo ogólny punkt wyjścia możemy przyjąć zasadę, że powinniście sobie oddać równowartość tego, co sobie daliście (opartą o bezpodstawne wzbogacenie). Doznaje ona jednak szeregu ograniczeń i nie można jej traktować dosłownie. Od czegoś jednak trzeba wyjść. Przez to „dawanie” rozumiem również umożliwienie mieszkania, korzystania z majątku, całość utrzymania.
Oczywiście, w praktyce sąd nie dokonuje ogólnego rozliczenia związku, tylko bada konkretne roszczenia oparte na określonych podstawach prawnych. Roszczenia konkubiny i Twoje będą badane osobno. O zastosowaniu przepisów o bezpodstawnym wzbogaceniu do rozliczenia konkubinatu rozstrzygał wielokrotnie Sąd Najwyższy, m.in. Postanowieniem Izby Cywilnej SN z 14 grudnia 2023 r., sygn. akt II CSKP 1611/22.
Zapamiętajcie jedną rzecz – nic tu nie jest pewne i nie ma reguł wynikających z przepisów wprost. Wiele rozstrzygnięć zapada w oparciu o zasady słuszności, zasady współżycia społecznego. Nie ma jasnych reguł.
Z tego ogólnego obrazu przejdźmy teraz do konkretów – czyli do roszczeń, które pojawiają się najczęściej
Roszczenia konkubiny o zwrot nakładów
Tak, była partnerka może mieć Wobec Was roszczenie o zwrot nakładów, jakie czyniła na Wasz majątek. Może żądać np. zwrotu poniesionych przez nią kosztów remontu, albo zwrotu kwot, które ona albo jej rodzice „dali Ci” na rozwój firmy.
W takiej sytuacji, jeśli nie mamy żadnej konkretnej podstawy prawnej, będzie ona mogła żądać zwrotu równowartości tych świadczeń (rownież własnej pracy).
Jak się bronić przed roszczeniem byłej partnerki o zwrot nakładów?
Wszystko zależy od konkretnej sytuacji. Możecie jednak rozważyć m.in.:
- przedawnienie;
- potrącenie;
- fakt, że wiedziała, iż spełnia świadczenie nienależne;
- twierdzenie, że oddaliście już tę kwotę;
- przedstawić jej korzyści majątkowe ze związku z Wami i zadać ich zwrotu.
Roszczenia konkubiny wysuwane w kierunku Twojej firmy
To jest obszar, którego dotknięcie sprawia, że mężczyźni wpadają w furię. Firma jest Wasza! I nikt nie ma do niej prawa! To wynika z faktu, że ją budowaliście, ona przynosi Wam źródło utrzymania i jest podstawą pozycji społecznej wielu z nas. Jeśli ktoś wyciąga po nią rękę, ręka ta – parafrazując Cyrankiewicza – powinna zostać odrąbana! Prawda? Niestety, nie do końca.
Nawet, jeśli firma była od początku zarejestrowana na Was, to jeśli Wasza partnerka wykaże, że współfinansowała jej działalność, prowadziła ją razem z Wami, podejmowała decyzje, uczestniczyła (nawet nieformalnie, pod stołem) w zyskach, i gotowa była ponosić straty, dołożyć do interesu, gdy trzeba, to istnieje duża szansa, że sąd uzna, że działaliście w reżimie spółki cywilnej, a firma jest Waszą wspólną własnością. W dodatku, nie jest do tego potrzebna pisemna umowa. Brzmi to jak koszmar wielu przedsiębiorców, ale niestety to prawda.
Jak bronić się przed roszczeniem byłej partnerki, która chce połowy firmy?
Zacznijmy od szoku. Ona nie chce połowy firmy. Ona chce całej firmy. Wspólnicy cywilni są właścicielami całego majątku zgromadzonego w ramach spółki – każde. Nie jest tak, że każde ma np. połowę – oboje mają całość. Na szczęście, możecie się przed tym bronić.
Będziecie się bronić wykazując, że:
- Nie mieliście wspólnego celu gospodarczego;
- Nie określiliście sposobu działania każdego z Was;
- Ona nic do spółki nie wniosła (to nie był żaden wkład!), tylko Wam – co najwyżej pożyczyła – pożyczkę można oddać;
- Zwrot pożyczki możecie potrącić ze swoimi roszczeniami wobec niej;
- ona w firmie pracowała, dostawała za to wynagrodzenie (nawet, jeśli nieoficjalnie), jej praca była odpłatną usługą, a nie wkładem do spółki;
- nie dzieliliście się zyskami, tylko utrzymywałeś rodzinę uwzględniając jej zdanie i życzenia przy podejmowaniu decyzji o wydawaniu pieniędzy. To subtelna różnica – czy czerpiecie razem prosto ze spółki, czy żyjecie wspólnie z pieniędzy, które Ty zarobiłeś;
- Ona o niczym nie decydowała, ani nie była gotowa ponosić odpowiedzialności za zobowiązania firmy. Nigdy nawet byście o tym nie pomyśleli.
3. Roszczenia konkubiny. Jak przygotować się do obrony – krok po kroku
Dostałeś wezwanie do rozliczenia konkubinatu?
Jest jedna prosta zasada: nie róbcie tego w domu…. To nie jest sprawa, którą można ocenić intuicyjnie. Oczywiście, każdy z Was może sam stwierdzić, że ona nie ma żadnych podstaw. Może nawet zapytać o to AI, która mu odpowie – zgodnie z prawdą, że nie ma przepisów, które to regulują. Ale w poprzednich 5 artykułach pokazałem, że z powodzeniem mogą być stosowane inne przepisy, które takie roszczenia czynią realnymi.
Analiza podstawy prawnej roszczenia o rozliczenie konkubinatu
Jeśli więc dostaliście takie wezwanie, lub już pozew – przeanalizujcie je dokładnie z doświadczonym adwokatem, który zajmuje się sprawami gospodarczymi i rodzinnymi. Ustalenie toku rozumowania drugiej strony jest konieczne. Tak samo, jak ocena, co wiąże się z przyjętą podstawą prawną. Bo to mogą być całkowicie inne roszczenia, inne dowody i inne procesy.
Identyfikacja roszczeń konkubiny
Trzeba dokładnie sprawdzić, czego druga strona żąda. Czy to roszczenie o zwrot nakładów, czy ustalenie współwłasności majątku prywatnego / firmowego, czy roszczenie o wypłatę należnego zysku? Możliwości jest wiele. Ważne jest jednak, by umieć czytać miedzy wierszami i widzieć to, co nie jest napisane wprost.
Przygotowanie do obrony – zbieranie dowodów
To żmudne i trudne, ale konieczne. Trzeba będzie sprawdzić korespondencję, przepływy pieniężne, zastanowić się, kto może być świadkiem. Być może konieczne będzie zatrudnienie prywatnego detektywa albo analityka, który wykaże, że druga strona nie wniosła żadnych wkładów do firmy? Każdej historii zawsze trzeba przyjrzeć indywidualnie.
Wybór strategii
Przygotowanie do negocjacji (a walka w sądzie jest w moim rozumieniu jednym z pól negocjacji), wymaga określenia celów, możliwych do poniesienia kosztów, ale również możliwych alternatyw – i tych najlepszych, i tych najgorszych. Trzeba zawsze przy tym odtworzyć interesy oraz minimum negocjacyjne drugiej strony. Po tym wszystkim, i analizie prawnej, należy ustalić, czy w ogóle chcemy rozmawiać, czy też odrzucamy roszczenia drugiej strony w całości.
Jakie jest ryzyko błędu?
Jeśli popełnicie błędy w analizie, w przygotowaniach, ich konsekwencje mogą być bardzo poważne. Błędna strategia obrony może doprowadzić do:
– zasądzenia wysokich kwot;
– uznania istnienia spółki cywilnej;
– uznania, że partnerka jest współwłaścicielką całości albo części majątku.
4. Roszczenia konkubiny. Wezwanie do działania
Jeśli dostałeś wezwanie do rozliczenia konkubinatu albo obawiasz się, że były partner lub partnerka zacznie formułować roszczenia — nie próbuj oceniać tego samodzielnie. W takich sprawach najwięcej kosztują błędy popełnione na początku: nieprzemyślane wiadomości, pochopne deklaracje, brak zabezpieczenia dowodów, zła narracja.
To nie jest spór o rachunek za prąd. To jest spór o majątek, firmę, reputację i przyszłość.
Pomagam przedsiębiorcom projektować strategię obrony zanim sprawa trafi do sądu. Jeśli chcesz przeanalizować swoją sytuację i ustalić, jakie masz realne ryzyka i możliwości — skontaktuj się ze mną:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
Roszczenia konkubiny: FAQ — Najczęstsze pytania przedsiębiorców
Czy była partnerka może żądać połowy mojej firmy? Tak. Chociaż w konkubinacie nie ma wspólności majątkowej, może jednak próbować wykazać, że działaliście jak wspólnicy spółki cywilnej. A to wiąże się z przyjęciem współwłasności firmy. To trudne, ale nie niemożliwe — dlatego trzeba wiedzieć, jak tę narrację rozbroić.
Czy praca w domu lub „wsparcie” może być traktowane jak wkład do firmy? Istnieje takie ryzyko, jeśli ona będzie chciała wykazać, że spółka cywilna miała na celu zaspokojenie potrzeb rodziny, a przedsiębiorstwo, które Ty prowadziłeś, było tylko częścią tej spółki, prowadzenie domu zaś – drugą częścią. Jest to bardzo trudne, sądy mogą do tego podchodzić niechętnie, ale jest to możliwe.
Czy mogę żądać zwrotu tego, że mieszkała u mnie za darmo? Tak — jako korzyści majątkowej po jej stronie. Sądy coraz częściej patrzą na to, ile druga osoba „zaoszczędziła” dzięki temu, że żyła na czyjś koszt. W praktyce, łatwiej o tę „oszczędność” pomniejszyć żądania partnerki np. z tytułu nakładów na remont domu lub mieszkania, niż je faktycznie odzyskać. Ale jest to brane pod uwagę.
Co z pieniędzmi, które „dała na firmę”? Najczęściej to pożyczka albo prezent, a nie wkład. Pożyczkę można oddać, a następnie potrącić ją z roszczeniami wobec niej. To jeden z najskuteczniejszych sposobów obrony. Udowodnienie, że to był wkład do spółki, będzie trudne.
Czy grozi mi spółka cywilna, jeśli partnerka pomagała w firmie? Co do zasady nie. Jeśli jednak ta pomoc była nieodpłatna albo jakaś zawarta umowa miała jedynie maskować faktyczną wartość i znaczenie jej starań, które dla firmy były kluczowe, porównywalne z Twoimi, istnieje ryzyko, że sąd uzna to za wkład do spółki, o ile spełnione są pozostałe przesłanki spółki cywilnej..
Czy warto odpowiadać na wezwanie samodzielnie? Nie. Jedno źle napisane zdanie może zostać wykorzystane jako dowód intencji wspólnego działania. W takich sprawach narracja jest równie ważna jak przepisy.
Czy takie sprawy da się wygrać? Tak — i to często. Większość roszczeń jest albo przesadzona, albo źle skonstruowana, albo nieudowodniona. Kluczowe jest przygotowanie strategii zanim druga strona złoży pozew.

JAK UDOWODNIĆ WKŁAD DO FIRMY PARTNERA?
W tym artykule pokażę Wam, jak można udowodnić wniesienie wkładu do firmy partnera. W poprzednich wpisach mogliście przeczytać, że rozliczenie konkubinatu jest możliwe, również w odniesieniu do budowanej wspólnie firmy. Pisałem też o dwóch możliwych konstrukcjach: bezpodstawnym wzbogaceniu i spółce cywilnej. Mogliście już przeczytać, czym się różnią wkłady od nakładów i jakie z tego rozróżnienia wynikają konsekwencje. Ten tekst jest naturalną kontynuacją poprzednich. Możecie go czytać jako osobną całość albo cofnąć się i zacząć o tamtych wpisów.
1. Wkład do firmy partnera? Wprowadzenie
W poprzednich artykułach, napisałem m.in., że:
- Nie ma prawnej regulacji konkubinatu, ale to nie znaczy, że nie podlega on rozliczeniu. Do rozliczenia nieformalnego związku trzeba stosować przepisy, które nie zostały stworzone konkretnie z myślą o nim, ale mimo wszystko się do tego nadają ze względu na swój ogólny charakter. Dotyczy to również wspólnie budowanej przez partnerów firmy.
- W przypadku braku jakichkolwiek podstaw prawnych do faktycznie wykonywanych transferów pracy lub kapitału na przedsiębiorstwo partnera, możliwe jest zastosowanie przepisów o bezpodstawnych wzbogaceniu i wystąpienie z roszczeniem o zwrot nakładów.
- Jeśli natomiast wasze zaangażowanie w postaci pracy, usług lub transferów majątkowych do przedsiębiorstwa prowadzonego formalnie tylko przez drugiego partnera miało na celu wspólną budowę firmy, czerpanie z niej zysków i wiązało się z gotowością do uczestniczenia w stratach, to można uznać te transfery jako wkłady do faktycznie zawiązanej spółki cywilnej.
- Przedstawiłem również koncepcję uznania za wkład do spółki cywilnej pracy i usług polegających na „zajmowaniu się domem” i opiece nad dziećmi. W takiej sytuacji można próbować wykazać, że spółka cywilna obejmowała nie tylko przedsiębiorstwo prowadzone przez drugiego partnera, ale również „ognisko domowe”. W tej sytuacji obie te części miały współgrać w celu osiągnięcia wspólnego celu gospodarczego, jakim było dobro i zaspokojenie potrzeb rodziny. Cel spółki cywilnej jest bowiem znacznie szerszy od prowadzenia działalności gospodarczej. Jest to jednak wariant najtrudniejszy do wykazania i „przekonania sądu”. Sąd częściej uzna tego typu starania za nakład, niż wkład do szeroko rozumianej spółki cywilnej.
- Napisałem też, że czynienie nakładów na cudzy majątek stawia nas w pozycji zewnętrznej – możemy być uznani za wierzyciela, który ma roszczenie zwrot nakładów, nie ma jednak żadnego prawa do tego, by czuć się współwłaścicielem tego majątku. Wniesienie wkładów z kolei stawia nas wewnątrz sprawia, że – upraszczając – stajemy się współwłaścicielem. Wiąże się to z prawem i obowiązkiem do prowadzenia spraw spółki, zarządzania nią, czerpania z niej zysków. Ale i uczestniczeniem w stratach i gotowości do zaspokojenia wierzycieli spółki solidarnie z drugim wspólnikiem.
Teraz odpowiem na pytanie, jak udowodnić, że wnieśliście wkład do firmy, którą budowaliście wspólnie z partnerem. Od tego, czy udowodnicie wkład, zależy bowiem nie tylko to, czy odzyskacie pieniądze. Może od tego zależeć, czy macie prawo do udziału w firmie.
2. Co może być wkładem firmy partnera, a w konsekwencji do spółki z nim?
Z wcześniej opisanych przyczyn ograniczam się do wkładów do spółki cywilnej. A ich zakres jest bardzo szeroki. Wkłady dzielimy na pieniężne i niepieniężne.
Wkładami pieniężnymi są oczywiście wszystkie formy pieniądza: gotówka, pieniądz elektroniczny. Pieniądze mogą być wpłacone gotówką, przelewem, przekazem, blikiem – forma jest obojętna. Wkład może być wniesiony w polskich złotych lub jakiejkolwiek innej walucie.
Więcej trudności jest z wkładami niepieniężnymi. Te dzielimy według różnych kryteriów, m.in. na:
a) ruchomości (samochody, maszyny, komputery) i nieruchomości (własność lokalu, nieruchomości gruntowej);
b) prawa skuteczne wobec wszystkich (np. prawa własności intelektualnej i przemysłowej, jak znak towarowy), prawa skuteczne wobec określonej osoby (np. wierzytelność w wysokości 100.000 PLN wobec Jana Kowalskiego);
c) własną pracę lub usługi – należy je precyzyjnie opisać i wycenić. W ramach dorozumianej spółki cywilnej można udowodnić, że doszło do tego doprecyzowania z czasem przez ukształtowanie się zwyczaju między stronami. Jest to możliwe, jeśli obie strony zdały sobie sprawę z tego. I jeśli czuły, że jedna ma prawo tego wymagać od drugiej, a druga czuła się do tego zobowiązana;
d) know-how – wiedzę, doświadczenie, umiejętności, znajomość rynku, procesów technologicznych, ale też kontakty osobiste. Jest ono bezcenne – dosłownie i w przenośni. Jest to ten „magiczny składnik”, który z kupy niezwiązanych ze sobą biurek, samochodów i ludzi, czyni sprawnie działającą całość. Jego wycena jest jednak bardzo trudna i najczęściej umowna.
W pewnym uproszczeniu można przedstawić wkłady do spółki cywilnej w ten sposób:

Skoro wiemy już, co może być wkładem, przejdźmy do najważniejszego: jak udowodnić, że go wnieśliście?
Jakie trudności wiążą się z udowodnieniem wniesienia wkładu do nieformalnej spółki cywilnej prowadzonej przez partnerów?
Co się stanie, jeśli umowa spółki cywilnej nie jest zawarta na piśmie?
Gdy umowa została zawarta w formie pisemnej, jak elegancko sugeruje i radzi kodeks cywilny, nie ma z tym większego problemu. Umowa określa bowiem wkłady wspólników. Gorzej, gdy umowa nie została spisana, albo nawet dochodziła do skutku metodą faktów dokonanych i domniemanych oświadczeń składanych na przestrzeni długiego czasu. Wtedy trzeba odtwarzać nie tylko zamiar stron co do samego utworzenia spółki, ale i wniesione przez nie wkłady.
Zderzamy się tu z dwiema trudnościami.
Pierwsza ma oblicze czysto prawne. Naruszenie obowiązku zawarcia umowy spółki cywilnej na piśmie (tzw. rodzaj formy pisemnej zastrzeżonej dla celów dowodowych) oznacza, że spotkamy się z pewnymi trudnościami w postępowaniu sądowym. Sąd nie dopuści bowiem m.in. dowodów z zeznań świadków, chyba że odpowiednio ustawicie sprawę od samego początku poprzez określenie się jako przedsiębiorca. Wówczas tych ograniczeń się nie stosuje.
Druga trudność ma charakter już czysto dowodowy – wykazanie wniesienia wkładów do nieformalnej spółki cywilnej nie jest łatwe. Ale nie jest też niemożliwe. Jasne jest, że jeśli spółka ta miała charakter nieformalny, to żaden przelew nie był zatytułowany „wkład do spółki”. Trzeba więc będzie szukać innych świadczeń: darowizn, pożyczek, „inwestycji” i wykazać, że ich oznaczenie było niewłaściwe, a służyło wyłącznie zamaskowaniu wkładu do spółki.
Co będzie przeciwko Wam?
Nie jest to proste, bo przeciwko sobie będziecie mieli: 1) tytuły przelewów i nazwy dokumentów, 2) zapewnienia drugiej strony; 3) wstępną niechęć sędziego, który może być niezadowolony, że „ktoś tu chce udowadniać coś, co nie jest oczywiste” i przysporzy mu w związku z tym więcej pracy – chyba że traficie na sędziego, który akurat nie jest przytłoczony pracą i wykaże zainteresowanie – wówczas będzie lżej.
To samo dotyczy wkładu w postaci świadczenia pracy i usług. Najczęściej nie odbywa się to zupełnie „na czarno”, ale „na szaro”. Jest zawarta jakaś umowa, która generuje jak najmniejsze obciążenia publiczno prawne, ale „pozwala Wam tam być”. Wówczas, trzeba będzie wykazać, że taka umowa była pozorna w całości lub częściowo. Trzeba przy tym wykazać, że wynagrodzenie w niej opisane w żaden sposób nie oddaje ekwiwalentnie charakteru, ilości i jakości Waszej pracy i odpowiedzialności.
I w tym przypadku spotkacie się z:
1) zaprzeczeniami drugiej strony;
2) co najmniej pytaniem sędziego: to czemu podpisaliście taką umowę? Czemu Wam to przez tyle lat nie przeszkadzało? Sędziowie bardzo nie lubią, gdy ktoś przychodzi do sądu i mówi: „na papierze było tak i się na to godziłem, a teraz proszę uznać, że było inaczej.”;
3) strachem przed konsekwencjami podatkowymi – tego czynnika nigdy nie wolno lekceważyć. Dobry adwokat wie, jak pomóc, żeby nie zaszkodzić. Chociaż brzmi to banalnie, jest to prawdziwa sztuka.
Perspektywa drugiej strony – obrona przed żądaniami byłej partnerki
Możemy być pewni że druga strona też ma swoje racje i będzie się bronić. Często zdarza mi się reprezentować również przedsiębiorców, których byłe partnerki wysuwają niewspółmiernie wysokie roszczenia. Trzeba bowiem unikać generalizacji i każdą sprawę oceniać osobno.
Jak udowodnić wniesienie wkładu do spółki cywilnej?
Korespondencja partnerów jako dowód wniesienia wkładów do firmy partnera
Wiem, że nie macie spisanej umowy. Ale macie z pewnością inne ślady. Przydatna będzie Wasza korespondencja: sms, WhatsApp, messenger, telegram, maile – obojętne. Bez względu na kanał komunikacji, jest ona Wasza i mogła pokazywać, jak faktycznie traktowaliście swoje zobowiązania względem siebie.
Jeśli mieliście umowę na 1/8 etatu z wyjściową kwotą minimalnego wynagrodzenia na stanowisku administracyjnym, a wykażecie, że faktycznie przez 15 lat codziennie od rana do wieczora pracowaliście w takim samym wymiarze czasu i w tym samym wymiarze obowiązków, co Wasz partner, ta rozbieżność będzie uderzająca. To samo, jeśli pokażecie w korespondencji, że współdecydowaliście o sprawach firmy, mieliście realny, porównywalny z partnerem wpływ na jej prowadzenie, jak wspólnik. Jeśli przejrzycie Waszą korespondencję, istnieje duże prawdopodobieństwo, że znajdziecie na to co najmniej poszlaki, jeśli nie wartościowe dowody.
W korespondencji znajdziecie też być może ślady Waszej gotowości do ponoszenia odpowiedzialności wobec wierzycieli albo współdecydowania o tym, co zrobić z zyskiem – reinwestować, czy wypłacić sobie – bez względu, czy tylko na konto partnera.
Poszukajcie wiadomości, w których partner pisze Wam, że potrzebuje pieniędzy na rozruch, albo zapewnia, że to będzie Wasza firma, ale zarejestrowana tylko na niego, żeby Was chronić – albo z innych przyczyn. Takie oświadczenia to złoto. Pisał: „Kochanie, to wszystko jest nasze”? albo „W każdej chwili mogę to na Ciebie przepisać”? A może „Gdyby nie Twoje pieniądze i praca, nigdy byśmy tej firmy tak nie rozbujali”? Poszukajcie wiadomości w stylu: „Ta pożyczka od Twoich rodziców… dobrze, że nie muszę jej zwracać. Zbudujemy dzięki niej firmę.” Albo jeszcze lepiej: „Będziesz miała umowę na 1/8, etatu, ale działamy wspólnie. Księgowa mi tak doradziła, będzie taniej. Ale pamiętaj, firma jest nasza”. W sądzie może to być koronny dowód.
Wkład do firmy partnera – zeznania świadków
Z tym zawsze jest problem, bowiem świadkowie w sprawach rodzinnych – szeroko rozumianych – rzadko są obiektywni, o czy sądy doskonale wiedzą. Pracownicy dziwnym trafem jakoś nigdy nie znają, ani nie pamiętają szczegółów. Ale trzeba sobie radzić mimo to.
Świadkowie mogą zeznać, że budowaliście firmę razem, że byli przy Waszych rozmowach, z których wynikało, że to Wasza wspólna własność. Twoi rodzice mogą potwierdzić, że „pożyczka” od nich dla Twojego partnera była fikcyjna i nigdy nie miała być zwrócona. Albo że zrobili przelew na Twoje konto, ale po rozmowie z Wami dwojgiem, w której prosiliście o pieniądze na rozruch i miał być Twój wkład.
Pracownicy, kontrahenci, dostawcy – oni doskonale znają niuanse funkcjonowania firmy i wyczuwają, czy dana osoba jest tylko „dziewczyną szefa”, która tam sobie „dorabia”, czy też współwłaścicielem, który na równych prawach współdecyduje i odpowiada. Ci ludzie mogą nie znać konstrukcji prawnych, ale tego typu relacje rozpracowują od razu.
Świadkiem może być Twój doradca finansowy, który pomagał Ci zorganizować kredy. Formalnie był on konsumpcyjny, ale wiadomo było, że ma być przeznaczony na wkład do spółki. Świadkiem może być grafik, który projektował logo albo stronę internetową. Może pamięta, że to Ty o wszystkim decydowałaś, chociaż byłaś „tylko” zatrudnioną na 1/8 etatu sekretarką? Być może zezna, że telefony odbierałaś przez cały dzień i pisałaś maile późno wieczorem i wcześniej rano.
Ci ludzie są, czasami jest ich mniej, kiedy indziej więcej. Ale są. Trzeba ich tylko poszukać. I dobra rada – nie zaczynajcie z nimi sami rozmów i nie pytajcie, czy zgodzą się zeznawać. To nie Ameryka, w Polsce świadek ma obowiązek zeznawać. Uprzedzenie go wcześniej, może Wam tylko zaszkodzić, może uprzedzić drugą stronę, że przygotowujecie się do sprawy.
Dowód z opinii biegłego
Może się zdarzyć, że Wasze przepływy pieniężne były „skomplikowane” – celowo, lub naturalnie. Ale dla kogoś z zewnątrz, odtworzenie faktycznego obiegu pieniądza w Waszej rodzinie i firmie może być zadaniem ponad siły. Na szczęście, są biegli – finansiści, ekonomiści i inni, którzy odszyfrowaniem i odtworzeniem tych przepływów zajmują się zawodowo. Oni na zlecenie sądu chętnie przyjrzą się finansom Wasze partnera. Być może wykaże, że musiał mieć finansowanie zewnętrzne pochodzące właśnie do Ciebie i nie traktował go, jako zwrotnego.
Prywatny detektyw pomoże ustalić wkład do firmy partnera?
Jak najbardziej! Sam często współpracuję z detektywami, którzy są bardzo przydatni w zbieraniu dowodów. Dobry detektyw wie, jak pozyskać informacje w sposób legalny, by móc wykorzystać je w sądzie. Udało mi się wygrać już wiele spraw dzięki współpracy z prywatnymi detektywami.
Czy nagrania rozmów mogą być dowodem w sądzie?
Odpowiem krótko – nie zastanawiaj się nad tym. Jeśli masz nagrania, z których wynika, że wniosłeś / wniosłaś wkład do spółki z konkubentem – zwyczajnie je wykorzystaj. Prawne niuanse zostaw adwokatom. Teraz wystarczy, jeśli się dowiesz, że wykorzystanie nagranych rozmów jest co do zasady możliwe w sądzie. Ważne jest, żeby nagranie takie nie naruszało dóbr osobistych drugiej strony i służyło wykazaniu praw dla Ciebie istotnych.
Aspekty dowodowe w sprawach o ustalenie istnienia spółki cywilnej w orzecznictwie sądów.
Przeczytajcie uzasadnienie wyroku Sądu Najwyższego z dnia 25.11.2015 w sprawie IVC CSK 52/14. Dowiecie się z niego, jakie ograniczenia dowodowe mogą stosować sądy w sprawie o ustalenie istnienia spółki cywilnej.
Z kolei Sąd Apelacyjny w Białymstoku wskazał, że w sprawa§ch o ustalenie istnienia spółki cywilnej, konieczne jest wykazanie interesu prawnego, a więc jednej z przesłanek zastosowania słynnego art. 189 k.p.c., który pozwala zadać ustalenia istnienia stosunku prawnego.
Jak ustalić i udowodnić, że Twój wkład był WKŁADEM do spółki, a nie tylko NAKŁADEM
Spróbujmy to przedstawić graficznie:

Najczęściej zadawane pytania o dowody w sprawach o rozliczenie firmy i konkubinatu
1. Czy muszę mieć „oficjalny” dowód wniesienia pieniędzy, np. potwierdzenie przelewu z tytułem „wkład”? Nie. W związkach nieformalnych takie tytuły przelewów prawie się nie zdarzają. Sąd bada całokształt przepływów. Jeśli przelewałeś pieniądze jako „pożyczkę” lub „darowiznę”, a w rzeczywistości zasilały one rozwój firmy, można udowodnić ich faktyczny charakter. Posłużą temu m.in. korespondencja, świadkowie lub analiza ekonomiczna biegłego.
2. Co jeśli partner usunął naszą historię rozmów na WhatsApp? Historię rozmów często udaje się odzyskać z kopii zapasowych lub eksportów danych. Ponadto, dowodem mogą być screeny lub wiadomości e-mail. Jeśli partner celowo niszczy dowody, istnieją narzędzia prawne i procesowe, by wykazać jego złą wolę i cel takiego zachowania przed sądem.
3. Czy moi rodzice mogą być świadkami, skoro są stronniczy? Tak. Sąd wie, że w sprawach rodzinnych i partnerskich najbliżsi są jedynymi osobami, które znają prawdę o domowych ustaleniach. Kluczem jest, aby ich zeznania były prawdziwe i spójne z innymi dowodami.
4. Czy praca „za darmo” w firmie partnera jest łatwa do udowodnienia? Sama praca – tak (ślady w mailach, zeznania kontrahentów). Trudniejszy jest dowód, że była ona wkładem do spółki, a nie tylko „grzecznościową pomocą”. Tu kluczowa jest skala zaangażowania: czy podejmowałeś decyzje zarządcze? Czy miałeś wpływ na strategię? Czy Twój brak w firmie sparaliżowałby jej działanie?
5. Ile czasu zajmuje zebranie takich dowodów? To proces, który trzeba zacząć jeszcze przed złożeniem pozwu. Wspólnie z adwokatem i ewentualnie detektywem tworzycie „mapę dowodową”. Czasem wystarczy kilka dni na zabezpieczenie telefonów i maili, czasem analiza finansowa biegłego trwa kilka miesięcy. Im lepiej przygotujemy się na starcie, tym krótszy będzie proces w sądzie.
6. Czy nagranie partnera bez jego wiedzy jest legalne w sądzie? W sprawach cywilnych i rodzinnych polskie sądy coraz częściej dopuszczają dowody z tzw. „nagrań z ukrycia”, jeśli służą one wykazaniu istotnej prawdy, której nie da się udowodnić inaczej.

WKŁAD DO FIRMY PARTNERA, CZY NAKŁAD NA JEGO FIRMĘ?
Wkład do firmy partnera rodzi wielkie emocje. Pisałem już, że konstrukcja spółki cywilnej i bezpodstawnego wzbogacenia mogą być prawnymi podstawami rozliczenia konkubinatu. Wiemy już, że w pewnych sytuacjach nakłady na majątek i firmę drugiego partnera mogą skutkować uznaniem, że należy ona do obojga albo że jedno ma roszczenie do drugiego o zwrot nakładów. Teraz pokażę różnicę między wkładami a nakładami i jakie z tego rozróżnienia wynikają konsekwencje.
1. Czy wkład do firmy partnera oznacza, że staję się jej współwłaścicielem?
Wiele osób po latach wspólnego życia i wspólnego budowania firmy orientuje się, że… nie mają żadnych formalnych praw do przedsiębiorstwa, które współtworzyły. Najczęściej słyszę wtedy jedno pytanie:
„Ale jak ja mam udowodnić, że to była też moja firma?”
I tu zaczyna się najważniejsza część całej sprawy. Bo w rozliczeniu konkubinatu nie wystarczy mieć rację — trzeba ją udowodnić.
W tym artykule pokazuję:
- czym są wkłady i nakłady?
- jakie wynikają z tego konsekwencje ?
W kolejnym artykule pokażę, co może być wkładem do spółki cywilnej i jak udowodnić wniesienie takiego wkładu do firmy partnera.
2. Wkład do firmy partnera. Jaka jest różnica między wkładem a nakładem?
Zacznijmy od pytania, czym się różnią wkłady do spółki od nakładów na cudzą firmę i jakie z tego wynikają konsekwencje.
Najprościej będzie to wytłumaczyć na przykładzie. Nakład na cudzy majątek to transfer własnej pracy lub kapitału skutkujący zwiększeniem cudzego majątku, ale bez skutku w postaci współwłasności. Jak ktoś ma dom, a my kupujemy farbę i mu go malujemy, to jest to nakład. Wartość naszych działań mierzy się na dwa sposoby: sumą wartości nakładów (koszt farby, pędzla i naszej pracy), albo przez wynik w postaci wzrostu wartości samego domu. A to wcale nie muszą być takie same wyniki.
Wkład natomiast jest już ściśle związany z działalnością gospodarczą i spółkami. Jest to transfer środków (pracy lub kapitału) do spółki w celu umożliwienia tej spółce korzystania z nich, aby ona z kolei mogła osiągnąć swój cel. Najczęściej tym celem spółki jest prowadzenie przedsiębiorstwa. Celem osoby, która wkład wnosi jest czerpanie zysków bieżących z tego przedsiębiorstwa (polityka dywidendowa) lub zwiększanie jego wartości w celu późniejszej sprzedaży (polityka kumulowania wartości). Wniesienie wkładu wiąże się z powstaniem prawa udziałowego (w różnych spółkach ma ono różną postać). Ale w uproszczeniu można przyjąć, że wnoszący wkład staje się w zamian – upraszczam świadomie – współwłaścicielem spółki.
Trudności z ustaleniem, że transfery do firmy partnera były wkładem, a nie nakładem
W praktyce, szczególnie związanej ze wspólnym prowadzeniem firmy przez osoby pozostające w związkach nieformalnych, rozróżnienie wkładu i nakładu jest piekielnie trudne. Co więcej, wiele transferów pracy i kapitału jest kamuflowanych przez czynności pozorne (pożyczka, która nigdy nie miała być zwrócona, umowa zlecenia lub o pracę na 1/8 etatu, która ma maskować faktyczne współprowadzenie firmy). Ponieważ nie ma formalnej spółki, żaden z tych transferów nie będzie oficjalnie nazwany wkładem. Będzie więc trzeba udowadniać jego faktyczny: 1) cel, 2) charakter i 3) skutki.
Nakładami będą np. nieodpłatne utworzenie strony internetowej, nieodpłatne świadczenie pracy lub usług przy marketingu, księgowości, obsłudze klientów itp. W każdym razie trzeba odpowiedzieć na pytanie, czy takie działania są:
- umową „na czarno”, w której ktoś wyłącznie świadczy pracę, ale bez formalizacji i dostaje wynagrodzenie „pod stołem”;
- nakładem na cudzą firmę czynionym z chęci pomocy, grzeczności itp.;
- wkładem do nieformalnie prowadzonej spółki cywilnej.
Wartość jako słabsze kryterium rozróżnienia
Istotnym kryterium rozróżnienia może być wartość tych transferów. Jeśli są one incydentalne, a ich wartość rynkowa znikoma, łatwiej nam mówić o nakładzie, niż o wkładzie, za który ktoś miałby otrzymać pół promila udziału w zyskach. Ale jeśli to codzienna praca bez ekwiwalentnego wynagrodzenia, która dla tej firmy ma istotną wartość porównywalną w wkładem wniesionym przez partnera, który oficjalnie jest jedynym właścicielem, można łatwiej mówić już o wkładzie do spółki, a nie o nakładzie na cudzą firmę.
Intencja stron jako silniejsze kryterium rozróżnienia
Innym kryterium – jeszcze ważniejszym – jest wola stron. Jest to czynnik decydujący. Problem polega jednak na tym, że nie została ona nigdzie spisana, a strony – nie mające świadomości prawnej – ustalały swoje działania nieprecyzyjnie, językiem potocznym. Dlatego w sukurs przychodzi nam art. 65 § 2 k.c., który mówi, że w umowach bada się bardziej intencję stron, niż to, co wyraźnie oświadczyły w samej umowie. Oznacza to, że badamy intencję stron oceniając nie tylko treść umowy spółki cywilnej, ale i czy do jej zawiązania w ogóle doszło. Szczególnie, jeśli miała ona charakter ustny i powstawała nie przez jednorazowe oświadczenie, ale kształtowała się metodą faktów dokonanych i oświadczeń składanych w sposób dorozumiany.
3. Wkład do firmy partnera. Jaka jest dla Ciebie praktyczna różnica miedzy wkładem a nakładem?
Różnica jest ogromna. Ktoś, kto poczynił nakłady na cudzy majątek, może żądać ich zwrotu, zwrotu ich wartości lub zapłaty stosownego wynagrodzenia. Ktoś taki nie staje się współwłaścicielem majątku, na który poczynił nakłady, ale jest wierzycielem drugiej strony. Nie ma prawa prowadzenia spraw firmy. Nie ponosi przy tym żadnych zobowiązań, ani odpowiedzialności za prowadzoną przez partnera działalność.
W przypadku wkładu do spółki jest zupełnie inaczej. Wnosząc wkład zajmujemy pozycję „wewnątrz” spółki. Stajemy się jej współwłaścicielem. Mamy prawo do jej prowadzenia, udziału w zyskach. Ponosimy jednak ryzyko tej działalności związane z uczestniczeniem w stratach i nieograniczoną, solidarną odpowiedzialnością za zobowiązania spółki wobec jej wierzycieli.
Różnica między wkładem a nakładem na firmę i rozliczenie konkubinatu firmy – wybór strategiczny
Zwróćmy uwagę, że wyborem strategicznym – fundamentalnym dla całej sprawy jest określenie już na początku, co nam się bardziej opłaca. Przecież, jeśli dokonaliśmy transferu pracy lub kapitału do przedsiębiorstwa, które następnie „urosło” to będziemy chcieli w tym wzroście uczestniczyć i czerpać z tej inwestycji zyski. Będzie więc lepiej twierdzić, że był to wkład do spółki.
Jeśli natomiast mamy do czynienia z transferami, które nie zostały optymalnie wykorzystane, może nam się bardziej opłacać dochodzić wyłącznie ich zwrotu. Będziemy wtedy argumentować, że nie był to wkład generujący odpowiedzialność osobistą wspólnika i obowiązek uczestniczenia w stratach, ale nakład na cudzy majątek, który ma teraz być „jedynie” oddany. Stawiamy się więc wśród wierzycieli.
Przyjęcie, że mamy do czynienia z nakładem na cudzy majątek, daje nam możliwość żądania zwrotu nakładu w oparciu o konstrukcję bezpodstawnego wzbogacenia.
Przyjęcie, że wnieśliśmy wkład do spółki prowadzonej z partnerem, daje nam prawo do żądania udziału w zyskach i ustalenia, że przedsiębiorstwo jest naszą wspólną własnością.
4. Wkład do firmy partnera. Różnica między wkładem do spółki a nakładem na cudzą działalność
Spójrzcie na tabelę pokazującą podstawie różnice konsekwencji wniesienia wkładu do spółki i czynienia nakładów na cudze przedsiębiorstwo.
| Cecha | Nakład na firmę | Wkład do spółki |
| Twoja rola | Wierzyciel (osoba z zewnątrz) | Wspólnik (osoba wewnątrz) |
| Czego możesz żądać? | Zwrotu wartości / zapłaty | Udziału w zyskach / własności |
| Ryzyko | Brak (nie odpowiadasz za długi firmy) | Pełne (odpowiadasz za długi solidarnie) |
| Kiedy się opłaca? | Gdy firma jest warta mniej niż Twoje nakłady | Gdy firma urosła i odniosła sukces |
Większość ludzi wybiera złą drogę na początku – i przegrywa nie dlatego, że nie ma racji. Przegrywają dlatego, że błędnie zakwalifikowała transfery pracy i kapitału.
5. Jak sąd odróżnia wkład od nakładu w praktyce?
Najpierw musisz zdecydować, w którą stronę iść. Potem poszukać dowodów, które pozwolą odtworzyć Wasze ustalenia. Jeśli nie wyraziliście ich wprost, trzeba zrekonstruować Wasze intencje. Można to zrobić nawet, jeśli były one wyrażone w sposób dorozumiany lub za pomocą faktów dokonanych.
Kluczowym elementem będzie to, czy oboje poczuwaliście się do prowadzenia spraw firmy, podejmowaliście decyzje, realnie czerpaliście z niej korzyści i byliście gotowi ponosić ryzyko prowadzenia tej działalności.
Sama czynność transferu pracy lub kapitału może być nie do odróżnienia. Liczy się jej kontekst. Bo prawo to kontekst.
Wkład do firmy partnera, czy nakład – co wybrać w Twojej sprawie?
W sprawach o rozliczenie konkubinatu nie ma jednej, uniwersalnej drogi. Wybór między dochodzeniem zwrotu nakładów a próbą ustalenia istnienia spółki (wkładów) to najważniejsza decyzja procesowa, jaką podejmiesz.
Błędna kwalifikacja na starcie może oznaczać:
- narażenie się na ogromną odpowiedzialność za długi partnera (przy spółce),
- lub bezpowrotną utratę udziału w wielomilionowym wzroście wartości firmy (przy nakładach).
Nie podejmuj tej decyzji na podstawie emocji. Skuteczna strategia wymaga chłodnej analizy przepływów finansowych, dowodów oraz aktualnej linii orzeczniczej sądów.
Jak możemy Ci pomóc?
W Kancelarii Jakubiec i Wspólnicy nie tylko „piszemy pozwy”. My projektujemy architekturę Twojego wyjścia ze związku nieformalnego.
- Analizujemy bilans zysków i ryzyk – sprawdzamy, która droga (wkład czy nakład) jest dla Ciebie korzystniejsza finansowo.
- Identyfikujemy dowody – pomagamy odnaleźć ślady Twojego zaangażowania tam, gdzie pozornie ich nie ma (korespondencja, przelewy, zeznania świadków).
- Niwelujemy przewagę partnera – dbamy o to, by Twoja wieloletnia praca została rzetelnie wyceniona.
👉 Zanim wykonasz pierwszy krok w sądzie, ustalmy podstawy Twojego roszczenia. Skontaktuj się z nami i umów na strategiczną analizę Twojej sytuacji: 📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl 📞 536 270 935
6. Różnica między wkładem a nakładem. Najcześciej zadawane pytania
Czy to, że pomagałam w firmie partnera, oznacza, że miałam wkład?
Niekoniecznie. Pomoc może być:
- zwykłym nakładem (np. jednorazowa pomoc, drobne zadania),
- pracą „na czarno”,
- albo faktycznym wkładem do nieformalnej spółki cywilnej.
Kluczowe jest to, czy Twoja praca miała charakter współprowadzenia firmy, a nie tylko wykonywania poleceń.
Czy pożyczka, która nigdy nie miała być zwrócona, to wkład czy nakład?
To zależy od intencji stron. Jeśli pieniądze miały służyć wspólnemu przedsięwzięciu, z którego razem mieliście czerpać zyski, ale oboje mieliście również ponosić ryzyko — można uznać je za wkład. Jeśli była to pomoc „rodzinna” lub „na start” — częściej będzie to nakład.
Czy muszę mieć umowę, żeby mówić o wkładzie?
Nie musisz mieć umowy pisemnej. Wkład do spółki cywilnej może być wniesiony ustnie na podstawie ustnej umowy, a nawet dorozumianie. Strony nie muszą swojej umowy nazywać nawet spółką cywilną. Sąd bada fakty, nie nazwy.
Czy mogę żądać udziału w firmie partnera?
Tak — ale tylko wtedy, gdy udowodnisz, że:
- waszym celem było wspólne prowadzenie przedsiębiorstwa,
- wniosłeś / wniosłaś wkład,
- a Wasza relacja spełniała przesłanki spółki cywilnej.
W przeciwnym razie możesz żądać zwrotu nakładów, ale nie udziału.
Czy wkład zawsze oznacza odpowiedzialność za długi?
Co do zasady tak. Jeśli udowodnisz, że była spółka cywilna, to:
- masz prawo do zysków,
- ale też ponosisz solidarną odpowiedzialność za zobowiązania.
Dlatego wybór między „wkładem” a „nakładem” to decyzja strategiczna.
Czy mogę jednocześnie powoływać się na wkład i nakład?
Nie. A przynajmniej nie co do tej samej kwoty, rzeczy lub pracy. To różne konstrukcje prawne, oparte na innych faktach, intencjach. Ich wykazaniu służą również inne dowody. Można je analizować równolegle, ale strategia musi być spójna.
Jak bronić się przed wygórowanymi roszczeniami byłej partnerki?

KIEDY W ZWIĄZKU NIEFORMALNYM FIRMA JEST WSPÓLNA?
Przez lata budowaliście firmę razem – dzieliliście się obowiązkami, podejmowaliście decyzje, rozwijaliście ją krok po kroku. Po rozstaniu okazuje się jednak, że formalnie należy ona tylko do jednej osoby. Czy to oznacza, że druga strona nie ma do niej żadnych praw? Niekoniecznie. W praktyce takie sytuacje bardzo często sprowadzają się do jednego pytania: czy między partnerami pozostającymi w związku nieformalnym doszło do powstania spółki cywilnej – nawet jeśli nigdy nie została ona spisana ani nazwana.
To nie jest kwestia etykiety, ale faktów: czy działaliście w celu osiągnięcia wspólnego celu gospodarczego? Czy zobowiązaliście się działać w sposób oznaczony – w tym przez wniesienie wkładów, świadczenie pracy i usług? Czy współdecydowaliście o firmie i czy ponosiliście związane z nią ryzyko? W tym artykule pokazuję, kiedy sąd może uznać, że firma była w rzeczywistości wspólnym przedsięwzięciem – i kiedy taka argumentacja nie ma szans powodzenia.
1. WSTĘP. Kiedy możemy mówić o spółce cywilnej w konkubinacie?
Ten artykuł nie dotyczy oczywistych przypadków formalnej spółki cywilnej:
- gdy oboje partnerzy w związku nieformalnym zawarli zwykłą umowę spółki cywilnej;
- albo gdy wspólników cywilnych połączyła miłość i założyli rodzinę, chociaż nie wzięli ślubu.
To są sytuacje typowe, niekontrowersyjne. W tym tekście przedstawię natomiast znacznie trudniejsze przypadki:
- Kiedy wspólnie prowadziliście i inwestowaliście w firmę zarejestrowaną formalnie tylko na jedno z Was;
- Kiedy tylko jedno z Was prowadziło firmę, ale drugie świadczyło na rzecz rodziny usługi w postaci prowadzenia domu lub zajmowania się dziećmi w w takim stopniu, że bez tego zaangażowania, partner prowadzący biznes nie byłby się w stanie nim zająć. W tej koncepcji -znacznie trudniejszej do wykazania – spółka cywilna obejmuje nie tylko przedsiębiorstwo prowadzone przez jedno z partnerów, ale również „dom” prowadzony przez to drugie.
W praktyce są to jedne z nielicznych sytuacji, w których można próbować wykazać, że firma prowadzona przez partnera jest w rzeczywistości wspólna. Możecie zapytać, czy to w ogóle możliwe? Czy można uznać konkubinat za spółkę cywilną? Przytoczę Wam zatem fragment orzeczenia Sądu Apelacyjnego w Warszawie z dnia 7 kwietnia 2017 roku w sprawie VI Ana 70/16, w którym sąd ten skrytykował wcześniejszy wyrok Sądu Okręgowego pisząc:
„Tymczasem z orzecznictwa wynika, że takie podstawy do rozliczenia tego co łączyło strony, czyli konkubinatu, istnieją i w zależności od realiów okoliczności danej sprawy można daną podstawę prawną znaleźć. Ponadto umknęło Sądowi Okręgowemu, że strona powodowa podstawy prawnej zgłoszonego żądania upatrywała w przepisach dotyczących spółki cywilnej, ewentualnie w przepisach dotyczących bezpodstawnego wzbogacenia. Sąd Okręgowy winien był zatem ocenić zasadność żądania powoda pod kątem spełnienia przesłanek określonych w powyższych przepisach.”
2. Czym jest spółka cywilna?
Spółka cywilna jest umową, która pozwala dwóm stronom na wspólne działania w celu osiągnięcia celu gospodarczego. Co ważne, nie musi to być nawet prowadzenie działalności gospodarczej. Te przepisy pochodzą z lat sześćdziesiątych i były pomyślane bardziej dla sąsiadów, którzy chcieli wykopać wspólną studnię albo wyremontować klatkę schodową, bo przecież prywatnych firm wówczas prawie nie było.
Dlatego spółkę tak łatwo założyć. Nie ma prawie żadnych formalności. Prawo nie przewiduje obowiązku jej rejestracji, nie trzeba jej zawierać nawet w formie pisemnej, chociaż kodeks to sugeruje. Umowa spółki cywilnej wymaga tylko określenia wspólnego celu i wskazania, jak wspólnicy będą do niego dążyć.
Konsekwencje jej zawarcia są natomiast bardzo poważne. Wspólnicy stają się współwłaścicielami całego majątku zgromadzonego w ramach spółki. jest to tak zwana współwłasność łączna, która polega na tym, ze każdy z nich jest właścicielem całego majątku. Poza tym, wspólnicy cywilni ponoszą solidarną odpowiedzialność za zobowiązania spółki. Oznacza to, że wierzyciel może dochodzić całego zobowiązania od każdego ze wspólników. Jest to wiec konstrukcja niebezpieczna.
Najważniejszy wniosek jest taki: Sąd nie bada, jak nazwaliście swoją relację – tylko jak ona wyglądała w praktyce. Będzie badał również intencję stron, a nie jasne odwidzenia, nawet w przypadk, gdy były rozproszone i nie zostały zawarte w jednej umowie. W każdy razie dla ustalenia, czy mamy do czynienia z umową spółki cywilnej, oświadczenia stron (również te dorozumiane) podlegają -zdaniem sądów – badaniu w świetle reguł wykładni opisanych w art. 65 k.c.
3. Spółka cywilna między partnerami – kiedy sąd uzna, że firma była wspólna?
Odpowiedź na to pytanie jest pozornie prosta: Sąd uzna, że prowadziliście razem spółkę cywilną, jeśli wykażesz, że zobowiązaliście się dążyć do osiągnięcia wspólnego celu gospodarczego poprzez działanie w sposób oznaczony, w szczególności przez wniesienie wkładów. A wiec, jeśli spełnicie definicję spółki cywilnej z kodeksu cywilnego.
Bardzo ważne jest to, że umowa spółki cywilnej nie musi być zawarta w formie aktu notarialnego, ani nawet w formie pisemnej. Kodeksowe sformułowanie, że powinna być stwierdzona pismem oznacza wyłącznie to, że jeśli ta forma nie jest zachowana, sąd nie dopuści niektórych rodzajów dowodów w postępowaniu. Ale nie znaczy to, że taka umowa jest nieważna, ani że nie da się udowodnić jej zawarcia.
Co musisz wykazać, by Sąd uznał, że stworzyliście spółkę cywilną w nieformalnym związku?
W każdym razie będzie trzeba wykazać:
- cel gospodarczy spółki (waszego współdziałania) – czy Wasz cel gospodarczy był wspólny? Mógł obejmować m.in.:
- budowę firmy;
- pozyskiwanie klienteli;
- rozwój przedsiębiorstwa;
- zapewnienie podstaw organizacyjnych i finansowych do funkcjonowania rodziny;
- rozwój kompetencji;
- bogacenie się.
- podział obowiązków (oznaczenie sposobu działania każdego z Was);
- wkłady, które wnieśliście – przede wszystkim finansowe, ale nie tylko (również te niepieniężne, jak praca i usługi). Tu trzeba zwrócić uwagę, że w przypadku związków nieformalnych dla ukrycia faktycznego wkładu używa się maskowania go za pomocą np. pożyczek. One z założenia nigdy nie mają być spłacone, a faktycznie trwale finansują działalność. To samo dotyczy darowizn (również tych od „teściów). Te pożyczki i darowizny mogą być kierowane do majątku prywatnego Waszego partnera, ale iść faktycznie na rozwój firmy. Nieco trudniej jest, gdy wkład został spożytkowany widocznie na finansowanie wspólnych wydatków prywatnych (koszty życia). Wówczas trzeba będzie wykazać, że dzięki temu partner mógł swoje – równolegle istniejące pieniądze – inwestować w firmę, czego nie mógłby zrobić, gdy nie ten wkład, bo musiałby je wydać na rodzinę. W tym artykule piszę, jak udowodnić wniesienie wkładów do spółki cywilnej prowadzonej nieformalnie razem z partnerem (do firmy konkubenta);
- że dzieliliście się zyskami (nawet nieformalnie) albo czy Twoje „wynagrodzenie” było wprost uzależnione od zysków wykazywanych przez firmę? Innymi słowy – czy umowa (zlecenia, o pracę, o dzieło) nie służyła faktycznie zamaskowaniu Twojego udziału w spółce jako wspólnika?
- że oboje byliście gotowi uczestniczyć w stratach i poczuwaliście do odpowiedzialności wobec wierzycieli (czy oboje dopłacaliście, gdy była potrzeba? czy z Waszej korespondencji wynika, że oboje byliście gotowi zapłacić firmowym wierzycielom?).
4. Czym spółka cywilna NIE jest? – najczęstsze błędne interpretacje.
Czym wyżej opisana sytuacja różni się od wielu innych rodzajów współpracy które nie mogą zostać uznane za spółkę cywilną? Przyjrzyjmy się relacjom, które nie tworzą spółki cywilnej:
- umowa o pracę: macie umowę o pracę, wyraźne opisane opisane obowiązki, wynagrodzenie, czas i miejsce ich wykonywania, podległość służbową, urlop i inne prawa pracownicze. Taki sposób zaangażowania (praca) nie daje Ci możliwości uznania, że doszło do zawiązania nieformalnej spółki cywilnej;
- podobnie będzie przy umowie b2b – jesteś księgową, handlowcem, menadżerem, prawnikiem? Stale współpracujesz z firmą partnera? świadczysz dla niej usługi, wystawiasz za to fakturę? W najlepszym razie możesz żądać ustalenia istnienia stosunku pracy. Ale bez zajścia okoliczności z pt 4 powyżej – nie będzie to uznane za spółkę cywilną;
- zajmujesz się domem i dziećmi, a on (ona) zarabia na utrzymanie całej rodziny? Taki podział obowiązków nie będzie uznany za spółkę cywilną, jeśli nie:
- ustaliliście wyraźnie, że ten podział obowiązków służy osiągnięciu wspólnego celu gospodarczego, jakim jest zapewnienie dobrobytu i dobrostanu całej rodziny;
- jeśli nie byliście gotowi oboje do uczestniczenia w stratach i spłacania wierzycieli (również tych firmowych) w razie potrzeby;
- nie podejmowaliście najważniejszych decyzji (również tych dotyczących przedsiębiorstwa) wspólnie, a przynajmniej nie było między Wami ustalone, że oboje macie do tego prawo.
To tylko przykłady. Musimy wyjść z założenia, że uznanie pewnej konstrukcji za spółkę cywilną nie jest ani proste, ani oczywiste. Jest to raczej propozycja „ratowania” sytuacji, a sąd może podejść do tego rozwiązania nieufnie. Z pewnością, będzie chciał dać „pierwszeństwo” temu, co widoczne na pierwszy rzut oka. Przekonanie sądu, że w rzeczywistości mamy do czynienia ze spółką cywilną jest trudne.
5. Przykłady
Kiedy w konkubinacie powstała spółka cywilna?
6.1. Przykład 1 – pozytywny
Para pozostająca w nieformalnym związku przez 15 lat wspólnie prowadziła firmę zajmującą się wynajmem camperów. Państwo mieszkali razem i mieli dwójkę dzieci. Firma była zarejestrowana tylko na niego.
Pierwszego campera on dostał w prezencie od jej rodziców (używany camper, z którego oni już tak często nie korzystali) w zamian za obietnicę, że raz w roku będą mogli go sobie wziąć za darmo. Ona z kolei „pożyczyła mu” (by uniknąć podatku od darowizny) 300.000 PLN. Oczywiście, pożyczka nigdy nie miała być zwrócona. On te pieniądze przeznaczył – zgodnie z ustaleniami – na rozwój firmy.
Prowadzili tę firmę razem przez 12 lat. Zyski należały faktycznie do niego, ale w praktyce oboje mieli równy dostęp do konta firmowego i konta prywatnego (również – formalnie należącego do niego) i korzystali z niego bardziej zgodnie, niż niejedno małżeństwo. Gdy trzeba było dopłacić do firmy, zrobili to oboje.
Formalnie firma należała tylko do niego, a ona była tam „zatrudniona” na zleceniu, przez które miała zarabiać jakąś drobną sumę (którą też przeznaczała na potrzeby rodziny). Nie było wątpliwości, że to wynagrodzenie nie miało nic wspólnego z jej nakładem pracy i pozycją w firmie, a sama umowa miała tylko dać formalny pretekst do jej obecności.
W praktyce całą firmę budowali razem od początku, wkład finansowy ze strony jej rodziny i jej samej był decydujący o powodzeniu, uczestniczyła w zarządzaniu firmą, podejmowała decyzje, czasem sprzeciwiała się jego decyzjom i dyskutowali, aż znaleźli porozumienie.
W takiej sytuacji udowodnienie, że przedsiębiorstwo było prowadzone w ramach faktycznie istniejącej spółki cywilnej jest bardzo prawdopodobne. Ta pani ma bardzo duże szanse wykazać, że jest współwłaścicielką firmy.
Kiedy w konkubinacie nie powstała spółka cywilna?
6.2. Przykład 2 – negatywny
Para pozostawała we wspólnym pożyciu. Miała 9 letnią córkę. On był architektem, a ona zajmowała się dla niego marketingiem, prowadzeniem social mediów i relacjami z Klientami. Od początku miała umowę o pracę, gdzie te obowiązki były jasno określone, dostawała przy tym wynagrodzenie całkowicie adekwatne do swojej pracy. Korzystała z urlopów, w tym macierzyńskiego, a w pracy wykonywała jego polecenia. Pani odkładała sobie zarabiane pieniądze, a utrzymaniem domu zajmował się niemal całkowicie jej partner.
Po rozstaniu i w trakcie walki o alimenty na rzecz córki (od czego ten pan absolutnie nie uciekał), pani postanowiła użyć argumentu, że on swoją (bardzo wysoką) pozycję zawdzięcza jej, a firmę budowali razem. Wyciągnęła z tego wniosek, że działali w ramach spółki cywilnej i powinna mieć w niej swój udział.
Niestety, ale w tej sytuacji nie ma na to szans. Pani nie wniosła żadnego wkładu wykraczającego poza swoją pracę, za którą dostawała zawsze uczciwe wynagrodzenie. Nie odejmował decyzji na poziomie zarządczym, korzystała ze wszystkim praw pracowniczych, a zakres jej obowiązków był określony przez umowę o pracę i realizowany w sposób typowy dla stosunku pracy.
6. Spółka cywilna w nieformalnym związku. Największe problemy w takich sprawach
Do największych trudności zaliczymy:
- Mentalne:
- strach przed partnerem;
- obawa o opinię znajomych, rodziny – czy nie wyjdę na pazerną / pazernego?
- obawa przed odpowiedzialnością za zobowiązania firmowe;
- czy nie zaszkodzę dzieciom (bo on może się mścić i np. nie płacić alimentów)
- Prawne;
- czy w tej sytuacji są przesłanki do uznania, że istnieje spółka cywilna?
- obawa, czy poniosę odpowiedzialność za to, że jej nie sformalizowaliśmy (podatkowe, karne, administracyjne);
- obawa o koszty i czas procesu;
- Dowodowe:
- czy uda się udowodnić, że firmę budowaliście razem, że oboje wnieśliście wkłady, że poczuwaliście do do odpowiedzialności i czerpaliście z niej wspólne korzyści?
- czy świadkowie będą chcieli zeznawać? (to jest trudność bardziej mentalna, ale zostawmy ja już w tej grupie);
- czy sąd dopuści dowody z nagrań rozmów?
To są trudności, przed którymi stają ludzie, którzy decydują się walczyć o swoje racje. Nie wszystkim się udaje. Ale z pewnością nie uda się tym, którzy nie spróbują. Bardzo ważne jest, by decyzji nie podejmować pochopnie i skonsultować szanse z dobrym adwokatem, który specjalizuje się w sprawach gospodarczych i rodzinnych. To właśnie na tym etapie najczęściej pomagamy klientom – zanim sprawa trafi do sądu.
Jakie są inne trudności w sprawach o rozliczenie konkubinatu w ramach spółki cywilnej?
Problemem jest oczywiście również długi czas trwania takich spraw. Wynika to ze stopnia ich skomplikowania, wielu dowodów, które trzeba będzie przeprowadzić: od słuchania często wielu świadków, przez analizy ekonomiczne i wyceny przedsiębiorstwa.
Trzeba też wspomnieć o wydatkach: opłata sądowa (5% wartości sprawy), wydatki na biegłych (może to być kwota 20-30 tysięcy złotych), na prawnika (tu stawi są uzgadniane indywidualnie, rozrzut jest bardzo duży. Z pewnością nie warto do tak trudnej sprawy brać tych najtańszych lub najmniej doświadczonych).
Alternatywą dla długiego i trudnego procesu sądowego jest oczywiście mediacja. Trudność polega ana tym, że wiele osób obawia się, że druga strona nie będzie chciała mediacji (to również jest trudność mentalna, bo często słyszę to od obu stron). W każdym razie, warto spróbować.
7. Czy to może być Twoja sytuacja?
Zastanawiasz się, czy wykorzystanie spółki cywilnej może mieć zastosowanie w Twoim przypadku?
Zastanów się:
- czy oboje wnieśliście wkłady (pieniężne, niepieniężne)?
- czy oboje zarządzaliście firmą?
- czy oboje uczestniczyliście w zyskach?
- czy oboje byliście gotowi do ponoszenia strat w razie potrzeby?
- wreszcie, czy partner byłby w stanie zbudować firmę, gdyby nie Twoja regularna praca w domu i opieka nad dziećmi? Ten wariant jest najtrudniejszy do wykazania w sądzie, ale również możliwy.
Jeśli tak – być może masz szansę na uznanie, że faktycznie prowadzicie spółkę cywilną.
8. Spółka cywilna konkubentów. Dowiedz się więcej
Jeśli chcesz sprawdzić, jakie masz możliwości w takiej sytuacji, zobacz: podział majątku i firmy po konkubinacie – jakie masz prawa i roszczenia.
Jeżeli Twoja sytuacja nie spełnia przesłanek spółki cywilnej, sprawdź: bezpodstawne wzbogacenie przy rozliczeniu konkubinatu – kiedy możesz odzyskać nakłady.
Rozumiem, że możesz mieć obawy związane np. z różnicą Waszych potencjałów, zasobów. To całkowicie normalne. Partner może mieć przewagą finansową lub przewagą organizacyjną swojego partnera / partnerki. Z tych tekstów dowiesz się, co z nich wynika i jak te przewagi można niwelować.
Jeśli chcecie poczytać o samej spółce cywilnej i o tym, dlaczego jej nie polecam, możecie kliknąć w ten link. Od razu wytłumaczę – nie polecam jej, bo to nie jest najlepszy wybór – znacznie lepiej prowadzić wspólną działalność w formie spółki z o.o. albo spółki jawnej. W sytuacji nieformalnej spółki między konkubentami, pozostaje jednak tylko spółka cywilna, bo tylko ona nie wymaga rejestracji, ani szczególnej formy dla zawarcia umowy spółki. Innymi słowy: macie szanse udowodnić, że nieformalnie prowadzicie spółkę cywilną, ale nie ma takiej możliwości np. przy spółce z o.o.
9. Spółka cywilna w nieformalnym związku. Czy masz realne prawa do firmy?
W sprawach dotyczących rozliczenia konkubinatu kluczowe pytanie brzmi nie „czy to było wspólne”, ale:
czy jesteś w stanie to udowodnić w sposób, który ma znaczenie w sądzie.
W praktyce możliwe są różne scenariusze:
- roszczenie o zwrot nakładów (np. bezpodstawne wzbogacenie),
- rozliczenie finansowania lub pracy,
- a w niektórych przypadkach – wykazanie, że między Wami istniała spółka cywilna i firma jest w rzeczywistości wspólna.
Każda z tych dróg opiera się na innej konstrukcji prawnej, innych dowodach i innej strategii procesowej.
Błąd na tym etapie często przekreśla szanse na skuteczne dochodzenie roszczeń.
👉 Dlatego pierwszym krokiem nie jest „pozew”, tylko precyzyjna diagnoza sytuacji.
W naszej kancelarii:
- analizujemy, jaka podstawa prawna ma realne zastosowanie w Twojej sprawie,
- oceniamy ryzyka procesowe i szanse powodzenia,
- pomagamy określić cele główne i scenariusze alternatywne,
- przygotowujemy strategię działania – negocjacyjną lub sądową.
Jeżeli chcesz ustalić, czy w Twojej sytuacji możliwe jest:
- odzyskanie nakładów na firmę partnera,
- rozliczenie wieloletniej pracy lub finansowania,
- albo wykazanie, że firma była wspólnym przedsięwzięciem,
skontaktuj się z nami.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
10. Najczęściej zadawane pytania o spółkę cywilną w nieformalnym związku
- Czy trzeba mieć podpisaną umowę, żeby powstała spółka cywilna? Nie. Spółka cywilna może zostać zawarta ustnie, a nawet w sposób dorozumiany. Kluczowe jest to, czy strony faktycznie współdziałały w celu osiągnięcia wspólnego celu gospodarczego i wnosiły wkłady.
- Czy samo wspólne życie i pomaganie partnerowi wystarczy, żeby uznać firmę za wspólną? Nie. Sam fakt pozostawania w związku nieformalnym nie ma znaczenia prawnego. Konieczne jest wykazanie elementów charakterystycznych dla wspólnego przedsięwzięcia gospodarczego – w szczególności współdecydowania, ponoszenia ryzyka i wnoszenia wkładów.
- Czy praca „w domu” może być traktowana jako wkład do spółki konkubentów? Może mieć znaczenie, ale rzadko wystarcza samodzielnie do wykazania istnienia spółki cywilnej. Częściej stanowi element szerszej argumentacji lub podstawę do innych roszczeń (np. o zwrot nakładów).
- Co jest najważniejszym dowodem na istnienie spółki cywilnej w nieformalnym związku? Nie ma jednego dowodu. Kluczowe jest wykazanie całokształtu relacji: wspólnego celu, sposobu działania, podziału ról, przepływów finansowych oraz podejmowania decyzji dotyczących firmy.
- Czy lepiej powoływać się na spółkę cywilną czy na bezpodstawne wzbogacenie? To zależy od konkretnej sytuacji. Spółka cywilna daje potencjalnie dalej idące skutki (udział w firmie), ale jest trudniejsza do udowodnienia. Bezpodstawne wzbogacenie jest bardziej „zachowawcze”, ale często łatwiejsze do zastosowania.
- Czy można równolegle powoływać się na różne podstawy prawne? W praktyce często analizuje się kilka możliwych konstrukcji, ale ostateczna strategia powinna być spójna. Niewłaściwy wybór podstawy prawnej może istotnie obniżyć szanse powodzenia.
- Czym różnią się wkłady do spółki od nakładów na cudze przedsiębiorstwo? W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że wkład czyni Cię wspólnikiem, a nakład wierzycielem. Można to przedstawić w ten sposób:
| Cecha | Nakład na firmę | Wkład do spółki |
| Twoja rola | Wierzyciel (osoba z zewnątrz) | Wspólnik (osoba wewnątrz) |
| Czego możesz żądać? | Zwrotu wartości / zapłaty | Udziału w zyskach / własności |
| Ryzyko | Brak (nie odpowiadasz za długi firmy) | Pełne (odpowiadasz za długi solidarnie) |
| Kiedy się opłaca? | Gdy firma jest warta mniej niż Twoje nakłady | Gdy firma urosła i odniosła sukces |

ODMOWA ROZMÓW TO NIE WYGRANA, LECZ KAPITULACJA
Mówi się, że sprawy rodzinne i gospodarcze nie mają ze sobą nic wspólnego. Ja twierdzę inaczej. Uważam, że łączy je siła komunikacji i wartość dialogu. W obu tych skrajnie różnych przecież gałęziach prawa, widzę i prowadzę sprawy, w których najważniejsza jest otwartość oraz odwaga niezbędna do wzięcia odpowiedzialności za własne życie lub biznes. Kluczowe jest to, by szukać rozwiązań, a nie trwać w wyniosłym milczeniu szukając wyższości moralnej w tej niemądrej postawie.
Wyniosłe milczenie
Milczenie bywa złotem, ale w innych okolicznościach. Ten artykuł jest o milczeniu wyniosłym, które jest kapitulacją wobec problemu i próbą przerzucenia odpowiedzialności na drugą stronę. Jest też o tym, że w ten sposób przegrywamy, a mimo to – jesteśmy zadowoleni. Straszne… O wyniosłym milczeniu napisałem już jeden artykuł. Link do niego podaję niżej – pod tekstem.
W tym tekście rozwinę kilka myśli tam ledwie wspomnianych oraz skupię się na nowych problemach.
🔴 Czy zauważyliście, że my – Polacy – bardzo lubimy zrywać rozmowy lub nawet odmawiać ich rozpoczęcia❓
Niepytani gadamy ciągle, głośno i bez sensu. A gdy trzeba rozmawiać – słychać tylko milczenie. Dotyczy to spraw drobnych oraz tych najważniejszych. Rodzinnych i gospodarczych. A ponoć sprawy rodzinne i gospodarcze nie mają ze sobą nic wspólnego… Otóż zapewniam wszystkich, że mają – i to bardzo wiele. Ale o tym niżej.
Wyższość moralna i satysfakcja
🔴 Czy zauważyliście, że czerpiemy dziką satysfakcję z domniemanej wyższości moralnej, którą czerpiemy z takiej postawy❓ Wyniosłym milczeniem staramy się przerzucić odpowiedzialność na drugą stronę. Wydaje nam się, że w ten sposób wygrywamy. Zatapiamy się w tej sytuacji. Co ciekawe, rozkosz, która z niej płynie, rekompensuje nam z nawiązką realne straty, które w ten sposób ponosimy. Jest to bardzo ciekawe podejście, które mogłoby cechować greckiego filozofa, ale budzi zdziwienie, gdy cechuje ludzi, o którzy moralnością jedynie wycierają sobie buty.
Gdyby jeszcze chodziło tylko o pieniądze! W końcu nie są najważniejsze. Ale nie! Wybieramy milczenie. Jakże często odpuszczamy w ten sposób rozmowę o kontaktach z dziećmi❓ Ilu znam ojców, którzy przez taką postawę nie widzieli własnych dzieci od roku albo dwóch? Dramat polega na tym, że oni odpuścili starania. Zaczęli kłócić się z byłą żoną lub partnerką, kontakty stawały się coraz rzadsze. Albo ona – co się również często zdarza – zwyczajnie je utrudniała. Link do tekstu o alienacji również zostawiam niżej. Problem polega na tym, że z alienacją można walczyć. Najskuteczniejsza bronią jest rozmowa i szukanie porozumienia. A niektórzy odpuszczają. I to bardzo szybko.
„Z nią się nie da rozmawiać, Mecenasie!” „Próbowałem – chyba dwa razy, ale się nie da! Kiedyś dzieci zrozumieją, że to jej wina”. „Mediacja? Panie Andrzeju, ale Pan naiwny. Pan jej nie zna… Z nią się nie da rozmawiać!” Słyszę to co najmniej raz w tygodniu. Czasami częściej. Słucham tego zawsze i staram się nie pokazać, że boli mnie serce. I wiem, że pierwszą walkę będę musiał stoczyć, nie z drug stroną, ale z mapami mentalnymi mojego klienta.
Wyniosłe milczenie – konsekwencje odpuszczenia
🔴 Taki rodzic mówi więc, że dzieci kiedyś zrozumieją, że to wina ich matki. On się przecież starał, próbował. Z zadumą patrzy się gdzieś w bok. Rozmyśla. Ale obaj wiemy, że jest to tylko wymówka. On zadba o to, by przedstawić siebie w najlepszym świetle, a odpowiedzialnością za rozpad więzi z dziećmi obarczyć ich matkę – która bardzo często ma również swoje za uszami – czasami nawet bardzo dużo. Zatrważające jest jednak, jak łatwo oni to akceptują utratę czegoś najcenniejszego w życiu – więzi z własnym dzieckiem – w zamian za to, by móc winę za to przerzucić na drugą stronę. Dla niektórych jest to nawet… wygodne. Dzieci kiedyś zrozumieją… A że ich dzieciństwo przejdzie mu koło nosa – trudno. Najważniejsze, by nie dać satysfakcji ich matce.
🔴 Dzieci może kiedyś to zrozumieją, a może nie. Teraz to bez znaczenia. One teraz tęsknią za ojcem. Ta tęsknota z czasem przeradza się w smutek, a potem w smutną i cichą akceptację zerwanej więzi. A że dzieci szukają przyczyny wszystkiego w sobie, to będą za jej zerwanie obwiniać siebie – świadomie, lub nie‼️
🔴 Będą dorastać ze świadomością lub nieuświadomionym odczuciem, że na miłość takiego ojca nie zasługiwały. To zniszczy ich poczucie własnej wartości, stworzy podatność na uzależnienia i inne działania autodestrukcyjne. Położy się cieniem na ich związkach i rodzinach, które stworzą ‼️
🔴 Ale póki co – mamy satysfakcję – że to jej wina! Próbowałem i już nie będę. Z nią nie da się rozmawiać…
Czy im zależy?
Gdyby takim ludziom zależało na własnych dzieciach tak, jak na kolejnym samochodzie, który kupią, dawno by to załatwili. Ale póki co delektują się zwycięstwem. Moralnym. Albo zamiast próbować załatwić tę sprawę szybko i polubownie, będą z honorem walczyć do końca w sądzie. „Choćby i 5 lat, Mecenasie!”. Tylko że za 5 lat, Pana dziecko nie będzie już Pana pamiętać. Cóż, dla niektórych to niska cena za to, żeby płacić o 500 PLN mniejsze alimenty. Uwierzcie mi, że często właśnie to jest płaszczyzną sporu.
Piszę o ojcach – sam jestem ojcem i za takich ludzi zwyczajnie mi wstyd. Ale też im współczuję, gdyż sami muszą być bardzo nieszczęśliwi. I przekażą to swoim dzieciom. Posłużyłem się tym przykładem, ale znam też inne – obie płcie mają tu „wybitne osiągnięcia”. Ale nie przejmujcie się. W rodzinach czasami nie jest najgorzej. To gdzie może być gorzej? Witamy w polskim biznesie. W szczególności – w biznesie rodzinnym 🙂
Wyniosłe milczenie w sporach biznesowych?
✅ Tak, problem jest znacznie szerszy – dotyczy wielu z nas w różnych konfiguracjach. Widzę podobną postawę w spółkach, w których wspólnik nie chce rozmawiać. Będzie blokował działania spółki i jej szkodził, ale do rozmów nie usiądzie. Najwyżej spółka padnie, ale on ma rację i nie ustąpi.
I o tym pisałem ostatnio analizując przyczynę stojącą za art. 266 k.s.h., który reguluje możliwość wyłączenia wspólnika ze spółki z o.o. Jest to przecież brutalna ingerencja w prawo własności, a jednak ma uzasadnienie. Nie w każdym sporze, ale właśnie wtedy, kiedy jeden ze wspólników zachowuje się w sposób dla spółki destrukcyjny. Jednym z przejawów takiego zachowania może być właśnie okopanie się na pozycjach moralnych i odmowa jakichkolwiek rozmów. Jakie to łatwe!
O sporach między wspólnikami napisałem pewnie kilkadziesiąt artykułów, większość z nich jest na tej stornie – z łatwością je znajdziecie. Wiele z nich dotyczy specyficznej przestrzeni, jaką tworzą polskie firmy rodzinne. W nich spory są szczególnie trudne, a wyniosłe milczenie oraz unikanie otwartego postawienia problemu, bywa rujnujące i destrukcyjne dla firmy, rodziny i wszystkich wokół. Wyniosłe milczenie słychać również tam. A szkoda. Gdybyśmy tak ułamek marnotrawionej w ten sposób energii i uwagi przekierowali na rozwój tych firm?
Dlaczego napisałem ten tekst?
Napisałem to, bo wierzę, że z tą postawą można walczyć. Wierzę, że człowiek nie jest z natury zły. Często niesie ze sobą przez życie traumę, którą przekazuje się z pokolenia na pokolenie. Inni nie mają kompetencji komunikacyjnych. W wielu domach nie rozmawia się w ogóle na trudne tematy. Tak samo było w moim domu. Rozwiązywania sporów nie uczy się nas w szkołach. Jesteśmy za to tresowani i katowani mitami powstań i umierania bez sensu za straconą sprawę. Nic więc dziwnego, że w sytuacji trudnej powtarzamy to, do czego nas zaprogramowano: rozmawiać nie potrafimy, ale pamiętamy, że jest szlachetnie i pięknie jest przegrywać.
Wierzę, że można byłoby uniknąć wielu dramatów, rozbitych rodzin, rozerwanych więzi lub zniszczonych spółek lub świetnych pomysłów, których nigdy nie zrealizowano, gdybyśmy potrafili ze sobą rozmawiać i zrozumieli w końcu, że sztuką nie jest umrzeć w samotności i biedzie, ale wieść szczęśliwe i spełnione życie. Kluczem do tego jest umiejętność rozwiązywania problemów, a nie unikanie rozmowy i czerpanie satysfakcji z moralnej wygranej. Może uznacie, że komuś moje mogą otworzyć oczy. A przez to chociaż jedno dziecko za jakiś czas odzyska rodzica.
Może uda się rozwiązać jeden konflikt w jakiejś spółce, która przez to nie padnie, ale będzie źródłem utrzymania kilku rodzin lub przyniesienie komuś bogactwo. Będę szczęśliwy, jeśli pomoże to chociaż jednej osobie. Wysiłek, jaki włożyłem w napisanie tych tekstów z pewnością był tego wart, był wręcz znikomy w porównaniu z tym, co – jak wierzę – może kiedyś zrobią dla choćby jednej osoby. Ta osoba pewnie nigdy o mnie nie usłyszy, ani ja o niej. Ale nie ma to znaczenia. Wiem, że warto.
Zapraszam do kontaktu
Jeśli czujecie, że mogę Wam w jakiś sposób pomóc, odezwijcie się do mnie. Zajmuję się sprawami gospodarczymi i rodzinnymi. Jestem mediatorem i zwyczajnie lubię pomagać ludziom rozwiązywać spory. I tak – cieszę się, że mogę zarabiać w ten sposób, bo mam silne przeświadczenie, że robię coś dobrego.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://centrummediacji-jp.pl/komunikacja-niewerbalna-w-konflikcie
https://iws.gov.pl/wp-content/uploads/2023/10/MediacjaSztukaKompromisu_na-strone-www-IWS.pdf

ŚMIERĆ WSPÓLNIKA SPÓŁKI CYWILNEJ
Spółka cywilna jest umową, a nie osobnym od wspólników podmiotem prawa. Ma wiele zalet, do których należy pozorna prostota oraz niskie koszty jej założenia. Przysparza jednak wielu trudności w przypadku zmian po stronie wspólników. Mam na myśli m.in.: „sprzedaż udziałów”, śmierć jednego ze wspólników lub jego wyjście ze spółki. Z tymi sytuacjami spółka cywilna radzi sobie średnio. Jak wygląda sytuacja w przypadku śmierci wspólnika?
Śmierć wspólnika spółki cywilnej
Najlepiej byłoby, gdyby wspólnicy zobowiązali się nie umierać. Przynajmniej dopóki są w spółce. Z egzekucją takiego obowiązku może wiązać się jednak szereg praktycznych problemów. Śmierć wspólnika może zdarzyć się w każdej spółce. Przyjmujemy więc, że takie sytuacje się zdarzają i to regularnie. Trzeba wówczas jednocześnie sprostać szeregowi trudności, które wynikają m.in. z:
🔴 faktu, że spółka jest tylko umową na gruncie prawa cywilnego, ale płatnikiem VAT na gruncie prawa podatkowego i pracodawcą wg przepisów kodeksu pracy. – Mamy więc niezły bałagan;
🔴 umowa ta oznacza zaciąganie przez wspólników wspólnych obowiązków i daje im wspólne uprawnienia. Natomiast polskie prawo nie zna jednoczesnego przejścia uprawnień i obowiązków (cesji i przejęcia długu);
🔴 z różnych przyczyn wierzyciel może nie być zainteresowany, żeby świadczenie spełnili spadkobiercy zmarłego. O ile chodzi o zapłatę, to nie ma z tym problemu, ale jeśli on miał napisać skomplikowaną opinię prawną albo namalować obraz – wykonanie tego obowiązku przez żonę i dzieci może nie być równie wartościowo. Chociaż w niektórych przypadkach będzie znacznie bardziej.
Śmierć wspólnika. Czy spadkobiercy wspólnika sami stają się wspólnikami❓
Tak być może, ale wcale nie musi. Kluczowe w tym zakresie będą postanowienia umowy spółki. Należy jednak zastanowić się, czy ci spadkobiercy wejdą do spółki na równych prawach czy też jedynie podzielą się tym, co przysługiwało do tej pory spadkodawcy. Wyobraźmy sobie, że było dwóch wspólników, którzy mieli udział w zyskach i stratach po 50%, a każdy z nich miał jeden -równy głos. Musieli się więc porozumieć w ważniejszych kwestiach związanych z prowadzeniem spraw i reprezentacją spółki. Jeden z nich zmarł i dziedziczą po nim dwie osoby w częściach równych i obie do spółki wchodzą.
Jak dziedziczą spadkobiercy wspólnika cywilnego❓
W tym prostym stanie faktycznym jest jednak dużo niewiadomych i możliwości. Możliwe są więc 3 główne rozwiązania:
🟢 po śmierci wspólnika spółka będzie miała troje wspólników, a udział w zyskach i stratach zmieni się i wyniesie po 1/3. Każdy ze wspólników będzie miał 1 głos, a więc dotychczasowy wspólnik będzie mógł być przegłosowany przez spadkobierców. Jego pozycja ulega więc znacznemu osłabieniu.
🟢 spółka będzie miała troje wspólników, ale dotychczasowy wspólnik zatrzyma 50% udział w zyskach i stratach, z kolei spadkobiercy podzielą się „udziałem” zmarłego – w tym przykładzie po połowie, a więc będą mieli po 25% udziału w zyskach i stratach. W tej sytuacji możliwe są dalsze dwa rozwiązania, bowiem może być tak, że mimo takiego udziału w zyskach będą mieli po 1 głosie, a więc będą mieli większość albo też odziedziczony przez nich głos również rozpadnie się na pół i będą mieli odpowiednik 0,5 głosu – jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało.
🟢 możliwe jest również takie rozwiązanie, w którym do spółki przystąpi faktycznie tylko jeden ze spadkobierców, który będzie miał 1 głos i 50% udziałów w zyskach i stratach. Stanie się tak, mimo że po zmarłym dziedziczyli razem. Ale w tej sytuacji z drugim spadkobiercą będzie się on jedynie rozliczał, tamten będzie jednak od spółki odcięty. Naturalnie pojawia się więc pytanie o odpowiedzialność tego „odciętego” wspólnika za zobowiązania spółki. Czy ponosi solidarną odpowiedzialność wobec wierzycieli, czy też nie?
Śmierć wspólnika spółki cywilnego – pole do konfliktów
Jak widzimy, pole do konfliktów jest szerokie. Każda ze stron będzie mogła podnosić racjonalne argumenty. Argumenty obu stron będą miały podstawy ekonomiczne, moralne i prawne.
Dodajmy do tego, że przecież uczestnictwo w spółce polega na wykonywaniu obowiązku działania w celu osiągnięcia wspólnego celu gospodarczego, który został określony w umowie spółki. Może on oczywiście ulegać modyfikacji. Ale jasne jest, że łączny potencjał lub gotowość spadkobierców może, ale nie musi być równy potencjałowi zmarłego wspólnika. Mogą nie mieć do tego odpowiednich kwalifikacji, zdolności, pasji, czasu. Mogą w końcu zwyczajnie nie dogadywać się ze wspólnikiem zmarłego.
Czy spadkobiercy powinni wchodzić do spółki❓
Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Z pewnością śmierć wspólnika jest dla spółki cywilnej szokiem. Może się okazać, ze spadkobiercy w spółce do tej pory pracowali, znają ją i są gotowi do dalszej pracy na jej rzecz – już w nowej formie. Może się okazać, że będzie to z korzyścią dla wszystkich, również dla drugiego wspólnika, który być może od lat nie miał wsparcia w schorowanym koledze, a jego dzieci garną się do pracy. Jednakże może być zupełnie odwrotnie.
Rozliczenie ze spadkobiercami zmarłego wspólnika
Co zatem zrobić, jeśli spadkobiercy do spółki nie chcą lub nie mogą wejść❓ Należy się z nimi rozliczyć. I tu pojawia się kolejne pole do sporów i konfliktów. Chodzi oczywiście o pieniądze. Ile im zapłacić? Przepisy kodeksu cywilnego są w tym zakresie archaiczne. Biorą pod uwagę – w pewnym uproszczeniu – wartość aktywów netto. A więc wartość rzeczy materialnych. Z niematerialnymi jest już gorzej, ale można w rozliczenie włączyć np. znak towarowy itp. NIe zmienia to jednak faktu, że w żaden sposób nie odnoszą się one do obrotów, renomy, zysków i innych czynników, które mają wpływ na wycenę przedsiębiorstw. Przepisy te drastycznie promują stronę, która w spółce zostaje i może jej majątek przejąć na własność relatywnie tanio.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy zajmuje się spółkami cywilnymi
Jeżeli prowadzicie spółkę cywilną i chcecie uniknąć problemów związanych ze śmiercią któregoś ze wspólników, warto zadbać o to już teraz. Możemy Wam w tym pomóc. To samo dotyczy sytuacji, w której wspólnik już zmarł i potrzebujecie pomocy w dalszych krokach. Zapraszamy do kontaktu:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935

SPÓŁKA CYWILNA. JEDNO MAŁE ZASKOCZENIE
Niby każdy wie, że za zobowiązania spółki cywilnej wspólnicy odpowiadają solidarnie. Solidarność kojarzy nam się ze wspólnotą, z równością, ze sprawiedliwością. A więc jak odpowiadają wspólnicy spółki cywilnej? Większość nas uzna, że odpowiadają – skoro solidarnie – to po równo. Takiej odpowiedzi udzielić mógłby np. polonista (przy całym szacunku do szacownych filologów). Niestety, odpowiedź ta nie ma nic wspólnego z rzeczywistością.
Na czym więc polega odpowiedzialność solidarna wspólników spółki cywilnej? Polega na tym, że każdy ze wspólników odpowiada za całość każdego zobowiązania. Tak, za całość. Jakie są tego konsekwencje? Bardzo proste. Wierzyciel może wybrać sobie jednego, dwóch, lub wszystkich wspólników od których będzie dochodził całości zobowiązania (oczywiście ze wszystkimi odsetkami, kosztami pobocznymi itp.). Możecie zapytać: jak to? dlaczego jeden ze wspólników miałby odpowiadać za całość zobowiązania? Właśnie na tym polega ta konstrukcja. Każdy jest odpowiedzialny za całość, a dopiero jak zaspokoi wierzyciela (taka prawnicza nowomowa), będzie mógł się domagać od drugiego wspólnika albo od pozostałych wspólników, żeby mu oddali przypadające na nich części długu.
Od razu odniosę się do tego, co najczęściej słyszę od samych zainteresowanych. Pytają: jak to? Przecież w umowie spółki jest napisane, że ponoszę tylko 50% strat. Dlaczego więc miałbym zapłacić całość? Niektórzy nawet używają tych argumentów w sądzie. Kiedyś byłem świadkiem, gdy tak argumentował profesjonalny prawnik. Niestety, to, co mówi o ponoszeniu strat umowa spółki cywilnej, w żaden sposób nie wpływa na opisaną wyżej odpowiedzialność solidarną. Uczestnictwo w stratach odnosi się jedynie do późniejszych rozliczeń między wspólnikami. Nie można się tym jednak zasłaniać w sporze z wierzycielem.
Oczywiście, może się tak zdarzyć, że wspólnicy „wyskoczą” po równo z pieniędzy i każdy z nich zapłaci wierzycielowi tyle samo. Szczerze mówiąc, zdarza się to jednak dość rzadko. Najczęściej któryś ze wspólników akurat ma inne wydatki. Wtedy, ten, do którego zwróci się wierzyciel, będzie musiał zapłacić całość, a potem ewentualnie będzie mógł żądać od swojego wspólnika, by mu jakąś część oddał (i to też nie zawsze).
Jaki jest cel takiej regulacji? Jest on bardzo prosty: ochrona wierzyciela. Skoro spółka cywilna nie widnieje w KRS, a tak naprawdę nawet nie jest spółką (kodeks cywilny trochę nas tu oszukuje), nie ma własnego majątku (jest tylko majątek wspólników objęty współwłasnością łączną, czyli taką, gdzie każdy ze wspólników jest właścicielem całego wspólnego majątku), to ustawodawca słusznie uznał, że trzeba szczególnie chronić wierzycieli.
Nie ma się co obrażać na rzeczywistość. Może się nam ona podobać lub nie, nie ma to znaczenia. Warto jednak ją znać.
Obraz autorstwa lookstudio na Freepik
