
ROLA ADWOKATA W MEDIACJACH RODZINNYCH
Rola adwokata w mediacji nie jest łatwa. Zupełnie czego innego będzie od niego oczekiwał klient korporacyjny w mediacji gospodarczej i klient w sprawie rodzinnej. Dzisiaj skupię się na mediacjach rodzinnych. Mediacjom gospodarczym poświęcę osobny tekst. Jest to uzasadnione, gdyż mediacje rodzinne i gospodarcze pod tym względem leżą na przeciwstawnych biegunach. Co ciekawe, konflikty między wspólnikami przypominają konflikty rodzinne. Może dlatego tak dobrze czuję się w konfliktach w firmach rodzinnych. Ale dzisiaj skupmy się na roli adwokata w mediacjach rodzinnych..
Jaki jest cel mediacji rodzinnych?
Jaka jest rola adwokata w mediacjach rodzinnych? Wiele osób zadaje cobie pytanie o cel mediacji rodzinnych. Mniej więcej połowa moich Klientów pyta mnie – po co mają przystępować do mediacji, skoro z drugą stroną nie da się rozmawiać. Jest to punkt wyjścia – niemalże aksjomat, który dla dobra tych ludzi staram się najczęściej przełamać. Nie zawsze mi to wychodzi, ale bardzo często próbuję i jestem z tego dumny. Podjęcie rozmów na trudne, ale bardzo ważne tematy dotyczące funkcjonowania rodziny jest wartością samą w sobie.
👉 Nawet, jeśli nie dojdzie do porozumienia w mediacji, spór w sądzie z dużym prawdopodobieństwem będzie już toczył się inaczej. Jego przedmiotem będą sposoby rozwiązania problemu, a nie walka ze znienawidzonym człowiekiem prowadzona kosztem tych, których ci ludzie kochają. I kosztem ich samych. Możemy więc powiedzieć, że sukcesem adwokata jest już doprowadzenie do rozpoczęcia mediacji. Ale na tym jego rola się nie kończy.
✅Istotą mediacji rodzinnych jest pokazanie uczestnikom, że:
1) ich spór nie musi dotyczyć wszystkich aspektów ich życia;
2) za „groźną miną” stoi drugi człowiek, który ma swoje troski i nadzieje, których nie potrafi inaczej zamanifestować;
3) należy dyskutować o rozwiązaniach trudnych spraw, a nie dyskutować o tym, czyja to wina;
4) należy szukać takich rozwiązań, które maksymalnie zaspokoją interesy obu stron;
5) najważniejsze – troska o dzieci, które nie potrafią się same obronić, wyrazić swojego stanowiska i potrzebują obojga rodziców i mają prawo do więzi z każdym z nich – te dzieci nie mogą stać się zakładnikami sporu dorosłych, ani przedmiotem w nim.
Jeśli strony to zrozumieją, będzie już z górki.
Jaka jest rola adwokata w mediacjach rodzinnych?
Adwokat powinien czuwać nad tym, by na jego Klienta nikt nie wywierał niedopuszczalnej presji oraz tłumaczyć mu wszystkie kwestie prawne. Adwokat powinien być w trakcie tych mediacji obecny, uważny i okazywać wsparcie Klientowi. Jednakże prowadzenie samych rozmów powinien zostawić w największej części właśnie jemu. Sam powinien ograniczyć czynny udział do minimum. Dlaczego?
👉🧠Istotą mediacji jest rozmowa i otwartość. Otwartość na potrzeby drugiej strony, ale również otwartość na pokazanie własnych interesów, ale również obaw, słabości, ran, trosk i oczekiwań. Zupełnie inną moc i wartość będą miały słowa, które padają z ust samej strony, niż gdyby oświadczenie o podobnej treści zostało wygłoszone przez pełnomocnika. Słowa takie będą inaczej odebrane, usłyszane, wywołają inny skutek. Mogą trafić do drugiej strony znacznie silniej. Działa to oczywiście w dwie strony.
Przecież tu nie chodzi o to, by adwokaci targowali się w imieniu swoich Klientów o wysokość alimentów, by potem każdy z nich zadzwonił do swojego Mocodawcy i przedstawił kwotę. Ona powie, że to za mało. On powie, że to za dużo. Spór nie zostanie rozwiązany, obie strony będą szukać okazji do „zaatakowania” porozumienia.
Rola adwokata w mediacjach rodzinnych – jak to powinno wyglądać?
A teraz alternatywa‼️ Strony spotykają się i pierwszy raz od 2 lat rozmawiają szczerze o potrzebach swoich dzieci, które przecież kochają. Zgadzają się, że dziecko potrzebuje jeść, mieć własny pokój, ubrania, zabawki, przedszkole, wakacje, leki itp. I podliczają wspólnie koszty zaspokojenia tych potrzeb. Rzeczowo przy tym rozmawiają, wymieniają się uwagami, dyskutują. I wspólnie ustalają kwotę oraz możliwości swojego uczestnictwa w jej pokryciu. Od czasu do czasu pytają jedynie adwokatów o kwestie techniczne.
👉To samo dotyczy kwestii technicznych związanych z opieką nad dziećmi. Chodzi o terminy i miejsce kontaktów, które będą wygodne i akceptowalne dla obu stron i ich dzieci. Przecież dla mnie jako adwokata nie jest żadnym wysiłkiem, by zadzwonić do pełnomocnika drugiej strony i ustalić, że będzie to wtorek i czwartek od 15 do 19 i co drugi weekend od tej do tej godziny. Żaden problem. 5 minut i załatwione. Ale nie o to w mediacji chodzi! W mediacji chodzi o to, by strony zaczęły ze sobą rozmawiać, nauczyły się konstruktywnej rozmowy na wąskie, techniczne, wydzielone z początku tematy. A potem – by „dziwnym trafem” jakoś naturalnie im wyszło rozszerzenie zakresu tych rozmów. Wartością jest tu proces dojścia do porozumienia przez same strony, a nie jego końcowa treść.
Jakie błędy popełniają adwokaci w mediacjach rodzinnych?
❌Najgorsze, co może zrobić adwokat w mediacji rodzinnej, to gwiazdorzyć i pokazywać swoją aktywnością Klientowi, że zasługuje na swoje honorarium. Są adwokaci, którzy boją się, że jeśli nie będą w centrum uwagi, nie będą robić „rozróby”, to klienci ich nie docenią. Będą więc prowadzić rozmowy zamiast swoich klientów, być może nawet ich ze sobą nie wezmą i przyjdą na mediację rodzinną sami. W ten sposób przekreślą wszystko to, co czym wyżej pisałem. Rola adwokata w mediacjach rodzinnych wymaga zupełnie innej postawy.
❌Inni pełnomocnicy skupią się na negocjacjach pozycyjnych zamiast rzeczowych. Na czym polega różnica? Sklupią się na targowaniu o same kwoty bez „pracy u podstaw”, to jest bez wspólnego przyjrzenia się, jakie potrzeby mają być zaspokojone i jak to można zrobić. Taki pełnomocnik może sobie wyznaczyć kwotę alimentów i iść na mediację z Klientem powtarzając wspólnie z nim w rytm krótko „2 tysiące albo śmierć, 2 tysiące albo śmierć”. A nie skupią się na tym, z czego ta kwota wynika i jak rodzice mogą wspólnymi siłami utrzymać dziecko. Taka postawa będzie odebrana jako atak, próba „okradzenia” drugiej strony, postawa roszczeniowa.
❌Jeszcze innym poważnym błędem są ataki personalne na drugą stronę w czasie rozmów. Można oczywiście zmarnować czas mediacji na dyskusje o tym, które było gorszym małżonkiem i czyja to wina. Tylko po co? Czy jeśli adwokat jednej strony wykaże drugiej, że jest „zdrajcą niegodnym miana mężczyzny, sknerą, przemocowcem i narcyzem, który zasługuje na to, by zamknąć do więzienia”, to czy Waszym zdaniem przybliży to strony do porozumienia w zakresie kontaktów z dzieckiem i zachęci go do zwiększenia zaangażowania w wychowywanie i utrzymywanie wspólnych dzieci?
W Kancelarii Jakubiec i Wspólnicy zajmujemy się sprawami rodzinnymi
👉 Prowadzimy mediacje rodzinne zarówno jako mediatorzy, jak i pełnomocnicy stron. Jesteśmy przekonani, że w zdecydowanej większości przypadków warto spróbować mediacji. Nawet jeśli nie dojdzie do zawarcia porozumienia, uwaga stron może zostać przekierowana z konfliktu personalnego na spór rzeczowy, w którym należy szukać konkretnych, pragmatycznych rozwiązań. Być może uda się, że zwaśnione strony dostrzegą w sobie partnerów do rozmowy. A to jest już wielką wartością.
Jeśli stoicie przed rozwodem, separacją albo macie konflikt o dzieci – skontaktujcie się z nami. Pomagamy przejść przez mediacje tak, abyście nie musieli walczyć latami w sądzie.
Zapraszamy do kontaktu!
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://gliwice.so.gov.pl/mediacja-w-sprawach-rodzinnych,m,mg,70,3,203
https://osrodkipomocy.ms.gov.pl/pl/dzialalnosc/mediacje/publikacje-akty-prawne-statystyki

UMOWA MIĘDZY SPÓŁKĄ JAWNĄ, A JEJ WSPÓLNIKIEM
Zawarcie umowy między Spółka jawna, a jej wspólnikiem nie jest samo w sobie niczym złym. Zachodzi jednak podejrzenie, że umowa taka może zmierzać do pokrzywdzenia wierzycieli, samej spółki lub innych wspólników. Ryzyka takie zostały zidentyfikowane w spółce z o.o. i w spółce akcyjnej, czego przejawem jest m.in. słynny art. 210 k.s.h. Zdaję sobie sprawę, że odnosi się on do członków zarządu, a nie do wspólników. Jednak w polskich warunkach – szczególnie w spółkach z o.o. – członkowie zarządu najczęściej są jednocześnie wspólnikami. Z trudnych do racjonalnego wytłumaczenia przyczyn, w spółkach osobowych nie ma podobnej regulacji. Oczywista luka wypełniana jest na różne sposoby przez orzecznictwo sądowe i wypowiedzi wyrażane w literaturze fachowej.
Reprezentacja spółki z o.o. wg art. 210 k.s.h.
✅Reprezentacja spółki jawnej w umowie ze wspólnikiem zawsze rodzi kontrowersje. W spółce z o.o. mamy art. 210 k.s.h. Wprowadza on zasadę, że w sporze z członkiem zarządu albo w umowie z nim spółkę reprezentuje pełnomocnik powołany uchwałą zgromadzenia wspólników. Spółki nie może w takiej relacji reprezentować zarząd. Umowa zawarta z naruszeniem tej normy będzie bezwzględnie nieważna. Regulacja taka ma chronić spółkę przed nieuczciwymi członkami zarządu.
🔴Mogliby oni w ten sposób bardzo łatwo wyprowadzić z niej majątek albo zawrzeć niekorzystną ugodę sądową w sporze między spółką, a samym sobą. Wyobraźmy sobie sytuację, że członek zarządu – uprawniony do jednoosobowej reprezentacji – idzie do notariusza i sprzedaje sobie nieruchomość należącą do spółki po cenie dziesięciokrotnie zaniżonej (dla pozorów przyzwoitości nie jest darowizna). Jest to oczywisty kryminał!
🔴Inną sytuacją byłby jakiś wydumany pozew skierowany przez członka zarządu przeciwko spółce. Ten członek zarządu w odpowiedzi na pozew – działając w imieniu spółki – uznaje powództwo i naraża spółkę na poważną szkodę. Nietrudno sobie to wyobrazić. Pole do nadużyć jest ogromne, a ofiarą może być sama spółka, inni jej wspólnicy i wierzyciele.
O szczegółach i możliwej interpretacji art. 210 k.s.h. pisałem już i na tej stronie i na łamach Studiów Prawa Prywatnego. Nie będę tego teraz powtarzał, nie ma takiej potrzeby.
Reprezentacja spółki jawnej. Dlaczego w spółkach osobowych nie ma odpowiednika art. 210 k.s.h.?
Bądźmy szczerzy – ryzyko pokrzywdzenia spółki z o.o. przez nieuczciwego członka zarządu jest takie samo, jak ryzyko pokrzywdzenia spółki jawnej przez nieuczciwego wspólnika. Pomijam teraz oczywiste różnice między tymi spółkami oraz fakt, że co do zasady spółkę jawną reprezentują wspólnicy, a spółkę z o.o. zarząd. W praktyce do zarządu najczęściej wchodzą wspólnicy, więc różnica ma charakter bardziej teoretyczny, a nie rzeczywisty.
Nie ma wielkiego znaczenia również fak, że wspólnicy spółki jawnej odpowiadają subsydiarnie za jej zobowiązania. Tym różnią się od wspólników spółki z o.o. którzy takiej odpowiedzialności nie ponoszą. Za zobowiązania spółki z o.o. odpowiadają z kolei członkowie zarządu na podstawie art. 299 k.s.h., który omówiłem tu kiedyś w serii wpisów.
W spółkach osobowych ewidentnie brakuje art. 210 k.s.h. Albo patrząc od drugiej strony – można uznać, ze jest zbędny w spółce z o.o. W każdym razie zróżnicowanie kierunków regulacji nie znajduje uzasadnienia.
Reprezentacja spółki jawnej w umowie między spółką jawna a wspólnikiem. Jakie powstają pytania?
✅Umowa między spółką jawną a wspólnikiem zawierana jest na ogólnych zasadach reprezentacji spółki. Przypomnijmy, że zgodnie z art. 29 k.s.h. każdy wspólnik ma prawo reprezentować spółkę we wszystkich sprawach sądowych i pozasądowych, a prawa tego nie można ograniczyć ze skutkiem wobec osób trzecich. Art. 30 k.s.h. stanowi z kolei, że umowa spółki może jednak przewidywać, że dany wspólnik jest w ogóle pozbawiony prawa reprezentacji albo też może je wykonywać wyłącznie z innym wspólnikiem lub prokurentem.
👉Zwróćmy uwagę, że żaden z tych przepisów nie zawiera ograniczeń prawa reprezentacji spółki przez każdego ze wspólników w umowie spółki z jednym ze wspólników. Czy zatem można taką umowę zawrzeć i czy dany wspólnik może taką umowę zawrzeć „sam ze sobą”?
👉W spółce jawnej nie ma zgromadzenia wspólników, więc próba prostej kalki art. 210 k.s.h. na jej grunt nie ma większego sensu. Musielibyśmy mówić o uchwale samych wspólników, którzy mieliby powołać pełnomocnika. Ale nie jest to potrzebne, gdyż to właśnie wspólnicy reprezentują spółkę jawną – w przeciwieństwie do spółki z o.o. Mogą więc dokonać czynności reprezentacji sami.
Powstaje jednak pytanie, czy wystarczy działanie jednego z nich, a może większości lub wszystkich❓ Czy wymagana będzie wcześniejsza uchwała wspólników❓ Jakie będą skutki reprezentacji sprzecznej z taką uchwałą lub dokonanej przy braku takiej uchwały❓
Kodeks na te pytanie nie odpowiada. Ale jego milczenie niesie za sobą jasny przekaz. Zastosowanie znajdą wcześniej wspominane art. 29 i 30 k.s.h. i przepisy ogólne dotyczące prowadzenia spraw spółki, o ile umowa spółki nie stanowi inaczej.
Reprezentacja spółki jawnej w umowie ze wspólnikiem
✅Zacznijmy od początku. Jeżeli umowa spółki nie stanowi inaczej, będziemy oceniali umowę między spółką a wspólnikiem wg ogólnych kryteriów. Oznacza to, że może ona mieścić się w ramach zwykłego zarządu albo poza niego wykraczać. Ma to znaczenie dla konieczności uzyskania zgody wszystkich wspólników wyrażonej w formie jednomyślnej (co do zasady) uchwały wspólników. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby tę kwestię w umowie spółki doprecyzować i określić, jakie konkretnie czynności będą mieściły się w ramach zwykłego zarządu, a jakie będą go przekraczać. Przydaje się to zwłaszcza w umowach spółki ze wspólnikami.
Ma to jednak znaczenie wyłącznie na gruncie stosunków wewnętrznych spółki‼️ Dokonanie czynności reprezentacji wbrew uchwale albo przy braku wymaganej uchwały, nie czyni tej umowy nieważną. Naraża natomiast działającego w imieniu spółki wspólnika na odpowiedzialność odszkodowawczą wobec spółki na zasadach ogólnych. Nie zawsze będzie to jednak łatwe.
Reprezentacja spółki jawnej – jeszcze jedna uwaga
👉Można więc w umowie spółki wskazać, że do działania w jej imieniu zawsze wymagana jest zgoda wszystkich wspólników albo na przykład dwóch. Można też doprecyzować, że wśród reprezentujących spółkę nie może znajdować się wspólnik, z którym umowa jest zawierana. Nie ma bowiem żadnych wątpliwości, że w umowie ze wspólnikiem spółkę może reprezentować inny wspólnik. A jeśli czynią to łącznie wszyscy pozostali wspólnicy i robią w to w formie pisemnej – moje prawnicze serce się raduje.
Różnice zdań
🟢W orzecznictwie sądowym i literaturze fachowej spotykamy różne poglądy. Między innymi, że wspólnik nie ma prawa reprezentować spółki w umowie z samym sobą. Jest to wywodzone z podobnej normy odnoszącej się do pełnomocnictwa na gruncie kodeksu cywilnego. Przepis mówi tam, że pełnomocnik nie może być drugą stroną czynności, chyba że z treści pełnomocnictwa wynika zgoda na to. Problem polega na tym, że wspólnik spółki jawnej działa co do zasady jako jej reprezentant. Nie pełnomocnikiem – a to nie jest to samo. Stosowanie przepisów o pełnomocnictwie powinno się czynić z największą ostrożnością.
Najpewniej będzie przewidzieć te sytuacje i solidnie je utrwalić w umowie spółki.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy obsługuje spółki handlowe, w tym spółki jawne i spółki z o.o.
Jeśli chcecie, by Wasza spółka funkcjonowała dobrze, odezwijcie się do nas. Mamy doświadczenie w pracy ze spółkami. Pomagamy zakładać spółki, likwidujemy je, prowadzimy ich bieżącą obsługę i prowadzimy transakcje sprzedaży udziałów oraz wystąpienia wspólnika ze spółki. Doradzamy też wspólnikom i członkom zarządów, jak bezpiecznie zawierać umowy ze spółką🧠, unikając ryzyka nieważności czy odpowiedzialności odszkodowawczej. Zapraszamy do kontaktu!
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://www.biznes.gov.pl/pl/portal/00161

DO KOGO NALEŻĄ UDZIAŁY W SPÓŁCE Z O.O.?
Pytanie pozornie oczywiste. Każdy wie, że właściciel udziałów jest wpisany do KRS jako wspólnik (chyba że ma mało udziałów, wtedy nie jest ujawniony). Ktoś może powiedzieć, że wspólnicy są wymieni w umowie spółki. Ktoś inny będzie ich szukał w księdze udziałów, którą prowadzi zarząd. I każda z tych osób będzie miała rację. Ale tylko częściowo. czym innym jest bowiem status wspólnika, a czym innym kwestia własności udziałów w spółce. Nie wiedzą o tym często sami wspólnicy, ich małżonkowie (małżonki), wspólnicy, spadkobiercy, wierzyciele i inne osoby.
Współwłasność udziałów. Udziały w spółce z o.o. jako prawo majątkowe
Współwłasność udziałów w spółce z o.o. jest fascynującym zagadnieniem. Muszę wszystkich zmartwić – udziały w spółce z o.o. nie są papierami wartościowymi. Nie mają żadnego materialnego nośnika, w którym byłyby ucieleśnione. Jeśli ktoś powie Wam, że widział je w szufladzie, to prawdopodobnie leżały obok dóbr osobistych.
Udziały w spółce można rozumieć na kilka sposobów. Relacja wspólnik – spółka jest tylko jednym z nich. Drugim, o którym właśnie piszę jest traktowanie udziałów jako prawa majątkowego, a więc – przedmiotu własności. Najprościej sobie wyobrazić, że udziały w spółce z o.o. można sprzedać – jak inne rzeczy lub prawa. I tu pojawia się rozbieżność. Na linii wspólnik – spółka może może być traktowany jako wspólnik np. pan Kowalski i to on będzie ujawniony w księdze udziałów, w KRS oraz w umowie spółki, ale same udziały mogą wchodzić do majątku wspólnego małżonków. Albo być własnością wspólników spółki cywilnej.
Kiedy indziej – udziały mogą być przedmiotem dziedziczenia. Łatwo wyobrazić sobie sytuację, w której pan Kowalski zmarł zostawiając żonę i dwójkę dzieci. Nabędą spadek w ten sposób, że żonie przypadnie 1/2, a dzieciom po 1/4. Będą oni wspólnikiem zbiorowym. Wskażą spółce jedną osobę spośród siebie. Osoba ta w imieniu wszystkich spadkobierców będzie realizować ich prawa wobec spółki. Właśnie ta osoba będzie ujawniona w KRS oraz księdze udziałów jako wspólnik. Na zewnątrz nikt nie będzie nawet wiedział, że udziały objęte są współwłasnością, a do czasu działu spadku wspólnością łączną.
Udziały w spółce z o.o. mogą należeć do spółki cywilnej?
Tak, udziały w spółce z o.o. mogą być nabyte również przez wspólników cywilnych – czemu nie! – i będą wchodzić do ich majątku wspólnego objętego właśnie wspólnością łączną. Powstaje pytanie, co w przypadku późniejszego przystąpienia do spółki cywilnej nowego wspólnika? Czy staje się on współwłaścicielem udziałów w spółce z o.o.? Albo odwrotnie – co w przypadku wystąpienia ze spółki cywilnej jednego ze wspólników, gdy przysługiwała im własność udziałów w spółce z o.o.?
Jeszcze weselej będzie, jeśli udziały w spółce z o.o. były własnością wspólników cywilnych, a w tej spółce cywilnej jeden ze wspólników będzie chciał sprzedać swoje „udziały” (wiem! – proszę mi tego nie wytykać – upraszczam świadomie) osobie trzeciej, która na jego miejsce do tejże spółki cywilnej ma przystąpić. Kto będzie wspólnikiem spółki z o.o.? Komu i w jakiej formie będzie przysługiwała własność udziałów w spółce z o.o.?
Pytań jest więcej, niż łatwych odpowiedzi. Zaznaczę tylko, że orzecznictwo sądów nie jest w tym zakresie jednolite i można spotkać się różnymi interpretacjami.
Współwłasność udziałów – co z dywidendą?
Reżimy prawne współwłasności są różne. Lubię porównanie spółki cywilnej do małżeństwa. Traktuję je z pewnym dystansem i świadomością, że występują istotne różnice w zakresie współwłasności. Regulacje kodeksu rodzinnego i opiekuńczego są jednak znacznie dłuższe.
W związku z tym, wystąpią istotne rozbieżności między sami zasadami ustalenia prawa do udziałów między małżonkami, wspólnikami cywilnymi i spadkobiercami. Zasady te nie są takie same. Dotyczy to zarówno zasad wejścia tych udziałów do majątku wspólnego, wykonywania praw z nich, ustalania losów dywidendy (pobranej i należnej), jak również zbywania ich, obejmowania nowych z prawa pierwszeństwa itp.
Co do zasady jednak można potraktować jako punkt wyjścia, że dywidenda wypłacana jest osobie wskazanej spółce jako wspólnik i spółka dokonując takiej zapłaty zwalnia się z długu. Kwestia późniejszych rozliczeń między współwłaścicielami podlega już jednak reżimowi prawnemu określającemu daną współwłasność.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy pomaga w sprawach dotyczących współwłasności udziałów w spółce z o.o.
Mamy doświadczenie w sprawach związanych ze współwłasnością udziałów w spółce z o.o. Prowadziliśmy sprawy związane z jej ustaleniem, sporne sprawy rozwodowe, w których kwestia własności udziałów była szczególnie istotna. Doradzaliśmy w przypadkach nabywania udziałów w spółce z o.o. przez spółki cywilne. W każdym razie pomagaliśmy ustalić relacje stron tak, by zapewnić sprawne wykonywanie praw udziałowych oraz określić jasne sposoby realizacji praw współwłaścicieli. Jeśli potrzebujecie naszej pomocy, odezwijcie się do nas:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://www.pwc.pl/pl/publikacje/badanie-nextgen-survey.html

WSPÓŁPRACA ZE SPADKOBIERCAMI ZMARŁEGO WSPÓLNIKA
To trudny temat. Współpraca ze spadkobiercami zmarłego wspólnika jest w Polsce tematem tabuizowanym. Podobnie, jak sama śmierć. A przecież zakładając firmę, często myślimy o tym, żeby przetrwała ona znacznie dłużej, niżmy sami. Dlaczego zatem niemal instynktownie omijamy temat spadkobierców? Oczywiste jest, że któryś ze wspólników umrze pierwszy i pojawi się kwestia dziedziczenia jego udziałów.
Czy spadkobiercy zmarłego wspólnika wejdą do spółki?
To jest podstawowe pytanie. Odpowiedź na nie determinuje dalszą część dyskusji. Różne są zasady przewidziane przez kodeks spółek handlowych dla poszczególnych typów spółek. Ważne jest jednak, że przepisy te mogą być co do zasady modyfikowane przez umowy spółek. Oznacza to, że w akcie założycielskim wspólnicy podejmują decyzję, czy ich spadkobiercy mają wejść do spółki, czy też nie. W grze są dwa podstawowe warianty: 1)spadkobiercy zmarłego wspólnika wejdą do spółki na jego miejsca albo
2)nie wejdą.
Jeśli spadkobiercy do spółki nie wejdą – to trzeba będzie ich spłacić. Udziały, akcje albo ogół praw i obowiązków (zależnie od typu spółki) podlegają bowiem dziedziczeniu jak każdy inny składnik majątku zmarłego wspólnika. Wchodzą one do spadku. Jeśli więc umowa spółki albo późniejsza decyzja (np. umowa, uchwała) stanowi, że spadkobiercy nie przystąpią do spółki – trzeba będzie ich spłacić. Można to porównać do odkupienia od nich udziałów w tej spółce.
Może się jednak zdarzyć również tak, że spadkobiercy albo pozostali (przy życiu) wspólnicy będą mogli zadecydować, czy ci pierwsi do spółki wejdą, czy zostaną spłaceni. Być może potrzebna będzie do dalszej współpracy zgoda obu tych grup. Wszystko zależy od tego, jak skonstruowana była umowa spółki. A to zależy od tego, czy założyciele spółki byli przewidujący już wtedy, czy też uznali, że na tak początkowym etapie nie ma jeszcze potrzeby zajmowania się takimi odległymi i nieprzyjemnymi sprawami, jak śmierć któregoś ze wspólników.
Spadkobiercy zmarłego wspólnika wchodzą do spółki
Załóżmy, że spadkobiercy zmarłego mają wejść do spółki. Co to oznacza? Tutaj wystąpią istotne różnice między na przykład Spółka jawną, a Spółka akcyjną. Uwagi w tym artykule czynię celowo bardzo ogólne. Przedstawiam jedynie możliwe modele bez wnikania w specyfikę natury poszczególnych rodzajów spółek. Załóżmy więc, że spadkobiercy zostaną wspólnikami.
Oznacza to małą rewolucję w spółce. Przecież spadkobiercy mogą mieć zupełnie inne cechy charakteru, niż zmarły wspólnik. Z założenia przynajmniej część z nich jest pokoleniowo młodsza. Mogą mieć inne doświadczenia życiowe, wykształcenie, inaczej będą postrzegali świat. Gdzie indziej będą widzieli potencjalne szanse, ale i zagrożenia. Będą nadawać im inną wartość, co wpłynie na ich rachunek w podejmowaniu decyzji. O różnicach pokoleniowych w firmach rodzinnych pisałem już gdzie indziej, nie będą tego powtarzał – zostawiam jednak link pod tym tekstem.
Czy współpraca ze spadkobiercami zmarłego wspólnika będzie możliwa? Przeszkody mentalne
Odpowiedź na to pytanie jest zdeterminowana innym: czy dotychczasowi wspólnicy oczekują, że będzie tak samo? Jeśli tak, to z pewnością się zawiodą. Nie ma dwóch takich samych ludzi, a spadkobiercy zmarłego wspólnika z pewnością będą się od niego różnić, co pociągnie za sobą nowe spojrzenie na zastaną rzeczywistość. Otworzy to nowe pole sporów – przecież do tej pory wszystko jakoś działało, a oni coś chcą zmieniać, nic im się nie podoba, nie znają się, nie rozumieją i przede wszystkim – nie mają do nas należytego szacunku! Brzmi – jak głos kogoś, kogo znacie? A może to Wasze własne słowa? No właśnie…
Spójrzmy na to z drugiej strony: spadkobiercy mają prawo tu być. Nie muszą się godzić na spłatę, być może taka opcja w ogóle nie leżała na stole. Stają się oni pełnoprawnymi wspólnikami (w różnych typach spółek może to różnie wyglądać). Ich wejście może być powiewem świeżości, zastrzykiem energii. Może być szansą, impulsem do rozwoju tej firmy. Oczywiście, najczęściej spotkają się z oporem ze strony dotychczasowych wspólników, którzy chcieliby zachować wpływy, a przede wszystkim mogą chcieć odsuwać od siebie fakt, że nie mają już po 30-40 lat i świat im być może nieco odjechał. Pogodzenie się z tą brutalną rzeczywistością może być trudne.
Wiele osób – szczególnie starszych – ma tę cechę, że woli zabrać ze sobą firmę do grobu, niż wcześniej pozwolić na samodzielność młodszym przedstawicielom rodziny lub dzieciom wspólnika. Jest to przejaw przekonania o własnej wyjątkowości, potrzeby kontroli i nieufności. Czym oni by się stali, gdyby dopuścili świadomość, że nowa krew nie stanowi zagrożenia, ale jest paliwem dla spółki?
Jak ułożyć relacje między wspólnikami?
Jeśli chcemy budować firmę, która nas przetrwa, musimy dopuścić, że zmiany pokoleniowe są naturalne. Co więcej, nie powinny być one tematem tabu, ale głównym procesem – wręcz strategicznym w tej spółce. Nowe pokolenie należy traktować jako przedłużenie życia firmy, jako szansę, a nie zagrożenie. Trzeba wznieść się ponad własne ego i nie oczekiwać ani bierności i posłuszeństwa (gdyż osoba, którą w ten sposób złamiemy, nie będzie w przyszłości dobrym liderem), ani doświadczenia i kompetencji, jakie mają starsi wspólnicy – gdyż oni tez potrzebowali lat, by je zdobyć.
Młodych wspólników należy wspierać, a staramy okazywać szacunek. Ale warto poszukiwać równowagi, a w różnorodności poszukiwać szansy, a nie zagrożenia. Jak ułożyć relacje między wspólnikami, by znaleźć miejsce dla wszystkich? By każdemu dać szansę, by dawał z siebie to, co najlepsze, dla wspólnej korzyści? Jak uniknąć tego, by człowiek złamany, który przez całe życie był tłamszony przez starszych wspólników albo innych przełożonych, nie powielił ich postaw i nie przekazał tych negatywnych wzorców dalej – gdy sam już doczeka ich miejsca – niczym wirusa? Ile razy widziałem już to w firmach rodzinnych, większych spółkach albo na Uniwersytecie?
Nasza Kancelaria może pomóc Wam to zmienić i ułożyć relacje między wspólnikami. Odezwijcie się do nas
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://www.biznes.gov.pl/pl/portal/00149
https://podpowiada.gofin.pl/338/podatek-dochodowy/6972/prowadzenie-pkpir-w-praktyce/307772
https://www.parp.gov.pl/storage/publications/pdf/kodywartoscisos.pdf

RELACJA ADWOKATA Z KLIENTEM – BLISKA, TRUDNA I WYJĄTKOWA
Relacja adwokata z Klientem jest wyjątkowa. To więź, która opiera się na zaufaniu, poufności i trosce. Adwokat jest nie tylko profesjonalnym pełnomocnikiem, ale często także jedyną osobą, która – w chwilach najtrudniejszych – pozostaje zawsze i bezwarunkowo po stronie swojego klienta. Od tej zasady nie ma wyjątków. Zaufanie, jakim obdarzają nas Klienci i tajemnica, którą jesteśmy związani są dla nas świętością. Dlatego możecie nam zaufać.
💚 Adwokat – jedyny sojusznik
Adwokat często bywa jedyną osobą, która zawsze stoi po stronie swojego klienta. Dobry adwokat nie ocenia go ani jego wyborów, ani jego czynów czy zachowań. Adwokat jest gwarantem tego, by prawa jego Klienta były przestrzegane. Jego zadanie polega na tym, by zapewnić, że wszystkie argumenty na korzyść Klienta będą przez Sąd rozpatrzone. Adwokat ma prawny – ustawowy obowiązek działać wyłącznie w interesie Klienta. Oznacza to, że nie wolno mu podejmować jakichkolwiek działań niekorzystnych dla niego. Rola taka budzi wiele kontrowersji. Wynikają one z niezrozumienia wagi tego zadania.
Każdy, kto krytykuje rolę adwokata w procesie, powinien się zastanowić, dlaczego została ona w taki właśnie sposób ukształtowana we wszystkich cywilizowanych krajach? Czemu od stuleci państwo – przez prawo, które stanowi, zapewnia człowiekowi, którego samo oskarża – sojusznika w postaci adwokata?
Państwo i prawo są z natury rzeczy niedoskonałe. Od dawna wiadomo, że jednostka nie ma szans w starciu z systemem. System ma przewagę nad jednostką w każdy aspekcie: może stosować przymus, zorganizowaną przemoc, może jednostkę pozbawić tymczasowo lub trwale wolności, może ją przesłuchiwać, ma do dyspozycji służby mundurowe, specjalne, laboratoria, ekspertów, specjalistów, ma wreszcie przełożenie na media – różne w różnych krajach i czasach, ale zawsze większe, niż jednostka.
Pamiętajmy zawsze o jednej kwestii: adwokat nie musi utożsamiać się ze swoim Klientem. Wręcz nie powinien tego robić. To, że kogoś broni albo reprezentuje nie znaczy, że popiera jego postawę lub zachowanie. Fakt współpracy nie oznacza, że sympatii, ani przyklaskiwania Klientowi. Nie oznacza też nigdy braku szacunku lub empatii do drugiej strony. Bardzo często je czujemy, lecz na sali musimy o tym zapomnieć.
Adwokat 🥑, czy prokurator?
Adwokat dostał od tego samego państwa jedno zadanie. Jego zadanie polega na tym, by tę dysproporcję chociaż trochę zniwelować. I tu pojawia się pytanie: jak ma to zrobić? Otóż, adwokatowi nie wolno w sądzie kłamać! Adwokat nie może podawać sądowi twierdzeń, o których wie, że nie są prawdziwe. Nie może mówić, ani przekonywać do czegoś, o czym wie, że jest niezgodne z prawdą. Tak wiele osób o tym zapomina…
Jednakże rola adwokata jest inna, niż prokuratora. Prokurator ma obowiązek brać pod uwagę i udowadniać okoliczności świadczące przeciwko oskarżonemu (podejrzanemu), jak i na jego korzyść. I w obu tych kierunkach ma za zadanie prowadzić postępowanie. Adwokat jest w innej sytuacji. Adwokat ma prowadzić postępowanie jedynie w kierunku korzystnym dla jego Klienta. Jeśli natknie się na okoliczności świadczące przeciwko Klientowi – ma obowiązek działania tylko w jego interesie. Przemilczy je więc. Albo weźmie pod uwagę negocjując wyrok. Czym innym jest jednak przemilczenie okoliczności niekorzystnych dla Klienta, a czym innym kłamanie i podawanie Sądowi nieprawdziwych informacji.
Czemu dobry adwokat jest potrzebny?
Zdarza się, że ktoś znajdzie się w położeniu, w którym przeciwko niemu stanie cały aparat państwa, media, a nawet najbliżsi. Przyjaciele mogą się odwrócić, rodzina nie udzieli wsparcia. W takim nierównym starciu adwokat pozostaje tym, który nie osądza, lecz wykorzystuje swoją wiedzę i doświadczenie, by podkreślić to, co dla klienta jest korzystne.
Zadaniem adwokata jest stać przy swoim Kliencie i działać zawsze i tylko na jego korzyść. Krytykowanie nas za to, że wywiązujemy się z tego obowiązku, nie jest więc trafne.
Czy adwokat jest potrzebny? Ja uważam, że tak i to w prawie każdej sprawie. Znacznie lepiej i bezpieczniej jest mieć możliwość korzystania z profesjonalnej pomocy prawnej, niż bazować na własnej wiedzy zaczerpniętej najczęściej z kryminałów i amerykańskich filmów. Co więcej, adwokata potrzebują również niewinni – właśnie po to, by on dopilnował, by zapadł sprawiedliwy – uniewinniający wyrok. Znam takich, którzy będąc niewinni bronili się sami i zostali skazani. A można było tego uniknąć.
✅️ Na czym polega rola adwokata?
Rolą adwokata nie jest dociekanie prawdy – od tego istnieją instytucje państwowe i ich służby.
🔎 Testowanie oskarżenia
Adwokat nie może wprowadzać sądu w błąd – to granica, której przekroczyć nie wolno. Jego zadaniem jest jednak sprawdzenie wiarygodności oskarżenia, obrona praw klienta i wskazywanie okoliczności, które przemawiają na jego korzyść. To wymagająca rola – łącząca profesjonalizm z lojalnością.
🟢 Adwokat: zaufanie i tajemnica
Zaufanie i tajemnica adwokacka są fundamentem tej relacji. To wartości, które traktuję jako świętość.
🤐 Tajemnica na całe życie
Wiele historii, które usłyszałem, zostanie ze mną na zawsze. Nie mogę i nie chcę ich zdradzić. To nie tylko obowiązek wynikający z prawa, ale przede wszystkim kwestia honoru i etyki. Zaufanie, którym obdarzają mnie Klienci, jest dla mnie bezcenne.
🌟 Piękno zawodu
Wykonuję zawód, który bywa błędnie rozumiany i przedstawiany. Widzi się w nim czasem kogoś, kto „broni winnych” – a w rzeczywistości adwokat broni prawa do sprawiedliwego procesu i człowieka w najtrudniejszym momencie jego życia. Powiem więcej: również ofiary czują większą satysfakcję ze skazującego wyroku, jeśli oskarżony mógł się bronić, a sąd dzięki pracy adwokata, rozważył wszystkie okoliczności. Inaczej, taki wyrok – chociaż formalnie wiążący – nie byłby wiele wart.
A ja? Jestem dumny. Dumny z tego, że jestem adwokatem. Jeśli potrzebujesz mojej pomocy, odezwij się do mnie:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://www.prawo.pl/prawnicy-sady/relacja-klient-kancelaria-raport-future-ready-lawyer,517351.html
https://hfhr.pl/upload/2022/01/4_-dostep-do-adwokata-i-radcy-prawnego.pdf

MEDIACJE PRACOWNICZE – DLACZEGO WARTO?
Spory są elementem każdej relacji. W miejscu pracy również nie da się ich uniknąć. Istotne jest to, jak do sporów podchodzimy. Czy pozwolimy, by różnica zdań w drobnej sprawie urosła do rangi problemu, który zaszkodzi nam i firmie? Czy może potraktujemy ją jako okazję do przeglądu naszej relacji, by ją wzmocnić? A może zwyczajnie nie opłaca się toczyć sporu w sądzie? Przeczytajcie sami.
Mediacje pracownicze – czy spór w sądzie się opłaca?
Mediacje pracownicze – dlaczego to dobry pomysł? Sądy są od rozstrzygania sporów. Rozstrzyganie odbywa się arbitralnie i polega na przyznaniu racji jednej ze stron. Taki wyrok sądu nie usuwa źródeł sporu. Co więcej, jedna ze stron prawie zawsze będzie się czuła niezrozumiana, niewysłuchana lub pokrzywdzona. Z koeli druga strona będzie triumfować i może – paradoksalnie – wzmocnić te swoje zachowania, które leżały u źrodła konfliktu.
Co więcej, sprawa w sądzie trwać może latami. Czasami są to 2-3 lata do wydania wyroku w I instancji. A przecież od niego służy stronom apelacja i sprawa może po niej wrócić do ponownego rozpoznania. Oznacza to, że sprawa pracownicza w sądzie pracy może trwać nawet 4-5 lat.
Spór zaczyna żyć własnym życiem
W tym czasie spór stron wymyka się im spod kontroli i zaczyna żyć własnym życiem. Strony angażując prawników, świadków, biegłych oraz wykładając coraz więcej pieniędzy, stają się same zakładnikami swoich pierwotnych stanowisk. A te – jak często bywa – nie dobrze powiązane z tym, co leżało u źrodła sporu. Czasem są od tego oderwane. W sądzie toczy się więc latami spór, który strony pochłania, a oddaje nawet istoty problemu.
Jedynym efektem takiego sporu będzie dalsza polaryzacja stron, wzrost ich niechęci, angażowanie w ich spór osób trzecich, które spotkają się z konfliktem lojalnościowym. A na koniec wyrok sądu sporu nie usunie, tylko go zacementuje. Należy się więc zastanowić, czy warto iść tą drogą. Moim zdaniem, zadaniem sądów jest rozstrzyganie tych sporów, które nie dadzą się rozwiązać w inny sposób. Sądy są absolutnie niezbędne choćby po to, by zapobiec samosądom i anarchii. Uważam jednak, że w zdecydowanej większości przypadków, strony zbyt szybko korzystają z prawa do sądu i rezygnują z możliwości poszukiwania rozwiązania sporu w inny sposób.
Utrata poczucia sprawczości w sądzie, a mediacje pracownicze
W konsekwencji, strony tracą zdolność do załatwiania swoich spraw. Ich kreatywność i sprawczość doznają upośledzenia. Poczucie obywatelstwa rozumianego jako prawo wolnej jednostki do decydowania i sobie i swoim losie, ulega rozbiciu. Człowiek dojrzały rezygnuje z atrybutu swojej dorosłości i prosi organ państwowy, by załatwił jego prywatną sprawę. Sam najczęściej nawet nie próbował tego zrobić. Albo też próba taka miała charakter iluzoryczny.
W konsekwencji obserwujemy cały szereg negatywnych skutków, które wyżej opisałem. A przecież miejsce pracy jest tym obszarem, w którym nasze kompetencje społeczne są w pełnej ekspozycji. Jak można oczekiwać od człowieka dojrzałych decyzji w innych obszarach życia, jeśli tak łatwo pozwalamy mu wyzbyć się sprawczości i odpowiedzialności w relacjach w pracy. Idąc od razu do sądu – owszem – korzystamy ze swojego uprawnienia, ale często robimy sobie i innym krzywdę, gdyż oddajemy się w ten sposób w adopcję organowi państwowemu, którego aktywność ma nas zwolnić – w naszym odczuciu – z wysiłku, odpowiedzialności i myślenia. „Teraz będziesz się tłumaczył przed sądem” – mówimy.
Dlatego też, w Kancelarii Jakubiec i Wspólnicy jesteśmy zwolennikami załatwiania spraw w mediacji. Mediacje pracownicze są jednym z tych obszarów, w których osiągamy widoczne sukcesy. Oczywiście, nie każda sprawa nadaje się do mediacji. Wierzymy jednak, że często warto podjąć wysiłek zmierzający do zakończenia sporu w sposób ugodowy. Przez ugodę nie traci się nic – wbrew powszechnemu rozumieniu. Odzyskuje się natomiast poczucie panowania nad własnymi sprawami i relacjami. Poza tym, mediacja jest szybsza, prostsza i tańsza od procesu sądowego.
Zapraszam do kontaktu
Jeśli czujecie, że możemy Wam pomóc rozwiązać spór pracowniczy lub inny, odezwijcie się do nas. Zajmuję się również sprawami gospodarczymi i rodzinnymi. Jesteśmy mediatorami i oraz reprezentujemy naszych Klientów w sądach i w mediacjach. Oznacza to, że zakres i forma naszej pomocy może być różna – w zależności od tego, o co nas poprosicie. Odezwijcie się do nas:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://www.google.com/url?sa=t&source=web&rct=j&opi=89978449&url=https://www.gov.pl/attachment/e0ad2a4e-e8ef-4780-904e-c07615a21b3c&ved=2ahUKEwjQ69vv8bmQAxUpSPEDHV1zMNg4FBAWegQIJRAB&usg=AOvVaw2Bj7oC9gG4a3yoc_GAuGy0
https://dane.gov.pl/pl/dataset/451,mediacje/resource/65690/table
https://dogma.org.pl/wp-content/uploads/Poradnik-prawny-Mediacje-pracownicze-1.pdf

ODMOWA ROZMÓW TO NIE WYGRANA, LECZ KAPITULACJA
Mówi się, że sprawy rodzinne i gospodarcze nie mają ze sobą nic wspólnego. Ja twierdzę inaczej. Uważam, że łączy je siła komunikacji i wartość dialogu. W obu tych skrajnie różnych przecież gałęziach prawa, widzę i prowadzę sprawy, w których najważniejsza jest otwartość oraz odwaga niezbędna do wzięcia odpowiedzialności za własne życie lub biznes. Kluczowe jest to, by szukać rozwiązań, a nie trwać w wyniosłym milczeniu szukając wyższości moralnej w tej niemądrej postawie.
Wyniosłe milczenie
Milczenie bywa złotem, ale w innych okolicznościach. Ten artykuł jest o milczeniu wyniosłym, które jest kapitulacją wobec problemu i próbą przerzucenia odpowiedzialności na drugą stronę. Jest też o tym, że w ten sposób przegrywamy, a mimo to – jesteśmy zadowoleni. Straszne… O wyniosłym milczeniu napisałem już jeden artykuł. Link do niego podaję niżej – pod tekstem.
W tym tekście rozwinę kilka myśli tam ledwie wspomnianych oraz skupię się na nowych problemach.
🔴 Czy zauważyliście, że my – Polacy – bardzo lubimy zrywać rozmowy lub nawet odmawiać ich rozpoczęcia❓
Niepytani gadamy ciągle, głośno i bez sensu. A gdy trzeba rozmawiać – słychać tylko milczenie. Dotyczy to spraw drobnych oraz tych najważniejszych. Rodzinnych i gospodarczych. A ponoć sprawy rodzinne i gospodarcze nie mają ze sobą nic wspólnego… Otóż zapewniam wszystkich, że mają – i to bardzo wiele. Ale o tym niżej.
Wyższość moralna i satysfakcja
🔴 Czy zauważyliście, że czerpiemy dziką satysfakcję z domniemanej wyższości moralnej, którą czerpiemy z takiej postawy❓ Wyniosłym milczeniem staramy się przerzucić odpowiedzialność na drugą stronę. Wydaje nam się, że w ten sposób wygrywamy. Zatapiamy się w tej sytuacji. Co ciekawe, rozkosz, która z niej płynie, rekompensuje nam z nawiązką realne straty, które w ten sposób ponosimy. Jest to bardzo ciekawe podejście, które mogłoby cechować greckiego filozofa, ale budzi zdziwienie, gdy cechuje ludzi, o którzy moralnością jedynie wycierają sobie buty.
Gdyby jeszcze chodziło tylko o pieniądze! W końcu nie są najważniejsze. Ale nie! Wybieramy milczenie. Jakże często odpuszczamy w ten sposób rozmowę o kontaktach z dziećmi❓ Ilu znam ojców, którzy przez taką postawę nie widzieli własnych dzieci od roku albo dwóch? Dramat polega na tym, że oni odpuścili starania. Zaczęli kłócić się z byłą żoną lub partnerką, kontakty stawały się coraz rzadsze. Albo ona – co się również często zdarza – zwyczajnie je utrudniała. Link do tekstu o alienacji również zostawiam niżej. Problem polega na tym, że z alienacją można walczyć. Najskuteczniejsza bronią jest rozmowa i szukanie porozumienia. A niektórzy odpuszczają. I to bardzo szybko.
„Z nią się nie da rozmawiać, Mecenasie!” „Próbowałem – chyba dwa razy, ale się nie da! Kiedyś dzieci zrozumieją, że to jej wina”. „Mediacja? Panie Andrzeju, ale Pan naiwny. Pan jej nie zna… Z nią się nie da rozmawiać!” Słyszę to co najmniej raz w tygodniu. Czasami częściej. Słucham tego zawsze i staram się nie pokazać, że boli mnie serce. I wiem, że pierwszą walkę będę musiał stoczyć, nie z drug stroną, ale z mapami mentalnymi mojego klienta.
Wyniosłe milczenie – konsekwencje odpuszczenia
🔴 Taki rodzic mówi więc, że dzieci kiedyś zrozumieją, że to wina ich matki. On się przecież starał, próbował. Z zadumą patrzy się gdzieś w bok. Rozmyśla. Ale obaj wiemy, że jest to tylko wymówka. On zadba o to, by przedstawić siebie w najlepszym świetle, a odpowiedzialnością za rozpad więzi z dziećmi obarczyć ich matkę – która bardzo często ma również swoje za uszami – czasami nawet bardzo dużo. Zatrważające jest jednak, jak łatwo oni to akceptują utratę czegoś najcenniejszego w życiu – więzi z własnym dzieckiem – w zamian za to, by móc winę za to przerzucić na drugą stronę. Dla niektórych jest to nawet… wygodne. Dzieci kiedyś zrozumieją… A że ich dzieciństwo przejdzie mu koło nosa – trudno. Najważniejsze, by nie dać satysfakcji ich matce.
🔴 Dzieci może kiedyś to zrozumieją, a może nie. Teraz to bez znaczenia. One teraz tęsknią za ojcem. Ta tęsknota z czasem przeradza się w smutek, a potem w smutną i cichą akceptację zerwanej więzi. A że dzieci szukają przyczyny wszystkiego w sobie, to będą za jej zerwanie obwiniać siebie – świadomie, lub nie‼️
🔴 Będą dorastać ze świadomością lub nieuświadomionym odczuciem, że na miłość takiego ojca nie zasługiwały. To zniszczy ich poczucie własnej wartości, stworzy podatność na uzależnienia i inne działania autodestrukcyjne. Położy się cieniem na ich związkach i rodzinach, które stworzą ‼️
🔴 Ale póki co – mamy satysfakcję – że to jej wina! Próbowałem i już nie będę. Z nią nie da się rozmawiać…
Czy im zależy?
Gdyby takim ludziom zależało na własnych dzieciach tak, jak na kolejnym samochodzie, który kupią, dawno by to załatwili. Ale póki co delektują się zwycięstwem. Moralnym. Albo zamiast próbować załatwić tę sprawę szybko i polubownie, będą z honorem walczyć do końca w sądzie. „Choćby i 5 lat, Mecenasie!”. Tylko że za 5 lat, Pana dziecko nie będzie już Pana pamiętać. Cóż, dla niektórych to niska cena za to, żeby płacić o 500 PLN mniejsze alimenty. Uwierzcie mi, że często właśnie to jest płaszczyzną sporu.
Piszę o ojcach – sam jestem ojcem i za takich ludzi zwyczajnie mi wstyd. Ale też im współczuję, gdyż sami muszą być bardzo nieszczęśliwi. I przekażą to swoim dzieciom. Posłużyłem się tym przykładem, ale znam też inne – obie płcie mają tu „wybitne osiągnięcia”. Ale nie przejmujcie się. W rodzinach czasami nie jest najgorzej. To gdzie może być gorzej? Witamy w polskim biznesie. W szczególności – w biznesie rodzinnym 🙂
Wyniosłe milczenie w sporach biznesowych?
✅ Tak, problem jest znacznie szerszy – dotyczy wielu z nas w różnych konfiguracjach. Widzę podobną postawę w spółkach, w których wspólnik nie chce rozmawiać. Będzie blokował działania spółki i jej szkodził, ale do rozmów nie usiądzie. Najwyżej spółka padnie, ale on ma rację i nie ustąpi.
I o tym pisałem ostatnio analizując przyczynę stojącą za art. 266 k.s.h., który reguluje możliwość wyłączenia wspólnika ze spółki z o.o. Jest to przecież brutalna ingerencja w prawo własności, a jednak ma uzasadnienie. Nie w każdym sporze, ale właśnie wtedy, kiedy jeden ze wspólników zachowuje się w sposób dla spółki destrukcyjny. Jednym z przejawów takiego zachowania może być właśnie okopanie się na pozycjach moralnych i odmowa jakichkolwiek rozmów. Jakie to łatwe!
O sporach między wspólnikami napisałem pewnie kilkadziesiąt artykułów, większość z nich jest na tej stornie – z łatwością je znajdziecie. Wiele z nich dotyczy specyficznej przestrzeni, jaką tworzą polskie firmy rodzinne. W nich spory są szczególnie trudne, a wyniosłe milczenie oraz unikanie otwartego postawienia problemu, bywa rujnujące i destrukcyjne dla firmy, rodziny i wszystkich wokół. Wyniosłe milczenie słychać również tam. A szkoda. Gdybyśmy tak ułamek marnotrawionej w ten sposób energii i uwagi przekierowali na rozwój tych firm?
Dlaczego napisałem ten tekst?
Napisałem to, bo wierzę, że z tą postawą można walczyć. Wierzę, że człowiek nie jest z natury zły. Często niesie ze sobą przez życie traumę, którą przekazuje się z pokolenia na pokolenie. Inni nie mają kompetencji komunikacyjnych. W wielu domach nie rozmawia się w ogóle na trudne tematy. Tak samo było w moim domu. Rozwiązywania sporów nie uczy się nas w szkołach. Jesteśmy za to tresowani i katowani mitami powstań i umierania bez sensu za straconą sprawę. Nic więc dziwnego, że w sytuacji trudnej powtarzamy to, do czego nas zaprogramowano: rozmawiać nie potrafimy, ale pamiętamy, że jest szlachetnie i pięknie jest przegrywać.
Wierzę, że można byłoby uniknąć wielu dramatów, rozbitych rodzin, rozerwanych więzi lub zniszczonych spółek lub świetnych pomysłów, których nigdy nie zrealizowano, gdybyśmy potrafili ze sobą rozmawiać i zrozumieli w końcu, że sztuką nie jest umrzeć w samotności i biedzie, ale wieść szczęśliwe i spełnione życie. Kluczem do tego jest umiejętność rozwiązywania problemów, a nie unikanie rozmowy i czerpanie satysfakcji z moralnej wygranej. Może uznacie, że komuś moje mogą otworzyć oczy. A przez to chociaż jedno dziecko za jakiś czas odzyska rodzica.
Może uda się rozwiązać jeden konflikt w jakiejś spółce, która przez to nie padnie, ale będzie źródłem utrzymania kilku rodzin lub przyniesienie komuś bogactwo. Będę szczęśliwy, jeśli pomoże to chociaż jednej osobie. Wysiłek, jaki włożyłem w napisanie tych tekstów z pewnością był tego wart, był wręcz znikomy w porównaniu z tym, co – jak wierzę – może kiedyś zrobią dla choćby jednej osoby. Ta osoba pewnie nigdy o mnie nie usłyszy, ani ja o niej. Ale nie ma to znaczenia. Wiem, że warto.
Zapraszam do kontaktu
Jeśli czujecie, że mogę Wam w jakiś sposób pomóc, odezwijcie się do mnie. Zajmuję się sprawami gospodarczymi i rodzinnymi. Jestem mediatorem i zwyczajnie lubię pomagać ludziom rozwiązywać spory. I tak – cieszę się, że mogę zarabiać w ten sposób, bo mam silne przeświadczenie, że robię coś dobrego.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://centrummediacji-jp.pl/komunikacja-niewerbalna-w-konflikcie
https://iws.gov.pl/wp-content/uploads/2023/10/MediacjaSztukaKompromisu_na-strone-www-IWS.pdf

ŚMIERĆ WSPÓLNIKA SPÓŁKI CYWILNEJ
Spółka cywilna jest umową, a nie osobnym od wspólników podmiotem prawa. Ma wiele zalet, do których należy pozorna prostota oraz niskie koszty jej założenia. Przysparza jednak wielu trudności w przypadku zmian po stronie wspólników. Mam na myśli m.in.: „sprzedaż udziałów”, śmierć jednego ze wspólników lub jego wyjście ze spółki. Z tymi sytuacjami spółka cywilna radzi sobie średnio. Jak wygląda sytuacja w przypadku śmierci wspólnika?
Śmierć wspólnika spółki cywilnej
Najlepiej byłoby, gdyby wspólnicy zobowiązali się nie umierać. Przynajmniej dopóki są w spółce. Z egzekucją takiego obowiązku może wiązać się jednak szereg praktycznych problemów. Śmierć wspólnika może zdarzyć się w każdej spółce. Przyjmujemy więc, że takie sytuacje się zdarzają i to regularnie. Trzeba wówczas jednocześnie sprostać szeregowi trudności, które wynikają m.in. z:
🔴 faktu, że spółka jest tylko umową na gruncie prawa cywilnego, ale płatnikiem VAT na gruncie prawa podatkowego i pracodawcą wg przepisów kodeksu pracy. – Mamy więc niezły bałagan;
🔴 umowa ta oznacza zaciąganie przez wspólników wspólnych obowiązków i daje im wspólne uprawnienia. Natomiast polskie prawo nie zna jednoczesnego przejścia uprawnień i obowiązków (cesji i przejęcia długu);
🔴 z różnych przyczyn wierzyciel może nie być zainteresowany, żeby świadczenie spełnili spadkobiercy zmarłego. O ile chodzi o zapłatę, to nie ma z tym problemu, ale jeśli on miał napisać skomplikowaną opinię prawną albo namalować obraz – wykonanie tego obowiązku przez żonę i dzieci może nie być równie wartościowo. Chociaż w niektórych przypadkach będzie znacznie bardziej.
Śmierć wspólnika. Czy spadkobiercy wspólnika sami stają się wspólnikami❓
Tak być może, ale wcale nie musi. Kluczowe w tym zakresie będą postanowienia umowy spółki. Należy jednak zastanowić się, czy ci spadkobiercy wejdą do spółki na równych prawach czy też jedynie podzielą się tym, co przysługiwało do tej pory spadkodawcy. Wyobraźmy sobie, że było dwóch wspólników, którzy mieli udział w zyskach i stratach po 50%, a każdy z nich miał jeden -równy głos. Musieli się więc porozumieć w ważniejszych kwestiach związanych z prowadzeniem spraw i reprezentacją spółki. Jeden z nich zmarł i dziedziczą po nim dwie osoby w częściach równych i obie do spółki wchodzą.
Jak dziedziczą spadkobiercy wspólnika cywilnego❓
W tym prostym stanie faktycznym jest jednak dużo niewiadomych i możliwości. Możliwe są więc 3 główne rozwiązania:
🟢 po śmierci wspólnika spółka będzie miała troje wspólników, a udział w zyskach i stratach zmieni się i wyniesie po 1/3. Każdy ze wspólników będzie miał 1 głos, a więc dotychczasowy wspólnik będzie mógł być przegłosowany przez spadkobierców. Jego pozycja ulega więc znacznemu osłabieniu.
🟢 spółka będzie miała troje wspólników, ale dotychczasowy wspólnik zatrzyma 50% udział w zyskach i stratach, z kolei spadkobiercy podzielą się „udziałem” zmarłego – w tym przykładzie po połowie, a więc będą mieli po 25% udziału w zyskach i stratach. W tej sytuacji możliwe są dalsze dwa rozwiązania, bowiem może być tak, że mimo takiego udziału w zyskach będą mieli po 1 głosie, a więc będą mieli większość albo też odziedziczony przez nich głos również rozpadnie się na pół i będą mieli odpowiednik 0,5 głosu – jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało.
🟢 możliwe jest również takie rozwiązanie, w którym do spółki przystąpi faktycznie tylko jeden ze spadkobierców, który będzie miał 1 głos i 50% udziałów w zyskach i stratach. Stanie się tak, mimo że po zmarłym dziedziczyli razem. Ale w tej sytuacji z drugim spadkobiercą będzie się on jedynie rozliczał, tamten będzie jednak od spółki odcięty. Naturalnie pojawia się więc pytanie o odpowiedzialność tego „odciętego” wspólnika za zobowiązania spółki. Czy ponosi solidarną odpowiedzialność wobec wierzycieli, czy też nie?
Śmierć wspólnika spółki cywilnego – pole do konfliktów
Jak widzimy, pole do konfliktów jest szerokie. Każda ze stron będzie mogła podnosić racjonalne argumenty. Argumenty obu stron będą miały podstawy ekonomiczne, moralne i prawne.
Dodajmy do tego, że przecież uczestnictwo w spółce polega na wykonywaniu obowiązku działania w celu osiągnięcia wspólnego celu gospodarczego, który został określony w umowie spółki. Może on oczywiście ulegać modyfikacji. Ale jasne jest, że łączny potencjał lub gotowość spadkobierców może, ale nie musi być równy potencjałowi zmarłego wspólnika. Mogą nie mieć do tego odpowiednich kwalifikacji, zdolności, pasji, czasu. Mogą w końcu zwyczajnie nie dogadywać się ze wspólnikiem zmarłego.
Czy spadkobiercy powinni wchodzić do spółki❓
Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Z pewnością śmierć wspólnika jest dla spółki cywilnej szokiem. Może się okazać, ze spadkobiercy w spółce do tej pory pracowali, znają ją i są gotowi do dalszej pracy na jej rzecz – już w nowej formie. Może się okazać, że będzie to z korzyścią dla wszystkich, również dla drugiego wspólnika, który być może od lat nie miał wsparcia w schorowanym koledze, a jego dzieci garną się do pracy. Jednakże może być zupełnie odwrotnie.
Rozliczenie ze spadkobiercami zmarłego wspólnika
Co zatem zrobić, jeśli spadkobiercy do spółki nie chcą lub nie mogą wejść❓ Należy się z nimi rozliczyć. I tu pojawia się kolejne pole do sporów i konfliktów. Chodzi oczywiście o pieniądze. Ile im zapłacić? Przepisy kodeksu cywilnego są w tym zakresie archaiczne. Biorą pod uwagę – w pewnym uproszczeniu – wartość aktywów netto. A więc wartość rzeczy materialnych. Z niematerialnymi jest już gorzej, ale można w rozliczenie włączyć np. znak towarowy itp. NIe zmienia to jednak faktu, że w żaden sposób nie odnoszą się one do obrotów, renomy, zysków i innych czynników, które mają wpływ na wycenę przedsiębiorstw. Przepisy te drastycznie promują stronę, która w spółce zostaje i może jej majątek przejąć na własność relatywnie tanio.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy zajmuje się spółkami cywilnymi
Jeżeli prowadzicie spółkę cywilną i chcecie uniknąć problemów związanych ze śmiercią któregoś ze wspólników, warto zadbać o to już teraz. Możemy Wam w tym pomóc. To samo dotyczy sytuacji, w której wspólnik już zmarł i potrzebujecie pomocy w dalszych krokach. Zapraszamy do kontaktu:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935

WYŁĄCZENIE WSPÓLNIKA W SPÓŁCE Z O.O.
Wielokrotnie już pisałem, że spory między wspólnikami są zupełnie naturalnym elementem współpracy. Dotyczy to każdej relacji, nie tylko biznesowej. Z każdym dosłownie człowiekiem mamy jakiś obszar interesów, które nie są ze sobą zbieżne, albo są wręcz sprzeczne. To samo dotyczy dzieci i dorosłych, wspólników i małżonków, państw członkowskich NATO i frakcji w partiach politycznych. Spór to uświadomiony przez co najmniej jedną ze stron stan braku zgody na istniejący stan rzeczy. Wiąże się z poczuciem chęci zmiany tego stanu. Jest więc elementem rzeczywistości, na który nie ma się co obrażać. To zwyczajnie bywa: tak samo jak pada deszcz, zachodzi słońce lub powstają naprężenia tektoniczne. Spór może jednak przybrać różny obrót i zamienić się w konflikt. Jednym z drastycznych sposobów rozwiązywania konfliktów jest pozbycie się drugiej strony. Mówi o tym stara rosyjska zasada: nie ma człowieka – nie ma problemu. Zasada ta znajduje swój wyraz w polskim prawie – m.in. w kodeksie spółek handlowych i jest w majestacie prawa wykonywana.
Wyłączenie wspólnika: czemu to jest potrzebne?
Oczywiście nie chodzi o zabicie kogokolwiek. Chodzi o cywilnoprawny odpowiednik takiego działania – jakim jest brutalne pogwałcenie „świętego” prawa własności w imię wyższych celów. Nazywajmy rzeczy po imieniu: wyłączenie wspólnika ze spółki z o.o, to wywłaszczenie. Nie jest to kradzież, gdyż odbywa się za wynagrodzeniem, chociaż jego wysokość jest podatna na dość łatwe manipulacje ze strony zarządu lub wspólników większościowych, którzy jeśli dobrze się do tego przygotują, będą w stanie znacznie cenę zaniżyć.
Uzasadnienia ideologiczne takiego uprawnienia czyta się w publikacjach naukowych z pewnym zażenowaniem, jeśli ich autorzy próbują ich zbyt łatwo bronić lub gdy równie lekko przychodzi im ich atakowanie. Ani bowiem prawo własności nie jest święte i niesłuchanej naiwności wymaga wiara w ten frazes, ani też jego odebranie – nie jest aż takie łatwe. Wyłączenie wspólnika ze spółki z o.o. jest zawsze aktem wyjątkowym, na które musi zgodzić się sąd.
Dlaczego wyłączenie wspólnika ze spółki jest potrzebne?
Regulacje takie są w prawi polskim bardzo potrzebne. Dlaczego? Ponieważ cierpimy na epidemię narodowej choroby psychicznej lub epidemię upośledzenia pewnej podstawowej zdolności, jakże przydatnej w relacjach społecznych: konstruktywnego dialogu i pragmatycznego podejścia do rozwiązywania problemów. Pisałem już o tym wielokrotnie.
Jak żaden inny naród, mamy tendencję w życiu prywatnym, zawodowym i politycznym do niczym niesprowokowanego i niewymuszonego zapędzania się „w kozi róg” przez faktyczne czyny i deklaracje, które odbierają nam możliwość wyjścia z twarzą z niezbyt nawet trudnej sytuacji. Mamy więc tendencję do okopania się na swoje pozycji i trwania na niej do upadłego. Co więcej, perwersyjną wręcz radość czerpiemy z detonacji granatu w samolocie, w którym lecimy wspólnie z kimś, kto nam nie leży. Zbiorowe samobójstwo wrosło w nasze DNA i jest tak często spotykane w spółkach, że trzeba coś z tym zrobić.
Spory między wspólnikami – zbiorowe samobójstwo
Wielu przedsiębiorców ciągle uważa, że lepiej zbankrutować, pociągnąć w dół siebie, swoją rodzinę i firmę, pracowników, kontrahentów i klientów zostawić na lodzie – niż wziąć odpowiedzialność za własne życie i sprawy i wspólnie z drugą stroną poszukać rozwiązania wspólnego problemu. Poszukiwania takie nie maja jednak polegać na dyskusji, kto ma rację, albo czyja to wina, że jesteśmy w tym miejscu.
One mają polegać na odrzuceniu tego sposobu myślenia, który gloryfikuje postawę szlachetnej przegranej. Działania te mają polegać na wspólnej ciężkiej pracy w celu łatania dziury w łodzi, którą płyniemy, zamiast kłócenia się o to, kot ją wybił. Jakże ciężko nam to to ciągle przychodzi. Chłop żywemu nie przepuści… A że umrą razem? Trudno.
Ustawodawca wyszedł więc z założenia – skoro nie jesteście w stanie się dogadać i spółka miałaby paść – to lepiej, żeby pozbyć się mniejszościowego wspólnika. Jest to oczywista ingerencja państwa w spór między wspólnikami. Czy to naruszenie własności? Oczywiście! Czy to jest konieczne? Tak, bo inaczej wiele spółek zostałoby sparaliżowanych ze szkodą dla wszystkich. Czy to powinna być ostateczność? Zdecydowanie! Nie wolno od tego zaczynać rozwiązania sporu.
Art. 266 k.s.h. jest więc przykładem trzeźwego osądu ustawodawcy, co do kompetencji Polaków w zakresie rozwiązywania ich prywatnych sporów. Uznał – słusznie – że tego nie potrafią. A dobrze byłoby, gdyby jakieś spółki jednak funkcjonowały. Wyłączenie wspólnika ze spółki z o.o. ma więc tę spółkę uzdrowić. Jest przejawem dbania o interes większości kosztem mniejszości, która zawiniła.
Wyłączenie wspólnika ze spółki z o.o. – jak to działa?
Zasadą jest, że wszyscy wspólnicy, którzy razem mają ponad połowę kapitału zakładowego – mogą pozbyć się ze spółki tego jednego „złego” wspólnika mniejszościowego. Jeśli umowa spółki na to pozwala, takie prawo będzie przysługiwało grupie wspólników większościowych, przeciwko wszystkim wspólnikom mniejszościowym. Zawsze jednak będzie konieczne wykazanie, że przyczyny uzasadniające ich wyłączenie ze spółki leżą po stronie mniejszości.
Przyczyny te muszą być ważne. Takie sformułowanie daje dużo przestrzeni do oceny i bardzo dobrze. Trudno bowiem przewidzieć wszystkie możliwe konfiguracje i stany faktyczne. Należy zakładać, że jedną z przesłanek będzie porażka mniej drastycznych środków, jak choćby mediacji. Ważne jest, by były one podejmowane na serio, a nie jedynie formalnie. Orzecznictwo sądów jest jednak w tym zakresie niejednolite.
✅ Czym są te ważne przyczyny❓ To już jest znacznie bardziej skomplikowane i ocenne. Dlaczego❓
✅ Ponieważ różnica interesów i spory między wspólnikami są czymś naturalnym, obiektywnie istniejącym w każdej relacji – również w biznesowej. To więc nie wystarczy.
✅ Trzeba będzie udowodnić coś znacznie poważniejszego:
🔴istniejący z przyczyn leżących po stronie tego wspólnika
🔴stan paraliżujący działania spółki lub
🔴niweczący możliwość osiągnięcia jej celów.
Stan ten musi być: 🔴poważny, 🔴trwały i 🔴nieusuwalny w zwykłym toku rzeczy.
✅ Czy warunkiem uwzględnienia powództwa jest wcześniejsza poważna próba rozwiązania problemu w sposób polubowny❓ Na to pytania sądy udzielają różnych odpowiedzi.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy prowadzi sprawy związane ze sporami między wspólnikami
Mamy bardzo duże doświadczenie i poważne sukcesy na koncie w sprawach związanych ze sporami między wspólnikami. Zajmujemy się ich rozwiązywaniem jako mediatorzy, ale z przyjemnością pomagamy również tylko jednej ze stron – naszemu klientowi, który nas o taką pomoc poprosi.
Jeśli jesteście stroną sporu korporacyjnego, odezwijcie się do nas:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935

SZANTAŻ DYWIDENDOWY – RÓŻNE PUNTKY WIDZENIA
Po co zakłada się spółkę? Przecież to oczywiste! Żeby zarabiać… Tak? Napewno? No właśnie, okazuje się, że nie do końca. Dotyczy to w szczególności spółki z o.o., która może być założona w każdym celu dopuszczalnym przez prawo. Najczęściej będzie to oczywiście prowadzenie działalności gospodarczej. Ta – co do zasady prowadzona jest dla zysku, ale… tutaj zaczynają się schody. W praktyce, cel spółki wcale nie musi być dla wszystkich jasny. A problem ten bardzo ładnie krystalizuje się nam w sprawach dotyczących tak zwanego szantażu korporacyjnego związanego z dywidendą.
Czy dywidendę trzeba wypłacać?
✅ Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta: nie. Dywidenda nie musi być wypłacona. O tym, czy i w jakiej wysokości zostanie wypłacona decyduje zgromadzenie wspólników, a prawo nakłada na nie tylko górne granice. Oznacza to, że nie można wypłacić więcej niż się zarobiło (w pewnym uproszczeniu). Natomiast nie ma obowiązku wypłacania czegokolwiek. I to rodzi wiele sporów.
✅ Nieporozumienia wynikają najczęściej z braku rozmów i zakładania – zupełnie pozbawionego racjonalnych podstaw – że wszyscy wiedzą, o co chodzi, mają takie same plany, intencje i wartości i z pewnością się dogadamy. A przecież życie uczy nas czegoś zupełnie przeciwnego. Nasze cele mogą być tylko częściowo zbieżne, ale nigdy nie będę identyczne. Jeszcze większe rozbieżności dotyczą akceptowalnych kosztów i perspektywy czasowej ich osiągnięcia, akceptacji ryzyk oraz strat.
Rozbieżności interesów prowadzące do sporów między wspólnikami są całkowicie naturalne. Działanie w spółce jest sztuką rozwiązywania tych sporów w nie mniejszym stopniu, niż prowadzenia samej działalności. Te spory są jej integralną częścią. Dotyczą wielu obszarów. Jednym z tych, które mogą być przyczyną sporu albo płaszczyzną sporu zastępczego lub zwykłym narzędziem jest polityka dywidendowa spółki.
Cel spółki z o.o. a dywidenda
✅ Spory wynikają z tego, że wielu kwestii nie poruszono przed powstaniem spółki, albo z tego, że zmieniły się cele lub potrzeby części wspólników. Mogła też zmienić się percepcja celowości realizacji celów spółki w zmienionych warunkach.
✅ Weźmy jednak za punkt wyjścia wariant najprostszy: wszystko, co zarobimy, wypłacamy sobie co roku jako dywidendę. Jest to podejście, które zapowiada krótką egzystencję tej spółki, ale kto bogatemu zabroni? Sprawa jest jasna – tak się umówiliśmy i tak robimy.
Ale może być inaczej. Działamy w zarządzie lub na innych stanowiskach, mamy solidne pensje pozwalające nam godnie żyć. Czasem wypłacimy jakąś dywidendę, ale co do zasady reinwestujemy zysk zostawiając go w spółce stawiając na jej rozwój.
Trzeci – skrajny wariant – nie wypłacamy sobie nic, wszystko niemal zostawiamy w spółce i budujemy jej wartość. Celem może być wtedy nie tyle wypłacenie zysku kiedyś, co na przykład sprzedaż spółki.
✅ Póki wszyscy wspólnicy mają te same cele, wszystko gra. Problemy pojawiają się, gdy cele te ulegają zmianie albo ujawnią się istniejące rozbieżności. Co może się wydarzyć? Jeden ze wspólników nagle będzie potrzebował pieniędzy na leczenie żony po wypadku. Innemu urodziło się dziecko, którego nie planował. Jeszcze inny pa nowy pomysł na super biznes i potrzebuje pieniędzy na wejście.
✅ Sporów na tym tle można uniknąć poprzez uregulowanie zasad głosowania w sprawie wypłaty dywidendy w osobnej od umowy spółki umowie inwestycyjnej‼️ Niestety, umowy takie są ciągle rzadko zawierane między „prywatnymi” wspólnikami, a częściej znajdują zastosowanie w umowach z funduszami inwestycyjnymi.
Dywidenda jako narzędzie szantażu
Widzimy więc, że różnice celów działalności mogą się ujawnić. Może to mieć przełożenie na stanowisko zgromadzenia wspólników co do wypłaty dywidendy i jej wysokości. Jest to zupełnie naturalne. Jednakże dywidenda bywa też wygodnym narzędziem szantażu. Jej długoletnie blokowanie może być środkiem nacisku na mniejszościowego wspólnika, by zgodził się wyjść ze spółki na warunkach, których do tej pory nie akceptował. Wspólnik taki liczył na wypłatę dywidendy – będącej często jedynym źródłem jego utrzymania. Nie pracuje w spółce, nie pełni żadnych funkcji w jej zarządzie.
Dywidenda – wywarcie presji
Wspólnicy większościowi mogą więc blokować wypłatę dywidendy – często przez wiele lat – aby wywrzeć na niego presję. Ponieważ mają oni wpływ na skład zarządu lub sami w nim zasiadają, mają możliwość „wyciągania” pieniędzy ze spółki w inny sposób – z ewidentnym pokrzywdzeniem tego wspólnika. A kiedy indziej – nie będą musieli tego robić, gdyż mają inne źrodła utrzymania i zwyczajnie mają czas, by go zmiękczyć.
Zaskarżenie uchwały – co zrobi sąd?
✅Procesy o zaskarżenie uchwał odmawiających wypłaty wspólnikom dywidendy są trudne. Spółka może podnosić, że inwestuje zyski po to, by zarobić jeszcze więcej w przyszłości. Poza tym, rynek jest trudny, konkurencja duża, a kto przejada zyski, wypada z gry. I trudno z taką argumentacją walczyć. Bardzo ciężko jet zweryfikować, czy odmowa dywidendy wynika ze stosowania szantażu korporacyjnego, by pozbyć się wspólnika, czy też jest przejawem odpowiedzialnej polityki finansowej. A będzie to miało kolosalny wpływ na treść rozstrzygnięcia.
✅Jesteście stroną sporu w spółce z o.o.? Potrzebujecie pomocy prawnej w konflikcie ze wspólnikiem? Prowadzicie postępowania sądowe, które nie przynoszą rezultatu, a ich koszty przekraczają granice opłacalności? Skontaktujcie się z nami. Mamy doświadczenie w rozwiązywaniu sporów między wspólnikami i z negocjowaniem w konfliktach z nimi. Sprawy sądowe traktujemy instrumentalnie – jako środek, który ma służyć konkretnemu celowi. Nie multiplikujemy ich niepotrzebnie.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/965932,spolka-szantaz-korporacyjny.html
Przeczytajcie również ten tekst, który jest podsumowaniem (na kwiecień 2026 roku) moich tekstów o konfliktach w firmach rodzinnych i sposobach ich rozwiązywania.
