
Z NIM SIĘ NIE DA ROZMAWIAĆ – UWAGI O WYNIOSŁYM MILCZENIU
Wiele osób w sytuacji konfliktowej wybiera unikanie rozmowy i wyniosłe milczenie. Uznają, że z drugą stroną nie da się rozmawiać. W związku z tym czują się zwolnieni od podejmowania wysiłków zmierzających do rozwiązania wspólnych problemów. Co ciekawe, czują się przy tym moralnymi zwycięzcami. O tym, jak niemądra jest to postawa i ile przynosi szkód, postaram się opowiedzieć w tym artykule. Nie jest moją intencją dotknięcie kogokolwiek osobiście. Używam jednak bardzo dosadnych stwierdzeń, żeby podkreślić to, co nam często umyka.
Z nią nie da się rozmawiać! Przykład z mojej praktyki.
Z nią nie da się rozmawiać! – Niestety, niedawno znów to słyszałem… Unikanie rozmowy miało być rozwiązaniem problemu. Przyszedł do mnie klient w sprawie rodzinnej. Jego sytuacja jest trudna. Płaci dość wysokie alimenty, a była partnerka ewidentnie utrudnia mu kontakty z dziećmi. Ten pan tłumaczył mi, że prowadził mały biznes, ale nagle stracił wszystkie kontakty i musiał go zamknąć. Wydało mi się to dziwne, więc zapytałem, jak do tego doszło? Jakie kontakty stracił i dlaczego musiał zamknąć firmę?
Odpowiedź mnie zdumiała! Otóż, jedyny telefon, jakim dysponował ten pan, był własnością jego byłej partnerki – matki jego dzieci. Ona odzyskała smartfon za pomocą Policji i pozbawiła go numeru telefonu, z którego korzystał. Z pewnością miał utrudniony kontakt z klientami, a oni z nim. To jest dla mnie jasne. Co Wy byście zrobili na jego miejscu? Pan się poddał i zamknął biznes. Twierdzi, że skoro i tak musi płacić alimenty, a ona mu utrudnia zarabianie, to machnie na to ręką i w ogóle nie będzie zarabiał.
Zapytałem go, czy próbował z nią porozmawiać o tym telefonie lub choćby numerze? Czy mówił jej, jak jest dla niego ważny? A może oferował jakąś zapłatę za niego? Czy zrobił cokolwiek, żeby ratować swój biznes, jeśli było on tak zależy od tego telefonu i numeru?
Co mi odpowiedział
-Nie. Z nią się nie da rozmawiać ![]()
Znów to zaklęcie. Znów to zdanie, którego tak bardzo nie lubię… Odpowiedziałem, że nawet z Putinem różni politycy rozmawiają – byłem ciekaw jego reakcji. Ale nie zaskoczył mnie. Odpowiedział: Może mi Pan nie uwierzyć, ale ona jest znacznie gorsza od Putina
I to jest usprawiedliwienie, żeby nawet nie podejmować próby! Przez chwilę pomyślałem, że może trzeba było użyć przykładu ze Stalinem albo z Hitlerem, ale jestem pewien, że odpowiedź byłaby dokładnie taka sama.
Unikanie rozmowy nie jest mądre
Z nią nie da się rozmawiać! Jak łatwo nam przychodzi takie stwierdzenie!? Jakże szybko się poddajemy!? Jak naturalnie przychodzi nam rezygnacja z odpowiedzialności za własne życie i przerzucanie jej na drugą stroną!?
Otóż ja się z tym kompletnie nie zgadzam! Z każdym trzeba rozmawiać. Mamy w Polsce naturalną tendencję do tego, by sami zaganiać się do narożnika przez zerwanie kanałów komunikacji i oświadczenie, że z kimś się nie będzie rozmawiać. Bardzo trudno późnej wrócić do rozmów bez utraty twarzy. A przecież bez rozmów ciężko jest coś załatwić. Można wygrać starcie w sądzie, ale efektem będą eskalacja niechęci i widmo rewanżu.
Sami sobie niepotrzebnie robimy trudności w załatwianiu naszych spraw. Sami siebie pozbawiamy możliwości manewru, negocjacji, rozmowy. Przyjmujemy postawę bierną – wycofanej wyższości.
Odmawiając rozmów skazujemy jednak obie strony i wszystkich w okół na porażkę. Najstraszniejsze jest to, że jakaś zbiorowa histeria, ta epidemia głupoty – ogarnia coraz więcej ludzi i oni się na tę porażkę godzą. Z dumą, cierpią w milczeniu i przegrywają życie. Tyko po co?
Dotyczy to sporów rodzinnych, gospodarczych, politycznych… To zgubne myślenie jest wszędzie. Prowadzi do rozbicia więzi społecznych, wzrostu poziomu frustracji, zniszczenia poczucia wspólnoty, a przede wszystkim – gwarantuje porażkę. Jest zwyczajnie niemądre i szkodliwe. Ale za to – jakie proste.
Unikanie rozmowy – tak jest łatwiej
O ile łatwiej jest przecież wyniośle milczeć i przerzucić winę za impas i negatywne konsekwencje na drugą stronę. Jak łatwo jest pozować na kogoś, kto ma przewagę moralną, ale nie będzie się zniżał do cudzego poziomu. Jak łatwo jest postanowić, że nie zrobi się nic – przecież robiąc coś trzeba podjąć jakiś wysiłek. A i nie zawsze uzyska się powodzenie. W wyniosłym milczeniu odniesiemy z pewnością porażkę, ale będzie to porażka wybrana świadomie, znoszona z godnością i dająca ten smak zwycięstwa, że łatwo jest nią – przynajmniej na pierwszy rzut oka -obwinić drugą stronę. Przecież to z nią nie dało się rozmawiać, a nie ze mną.
Jest to narracja łatwa do wymyślenia, łatwa do zapamiętania. Prosta na użytek opowieści i budowania legendy skrzywdzonego człowieka moralnego. Jest to opowieść, która łatwo przemawia do emocji i nie wymaga specjalnego uzasadnienia. Jest ona jednak moralnie degradująca i tępi intelekt. Co gorsze, przyzwyczaja nas do sytuacji, w której przecież nie chcielibyśmy być. Uczy nas bycia gorszą wersją siebie i swym niebezpieczeństwie jeszcze nas za to chwali. Jednakże w tym cierpieniu wywołanym milczeniem nie ma nic szlachetnego.
Warto rozmawiać – to nie jest proste, ani nie musi był łatwe. Jest za to bardzo użyteczne.
Sprawy nie załatwią się same. Dzieci rosną, pieniądze uciekają, relacje się rozpadają. Czas leci, a obrażony Polak z groźną miną wciąż maskuje swoje lenistwo, wygodnictwo i brak odwagi przerzucając winę swojej bierności na drugą stronę.
Przerażające jest, jak wielu ludzi wybiera tę drogę. Straszne, jak rezygnują oni z próby kształtowania rzeczywistości i własnego w niej miejsca. Przykre jest patrzeć, jak sprawy, które można było załatwić, męczą nas latami i odrywają od tego, co jest naprawdę ważne. Marnują nam życie.
Dedykuję ten tekst tym wszystkim, którzy jednak znajdą w sobie chociaż trochę siły i odwagi, by nie rezygnować z walki o swoje życie i sprawy. Piszę to, żeby zachęcić wszystkich do rozmowy, która jest sztuką i nie jest łatwa, ani nie musi być przyjemna. Jest za to bardzo użyteczna. Unikanie rozmowy nie prowadzi do nikąd.
Jako mediator muszę często najpierw skłonić strony do rozmowy. Przełamać ich opór. Ale potem czuję wielką satysfakcję widząc, jak zaczynają rozmawiać i załatwiają trudne sprawy. Swoje sprawy. Tak, to mi się udaj. Nie, nie zawsze. Ale jeśli nie spróbujemy, będziemy tkwić w tym beznadziejnym marazmie, chorym przekonaniu, że wyimaginowane wartości, które najczęściej są dla nas wyłącznie pretekstem, każą nam marnować czas, relacje, majątek, potencjał i życie.
Jeśli jesteście z kimś w sporze i czujecie, że potrzebujecie pomocy prawnej lub mediacyjnej – odezwijcie się do nas. Jesteśmy po to, żeby Wam pomóc. I odczuwamy z tego wielką satysfakcję!
Przeczytajcie również ten tekst, który jest podsumowaniem (na kwiecień 2026 roku) moich tekstów o konfliktach w firmach rodzinnych i sposobach ich rozwiązywania.

KSZTAŁT STOŁU I KREOWANIE RZECZYWISTOŚCI
Tak, kształt stołu ma w negocjacjach ogromne znaczenie. Wręcz symboliczne. Tak samo, jak to umiejscowienie przy nim uczestników spotkania. Bardzo ważne jest to, na czym uczestnicy siedzą i czy… dla wszystkich starczyło miejsca w pierwszym szeregu. Bez skrupułów korzysta z tego Donald Trump. On potrafi w sposób mistrzowski zarówno upokorzyć drugą stronę, jak i podkreślić jej status i ją uhonorować. Wszystko robi dokładnie w taki sposób, którzy ma mu przynieść korzyści. On zwyczajnie umie grać w tę grę.
Kształt stołu w negocjacjach
Kształt stołu ma znaczenie. Jak widzimy na załączonym obrazu – rzeczywistość można kreować. Można kreować również pozycję stron podczas negocjacji. Wpływa się na nią w dziecinnie prosty sposób. To przy czym siedzimy, jak usadzeni są uczestnicy, na czym oni siedzą i jaką pozycję zajmują względem centralnej postaci. To wszystko ma znaczenie niewypowiedziane i potężne.
Pomijam już, że ktoś z wielką charyzmą pewnie nie dałby się posadzić, jak student przed profesorskim biurkiem. Albo jak „Pan Areczek” z memów o szefie. Ale charyzma czasem nie wystarcza. Okazuje się, że pewna różnica potencjałów istniejąca obiektywnie przed rozmowami może zostać zwielokrotniona poprzez to, jak uda się usadzić uczestników rozmowy.
Jak widać na załączonym obrazku, chociaż kasy formalnie równy, przywódcy europejscy zostali rozegrani jeszcze zanim padło pierwsze słowo. Pozbawieni kontaktu wzrokowego między sobą, zwróceni twarzami do rozgrywajacego. Oddzieleni są od niego symbolem władzy – potężnym biurkiem, siedzący na krzesełkach, gdy on siedzi w fotelu. Musieli przypomnieć sobie czasy studiów, jak zdawali egzaminy i jakiegoś groźnego profesora. Trump zajął pozycję nie tylko podkreślającą jego dominację wobec pozostałych. Ta pozycja miała go wręcz predestynować do udzielania im głosu, przepytywania i oceniania ich odpowiedzi. To wszystko wpływa na poczucie pewności siebie, skłonność do konfrontacji lub uległości. Można w ten sposób kogoś spacyfikować lub sprowokować. Jest to pewna gra.
Można się na takie zagrania oburzać. Można też je znać i próbować kontrować, przeciwdziałać lub przynajmniej zauważyć, co się stało i świadomie kontrolować swoje emocje i naturalnie pojawiające się schematy myślowe lub zarejestrować, że automatycznie wchodzimy w narzuconą nam rolę… studenta. Ta chwila świadomości może nam bardzo pomóc w tym, by nie ulec „autorytetowi”.
https://charaktery.eu/artykul/okragly-stol-lekcja-negocjacji
https://sp.ka.edu.pl/numery/2018-2/studia-prawnicze-rim-2018-2-cyrul.pdf
https://ruj.uj.edu.pl/server/api/core/bitstreams/1ff669ca-ef05-417f-af56-4d1efc69b459/content

UMOWA MIĘDZY SP. Z O.O. A CZŁONKIEM JEJ ZARZĄDU
Jaka jest rola art. 210 k.s.h.? Polskie prawo z podejrzliwością odnosi się do umów zawieranych między spółką z o.o., a członkiem jej zarządu. Ustawodawca przyjmuje, że taka umowa sprzyja działaniu na szkodę spółki. Członek zarządu mógłby na przykład kupić od spółki majątek za ułamek wartości albo sprzedać po zawyżonej cenie. Możliwości takich nieuczciwych działań jest oczywiście znacznie więcej nie muszą się ograniczać do umowy sprzedaży. Jak wyglądają szczególne regulacje ochronne i co z nich wynika? Postaram się to wyjaśnić w tym artykule.
Reprezentacja spółki z o.o.
Najpierw przyjrzyjmy się zasadom ogólnym, kiedy art. 210 k.s.h. nie znajdzie zastosowania.
Spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością reprezentuje zarząd. Zarząd jest organem spółki powołanym najczęściej przez zgromadzenie wspólników. W jego skład mogą wchodzić wspólnicy lub osoby spoza ich grona. Zarząd może być jedno osobowy lub kilkuosobowy. To właśnie zarząd będzie odpowiedzialny za składanie i otrzymywanie oświadczeń woli w imieniu spółki. Będzie ją reprezentował, głównie przez zawieranie umów.
W pewnych szczególnych sytuacjach spółka może lub wręcz musi być reprezentowana inaczej. Jednym z przykładów jest reprezentacja spółki z o.o. w organizacji, która nie ma jeszcze zarządu. W takiej sytuacji będzie ona reprezentowana przez pełnomocnika powołanego jednomyślną uchwałą wszystkich wspólników. Dotyczy to jednak sytuacji szczególnej i z założenia przejściowej. Spółka w organizacji trwa bowiem między jej zawiązaniem (podpisaniem umowy spółki), a wpisaniem jej do rejestru.
Art. 210 k.s.h. – reprezentacja spółki z o.o. w umowie z członkiem zarządu
Ze szczególną sytuacją będziemy mieli do czynienia w przypadku zawierania umowy między spółką z o.o. a członkiem jej zarządu. Co ciekawe, w przypadku zarządu wieloosobowego nie będzie miało znaczenia, że spółka jest reprezentowana przez jednego członka zarządu, a stroną umowy z nią będzie drugi członek zarządu. Sam fakt, że po drugiej stronie jest członek zarządu pociąga za sobą konieczność stosowania tej specjalnej formy reprezentacji. To samo dotyczy sytuacji, w której kontrahentem spółki byłby członek jej zarządu wspólnie z inną osobą (np. swoim małżonkiem).
Art. 210 k.s.h. wprowadza zasadę, że w takim przypadku spółka musi być reprezentowana albo przez pełnomocnika powołanego uchwałą zgromadzenia wspólników albo przez radę nadzorczą. Z tej racji, że w spółkach z o.o. rada nadzorcza jest bardzo rzadko ustanawiana, będzie ona pełniła tę funkcję wyjątkowo. Najczęściej spółkę będzie reprezentować pełnomocnik, którego powoła uchwałą zgromadzenia wspólników.
Pełnomocnikiem tym może być – co ciekawe – inny członek zarządu. Jest to pogląd przyjęty przez Sąd Najwyższy. Kiedyś wydawał mi się kontrowersyjny, dzisiaj nie widzę już przeszkód, by tak się działo. Pytanie, czy tym pełnomocnikiem mógłby być ten członek zarządu, który ma być jednocześnie kontrahentem spółki. Przepisy kodeksu cywilnego pozwalają wyjątkowo na dokonywanie czynności prawnej przez pełnomocnika w imieniu mocodawcy z samym sobą, jednakże musi to wynikać wprost z treści pełnomocnictwa. W miarę możliwości odradzałbym jednak takie testowanie cierpliwości wszystkich w okół i poszukanie innej osoby.
Pełnomocnictwo wg art. 210 k.s.h.
Powstaje pytanie, w jakiej formie ma być udzielone takie pełnomocnictwo. Co do zasady nie wymaga się żadnej szczególnej formy. Jednakże polskie prawo przyjmuje tzw. zasadę lustrzanego odbicia, zgodnie z którą pełnomocnictwo powinno wymaga takiej formie szczególnej, jaką zastrzega się dla czynności, której dokona następnie pełnomocnik spółki. W praktyce będzie to dotyczyć najcześciej przeniesienia własności lub obciążenia nieruchomości, przedsiębiorstwa lub udziałów w spółce z o.o. Sąd Najwyższy kiedyś wyłączył stosowanie tej zasady, co spotkało się z silną krytyką. Zalecam więc jej stosowanie w celu uniknięcia poważnych konsekwencji.
Jednakże nie ma żadnych przeszkód, by wspólnik udzielił w formie pisemnej pełnomocnictwa do zastępowania go na zgromadzeniu wspólników, na którym udzieli się pełnomocnictwa w formie np. aktu notarialnego do powołania pełnomocnika w trybie 210 k.s.h.
Sankcja za naruszenie art. 210 k.s.h.
Umowa zawarta z naruszeniem art. 210 k.s.h. jest bezwzględnie nieważna i nie podlega konwalidacji. Przekonało się o tym wielu członków zarządu, których umowy o pracę zawarto z obrazą tego przepisu. Niestety, orzecznictwo sądów i praktyka ZUS są w tym zakresie bezwzględne. Co gorsze, oznacza to, że nawet późniejsze „naprawienie” i podpisanie umowy zgodnie z tym przepisem nie ma mocy wstecznej.
Czy art. 210 k.s.h. ma zastosowanie tylko do umów?
Wykładnia językowa tego przepisu nie pozostawia wątpliwości, że chodzi o umowy. Ale przecież nie jest to jedyny rodzaj wykładni. I należy ją uzupełniać przez wykładnię systemową i funkcjonalną. Jeśli więc uznajemy, że spółka wymaga szczególnej ochrony w umowie z członkiem zarządu lub w sporze nim, to powinniśmy mieć na uwadze, że od umów ze znacznie większą „podejrzliwością” traktuje się w prawie cywilnym czynności jednostronne. Pozwala to zadać pytanie, czy czynność jednostronna miedzy spółką, a członkiem zarządu nie powinna uwzględniać biernej lub czynnej reprezentacji spółki właśnie wg zasad przewidzianych w art. 210. Moim zdaniem tak. Wyraziłem taki pogląd już 2019 roku w artykule w Studiach Prawa Prywatnego.
To samo, moim zdaniem, odnosić się powinno do uchwał podejmowanych m.in. przez spółkę i członka jej zarządu. Może to mieć miejsce choćby na zgromadzeniu wspólników innej spółki, w której zarówno nasza spółka, jak i członek jej zarządu są wspólnikami.
Powstaje w takiej sytuacji oczywiście pytanie, czy sankcja nieważności powinna dotyczyć podjętej uchwały, czy też wyłącznie głosu spółki w odniesieniu do tej uchwały. Pozostawiam to w tym momencie poza dyskusją, bo argumentacja wymaga formy znacznie bardziej rozbudowanej, niż popularny artykuł.
A jak to wygląda w innych spółkach?
Dla przykładu w spółce akcyjnej mamy bliźniacze rozwiązanie – co dziwić nie powinno. Ale dziwi brak odpowiednika art. 210 k.s.h. w spółkach osobowych. Owszem, nie ma w nich zarządu, ale problem reprezentacji spółki w umowie ze wspólnikiem pozostaje dokładnie ten sam. Widać to przy zawieraniu miedzy wspólnikiem, a spółką, którą ten właśnie wspólnik w tej umowie reprezentuje. Trzeba by bardzo się natrudzić, by wykazać, że ryzyka pokrzywdzenia spółki osobowej w takiej sytuacji nie ma, skoro przyjęliśmy, że w odniesieniu do spółki ono występuje.

SPORY W FIRMIE RODZINNEJ – CZY TO MUSI BYĆ WALKA?
W firmach rodzinnych problemy potrafią rosnąć skrycie latami! Oczywiście, na przestrzeni lat lub nawet dziesięcioleci, może dojść do różnych konfliktów. Jest to całkowicie zrozumiałe. Natomiast wiele zależeć będzie od tego, czy będziemy je zamiatać pod dywan, by tam rosły i były źródłem frustracji oraz poczucia krzywdy, czy też spróbujemy rozwiązać je, zanim to się stanie. Wasze problemy można jednak rozwiązać.
Przyczyny sporów w firmach rodzinnych
Przyczyny są oczywiście różne. Pewnie w każdej firmie lub rodzinie są one inne. Ale z doświadczenia, które zdobyłem przez lata współpracy z polskim biznesem, w tym z firmami rodzinnymi, mogę wyprowadzić pewne wnioski.
Do podstawowych przyczyn sporów w firmach rodzinnych należą:
- Różnice pokoleniowe i wynikające z nich różnice w sposobie komunikacji, wartościach, skłonności do ryzyka.
- Odmienne podejście do nowoczesnej technologii, która jest często niedoceniana przez starszych, a przeceniana przez młodszych.
- Inne cele działalności: stabilna miejsce pracy dla rodziny i pracowników dla starszych, a chęć skalowania biznesu i jego sprzedaży dla młodszych.
- Obsesja kontroli, w tym również finansowej typowa dla niektórych starszych osób wobec swoich dzieci. Po co synek ma sam dużo zarabiać? Niech zarabia minimalną, a jak będzie coś chciał, przecież wystarczy, że mnie poprosi. Czy ja mu kiedyś czegoś odmówiłem? – to typowe podejście, które uderza w godność i poczucie sprawczości dzieci założycieli firm – jakże wygodne dla ich rodziców, którzy chcą mieć wszystko pod kontrolą.
- Odmienne podejście do zatrudniania krewnych i przyjaciół: nepotyzm? Przecież to nie jest nepotyzm, że pracuje w naszej firmie Twoja macocha, Kaziu. Ona tak mi pomaga… Dlatego jest w zarządzie. Ale Twoja żona? No nie wiem… Trzy lata temu nie powiedziała mi pierwsza dzień dobry… Taki brak kultury nie może się dobrze skończyć. Nie ufam jej od tego czasu! To prawdziwy i bardzo bolesny przykład z jednej z wielkopolskich firm rodzinnych.
- Przerzucanie na firmę zadawnionych krzywd rodzinnych i potrzeba postawienia na swoim. Jeśli jest to podsycane przez życzliwego małżonka / małżonkę, która przed snem szepcze mężowi, że jeśli jest prawdziwym mężczyzną, to nie powinien pozwalać bratu tak się do siebie odnosić, może to być źródłem napięć.
Jak rozwiązać problem w firmie rodzinnej?
Większość ludzi decyduje się na zastosowanie techniki strusia: chowa głowę w piasek i liczy, że problem minie sam. Nie mija. Może nam się zdawać, że minął, ale najczęściej jest to przejaw myślenia życzeniowego i tracenia kontaktu z rzeczywistością. Jest to odsunięcie problemu w czasie przez zaciągnięcie emocjonalnej pożyczki, którą trzeba będzie spłacić w najmniej odpowiednim czasie wraz z potężnymi odsetkami.
Drugim rozwiązaniem jest – jakże typowe – narzucenie swojej woli słabszym. Tutaj praszczur założyciel będzie mógł się wykazać przemawiając z pozycji autorytety, manipulując i powołując się na wdzięczność, którą wszyscy powinni mu okazywać, swoją szczególną rolę, a także wskazując, że inni muszą się go słuchać. Może przykręcić kurek z pieniędzmi. W ten sposób może opanować kryzys przez jakiś czas, ale z pewnością nie wpłynie pozytywnie na relacje w tej rodzinie.
Trzecim rozwiązaniem jest to, co najtrudniejsze – zmierzenie się z problemem. To wymaga otwartości i przyznania, że własny obraz sytuacji może nie być jednym słusznym. Dla wielu osób dopuszczenie, że są również inne argumenty, racje, interesy może być dość stresujące. Ale ci, którzy zechcą spróbować, mogą na tym tyko zyskać. Jak to się odbywa? Najlepiej skorzystać z pomocy doświadczonego mediatora.
Mediacja i firma rodzinna
Mediacja jest sposobem rozwiązywania sporów. Moim zdaniem, jest to bardzo dobry sposób. Jego zalety polegają na tym, że strony biorą sprawy w swoje ręce i podejmują pracę w celu zidentyfikowania przyczyn problemów i ich usunięcia. W mediacji strony mogą opowiadać o swoich potrzebach i odczuciach, obawach i trudnościach w spokojnej atmosferze. Nie ma tu sądowej bezduszności i pośpiechu. Przede wszystkim, w mediacji strony skupiają się na rozwiązaniu, a nie na walce ze sobą – co jest największym mankamentem spraw sądowych.
Ta forma sprzyja budowaniu i ochronie relacji między stronami. Dzięki temu, istnieje duża szansa, że po jej przeprowadzeniu, strony będą mogły dalej współpracować i nie widzieć w sobie przeciwnika, ale kogoś, kto w trudnej sytuacji stanął na wysokości zadania i zmierzył się ze wspólnym problemem. Mediacja sprzyja budowaniu szacunku i zaufania, których resztki w sądzie są najcześciej niszczone.
Mediacja jest całkowicie dobrowolna. Można z niej zrezygnować w każdej chwili bez ponoszenia jakichkolwiek negatywnych konsekwencji. Prowadzi ją mediator, który bezstronny – nie popiera żadnej ze stron. Jest również neutralny, co oznacza, że nie ma osobistego interesu w jakimkolwiek sposobie załatwienia sporu. Mediacja jest oczywiście odpłatna, ale jej koszty są znikome wobec potencjalnego sporu sądowego, jak również całkowicie pomijalne wobec kosztów finansowych, emocjonalnych, wizerunkowych i organizacyjnych, które wynikają z wieloletniego konfliktu rodzinnego i biznesowego.
Zaproszenie do kontaktu
Zdaję sobie sprawę, że w jednym artykule nie da się opisać wszystkich zawiłości. Wiem jednak, że w każdej sytuacji można znaleźć rozwiązanie. Czasem, będąc uwikłanym w konflikt, trudno dostrzec szanse na jego rozwiązanie. Dlatego warto skorzystać z pomocy kogoś z zewnątrz.
Jeśli masz pytania, skontaktuj się z nami. Pomożemy Ci znaleźć najlepsze rozwiązanie dla Twojej firmy i rodziny.

MOBBING NA UCZELNI – FAŁSZYWE OSKARŻENIA I LINIA OBRONY
Z mobbingiem na polskich uczelniach spotykamy się często. Problem ten istnieje realnie, chociaż do przestrzeni publicznej przedostaje się zaledwie wierzchołek góry lodowej. Ma to kilka przyczyn. Do najważniejszych należą obawa o miejsce pracy i uzależnienie od oprawców, jak również niska świadomość prawna, która może skłaniać ofiarę mobbingu do poszukiwania pomocy wewnątrz uczelni. A tam sprawa najczęściej ulega rozmyciu. W tym artykule nie będę pisał jednak o samym mobbingu, który jest zjawiskiem pół systemowym w polskim szkolnictwie wyższym. Tym razem zajmę nieprawdziwym oskarżeniem o mobbing, które staje się bronią mającą obezwładnić przełożonego. Chcę z całą mocą podkreślić, że zwalczać należy tak samo mobberów, jak i tych nieuczciwych pracowników, którzy przez pomówienia o mobbing chcą zaszkodzić swoim przełożonym lub kolegom z pracy.
Mobbing na uniwersytetach
O tym, jak wygląda mobbing na uczelni pisałem m.in. artykule do którego link zamieszczam pod spodem. Nie ma więc potrzeby powtarzania zawartych tam opisów i wniosków.
W tym miejscu powtórzę jedynie, że mobbing jest na polskich uniwersytetach zjawiskiem znacznie bardziej powszechnym, niż by się mogło wydawać. Pozycja nauczyciela akademickiego jest specyficzna. Z jednej strony cieszy się on szacunkiem na zewnątrz, ale relatywnie niskie zarobki uzależniają go często od pracodawcy, a konkretnie od bezpośrednich przełożonych. Rektor jest daleko, a kierownik katedry – blisko. Na polskich uczelniach panuje ciągle pół feudalna atmosfera, czasami niemal zakonna, a wystąpienie przeciwko pracodawcy traktowane jest jak zdrada.
Pamiętam doskonale, jak reprezentowałem kiedyś w sprawie pracowniczej doktora habilitowanego pracującego na pewnej akademii artystycznej w Łodzi (nazwy można się domyśleć). Miał on całkowitą rację, a sprawa w sądzie wydawała się formalnością. Gdy usłyszał o tym jeden z moich ówczesnych na prawie – stary profesor „z wąsem” – parsknął jedynie i powiedział: „co to za profesor, który pozywa uczelnię? Chyba zwariował!”
Dzisiaj na szczęście można mianem „wariatów” określać tych, których prymitywne poglądy uzasadniają łamanie praw pracowniczych.Czasy się zmieniły. I to bardzo.
Fałszywe oskarżenia o mobbing na uczelni
W Polsce tak już bywa, że lubimy popadać z jednej skrajności w drugą. Hegel byłby zachwycony widząc walkę tezy i antytezy. Niestety, syntezy ciągle na horyzoncie nie widać. Na gruncie prawa pracy i spraw o mobbing przejawia się to nie tylko we wzroście świadomości prawnej i asertywności, a także poczucia bezpieczeństwa pracowników naukowych (głownie młodszych), co jest zjawiskiem ze wszech miar pozytywnym. Widzimy również zjawisko negatywne, jakim jest nadwrażliwość przejawiająca się brakiem jakiejkolwiek odporności na krytykę. Zwrócenie uwagi niektórym powoduje, że potrafią czuć się głęboko dotknięci lub wpaść w histerię i przezywają to, jako głęboką i bezprawną ingerencję w ich integralność i godność.
Co więcej, wzrost świadomości prawnej pociąga za sobą również instrumentalne i niezgodne z przeznaczeniem wykorzystywanie narzędzi ochronnych. Widzimy to również w sprawach o mobbing na uczelniach. Jakże łatwo przychodzi niektórym szafowanie oskarżeniami!? Mamy do czynienia z filozofią, która pozwala każdego oskarżyć i… niech się broni! Problem polega na tym, że postępowanie dowodowe w sprawach o mobbing jest zawsze bardzo trudne. Oznacza to, że często nie udaje się go bezpośrednio udowodnić. Osoba rzucająca fałszywe oskarżenie może zatem zawsze powołać się na tę właśnie okoliczność i później opowiadać wszystkim, że co prawda- nie udało się mobbingu wykazać, ale on rzeczywiście miał miejsce. Zawsze też można powołać się na potężne „plecy”, które tylko potwierdzają, z kim mamy do czynienia!
Obrona przed fałszywymi oskarżeniami o mobbing
Nie ma jednej metody postępowania. Moim zdaniem jednak liczy się pierwsza reakcja na oskarżenie. Należy działać zdecydowanie i nie milczeć! Trzeba pokazać, że z tym oskarżeniem kompletnie się nie zgadzamy i dążyć do obrony własnego dobrego imienia. Nie chodzi o to, by wyciągać negatywne konsekwencje wobec pracownika, który twierdzi, że padł ofiarą mobbingu – pozostaje on przecież pod ochroną. Ale jest szereg innych narzędzi prawnych, które mogą być zastosowane. I które powinny zostać zastosowane.
Odróżnijmy jednak dwie sytuacje. Jednym jest sytuacja, w której doszło do nieporozumień na temat zachowań lub zdarzeń i należy je spokojnie wyjaśnić. Czym innym jest natomiast, gdy ktoś perfidnie i oczywiście fałszywie rzuca oskarżenia w celu szykanowania przełożonego. Wówczas należy podejść do tych oskarżeń bardzo poważnie i przejść do działania. Odradzam w takiej sytuacji bierność. Oczywiście, szczegóły należy zawsze uzgodnić z doświadczonym adwokatem.
Podsumowanie
Mobbing jest zjawiskiem, z którym należy walczyć. Z równą jednak zaciętością należy się bronić przed fałszywymi oskarżeniami. Nie jest to łatwe. Szczególnie w środowisku, w którym ludzie się znają, a opinia jest kwestią zasadniczą, plotki zaś żyją własnym życiem.
Jeśli mierzycie się z podobnymi problemami, macie pytania lub wątpliwości, skontaktujcie się z nami. Jesteśmy od tego, żeby Wam pomóc!

CZY SPÓŁKA CYWILNA TO DOBRY POMYSŁ DZIAŁALNOŚĆ?
Spółka cywilna jest często wybierana przez przedsiębiorców rozpoczynających wspólną działalność. Jej popularność wynika z postrzeganej prostoty, niskich kosztów założenia i nieskomplikowanej obsługi. Decyzja o jej utworzeniu jest często intuicyjna, jednak niewielu przedsiębiorców w pełni zdaje sobie sprawę z potencjalnych konsekwencji i ryzyk. W niniejszym artykule przedstawiamy kluczowe zalety i wady spółki cywilnej, aby ułatwić podjęcie świadomej decyzji biznesowej.
Zalety spółki cywilnej
1. Spółka cywilna to niskie koszty założenia i brak formalności. Utworzenie spółki cywilnej jest wyjątkowo proste i tanie. Umowa nie wymaga formy aktu notarialnego, a sama spółka nie musi być rejestrowana w Krajowym Rejestrze Sądowym (KRS). Dzięki temu przedsiębiorcy unikają kosztów notarialnych oraz opłat sądowych.
2. Brak wymogu wniesienia kapitału zakładowego. W przeciwieństwie do spółki z o.o., spółka cywilna nie wymaga wniesienia kapitału zakładowego. Wkładem wspólników może być nawet ich praca lub świadczenie usług. Pozwala to na rozpoczęcie działalności bez konieczności posiadania znacznego majątku początkowego.
3. Elastyczność i swoboda działania. Obsługa spółki cywilnej jest bardzo prosta. Nie ma obowiązku zwoływania zgromadzeń wspólników, powoływania zarządu czy rady nadzorczej, ani też prowadzenia skomplikowanej sprawozdawczości. Zmiany w umowie spółki są proste i wymagają jedynie pisemnej zgody wszystkich wspólników.
Chociaż wymienione powyżej zalety sprawiają, że spółka cywilna wydaje się idealnym rozwiązaniem, jej to jednak tylko pozorna prostota może prowadzić do poważnych problemów.
Wady spółki cywilnej
1. Brak podmiotowości prawnej. Spółka cywilna nie posiada osobowości prawnej. Oznacza to, że w obrocie prawnym nie występuje jako odrębny podmiot, a odpowiedzialność za jej zobowiązania spoczywa bezpośrednio na wspólnikach. Wyjątek stanowią niektóre przepisy prawa pracy i prawa podatkowego (VAT, akcyza), gdzie spółka jest traktowana jako pracodawca lub płatnik.
2. Solidarna i nieograniczona odpowiedzialność wspólników. Za zobowiązania spółki wspólnicy odpowiadają solidarnie i całym swoim majątkiem, zarówno wspólnym, jak i prywatnym. Oznacza to, że każdy ze wspólników może być pociągnięty do odpowiedzialności za całość długu, niezależnie od tego, w jakim stopniu uczestniczył w zyskach czy stratach spółki.
3. Poważne problemy w sytuacjach nietypowych. Istotne trudności pojawiają się w przypadku zmian w składzie osobowym spółki, np. przy dołączeniu nowego wspólnika. Powstaje wtedy problem odpowiedzialności nowego wspólnika za zobowiązania zaciągnięte wcześniej. Podobne komplikacje występują, gdy jeden ze wspólników opuszcza spółkę. Jego odpowiedzialność za zobowiązania powstałe w czasie jego uczestnictwa wciąż może trwać latami.
4. Rozbieżności w przepisach i orzecznictwie. Problemy stają się jeszcze bardziej złożone w przypadku śmierci jednego ze wspólników lub prowadzenia spółki przez małżonków. Wówczas dochodzi do mieszania się majątków, co prowadzi do chaosu prawnego, który może być trudny do rozwiązania. Co więcej, w wielu kluczowych kwestiach brak jest jasnych regulacji prawnych, a orzecznictwo sądowe jest niejednolite, co zwiększa ryzyko dla przedsiębiorców.
Spółka cywilna tak, czy nie? Podsumowanie
Spółka cywilna jest atrakcyjną formą prawną ze względu na prostotę i niskie koszty początkowe, jednak jej zalety bledną w przypadku problemów wewnętrznych, sporów między wspólnikami lub sytuacji kryzysowych. Brak odrębnej podmiotowości prawnej i solidarna odpowiedzialność wspólników sprawiają, że w skomplikowanych scenariuszach ta forma działalności może okazać się ryzykowna.
Podjęcie świadomej decyzji o wyborze formy prawnej jest kluczowe dla bezpieczeństwa Twojego biznesu. Zapraszamy do kontaktu z naszą kancelarią w celu konsultacji. Nasi doświadczeni prawnicy pomogą Ci ocenić, która forma działalności najlepiej odpowiada Twoim potrzebom i zabezpieczy Twoje interesy.

TRUDNA ROLA ADWOKATA W ROZWODZIE
Rozwody należą do tych spraw, które wywołują największe emocje. Jeśli w grę wchodzi dodatkowo opieka nad dziećmi, kontakty z nimi, alimenty i podział majątku, emocje się ujawnią. Powstaje więc pytanie, jak w takiej sprawie ma się zachować adwokat? Czy powinien on spełniać życzenia Klienta i być mieczem w jego ręku, czy też raczej być głową, która tą ręką kieruje. Oczekiwania Klientów są pod tym względem bardzo różne. Różne są też temperamenty oraz styl pracy poszczególnych adwokatów. Jaka jednak jest rola adwokata w rozwodzie i na co adwokat ma wpływ, a na co wpływu nie ma, postaram się opisać w tym artykule.
Jaka jest rola adwokata w rozwodzie?
Rola adwokata w rozwodzie jest specyficzna. Owszem, wielu adwokatów specjalizuje się w sprawach rodzinnych i rozwodowych. Ich styl pracy, doświadczenie, charaktery i relacje z Klientami są różne. Nie ma jednego uniwersalnego modelu relacji adwokata z Klientem. Elementami, które występować muszą zawsze są zaufanie i przestrzeganie tajemnicy adwokackiej. Natomiast poza tym, jedni adwokaci będą spełniać oczekiwania Klienta i robić to, czego sobie Klient życzy. Inni uzgodnią z Klientem cele strategiczne, natomiast będą mieli pełną swobodę i kierowniczą rolę w ich realizacji.
Nie będę ukrywał, że moim zdaniem adwokat nie powinien się sprowadzać do wykonawcy poleceń Klienta na poziomie wykonania. Jest to postawa formalnie dopuszczalna, a dla wielu osób bardzo wygodna. Z jednej strony łechta ego Klienta, który wydaje polecenia adwokatowi. Z drugiej natomiast, uwalnia adwokata od odpowiedzialności za podejmowanie decyzji i prowadzenie sprawy. Adwokat zawsze może powiedzieć: robiłem to, co Pan sobie życzył. Dlaczego ma Pan do mnie pretensje, że przegrał sprawę?
Jestem zwolennikiem drugiego podejścia. W tej konfiguracji – na przykładzie rozwodu – Klient podejmuje decyzje o tym, czy chce rozwodu, czy też nie. Po przedstawieniu konsekwencji wyboru – podejmie również wybór co do tego, czy ma to być rozwód z winy, czy też bez orzekania o winie. Natomiast we wszystkich sprawach związanych z realizacją tych celów, powinien stosować się do rad i wskazówek adwokata, a przede wszystkim dać mu wolną rękę w podejmowaniu decyzji o tym co i kiedy zostanie w tych sprawach zrobione. Czy złożymy wniosek o zabezpieczenie kontaktów z dziećmi? Czy zrobimy to teraz, czy dopiero, jeśli rozmowy nie przyniosą rezultatów? Ile damy sobie czasu na osiągnięcie polubownego porozumienia? Jak i kiedy eskalować i deeskalować spór?
Nauka o prawie podlega ścisłym regułom, ale jego stosowanie jest sztuką. Nie ma jednej, uniwersalnej metody postępowania, która byłaby skuteczna w każdej sprawie danego typu. Uwzględnia się wiele okoliczności, a nie do przecenienia są doświadczenie adwokata oraz jego ocena poziomu intelektualnego oraz stanu emocjonalnego Klienta. Fakt, że ktoś znajomy kiedyś też się rozwodził i jego adwokat coś mu doradził, nie ma żadnego przełożenia na to, że dane rozwiązanie będzie skuteczne lub choćby celowe w tej sprawie.
Adwokat powinien dbać o bezpieczeństwo Klienta i jego dzieci
Rola adwokata w rozwodzie polega na tym, żeby bezpiecznie przeprowadzić Klienta przez ten trudny proces. Osobiście uważam, że adwokat powinien robić też wszystko, by toczące się postępowanie nie wpłynęło negatywnie na dzieci stron. Powinien je chronić przed tym całym złem, które może wydarzyć się w ich życiu. Jak uniknąć konfliktu między interesem Klienta, którego reprezentujemy, a dobrem jego dzieci? Przecież taki może się pojawić. Przykładem jest wysokość alimentów: Klient ma interes w tym, żeby płacić jak najmniej, a dzieci mają interes w tym, żeby ich poziom życia był utrzymany. Ja wychodzę osobiście. z założenia, że w interesie Klienta jest zapewnienie utrzymania jego dzieciom – w ten sposób to tłumaczę.
Eskalacja konfliktu nie może być celem samym w sobie. Jest wyłącznie narzędziem, które może służyć osiągnięciu uzasadnionych celów. Jednakże nigdy nie powinna się odbywać kosztem dzieci. Jest to ten element, który powinien wyznaczać granicę dopuszczalnych działań.
Pamiętajmy też o jednej kwestii: emocje mijają. Naszą rolą jako adwokatów jest wyczulić Klientów na to, by ich decyzje podejmowane pod wpływem emocji nie były brzemienne w skutki i nie ważyły negatywnie na reszcie ich życia oraz życiu ich dzieci. Adwokat nie jest od tego, aby przyklaskiwać Klienowi. Adwokat nie jest od tego, żeby Klienta lubić, ani się z nim zgadzać. W żadnym razie, adwokat nie musi się z Klientem utożsamiać. Ale za każdym razem powinien dać z siebie wszystko, żeby Klientowi pomóc i powinien to robić nawet narażając się na negatywne konsekwencje – różnego rodzaju.
Nie możemy kierować się własnymi obawami, strachem przed zemstą lub pomówieniem. To jest wkalkulowane w wykonywanie naszego zawodu. My musimy zrobić wszystko, żeby pomóc Klientowi osiągnąć jego cele. Jesteśmy też o tego, by w oparciu o naszą wiedzę i doświadczenie pomagać Klientowi te cele określać i precyzować, a nawet istotnie wpływać na ich kierunek. Ale nigdy nie powinniśmy pozwalać Klientowi, by to on był kierowcą tej taksówki i decydował i szczegółowych rozwiązaniach.

CZY MODELE AI ZASTĄPIĄ PRAWNIKÓW?
Widzę radujących się ludzi. Ludzie ci są szczęśliwi, bowiem za darmo albo za półdarmo mają dostęp do modeli AI, które odpowiadają na wszystkie pytania. Czują radość, bo to tej pory musieli płacić prawnikom za pomoc prawną. To rodziło ich frustrację. Bo prawnik nic nie robił, a tylko odpowiadał na pytanie i chciał za to pieniądze. Oczywiste poczucie krzywdy kogoś, kto na te zapłacone prawnikowi pieniądze musiał sam „uczciwie zarobić” zostaje obecnie zrekompensowane. Czuć ulgę. Słychać śmiech. Jest to śmiech tych wszystkich, którzy nie mając wiedzy, ani jej nie szanując, byli wściekli, kiedy okazało się, że jej potrzebują i muszą za nią płacić. Dzisiaj ci ludzie triumfują, bowiem wiedza się „zdemokratyzowała” i „spauperyzowała”, a więc w końcu upadnie kasta darmozjadów w togach, która panicznie boi się utraty przywilejów – nadchodzi koniec prawników! Albo i nie…
Czy modele AI potrafią już skutecznie zastąpić prawników?
Czy AI zastąpi prawników? Odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna: nie.
Owszem, potrafią odpowiedzieć na każde pytanie. Ale są to odpowiedzi bardzo różnej jakości. Potrafią odpowiadać na najprostsze pytania. Np.: czy zabójstwo jest przestępstwem? Gemini udziela odpowiedzi poprawnej, mówi, że tak oraz podaje podstawę prawną, tj. art. 148 k.k. Nawet go cytuje. Ktoś mógłby się zachwycić, gdyby nie wiedział, że zabójstwo jest przestępstwem samo w sobie (jest to nazwa przestępstwa – typ normatywny, jak kto woli). Nie można udzielić na to pytanie odpowiedzi przeczącej.
Schody zaczynają się, gdy zapytamy tego „geniusza”, czy zabicie człowieka jest przestępstwem? On na to pytanie odpowiada dokładnie tak samo, jak na poprzednie. A przecież są to dwa różne światy. Nie każde zabicie człowieka jest zabójstwem w rozumieniu k.k. Nie każde pozbawienie człowieka życia jest przestępstwem. Żołnierz zabijając wroga na wojnie nie popełnia przestępstwa zabójstwa. Nie popełnia go również kto np. nieumyślnie powoduje cudzą śmierć (to może być inne przęstepstwo) albo działa w obronie koniecznej. Takich przykładów można podać tysiące. Wyobraźcie sobie, że rozmawiacie o kolorach z osobą, która urodziła się jako niewidoma. Ona może potrafić wam opisać każdy kolor, wiele o nim mówić, ale nie zmieni to faktu, że do końca nie wie, o czym mówi i przecież żadnego nie odróżni od innego.
Mamy więc do czynienia z narzędziem bardzo skutecznym, ale tylko na bardzo podstawowym poziomie. To taki organizm, który umiałby podać w ciągu sekundy 100 kolejnych liczb pierwszych, ale nie umiał dodawać. Innymi słowy: wie, że dzwonią, ale nie wie, w którym kościele.
Modele AI są relatywnie niezłe w analizie podanych im tekstów prawnych. Dobrze idzie im jednak sprawdzanie ich pod kątem językowym, stylistycznym, ewentualnych powtórzeń lub luk w argumentacji. Całkowicie zawodzą natomiast w odniesieniu do argumentacji prawnej. Mam na myśli zarówno argumentację na poziomie ustawy, jak i przede wszystkim tego, co stanowi kwintesencję stosowania prawa – wykładni tekstu prawnego.
Co ryzykujemy korzystając ze sztucznej inteligencji zamiast z usługi adwokata?
Ryzykujemy wprowadzenie w błąd. I to na fundamentalnym poziomie. Równie dobrze, można by pytać czterolatka, czy założyć spółkę z o.o., czy komandytową. Odpowie? Tak. Nawet z przekonaniem. Ale nie będzie tego potrafił uzasadnić. Różnica z modelami AI jest taka, że one potrafią podać uzasadnienie. I tu powstaje niebezpieczeństwo:
- Ono brzmi wiarygodnie dla laika. Dostaniemy wypowiedź, której przeciętny użytkownik bez prawniczego wykształcenia i praktyki nie będzie w stanie zweryfikować. Jej wewnętrzna spójność dodatkowo ją uwiarygadnia. Ale nie ma ona osadzenia w przepisach prawa interpretowanych poprawnie i – co gorsza – w systemie prawa rozumianym jako całość.
- Najczęściej będzie to odpowiedź oderwana od konkretnych realiów, których AI po prostu nie zna. A te, które zostaną jej podane przez pytającego mogą nie być najważniejszymi i wpływającymi na wynik całego rozumowania. AI może nie dopytać o ryzyko rozwodu z żoną. A to może mieć wpływ na wybór rodzaju spółki.
Skutkiem tego, za darmo i od ręki dostaniemy odpowiedź, ale dopiero po jakimś czasie dowiemy się, że mogła nie być właściwa. Pokusa jest jednak wielka.
Czy AI jest przydatna w praktyce prawnej?
Tak, jest bardzo przydatna. Tak samo, jak Excel czy kalkulator w pracy analityka albo księgowego. Jest to narzędzie, którego możliwości rosną geometrycznie. Warto z niego korzystać. Korzystam sam z AI przy analizie tekstów, próbie odtworzenia stanu emocjonalnego autora tekstu, przy tłumaczeniach na inne języki. Proszę AI o podanie kilku rozwiązań danego problemu. I przeważnie kilka z nich będzie beznadziejnych, jeden przeciętny, a jeden bardzo ciekawy. Jednakże to moje wykształcenie, wiedza i doświadczenie pozwalają mi ocenić do czego AI może być przydatna, a następnie do sformułowania odpowiedniego pytania (a to w prawie jest wielką sztuką), a dopiero wówczas mogę przeanalizować i ocenić poszczególne odpowiedzi. Ale to wymaga wiedzy, doświadczenia i tego tajemniczego składnika, którego jeszcze nikt nie zdefiniował, ale który albo się ma, albo nie jest się wykształconym, a jedynie naumianym.
AI jest nowym narzędziem, ale nie zastąpi prawnika
Nie chciałbym urazić Chata GPT albo innego modelu AI, ale… jest on dla mnie przydatnym narzędziem. Ale tylko narzędziem. W rękach laika będzie niewiele bardziej przydatny, niż kalkulator w ręku dziecka, który przecież nie uczyni go matematykiem, ani księgowym. Przydatność systemów / modeli AI będzie rosła, a nasza – prawników – praca będzie polegała na tym, żebyśmy z nich potrafili korzystać z korzyścią dla naszych klientów i nas samych. Tak samo, jak politycy tworzący strategię dla swoich państw nie znikną, a zostaną wyposażeni w narzędzie, którego rola będzie polegała na tym, że przyniesie przewagę temu, kto będzie w stanie lepiej je wykorzystać, ale go nie zastąpi.
W przypadku sporów sądowych lub negocjacji będą one prowadzone, jak dotychczas – przez prawników, którzy wzmocnią się i swoje możliwości poprzez umiejętne wykorzystanie AI. To samo dotyczy lekarzy, którzy będą analizować wyniki badań w wykorzystaniem AI. Będą oni używać modeli sztucznej inteligencji do stawiania diagnoz, szukania sposobów leczenia lub przekopywania wyników badań naukowych. Ale to ciągle lekarz będzie leczył pacjenta. Tak samo, jak nie pozbawiły go pracy leki i stetoskop, które same w sobie pacjentowi się na wiele nie zdadzą.
https://harvardlawreview.org/print/vol-138/co-governance-and-the-future-of-ai-regulation
https://legal.thomsonreuters.com/blog/how-ai-is-transforming-the-legal-profession

MEDIACJE MIĘDZY WSPÓLNIKAMI I ICH ZALETY
Mediacje są jednym z najlepszych sposobów rozwiązywania sporów. Pozwalają wziąć sprawy w swoje ręce i szukać rozwiązania wspólnego problemu. w tym trybie nie walczymy z przeciwnikiem, ale wspólnie z naszym partnerem przeciwstawiamy się problemowi. Pozwala nam to na budowę zaufania, szacunku i wzmocnienie relacji, która przeszła przez kolejne doświadczenie i wyszła z niego silniejsza. Mediacje mają jeszcze jedną zaletę – nie musimy czekać na wybuch konfliktu. Możemy skorzystać z usług mediatora, gdy dostrzeżemy różnicę interesów lub wizji i chcemy podjąć wysiłek, aby wspólnie z osobą trzecią – bezstronną i neutralną – spróbować rozwiązać ten problem, zanim wyskaluje on do konfliktu. Jest to szczególnie dobry pomysł w relacjach między wspólnikami.
Mediacje są formą negocjacji i mogą służyć profilaktyce
Jak już napisałem, mediacje nie służą tylko rozwiązywaniu konfliktów. Są one formą negocjacji, a więc poszukiwania zaspokojenia interesów w sposób optymalny dla każdej z nich i dla nich wszystkich razem. Różnią się one od zwykłych negocjacji tym, że toczą się z udziałem mediatora, a więc osoby trzeciej, która nie jest zaangażowana po żadnej ze stron.
W relacjach między wspólnikami istnieje wiele płaszczyzn potencjalnego konfliktu. Jego źródłem mogą być odmienne wizje rozwoju spółki, inne potrzeby wspólników, inna podatność na ryzyko, różne podejście do konfrontacji, sprzeczne poglądy w sprawach technicznych lub organizacyjnych lub „zwykły” konflikt o władzę i sprawczość.
W każdej spółce są to całkowicie naturalne tematy, które występuję – w różnym nasileniu – zawsze. Nie zawsze się o nich rozmawia, część ustaleń przyjmuje się w sposób dorozumiany, ale one są. I w różnym stopniu zapewniają realizację interesów każdego ze wspólników. Fakt, że nie rozmawiamy o tym, wcale nie oznacza, że bieżący układ wszystkim odpowiada lub też, że przyjęta wizja jest im wszystkim wspólna i równie dla nich atrakcyjna.
Zasada jest prosta: im mniej się o trudnych sprawach rozmawia, tym większy stanowią one ciężar. Ciężar ten z czasem rośnie. Czasem eksploduje, kiedy indziej będzie zżerał kogoś od środka. Czasem przez kilka miesięcy. Kiedy indziej przez kilkadziesiąt lat – bo i takie przypadki znam. Betonowanie stanu istniejącego i wykluczanie rozmowy, jako niebezpiecznej, niewskazanej, niewygodnej, a także jakiekolwiek deprecjonowanie potrzeb drugiej strony, infantylizowanie jej i jej stanowiska, lekceważenie podnoszonych przez nią kwestii rodzi – nieujawnione często – ale rosnące napięcie.
Dlaczego mediacje między wspólnikami są dobrym rozwiązaniem?
Mediacje są w takim przypadku dobrym rozwiązaniem, ponieważ rolą mediatora jest zapewnienie obu stronom poczucia bezpieczeństwa oraz swobody wypowiedzi, której czasami nie odczuwają między sobą, a z pewnością nie znajdą tego w sądzie. W toku mediacji można rozwiązać problemy, zanim przybiorą one niebezpieczną postać i urosną, by nam zagrozić. Doświadczony mediator może pomóc stronom określić ich interesy, czasem nigdy wcześniej nie zwerbalizowane. Pomoże każdej ze stron otworzyć się na potrzeby i narrację drugiej z nich. Mediacje właśnie są tą płaszczyzną, na której strony często pierwszy raz otwierają się prawdziwie na siebie i dostrzegają, że nie znały wszystkim motywów postępowania swoich wspólników.
Bardzo ważne jest, że mediacje są w pełni poufne. Oznacza to, że informacje przekazywane w toku mediacji, ani propozycje w nich składane nie mogą być wykorzystane w sądzie. Nie musimy więc się tak „pilnować”, ani tym bardziej – szukać argumentów personalnych, których celem jest przedstawienie drugiej strony w jak najgorszym świetle, a co za tym idzie – mamy wielką szanse uniknięcia niepotrzebnej eskalacji.
Kiedy szukać mediatora?
Im wcześniej, tym lepiej. Czekanie na eskalację konfliktu nie jest dobrym pomysłem. Jeśli uświadamiamy sobie istotną różnicę interesów i przeczuwamy problemy z komunikacją, warto jest poszukać mediatora.
Mediacja jest znacznie tańsza od postępowania sądowego., Trwa też nieporównywalnie krócej. Co najważniejsze, toczy się w atmosferze wzajemnego szacunku, a jej celem jest konstruktywny dialog.
Nie czekajcie, aż konflikt eskaluje i sprawi, że odbije się na Waszym zdrowiu lub biznesie.

ROZWÓD WSPÓLNIKÓW. CO Z FIRMĄ?
Wiemy doskonale, że rozwód jest jednym z trudniejszych doświadczeń w życiu. Gdy w grę wchodzi jednak rozwód wspólników, a więc osób, które były nie tylko partnerami życiowymi, ale i biznesowymi – może to oznaczać większe trudności. Zadziałać mogą dwa schematy. Pierwszy – pozytywny, w którym oboje chcą się porozumieć i potrafią konstruktywnie rozmawiać. Podejmą wówczas rozmowy dotyczące zasad dalszej współpracy lub jej zakończenia. Drugi – negatywny, w którym wspólnie przez lata budowana firma stanie się zakładnikiem lub ofiarą kryzysu w małżeństwie swoich właścicieli.
Rozwód wspólników. Scenariusze oparte na dobrej współpracy
Idealnie byłoby, gdyby małżonkowie, którzy postanowili zakończyć swój związek, podeszli do dalszej współpracy bez destrukcyjnych emocji. W takiej sytuacji mogą podjąć decyzje, które oscylować będą wokół następujących modeli.
Współpraca po rozwodzie
W pierwszej kolejności, mogą dojść do wniosku, że rozwód nie wpłynie na ich współpracę biznesową. W związku z tym nie będą niczego zmieniać. Z punktu widzenia firmy może to być scenariusz idealny. W praktyce, może jednak oznaczać zapowiedź kłopotów odroczonych w czasie. O ile sam rozwód będzie nawet przebiegał spokojnie, może się okazać, że po jakimś czasie konflikt wybuchnie ze zdwojoną siłą. Będzie to mogło być następstwem pojawienia się nowego partnera / partnerki któregoś z małżonków, szczególnie jeśli zostaną w firmie zatrudnieni. Jeśli jednak rozwodzący się małżonkowie będą potrafili sprostać nowym wyzwaniom i uda im się przedefiniować łączącą ich relację, może się okazać, że decyzja o kontynuowaniu współpracy była strzałem w dziesiątkę.
Spłata małżonka po rozwodzie
Drugim pozytywnym scenariuszem jest spłata jednego z małżonków przez drugiego lub wspólna sprzedaż firmy. Jest to zawsze wielkie wyzwanie organizacyjne i biznesowe. Konieczne będą analizy, wyceny, opinie prawne itd. Zawsze może dojść do problemów z zaniżeniem lub zawyżeniem ceny. Dlatego uważam, że dobrym rozwiązaniem może być zasada, wg której jeden z małżonków bierze na siebie wycenę firmy, ale to drugi będzie decydował, czy za zaproponować cenę firmę odkupi, czy też sprzeda swój udział. Dzięki temu ten, który będzie odpowiedzialny za wycenę zrobi wszystko, by ta cena była jak najbardziej uczciwa.
Rozwód wspólników i zmiany w zarządzaniu firmą
Trzecim pozytywnym scenariuszem jest pozostawienie zarządzania firmą jednemu z małżonków i przejście drugiego do pozycji biernego inwestora. Dzięki temu ich kontakt będzie mógł być nieco ograniczony, a stery w firmie i najważniejsze decyzje będą należały do jednego z nich, który fizycznie będzie bardzie zaangażowany, ale pracował będzie w gruncie rzeczy dla nich obojga.
Przekazanie firmy dzieciom?
Pewnym rozwiązaniem – w określonych przypadkach – może być również przekazanie steru w firmie dzieciom lub przepisanie własności firmy na nie. Podyktowane jest to jednak ich wiekiem, dojrzałością, doświadczeniem i może być rozwiązaniem świetnym lub nie najlepszym – w zależności od konkretnych osób i zaufania między nimi.
Rozwód wspólników. Scenariusze negatywne
Gdy w grę wchodzą emocje, urażona duma, zawód, wściekłość, poczucie zdrady, zniszczenie zaufania, chęć zemsty, kwestie biznesowe mogą odejść na plan dalszy. Co więcej, każde z małżonków może próbować udowodnić, że pieniądze się dla nich nie liczą, że honor jest ważniejszy od firmy albo będą usiłować zrobić drugiemu na złość. I to jest zapowiedź nadchodzącej katastrofy. Czy uda się jej uniknąć, zależeć będzie od samych zainteresowanych, ale również od ich doradców. Czy będą ich namawiać do eskalacji i walki, czy też chłodzić emocje i skłaniać do racjonalnego myślenia.
Rozwód wspólników i zniszczenie wspólnej firmy
W takiej sytuacji firma może stać się zakładnikiem lub ofiarą konfliktu swoich właścicieli. Mogą oni blokować jej prace lub uniemożliwiać podejmowanie ważnych decyzji. Kiedy indziej będą blokować wypłatę zysku lub konieczne inwestycje. Zdarzają się sytuacje, kiedy wściekły małżonek posuwa się do donosicielstwa, a więc staje się tzw. sygnalistą, co czyni wyłącznie po to, by narobić drugiemu problemów. Zaczyna się rozsiewanie plotek, zwierzanie się pracownikom z intymnych szczegółów życia pracodawców. Małżonkowie mogą próbować przeciągnąć pracowników na swoją stronę, stawiając ich przed konfliktem lojalnościowym. Pochłonięci walką między sobą mogą doprowadzić do problemów z płynnością i wypłatą wynagrodzeń. Możemy się domyślać, jak fatalnie to przełoży się na atmosferę w firmie, wydajność pracowników i zaufanie kontrahentów. Tak samo, dewastacyjny skutek mogą mieć wynurzenia w mediach społecznościowych lub w inny sposób rozsiewane pomówienia o przemoc lub np. wykorzystywanie seksualne dzieci – często nadużywane i traktowane instrumentalnie.
Znam sytuacje, kiedy budowany przez dekady biznes, był niszczony wskutek furii, urażonej dumy i złości. Nikomu tego nie polecam. Każdego przed tym ostrzegam. Wielu małżonków przyjmuje bardzo skuteczną taktykę udawania szaleńca, o której już pisałem, a link zamieszczam poniżej. Udając wariata, któremu nie zależy na firmie szantażują drugiego chcąc wymusić lepsze warunki podziału majątku lub alimentów. Jest to najcześciej działanie pełne wyrachowania i przemyślane, ale… no właśnie – nigdy tego do końca nie wiemy. Próba przetrzymania szaleńca przypomina czasem igranie z ogniem.
Pomożemy Wam przejść przez rozwód i ochronić Waszą firmę
Nasza Kancelaria ma duże doświadczenie w sprawach rodzinnych i gospodarczych. Postanowiliśmy połączyć nasze potencjały i doradzamy przedsiębiorcom w rozwodach. Zapewniamy nie tylko opiekę w samej sprawie rozwodowej, ale również kompleksowe zajęcie się sprawami firmowymi. Jesteśmy w stanie to połączyć i zapewnić bardzo wysoką jakość naszych usług ze względu na nasze doświadczenie zawodowe i wykształcenie.
Nasze doświadczenie i wykształcenie pomocne w rozwodach biznesmenów
W przypadku adwokata Andrzeja Jakubca – doktorat z prawa gospodarczego, ukończenie Podyplomowych Studiów z Negocjacji, Mediacji i innych Alternatywnych Sposobów Rozwiązywania Sporów, a także Podyplomowych Studiów z Psychiatrii I Psychologii Sądowej. W przypadku Radcy Prawnego Adrianny Rybarskiej są to studia magisterskie z zarządzania i ukończenie Podyplomowych Studiów z Psychiatrii I Psychologii Sądowej. Oboje jesteśmy mediatorami. Takie połączenie pozwala nam zaopiekować się wymagającym Klientem zarówno w kwestii samego rozwodu, kwestii opieki nad dziećmi i kontaktów z nimi, jak również wszelkimi aspektami dotyczącymi kontynuowania lub zakończenia współpracy biznesowej. Zapraszam do kontaktu.
