
MEDIACJE PRACOWNICZE – DLACZEGO WARTO?
Spory są elementem każdej relacji. W miejscu pracy również nie da się ich uniknąć. Istotne jest to, jak do sporów podchodzimy. Czy pozwolimy, by różnica zdań w drobnej sprawie urosła do rangi problemu, który zaszkodzi nam i firmie? Czy może potraktujemy ją jako okazję do przeglądu naszej relacji, by ją wzmocnić? A może zwyczajnie nie opłaca się toczyć sporu w sądzie? Przeczytajcie sami.
Mediacje pracownicze – czy spór w sądzie się opłaca?
Mediacje pracownicze – dlaczego to dobry pomysł? Sądy są od rozstrzygania sporów. Rozstrzyganie odbywa się arbitralnie i polega na przyznaniu racji jednej ze stron. Taki wyrok sądu nie usuwa źródeł sporu. Co więcej, jedna ze stron prawie zawsze będzie się czuła niezrozumiana, niewysłuchana lub pokrzywdzona. Z koeli druga strona będzie triumfować i może – paradoksalnie – wzmocnić te swoje zachowania, które leżały u źrodła konfliktu.
Co więcej, sprawa w sądzie trwać może latami. Czasami są to 2-3 lata do wydania wyroku w I instancji. A przecież od niego służy stronom apelacja i sprawa może po niej wrócić do ponownego rozpoznania. Oznacza to, że sprawa pracownicza w sądzie pracy może trwać nawet 4-5 lat.
Spór zaczyna żyć własnym życiem
W tym czasie spór stron wymyka się im spod kontroli i zaczyna żyć własnym życiem. Strony angażując prawników, świadków, biegłych oraz wykładając coraz więcej pieniędzy, stają się same zakładnikami swoich pierwotnych stanowisk. A te – jak często bywa – nie dobrze powiązane z tym, co leżało u źrodła sporu. Czasem są od tego oderwane. W sądzie toczy się więc latami spór, który strony pochłania, a oddaje nawet istoty problemu.
Jedynym efektem takiego sporu będzie dalsza polaryzacja stron, wzrost ich niechęci, angażowanie w ich spór osób trzecich, które spotkają się z konfliktem lojalnościowym. A na koniec wyrok sądu sporu nie usunie, tylko go zacementuje. Należy się więc zastanowić, czy warto iść tą drogą. Moim zdaniem, zadaniem sądów jest rozstrzyganie tych sporów, które nie dadzą się rozwiązać w inny sposób. Sądy są absolutnie niezbędne choćby po to, by zapobiec samosądom i anarchii. Uważam jednak, że w zdecydowanej większości przypadków, strony zbyt szybko korzystają z prawa do sądu i rezygnują z możliwości poszukiwania rozwiązania sporu w inny sposób.
Utrata poczucia sprawczości w sądzie, a mediacje pracownicze
W konsekwencji, strony tracą zdolność do załatwiania swoich spraw. Ich kreatywność i sprawczość doznają upośledzenia. Poczucie obywatelstwa rozumianego jako prawo wolnej jednostki do decydowania i sobie i swoim losie, ulega rozbiciu. Człowiek dojrzały rezygnuje z atrybutu swojej dorosłości i prosi organ państwowy, by załatwił jego prywatną sprawę. Sam najczęściej nawet nie próbował tego zrobić. Albo też próba taka miała charakter iluzoryczny.
W konsekwencji obserwujemy cały szereg negatywnych skutków, które wyżej opisałem. A przecież miejsce pracy jest tym obszarem, w którym nasze kompetencje społeczne są w pełnej ekspozycji. Jak można oczekiwać od człowieka dojrzałych decyzji w innych obszarach życia, jeśli tak łatwo pozwalamy mu wyzbyć się sprawczości i odpowiedzialności w relacjach w pracy. Idąc od razu do sądu – owszem – korzystamy ze swojego uprawnienia, ale często robimy sobie i innym krzywdę, gdyż oddajemy się w ten sposób w adopcję organowi państwowemu, którego aktywność ma nas zwolnić – w naszym odczuciu – z wysiłku, odpowiedzialności i myślenia. „Teraz będziesz się tłumaczył przed sądem” – mówimy.
Dlatego też, w Kancelarii Jakubiec i Wspólnicy jesteśmy zwolennikami załatwiania spraw w mediacji. Mediacje pracownicze są jednym z tych obszarów, w których osiągamy widoczne sukcesy. Oczywiście, nie każda sprawa nadaje się do mediacji. Wierzymy jednak, że często warto podjąć wysiłek zmierzający do zakończenia sporu w sposób ugodowy. Przez ugodę nie traci się nic – wbrew powszechnemu rozumieniu. Odzyskuje się natomiast poczucie panowania nad własnymi sprawami i relacjami. Poza tym, mediacja jest szybsza, prostsza i tańsza od procesu sądowego.
Zapraszam do kontaktu
Jeśli czujecie, że możemy Wam pomóc rozwiązać spór pracowniczy lub inny, odezwijcie się do nas. Zajmuję się również sprawami gospodarczymi i rodzinnymi. Jesteśmy mediatorami i oraz reprezentujemy naszych Klientów w sądach i w mediacjach. Oznacza to, że zakres i forma naszej pomocy może być różna – w zależności od tego, o co nas poprosicie. Odezwijcie się do nas:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://www.google.com/url?sa=t&source=web&rct=j&opi=89978449&url=https://www.gov.pl/attachment/e0ad2a4e-e8ef-4780-904e-c07615a21b3c&ved=2ahUKEwjQ69vv8bmQAxUpSPEDHV1zMNg4FBAWegQIJRAB&usg=AOvVaw2Bj7oC9gG4a3yoc_GAuGy0
https://dane.gov.pl/pl/dataset/451,mediacje/resource/65690/table
https://dogma.org.pl/wp-content/uploads/Poradnik-prawny-Mediacje-pracownicze-1.pdf

ODMOWA ROZMÓW TO NIE WYGRANA, LECZ KAPITULACJA
Mówi się, że sprawy rodzinne i gospodarcze nie mają ze sobą nic wspólnego. Ja twierdzę inaczej. Uważam, że łączy je siła komunikacji i wartość dialogu. W obu tych skrajnie różnych przecież gałęziach prawa, widzę i prowadzę sprawy, w których najważniejsza jest otwartość oraz odwaga niezbędna do wzięcia odpowiedzialności za własne życie lub biznes. Kluczowe jest to, by szukać rozwiązań, a nie trwać w wyniosłym milczeniu szukając wyższości moralnej w tej niemądrej postawie.
Wyniosłe milczenie
Milczenie bywa złotem, ale w innych okolicznościach. Ten artykuł jest o milczeniu wyniosłym, które jest kapitulacją wobec problemu i próbą przerzucenia odpowiedzialności na drugą stronę. Jest też o tym, że w ten sposób przegrywamy, a mimo to – jesteśmy zadowoleni. Straszne… O wyniosłym milczeniu napisałem już jeden artykuł. Link do niego podaję niżej – pod tekstem.
W tym tekście rozwinę kilka myśli tam ledwie wspomnianych oraz skupię się na nowych problemach.
🔴 Czy zauważyliście, że my – Polacy – bardzo lubimy zrywać rozmowy lub nawet odmawiać ich rozpoczęcia❓
Niepytani gadamy ciągle, głośno i bez sensu. A gdy trzeba rozmawiać – słychać tylko milczenie. Dotyczy to spraw drobnych oraz tych najważniejszych. Rodzinnych i gospodarczych. A ponoć sprawy rodzinne i gospodarcze nie mają ze sobą nic wspólnego… Otóż zapewniam wszystkich, że mają – i to bardzo wiele. Ale o tym niżej.
Wyższość moralna i satysfakcja
🔴 Czy zauważyliście, że czerpiemy dziką satysfakcję z domniemanej wyższości moralnej, którą czerpiemy z takiej postawy❓ Wyniosłym milczeniem staramy się przerzucić odpowiedzialność na drugą stronę. Wydaje nam się, że w ten sposób wygrywamy. Zatapiamy się w tej sytuacji. Co ciekawe, rozkosz, która z niej płynie, rekompensuje nam z nawiązką realne straty, które w ten sposób ponosimy. Jest to bardzo ciekawe podejście, które mogłoby cechować greckiego filozofa, ale budzi zdziwienie, gdy cechuje ludzi, o którzy moralnością jedynie wycierają sobie buty.
Gdyby jeszcze chodziło tylko o pieniądze! W końcu nie są najważniejsze. Ale nie! Wybieramy milczenie. Jakże często odpuszczamy w ten sposób rozmowę o kontaktach z dziećmi❓ Ilu znam ojców, którzy przez taką postawę nie widzieli własnych dzieci od roku albo dwóch? Dramat polega na tym, że oni odpuścili starania. Zaczęli kłócić się z byłą żoną lub partnerką, kontakty stawały się coraz rzadsze. Albo ona – co się również często zdarza – zwyczajnie je utrudniała. Link do tekstu o alienacji również zostawiam niżej. Problem polega na tym, że z alienacją można walczyć. Najskuteczniejsza bronią jest rozmowa i szukanie porozumienia. A niektórzy odpuszczają. I to bardzo szybko.
„Z nią się nie da rozmawiać, Mecenasie!” „Próbowałem – chyba dwa razy, ale się nie da! Kiedyś dzieci zrozumieją, że to jej wina”. „Mediacja? Panie Andrzeju, ale Pan naiwny. Pan jej nie zna… Z nią się nie da rozmawiać!” Słyszę to co najmniej raz w tygodniu. Czasami częściej. Słucham tego zawsze i staram się nie pokazać, że boli mnie serce. I wiem, że pierwszą walkę będę musiał stoczyć, nie z drug stroną, ale z mapami mentalnymi mojego klienta.
Wyniosłe milczenie – konsekwencje odpuszczenia
🔴 Taki rodzic mówi więc, że dzieci kiedyś zrozumieją, że to wina ich matki. On się przecież starał, próbował. Z zadumą patrzy się gdzieś w bok. Rozmyśla. Ale obaj wiemy, że jest to tylko wymówka. On zadba o to, by przedstawić siebie w najlepszym świetle, a odpowiedzialnością za rozpad więzi z dziećmi obarczyć ich matkę – która bardzo często ma również swoje za uszami – czasami nawet bardzo dużo. Zatrważające jest jednak, jak łatwo oni to akceptują utratę czegoś najcenniejszego w życiu – więzi z własnym dzieckiem – w zamian za to, by móc winę za to przerzucić na drugą stronę. Dla niektórych jest to nawet… wygodne. Dzieci kiedyś zrozumieją… A że ich dzieciństwo przejdzie mu koło nosa – trudno. Najważniejsze, by nie dać satysfakcji ich matce.
🔴 Dzieci może kiedyś to zrozumieją, a może nie. Teraz to bez znaczenia. One teraz tęsknią za ojcem. Ta tęsknota z czasem przeradza się w smutek, a potem w smutną i cichą akceptację zerwanej więzi. A że dzieci szukają przyczyny wszystkiego w sobie, to będą za jej zerwanie obwiniać siebie – świadomie, lub nie‼️
🔴 Będą dorastać ze świadomością lub nieuświadomionym odczuciem, że na miłość takiego ojca nie zasługiwały. To zniszczy ich poczucie własnej wartości, stworzy podatność na uzależnienia i inne działania autodestrukcyjne. Położy się cieniem na ich związkach i rodzinach, które stworzą ‼️
🔴 Ale póki co – mamy satysfakcję – że to jej wina! Próbowałem i już nie będę. Z nią nie da się rozmawiać…
Czy im zależy?
Gdyby takim ludziom zależało na własnych dzieciach tak, jak na kolejnym samochodzie, który kupią, dawno by to załatwili. Ale póki co delektują się zwycięstwem. Moralnym. Albo zamiast próbować załatwić tę sprawę szybko i polubownie, będą z honorem walczyć do końca w sądzie. „Choćby i 5 lat, Mecenasie!”. Tylko że za 5 lat, Pana dziecko nie będzie już Pana pamiętać. Cóż, dla niektórych to niska cena za to, żeby płacić o 500 PLN mniejsze alimenty. Uwierzcie mi, że często właśnie to jest płaszczyzną sporu.
Piszę o ojcach – sam jestem ojcem i za takich ludzi zwyczajnie mi wstyd. Ale też im współczuję, gdyż sami muszą być bardzo nieszczęśliwi. I przekażą to swoim dzieciom. Posłużyłem się tym przykładem, ale znam też inne – obie płcie mają tu „wybitne osiągnięcia”. Ale nie przejmujcie się. W rodzinach czasami nie jest najgorzej. To gdzie może być gorzej? Witamy w polskim biznesie. W szczególności – w biznesie rodzinnym 🙂
Wyniosłe milczenie w sporach biznesowych?
✅ Tak, problem jest znacznie szerszy – dotyczy wielu z nas w różnych konfiguracjach. Widzę podobną postawę w spółkach, w których wspólnik nie chce rozmawiać. Będzie blokował działania spółki i jej szkodził, ale do rozmów nie usiądzie. Najwyżej spółka padnie, ale on ma rację i nie ustąpi.
I o tym pisałem ostatnio analizując przyczynę stojącą za art. 266 k.s.h., który reguluje możliwość wyłączenia wspólnika ze spółki z o.o. Jest to przecież brutalna ingerencja w prawo własności, a jednak ma uzasadnienie. Nie w każdym sporze, ale właśnie wtedy, kiedy jeden ze wspólników zachowuje się w sposób dla spółki destrukcyjny. Jednym z przejawów takiego zachowania może być właśnie okopanie się na pozycjach moralnych i odmowa jakichkolwiek rozmów. Jakie to łatwe!
O sporach między wspólnikami napisałem pewnie kilkadziesiąt artykułów, większość z nich jest na tej stornie – z łatwością je znajdziecie. Wiele z nich dotyczy specyficznej przestrzeni, jaką tworzą polskie firmy rodzinne. W nich spory są szczególnie trudne, a wyniosłe milczenie oraz unikanie otwartego postawienia problemu, bywa rujnujące i destrukcyjne dla firmy, rodziny i wszystkich wokół. Wyniosłe milczenie słychać również tam. A szkoda. Gdybyśmy tak ułamek marnotrawionej w ten sposób energii i uwagi przekierowali na rozwój tych firm?
Dlaczego napisałem ten tekst?
Napisałem to, bo wierzę, że z tą postawą można walczyć. Wierzę, że człowiek nie jest z natury zły. Często niesie ze sobą przez życie traumę, którą przekazuje się z pokolenia na pokolenie. Inni nie mają kompetencji komunikacyjnych. W wielu domach nie rozmawia się w ogóle na trudne tematy. Tak samo było w moim domu. Rozwiązywania sporów nie uczy się nas w szkołach. Jesteśmy za to tresowani i katowani mitami powstań i umierania bez sensu za straconą sprawę. Nic więc dziwnego, że w sytuacji trudnej powtarzamy to, do czego nas zaprogramowano: rozmawiać nie potrafimy, ale pamiętamy, że jest szlachetnie i pięknie jest przegrywać.
Wierzę, że można byłoby uniknąć wielu dramatów, rozbitych rodzin, rozerwanych więzi lub zniszczonych spółek lub świetnych pomysłów, których nigdy nie zrealizowano, gdybyśmy potrafili ze sobą rozmawiać i zrozumieli w końcu, że sztuką nie jest umrzeć w samotności i biedzie, ale wieść szczęśliwe i spełnione życie. Kluczem do tego jest umiejętność rozwiązywania problemów, a nie unikanie rozmowy i czerpanie satysfakcji z moralnej wygranej. Może uznacie, że komuś moje mogą otworzyć oczy. A przez to chociaż jedno dziecko za jakiś czas odzyska rodzica.
Może uda się rozwiązać jeden konflikt w jakiejś spółce, która przez to nie padnie, ale będzie źródłem utrzymania kilku rodzin lub przyniesienie komuś bogactwo. Będę szczęśliwy, jeśli pomoże to chociaż jednej osobie. Wysiłek, jaki włożyłem w napisanie tych tekstów z pewnością był tego wart, był wręcz znikomy w porównaniu z tym, co – jak wierzę – może kiedyś zrobią dla choćby jednej osoby. Ta osoba pewnie nigdy o mnie nie usłyszy, ani ja o niej. Ale nie ma to znaczenia. Wiem, że warto.
Zapraszam do kontaktu
Jeśli czujecie, że mogę Wam w jakiś sposób pomóc, odezwijcie się do mnie. Zajmuję się sprawami gospodarczymi i rodzinnymi. Jestem mediatorem i zwyczajnie lubię pomagać ludziom rozwiązywać spory. I tak – cieszę się, że mogę zarabiać w ten sposób, bo mam silne przeświadczenie, że robię coś dobrego.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://centrummediacji-jp.pl/komunikacja-niewerbalna-w-konflikcie
https://iws.gov.pl/wp-content/uploads/2023/10/MediacjaSztukaKompromisu_na-strone-www-IWS.pdf

ŚMIERĆ WSPÓLNIKA SPÓŁKI CYWILNEJ
Spółka cywilna jest umową, a nie osobnym od wspólników podmiotem prawa. Ma wiele zalet, do których należy pozorna prostota oraz niskie koszty jej założenia. Przysparza jednak wielu trudności w przypadku zmian po stronie wspólników. Mam na myśli m.in.: „sprzedaż udziałów”, śmierć jednego ze wspólników lub jego wyjście ze spółki. Z tymi sytuacjami spółka cywilna radzi sobie średnio. Jak wygląda sytuacja w przypadku śmierci wspólnika?
Śmierć wspólnika spółki cywilnej
Najlepiej byłoby, gdyby wspólnicy zobowiązali się nie umierać. Przynajmniej dopóki są w spółce. Z egzekucją takiego obowiązku może wiązać się jednak szereg praktycznych problemów. Śmierć wspólnika może zdarzyć się w każdej spółce. Przyjmujemy więc, że takie sytuacje się zdarzają i to regularnie. Trzeba wówczas jednocześnie sprostać szeregowi trudności, które wynikają m.in. z:
🔴 faktu, że spółka jest tylko umową na gruncie prawa cywilnego, ale płatnikiem VAT na gruncie prawa podatkowego i pracodawcą wg przepisów kodeksu pracy. – Mamy więc niezły bałagan;
🔴 umowa ta oznacza zaciąganie przez wspólników wspólnych obowiązków i daje im wspólne uprawnienia. Natomiast polskie prawo nie zna jednoczesnego przejścia uprawnień i obowiązków (cesji i przejęcia długu);
🔴 z różnych przyczyn wierzyciel może nie być zainteresowany, żeby świadczenie spełnili spadkobiercy zmarłego. O ile chodzi o zapłatę, to nie ma z tym problemu, ale jeśli on miał napisać skomplikowaną opinię prawną albo namalować obraz – wykonanie tego obowiązku przez żonę i dzieci może nie być równie wartościowo. Chociaż w niektórych przypadkach będzie znacznie bardziej.
Śmierć wspólnika. Czy spadkobiercy wspólnika sami stają się wspólnikami❓
Tak być może, ale wcale nie musi. Kluczowe w tym zakresie będą postanowienia umowy spółki. Należy jednak zastanowić się, czy ci spadkobiercy wejdą do spółki na równych prawach czy też jedynie podzielą się tym, co przysługiwało do tej pory spadkodawcy. Wyobraźmy sobie, że było dwóch wspólników, którzy mieli udział w zyskach i stratach po 50%, a każdy z nich miał jeden -równy głos. Musieli się więc porozumieć w ważniejszych kwestiach związanych z prowadzeniem spraw i reprezentacją spółki. Jeden z nich zmarł i dziedziczą po nim dwie osoby w częściach równych i obie do spółki wchodzą.
Jak dziedziczą spadkobiercy wspólnika cywilnego❓
W tym prostym stanie faktycznym jest jednak dużo niewiadomych i możliwości. Możliwe są więc 3 główne rozwiązania:
🟢 po śmierci wspólnika spółka będzie miała troje wspólników, a udział w zyskach i stratach zmieni się i wyniesie po 1/3. Każdy ze wspólników będzie miał 1 głos, a więc dotychczasowy wspólnik będzie mógł być przegłosowany przez spadkobierców. Jego pozycja ulega więc znacznemu osłabieniu.
🟢 spółka będzie miała troje wspólników, ale dotychczasowy wspólnik zatrzyma 50% udział w zyskach i stratach, z kolei spadkobiercy podzielą się „udziałem” zmarłego – w tym przykładzie po połowie, a więc będą mieli po 25% udziału w zyskach i stratach. W tej sytuacji możliwe są dalsze dwa rozwiązania, bowiem może być tak, że mimo takiego udziału w zyskach będą mieli po 1 głosie, a więc będą mieli większość albo też odziedziczony przez nich głos również rozpadnie się na pół i będą mieli odpowiednik 0,5 głosu – jakkolwiek dziwnie by to nie brzmiało.
🟢 możliwe jest również takie rozwiązanie, w którym do spółki przystąpi faktycznie tylko jeden ze spadkobierców, który będzie miał 1 głos i 50% udziałów w zyskach i stratach. Stanie się tak, mimo że po zmarłym dziedziczyli razem. Ale w tej sytuacji z drugim spadkobiercą będzie się on jedynie rozliczał, tamten będzie jednak od spółki odcięty. Naturalnie pojawia się więc pytanie o odpowiedzialność tego „odciętego” wspólnika za zobowiązania spółki. Czy ponosi solidarną odpowiedzialność wobec wierzycieli, czy też nie?
Śmierć wspólnika spółki cywilnego – pole do konfliktów
Jak widzimy, pole do konfliktów jest szerokie. Każda ze stron będzie mogła podnosić racjonalne argumenty. Argumenty obu stron będą miały podstawy ekonomiczne, moralne i prawne.
Dodajmy do tego, że przecież uczestnictwo w spółce polega na wykonywaniu obowiązku działania w celu osiągnięcia wspólnego celu gospodarczego, który został określony w umowie spółki. Może on oczywiście ulegać modyfikacji. Ale jasne jest, że łączny potencjał lub gotowość spadkobierców może, ale nie musi być równy potencjałowi zmarłego wspólnika. Mogą nie mieć do tego odpowiednich kwalifikacji, zdolności, pasji, czasu. Mogą w końcu zwyczajnie nie dogadywać się ze wspólnikiem zmarłego.
Czy spadkobiercy powinni wchodzić do spółki❓
Na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Z pewnością śmierć wspólnika jest dla spółki cywilnej szokiem. Może się okazać, ze spadkobiercy w spółce do tej pory pracowali, znają ją i są gotowi do dalszej pracy na jej rzecz – już w nowej formie. Może się okazać, że będzie to z korzyścią dla wszystkich, również dla drugiego wspólnika, który być może od lat nie miał wsparcia w schorowanym koledze, a jego dzieci garną się do pracy. Jednakże może być zupełnie odwrotnie.
Rozliczenie ze spadkobiercami zmarłego wspólnika
Co zatem zrobić, jeśli spadkobiercy do spółki nie chcą lub nie mogą wejść❓ Należy się z nimi rozliczyć. I tu pojawia się kolejne pole do sporów i konfliktów. Chodzi oczywiście o pieniądze. Ile im zapłacić? Przepisy kodeksu cywilnego są w tym zakresie archaiczne. Biorą pod uwagę – w pewnym uproszczeniu – wartość aktywów netto. A więc wartość rzeczy materialnych. Z niematerialnymi jest już gorzej, ale można w rozliczenie włączyć np. znak towarowy itp. NIe zmienia to jednak faktu, że w żaden sposób nie odnoszą się one do obrotów, renomy, zysków i innych czynników, które mają wpływ na wycenę przedsiębiorstw. Przepisy te drastycznie promują stronę, która w spółce zostaje i może jej majątek przejąć na własność relatywnie tanio.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy zajmuje się spółkami cywilnymi
Jeżeli prowadzicie spółkę cywilną i chcecie uniknąć problemów związanych ze śmiercią któregoś ze wspólników, warto zadbać o to już teraz. Możemy Wam w tym pomóc. To samo dotyczy sytuacji, w której wspólnik już zmarł i potrzebujecie pomocy w dalszych krokach. Zapraszamy do kontaktu:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935

WYŁĄCZENIE WSPÓLNIKA W SPÓŁCE Z O.O.
Wielokrotnie już pisałem, że spory między wspólnikami są zupełnie naturalnym elementem współpracy. Dotyczy to każdej relacji, nie tylko biznesowej. Z każdym dosłownie człowiekiem mamy jakiś obszar interesów, które nie są ze sobą zbieżne, albo są wręcz sprzeczne. To samo dotyczy dzieci i dorosłych, wspólników i małżonków, państw członkowskich NATO i frakcji w partiach politycznych. Spór to uświadomiony przez co najmniej jedną ze stron stan braku zgody na istniejący stan rzeczy. Wiąże się z poczuciem chęci zmiany tego stanu. Jest więc elementem rzeczywistości, na który nie ma się co obrażać. To zwyczajnie bywa: tak samo jak pada deszcz, zachodzi słońce lub powstają naprężenia tektoniczne. Spór może jednak przybrać różny obrót i zamienić się w konflikt. Jednym z drastycznych sposobów rozwiązywania konfliktów jest pozbycie się drugiej strony. Mówi o tym stara rosyjska zasada: nie ma człowieka – nie ma problemu. Zasada ta znajduje swój wyraz w polskim prawie – m.in. w kodeksie spółek handlowych i jest w majestacie prawa wykonywana.
Wyłączenie wspólnika: czemu to jest potrzebne?
Oczywiście nie chodzi o zabicie kogokolwiek. Chodzi o cywilnoprawny odpowiednik takiego działania – jakim jest brutalne pogwałcenie „świętego” prawa własności w imię wyższych celów. Nazywajmy rzeczy po imieniu: wyłączenie wspólnika ze spółki z o.o, to wywłaszczenie. Nie jest to kradzież, gdyż odbywa się za wynagrodzeniem, chociaż jego wysokość jest podatna na dość łatwe manipulacje ze strony zarządu lub wspólników większościowych, którzy jeśli dobrze się do tego przygotują, będą w stanie znacznie cenę zaniżyć.
Uzasadnienia ideologiczne takiego uprawnienia czyta się w publikacjach naukowych z pewnym zażenowaniem, jeśli ich autorzy próbują ich zbyt łatwo bronić lub gdy równie lekko przychodzi im ich atakowanie. Ani bowiem prawo własności nie jest święte i niesłuchanej naiwności wymaga wiara w ten frazes, ani też jego odebranie – nie jest aż takie łatwe. Wyłączenie wspólnika ze spółki z o.o. jest zawsze aktem wyjątkowym, na które musi zgodzić się sąd.
Dlaczego wyłączenie wspólnika ze spółki jest potrzebne?
Regulacje takie są w prawi polskim bardzo potrzebne. Dlaczego? Ponieważ cierpimy na epidemię narodowej choroby psychicznej lub epidemię upośledzenia pewnej podstawowej zdolności, jakże przydatnej w relacjach społecznych: konstruktywnego dialogu i pragmatycznego podejścia do rozwiązywania problemów. Pisałem już o tym wielokrotnie.
Jak żaden inny naród, mamy tendencję w życiu prywatnym, zawodowym i politycznym do niczym niesprowokowanego i niewymuszonego zapędzania się „w kozi róg” przez faktyczne czyny i deklaracje, które odbierają nam możliwość wyjścia z twarzą z niezbyt nawet trudnej sytuacji. Mamy więc tendencję do okopania się na swoje pozycji i trwania na niej do upadłego. Co więcej, perwersyjną wręcz radość czerpiemy z detonacji granatu w samolocie, w którym lecimy wspólnie z kimś, kto nam nie leży. Zbiorowe samobójstwo wrosło w nasze DNA i jest tak często spotykane w spółkach, że trzeba coś z tym zrobić.
Spory między wspólnikami – zbiorowe samobójstwo
Wielu przedsiębiorców ciągle uważa, że lepiej zbankrutować, pociągnąć w dół siebie, swoją rodzinę i firmę, pracowników, kontrahentów i klientów zostawić na lodzie – niż wziąć odpowiedzialność za własne życie i sprawy i wspólnie z drugą stroną poszukać rozwiązania wspólnego problemu. Poszukiwania takie nie maja jednak polegać na dyskusji, kto ma rację, albo czyja to wina, że jesteśmy w tym miejscu.
One mają polegać na odrzuceniu tego sposobu myślenia, który gloryfikuje postawę szlachetnej przegranej. Działania te mają polegać na wspólnej ciężkiej pracy w celu łatania dziury w łodzi, którą płyniemy, zamiast kłócenia się o to, kot ją wybił. Jakże ciężko nam to to ciągle przychodzi. Chłop żywemu nie przepuści… A że umrą razem? Trudno.
Ustawodawca wyszedł więc z założenia – skoro nie jesteście w stanie się dogadać i spółka miałaby paść – to lepiej, żeby pozbyć się mniejszościowego wspólnika. Jest to oczywista ingerencja państwa w spór między wspólnikami. Czy to naruszenie własności? Oczywiście! Czy to jest konieczne? Tak, bo inaczej wiele spółek zostałoby sparaliżowanych ze szkodą dla wszystkich. Czy to powinna być ostateczność? Zdecydowanie! Nie wolno od tego zaczynać rozwiązania sporu.
Art. 266 k.s.h. jest więc przykładem trzeźwego osądu ustawodawcy, co do kompetencji Polaków w zakresie rozwiązywania ich prywatnych sporów. Uznał – słusznie – że tego nie potrafią. A dobrze byłoby, gdyby jakieś spółki jednak funkcjonowały. Wyłączenie wspólnika ze spółki z o.o. ma więc tę spółkę uzdrowić. Jest przejawem dbania o interes większości kosztem mniejszości, która zawiniła.
Wyłączenie wspólnika ze spółki z o.o. – jak to działa?
Zasadą jest, że wszyscy wspólnicy, którzy razem mają ponad połowę kapitału zakładowego – mogą pozbyć się ze spółki tego jednego „złego” wspólnika mniejszościowego. Jeśli umowa spółki na to pozwala, takie prawo będzie przysługiwało grupie wspólników większościowych, przeciwko wszystkim wspólnikom mniejszościowym. Zawsze jednak będzie konieczne wykazanie, że przyczyny uzasadniające ich wyłączenie ze spółki leżą po stronie mniejszości.
Przyczyny te muszą być ważne. Takie sformułowanie daje dużo przestrzeni do oceny i bardzo dobrze. Trudno bowiem przewidzieć wszystkie możliwe konfiguracje i stany faktyczne. Należy zakładać, że jedną z przesłanek będzie porażka mniej drastycznych środków, jak choćby mediacji. Ważne jest, by były one podejmowane na serio, a nie jedynie formalnie. Orzecznictwo sądów jest jednak w tym zakresie niejednolite.
✅ Czym są te ważne przyczyny❓ To już jest znacznie bardziej skomplikowane i ocenne. Dlaczego❓
✅ Ponieważ różnica interesów i spory między wspólnikami są czymś naturalnym, obiektywnie istniejącym w każdej relacji – również w biznesowej. To więc nie wystarczy.
✅ Trzeba będzie udowodnić coś znacznie poważniejszego:
🔴istniejący z przyczyn leżących po stronie tego wspólnika
🔴stan paraliżujący działania spółki lub
🔴niweczący możliwość osiągnięcia jej celów.
Stan ten musi być: 🔴poważny, 🔴trwały i 🔴nieusuwalny w zwykłym toku rzeczy.
✅ Czy warunkiem uwzględnienia powództwa jest wcześniejsza poważna próba rozwiązania problemu w sposób polubowny❓ Na to pytania sądy udzielają różnych odpowiedzi.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy prowadzi sprawy związane ze sporami między wspólnikami
Mamy bardzo duże doświadczenie i poważne sukcesy na koncie w sprawach związanych ze sporami między wspólnikami. Zajmujemy się ich rozwiązywaniem jako mediatorzy, ale z przyjemnością pomagamy również tylko jednej ze stron – naszemu klientowi, który nas o taką pomoc poprosi.
Jeśli jesteście stroną sporu korporacyjnego, odezwijcie się do nas:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935

SZANTAŻ DYWIDENDOWY – RÓŻNE PUNTKY WIDZENIA
Po co zakłada się spółkę? Przecież to oczywiste! Żeby zarabiać… Tak? Napewno? No właśnie, okazuje się, że nie do końca. Dotyczy to w szczególności spółki z o.o., która może być założona w każdym celu dopuszczalnym przez prawo. Najczęściej będzie to oczywiście prowadzenie działalności gospodarczej. Ta – co do zasady prowadzona jest dla zysku, ale… tutaj zaczynają się schody. W praktyce, cel spółki wcale nie musi być dla wszystkich jasny. A problem ten bardzo ładnie krystalizuje się nam w sprawach dotyczących tak zwanego szantażu korporacyjnego związanego z dywidendą.
Czy dywidendę trzeba wypłacać?
✅ Odpowiedź na to pytanie jest bardzo prosta: nie. Dywidenda nie musi być wypłacona. O tym, czy i w jakiej wysokości zostanie wypłacona decyduje zgromadzenie wspólników, a prawo nakłada na nie tylko górne granice. Oznacza to, że nie można wypłacić więcej niż się zarobiło (w pewnym uproszczeniu). Natomiast nie ma obowiązku wypłacania czegokolwiek. I to rodzi wiele sporów.
✅ Nieporozumienia wynikają najczęściej z braku rozmów i zakładania – zupełnie pozbawionego racjonalnych podstaw – że wszyscy wiedzą, o co chodzi, mają takie same plany, intencje i wartości i z pewnością się dogadamy. A przecież życie uczy nas czegoś zupełnie przeciwnego. Nasze cele mogą być tylko częściowo zbieżne, ale nigdy nie będę identyczne. Jeszcze większe rozbieżności dotyczą akceptowalnych kosztów i perspektywy czasowej ich osiągnięcia, akceptacji ryzyk oraz strat.
Rozbieżności interesów prowadzące do sporów między wspólnikami są całkowicie naturalne. Działanie w spółce jest sztuką rozwiązywania tych sporów w nie mniejszym stopniu, niż prowadzenia samej działalności. Te spory są jej integralną częścią. Dotyczą wielu obszarów. Jednym z tych, które mogą być przyczyną sporu albo płaszczyzną sporu zastępczego lub zwykłym narzędziem jest polityka dywidendowa spółki.
Cel spółki z o.o. a dywidenda
✅ Spory wynikają z tego, że wielu kwestii nie poruszono przed powstaniem spółki, albo z tego, że zmieniły się cele lub potrzeby części wspólników. Mogła też zmienić się percepcja celowości realizacji celów spółki w zmienionych warunkach.
✅ Weźmy jednak za punkt wyjścia wariant najprostszy: wszystko, co zarobimy, wypłacamy sobie co roku jako dywidendę. Jest to podejście, które zapowiada krótką egzystencję tej spółki, ale kto bogatemu zabroni? Sprawa jest jasna – tak się umówiliśmy i tak robimy.
Ale może być inaczej. Działamy w zarządzie lub na innych stanowiskach, mamy solidne pensje pozwalające nam godnie żyć. Czasem wypłacimy jakąś dywidendę, ale co do zasady reinwestujemy zysk zostawiając go w spółce stawiając na jej rozwój.
Trzeci – skrajny wariant – nie wypłacamy sobie nic, wszystko niemal zostawiamy w spółce i budujemy jej wartość. Celem może być wtedy nie tyle wypłacenie zysku kiedyś, co na przykład sprzedaż spółki.
✅ Póki wszyscy wspólnicy mają te same cele, wszystko gra. Problemy pojawiają się, gdy cele te ulegają zmianie albo ujawnią się istniejące rozbieżności. Co może się wydarzyć? Jeden ze wspólników nagle będzie potrzebował pieniędzy na leczenie żony po wypadku. Innemu urodziło się dziecko, którego nie planował. Jeszcze inny pa nowy pomysł na super biznes i potrzebuje pieniędzy na wejście.
✅ Sporów na tym tle można uniknąć poprzez uregulowanie zasad głosowania w sprawie wypłaty dywidendy w osobnej od umowy spółki umowie inwestycyjnej‼️ Niestety, umowy takie są ciągle rzadko zawierane między „prywatnymi” wspólnikami, a częściej znajdują zastosowanie w umowach z funduszami inwestycyjnymi.
Dywidenda jako narzędzie szantażu
Widzimy więc, że różnice celów działalności mogą się ujawnić. Może to mieć przełożenie na stanowisko zgromadzenia wspólników co do wypłaty dywidendy i jej wysokości. Jest to zupełnie naturalne. Jednakże dywidenda bywa też wygodnym narzędziem szantażu. Jej długoletnie blokowanie może być środkiem nacisku na mniejszościowego wspólnika, by zgodził się wyjść ze spółki na warunkach, których do tej pory nie akceptował. Wspólnik taki liczył na wypłatę dywidendy – będącej często jedynym źródłem jego utrzymania. Nie pracuje w spółce, nie pełni żadnych funkcji w jej zarządzie.
Dywidenda – wywarcie presji
Wspólnicy większościowi mogą więc blokować wypłatę dywidendy – często przez wiele lat – aby wywrzeć na niego presję. Ponieważ mają oni wpływ na skład zarządu lub sami w nim zasiadają, mają możliwość „wyciągania” pieniędzy ze spółki w inny sposób – z ewidentnym pokrzywdzeniem tego wspólnika. A kiedy indziej – nie będą musieli tego robić, gdyż mają inne źrodła utrzymania i zwyczajnie mają czas, by go zmiękczyć.
Zaskarżenie uchwały – co zrobi sąd?
✅Procesy o zaskarżenie uchwał odmawiających wypłaty wspólnikom dywidendy są trudne. Spółka może podnosić, że inwestuje zyski po to, by zarobić jeszcze więcej w przyszłości. Poza tym, rynek jest trudny, konkurencja duża, a kto przejada zyski, wypada z gry. I trudno z taką argumentacją walczyć. Bardzo ciężko jet zweryfikować, czy odmowa dywidendy wynika ze stosowania szantażu korporacyjnego, by pozbyć się wspólnika, czy też jest przejawem odpowiedzialnej polityki finansowej. A będzie to miało kolosalny wpływ na treść rozstrzygnięcia.
✅Jesteście stroną sporu w spółce z o.o.? Potrzebujecie pomocy prawnej w konflikcie ze wspólnikiem? Prowadzicie postępowania sądowe, które nie przynoszą rezultatu, a ich koszty przekraczają granice opłacalności? Skontaktujcie się z nami. Mamy doświadczenie w rozwiązywaniu sporów między wspólnikami i z negocjowaniem w konfliktach z nimi. Sprawy sądowe traktujemy instrumentalnie – jako środek, który ma służyć konkretnemu celowi. Nie multiplikujemy ich niepotrzebnie.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://prawo.gazetaprawna.pl/artykuly/965932,spolka-szantaz-korporacyjny.html
Przeczytajcie również ten tekst, który jest podsumowaniem (na kwiecień 2026 roku) moich tekstów o konfliktach w firmach rodzinnych i sposobach ich rozwiązywania.

ODPOWIEDZIALNOŚĆ SUBSYDIARNA – CZYLI JAKA?
Jedną z najważniejszych cech spółki jawnej, o której powinni pamiętać jej wspólnicy, jest ich odpowiedzialność za zobowiązania spółki. Zgodnie z przepisami kodeksu spółek handlowych, spółka jawna posiada odrębny majątek i to ona w pierwszej kolejności odpowiada za swoje długi. Jednak nie oznacza to, że wspólnicy mogą spać spokojnie. W praktyce wierzyciel może zwrócić się również do nich – i to prędzej, niż im się zdaje.
Czym jest odpowiedzialność subsydiarna?
Kluczowym pojęciem w kontekście odpowiedzialności wspólnika spółki jawnej jest odpowiedzialność subsydiarna. Warto więc wyjaśnić, co ona oznacza, jakie niesie konsekwencje i dlaczego wspólnik spółki jawnej nie może liczyć na oddzielenie swojego majątku prywatnego od ryzyka związanego z działalnością spółki.
Odpowiedzialność subsydiarna wspólnika oznacza, że:
✔ wierzyciel może prowadzić egzekucję z jego majątku;
✔ może to robić jednak dopiero wtedy, gdy egzekucja przeciwko spółce okaże się bezskuteczna.
Innymi słowy, spółka jawna i jej majątek jest „pierwszym adresatem” egzekucji roszczenia. Jeżeli jednak nie posiada wystarczających środków, wierzyciel może prowadzić egzekucję z majątku wspólników, którzy odpowiadają w tym zakresie solidarnie między sobą i ze spółką.
Warto pamiętać, że wspólnik spółki jawnej od początku jest dłużnikiem solidarnym, ale jego majątek jest chroniony tą dodatkową „tarczą” – najpierw sprawdzane jest, czy dług można wyegzekwować od spółki. Dopiero gdy to się nie uda, odpowiedzialność przechodzi na wspólników.
Trzeba podkreślić, że wspólnik może być od samego początku pozwany razem ze spółką. Jednakże do czasu stwierdzenia bezskuteczności egzekucji wobec tejże spółki, wierzyciel nie uzyska przeciwko wspólnikowi klauzuli wykonalności. W tym czasie jest więc dług, ale bez odpowiedzialności – to mało intuicyjne rozgraniczenie przysparza osobom słabiej zorientowanym w prawie spółek znacznych trudności.
Solidarność – pełna odpowiedzialność każdego wspólnika
Subsydiarność to jedno, ale nie wolno zapominać, że wspólnicy odpowiadają solidarnie między sobą i ze spółką. W praktyce oznacza to, że wierzyciel może domagać się spłaty całego długu od każdego z nich z osobna lub od wszystkich razem, a dopiero później wspólnicy mogą rozliczać się między sobą wewnętrznie. Nie ma tu podziału „na części” – odpowiedzialność jest pełna i nieograniczona. Oczywiście, spełnienie części świadczenia prze jednego ze wspólników zwalnia w tym zakresie z odpowiedzialności pozostałych.
To rozwiązanie daje wierzycielowi silną ochronę i sprawia, że prowadzenie spółki jawnej wymaga ogromnej ostrożności w zaciąganiu zobowiązań. Bariera chroniąca wspólników jest tu bardzo słaba. W praktyce – iluzoryczna.
Odpowiedzialność subsydiarna za świadczenia niepieniężne i odszkodowanie
Ciekawym zagadnieniem jest odpowiedzialność wspólnika za zobowiązania niepieniężne spółki. Często trudno jest wyobrazić sobie sytuację, w której wspólnik miałby np. osobiście wykonać usługę, do której zobowiązała się spółka. Dlatego w praktyce najczęściej sprowadza się to do obowiązku zapłaty równowartości świadczenia.
Wyobraźcie sobie spółkę adwokacką, której zleciliście napisanie opinii prawnej dotyczącej europejskiego prawa bankowego. Spółka się z tego nie wywiązała, bo wspólnik – adwokat, który miał to zrobić – zmarł. Na jego miejsce do spółki przystąpiła jako spadkobierca jego żona – uznana projektantka wnętrz. Drugi wspólnik zajmuje się prawem karnym i na temat opinii, która miała być napisana przez zmarłego kolegę – nie ma zielonego pojęcia. Czujecie z pewnością, że nie chodzi o to, by skomplikowaną opinię prawną miała napisać żona zmarłego adwokata, ani jego kolega – karnista. W takiej sytuacji trzeba będzie zapłacić, a nie wykonać zobowiązanie spółki. Na tym polega istota odpowiedzialności subsydiarnej, że nie zawsze – jak w tym przykładzie – dochodzi do prostego podstawienia osoby wspólnika. Odpowiedzialność będzie istnieć, ale nie będzie polegała na obowiązku, ani nawet uprawnieniu! – do spełnienia pierwotnego świadczenia.
Jeszcze dalej idzie art. 471 kodeksu cywilnego, który stanowi podstawę do dochodzenia odszkodowania za niewykonanie lub nienależyte wykonanie zobowiązania. W konsekwencji wierzyciel może dochodzić od wspólnika zarówno:
- spełnienia świadczenia, którego spółka nie wykonała, albo równowartości tego świadczenia (z pewnymi ograniczeniami, jak wyżej opisane), jak i
- naprawienia szkody wynikłej z niewykonania zobowiązania przez spółkę. Tego oczywiście może żądać w pierwszej kolejności od spółki, a od wspólnika – subsydiarnie na wyżej opisanych zasadach.
To dwa odrębne roszczenia, które mogą znacząco zwiększyć zakres odpowiedzialności wspólnika.
Dlaczego to ważne dla wspólników spółki jawnej?
Decydując się na prowadzenie działalności w formie spółki jawnej, należy mieć pełną świadomość ryzyka. Odpowiedzialność subsydiarna i solidarna oznacza, że prywatny majątek wspólnika może zostać zagrożony w przypadku problemów finansowych spółki.
Nie wystarczy więc dbać o interesy samej spółki – trzeba stale analizować jej zobowiązania, oceniać ryzyka kontraktów i podejmować ostrożne decyzje biznesowe. Świadomość prawna w tym zakresie jest niezbędna dla ochrony zarówno spółki, jak i wspólników.
👉 Jeśli prowadzisz spółkę jawną i chcesz zabezpieczyć swoje interesy, skontaktuj się z nami. Mamy wieloletnie doświadczenie w doradzaniu wspólnikom w sprawach dotyczących odpowiedzialności i zobowiązań spółek handlowych.
👉 A może prowadziłeś interesy ze spółką jawną, która nie wywiązała się ze swoich zobowiązań i chcesz dochodzić swoich praw w sądzie?
Skontaktuj się z nami:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935

ROZWÓJ TO NASZA FILOZOFIA I TWOJA KORZYŚĆ
W kancelarii Jakubiec i Wspólnicy przyjęliśmy zasadę, że nie ma jakości bez rozwoju. To nie jest hasło marketingowe, ale codzienna praktyka. Wierzymy, że praca prawnika wymaga nie tylko wiedzy prawniczej, lecz także umiejętności wykraczających poza przepisy – rozumienia ludzi, emocji, mechanizmów konfliktu. Dlatego stale poszerzamy kompetencje, aby jeszcze skuteczniej pomagać naszym Klientom.
Nasz rozwój. Dlaczego to jest ważne dla Ciebie?
Świat zmienia się dynamicznie. Relacje biznesowe, rodzinne i pracownicze są coraz bardziej złożone, a konflikty rzadko sprowadzają się do „litery prawa”. Skuteczny prawnik to nie tylko ekspert w kodeksach, ale również negocjator, mediator i analityk, który potrafi przewidzieć zachowania stron sporu. Dzięki temu zyskujesz partnera, który nie tylko zna przepisy, ale rozumie człowieka – a to klucz do osiągania korzystnych rozwiązań. Nasz rozwój to Twój sukces i bezpieczeństwo.
Jak rozwijamy nasze kompetencje?
Nie uznajemy dróg na skróty. Nie kolekcjonujemy dyplomów dla samego efektu. Uczymy się z pasją – i robimy to systematycznie. Przykłady?
✅ Mediacja transformatywna – nasze prawniczki, Adrianna Rybarska i Maria Jantczak, właśnie rozpoczęły Kurs Mediacji Transformatywnej organizowany przez Stowarzyszenie Mediatorów Pactus.
- Adrianna specjalizuje się w mediacjach rodzinnych.
- Maria koncentruje się na sporach pracowniczych.
✅ Analiza behawioralna – w najbliższy weekend rozpoczynam dwuletnie Studium Analizy Behawioralnej organizowane przez Szkołę Inteligencji Emocjonalnej we Wrocławiu. To doskonałe uzupełnienie wiedzy z zakresu negocjacji i psychologii, które stosuję w rozwiązywaniu sporów wspólników.
Moje wcześniejsze etapy rozwoju?
- Studia Podyplomowe z Negocjacji, Mediacji i Alternatywnych Metod Rozwiązywania Sporów (2023 – Uniwersytet Warszawski),
- Studia Podyplomowe z Psychiatrii i Psychologii Sądowej (2024 – Uniwersytet Łódzki),
- Doktorat z prawa gospodarczego (2014 – Uniwersytet Łódzki.
Każdy kolejny krok daje nam szerszą perspektywę i nowe narzędzia, dzięki którym skuteczniej rozwiązujemy spory – często w sposób szybszy, mniej kosztowny i mniej stresujący dla Klienta.
Dlaczego stawiamy na rozwój i interdyscyplinarność?
Bo prawo to tylko część układanki. Konflikty biznesowe i rodzinne mają podłoże w emocjach, interesach i relacjach. Rozumiejąc wszystkie te elementy, możemy lepiej przewidzieć przebieg sporu, zaproponować trafniejsze strategie i znaleźć rozwiązania, które inni prawnicy uznają za niemożliwe.
Dlatego nieustannie podnosimy kwalifikacje – nie dla punktów szkoleniowych, ale dla realnej wartości, jaką dajemy Klientowi. To nasza decyzja i nasza droga.
Szukasz prawników, którzy myślą szerzej niż paragrafy?
Jeżeli potrzebujesz wsparcia w negocjacjach, mediacji lub rozwiązaniu sporu, w którym liczy się nie tylko prawo, ale też zrozumienie drugiej strony – jesteś we właściwym miejscu. Postawiliśmy na wyraźną specjalizację prawną każdego z nas, ale szeroki rozwój w zakresie pozostałych umiejętności.
Skontaktuj się z nami i zobacz, jak interdyscyplinarne podejście może działać na Twoją korzyść.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935

SPRZEDAŻ UDZIAŁÓW W SPÓŁCE JAWNEJ
Udziały występują w spółce z o.o., ale weszły do języka potocznego na określenie czegoś, co ma wspólnik w spółce, co go z nią wiąże i daje mu do niej prawo. Dlatego w ogromnym uproszczeniu – piszę o sprzedaży udziałów w spółce jawnej. Gdybym miał być dokładny, musiałbym poddać w wątpliwość, czy to jest w ogóle sprzedaż. Dopiero po rozstrzygnięciu tego zagadnienia, pisałbym o ogóle praw i obowiązków wspólnika spółki osobowej na przykładzie spółki jawnej.
Ogół praw i obowiązków wspólnika spółki jawnej
To nie jest sprzedaż udziałów, ale zbycie ogółu praw i obowiązków. Od tego powinienem zacząć. W spółce jawnej nie ma przecież udziałów. Jest za to efemeryda zwana ogółem praw i obowiązków. Przysługuje ona i wiąże wspólnika na podstawie umowy spółki i przepisów kodeksu spółek handlowych. Podlega ona m.in. umowom (jak sprzedaż) i dziedziczeniu. Można ją też wnieść do innej spółki (co do zasady). Wszystkie te zabiegi są jednak dość… specyficzne i należy z pewną ostrożnością stosować przepisy typowe dla tych konstrukcji.
Zbycie ogółu praw i obowiązków reguluje art. 10 k.s.h. Dopuszcza on taką czynność wyłącznie, gdy umowa spółki na to zezwala. Co więcej, zasadą jest konieczność uzyskania zgody wszystkich pozostałych wspólników. Umowa spółki może to jednak zmienić i wprowadzić inną większość lub zgodę określonego wspólnika.
Pamiętajmy, że zbycie ogółu praw i obowiązków nie zwalnia wspólnika zbywającego z subsydiarnej i solidarnej odpowiedzialności za zobowiązania spółki. Nie jest to więc skuteczny sposób ucieczki przed wierzycielami.
Odpowiedzialność za zobowiązania spółki w przypadku zbycia ogółu praw i obowiązków
Trzeba zacząć od art. 10 § 3 k.s.h., który wprowadza zasadę odpowiedzialności solidarnej zbywcy i nabywcy ogółu praw i obowiązków. Oczywiście, odpowiedzialność ta ma charakter subsydiarny wobec spółki. Pomijam teraz znaczenie subsydiarności. W każdym razie, nie jest to dobry sposób na ucieczkę przed wierzycielami.
Do umowy warto wprowadzić dodatkowe klauzule precyzujące. Umowa zbycia ogółu praw i obowiązków powinna określać szczegółowo m.in. zasady ponoszenia odpowiedzialności za zobowiązania, które:
✔️ ujawnią się po jej zawarciu,
✔️ istnieją już, lecz są niewymagalne w chwili zbycia,
oraz
✔️ przyszłe, lecz wynikające z zawartych już umów.
✔️ dobrze też odnieść się do istniejących ryzyk związanych należnościami publicznoprawnymi, które zupełnym przypadkiem mają dziwną tendencję do „ujawniania się” po 5 latach.
Umowy określające relacje z wierzycielem
✅Prawo dopuszcza zawieranie umów, które będą regulować zasady odpowiedzialności wobec wierzyciela‼️ Można więc zawrzeć m.in.:
✔️umowę o świadczenie na rzecz osoby trzeciej, w której jedna ze stron zobowiąże się, że to ona zapłaci;
✔️Inną możliwością jest umowa o świadczenie przez osobę trzecią. W takiej sytuacji świadczenie takie może przybrać postać zaniechania. Chodzi więc o to, że jedna ze stron gwarantuje drugiej, że wierzyciel nie będzie od niej dochodził spełnienia świadczenia.
✔️Strony mogą wreszcie umówić się między sobą, że w określony sposób będą działać na rzecz zaspokojenia wierzyciela.
✅ Strony takiej umowy mogą wprowadzić cały szereg modyfikacji, jak:
✔️ ograniczenia czasowe,
✔️kwotowe,
✔️przedmiotowe, a także
✔️ poręczenia lub gwarancje osób trzecich, jak choćby spółki, innych wspólników, czy wreszcie samego wierzyciela.
Zobowiązania takie mogą być wzmocnione karami umownymi, lub nawet warunkowanym prawem odstiąpienia od umowy zbycia ogółu praw i obowiązków. Możliwości jest wiele. Sztuka polega na tym, żeby odpowiednio dobrać je do potrzeb stron konkretnej transakcji w oparciu o analizę ryzyk prawnych i faktycznych.
Zbycie ogółu praw i obowiązków – ochrona wierzyciela
Trzeba jednak koniecznie zaznaczyć, że wszystkie te postanowienia nie są skuteczne wobec wierzyciela i nie wyłączają żadnych jego uprawnień wynikających z ustawy ‼️ Czy warto je więc stosować? Zdecydowanie tak! Dlaczego? Ponieważ określają one, jak wobec takiego weirzyciela mają zachować się strony, która z nich i w jakim zakresie ten problem ma załatwić. A dla ich rozliczeń oraz dla wartości, a nawet sensu całej umowy ma to kluczowe znaczenie.
Co jeszcze napisać w umowie „sprzedaży udziałów” w spółce jawnej?
Warto zamieścić w umowie również postanowienia regulujące kwestie:
✔️ zakazu konkurencji,
✔️ tajemnicy przedsiębiorstwa,
a także:
✔️ sposobu i harmonogramu zapłaty ceny, a także
✔️ jej zabezpieczeń.
Prawo spółek – zaproszenie do współpracy
Potrzebujesz pomocy prawnej z zakresie prawa spółek – skontaktuj się nami. Znamy się na tym i mamy bardzo duże doświadczenie w umowach między wspólnikami spółek handlowych. Zajmujemy się ich negocjowaniem, sporządzaniem i egzekwowaniem. Zajmowaliśmy się m.in. umowami między wspólnikami zaangażowanymi w działalność spółki, inwestorami instytucjonalnymi, członkami rodzin i spadkobiercami wspólników. Jeśli potrzebujecie pomocy prawnej w tym zakresie, odezwijcie się do nas:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935

UCZELNIANA KOMISJA ANTYMOBBINGOWA
Na wielu polskich uczelniach działają tzw. komisje antymobbingowe. Ich celem – w teorii – jest badanie przypadków mobbingu i wspieranie ofiar. Brzmi dobrze. Jednak w praktyce coraz częściej okazuje się, że to rozwiązanie pozorne i mało skuteczne.
Mobbing akademicki – temat tabu
Komisja antymobbingowa to dość nowa instytucja. Jeszcze kilkanaście lat temu na uczelniach o mobbingu się nie mówiło. Nazwanie po imieniu zachowania przełożonego było złamaniem tabu. Starsi profesorowie uważali, że wieczorne telefony do doktorantów czy zatrudnianie młodych pracowników na ułamku etatu (przy nadgodzinach i pracy w weekendy) to norma. Pełen etat był nagrodą za lata lojalności i milczenia.
Zdarzały się przypadki jawnego poniżania pracowników w obecności studentów. W innych instytucjach publicznych – podlegających realnej kontroli – takie praktyki byłyby nie do pomyślenia. Na uczelniach wciąż uchodzą płazem.
Komisja antymobbingowa – teoria kontra rzeczywistość
Samo powołanie komisji to krok naprzód – przyznanie, że problem istnieje. Niestety, prawo nie przewiduje jasnych procedur działania takich organów. Brak ustawowych standardów oznacza pełną dowolność – każda uczelnia tworzy własne regulaminy. Jednak w praktyce często chronią one przede wszystkim interes uczelni, a nie ofiary.
Przykłady z życia?
✔️ Odmowa udziału pełnomocnika w przesłuchaniu ofiary,
✔️ Brak protokołów lub lakoniczne notatki,
✔️ Przeciąganie postępowań miesiącami,
✔️ Styl inkwizycyjny – przesłuchania w obecności kilkunastu członków komisji.
Co więcej, komisje nie są niezależne. Tworzą je pracownicy uczelni, podlegli rektorowi. Jak mają wydać opinię uderzającą w interes pracodawcy? Często sami nie chcą się wychylać i liczą, że może nie będą musili rozpoznawać żadnej sprawy. Dlatego nie ma zgłoszeń – nie ma problemu.
Efekt? Opinia bez mocy prawnej
Nawet jeśli komisja uzna mobbing, jej ustalenia nie prowadzą automatycznie do żadnych konsekwencji prawnych. To tylko opinia wewnętrzna, którą pracodawca może, ale nie musi respektować. Co więcej, miesza się tu interes ofiar i pracodawcy. Deeskalacja i zamiatanie spraw pod dywan, załatwianie ich po cichu lub rozmywania, sprawiają, że ofiara nie odczuwa sprawiedliwości proceduralnej, a chwilami jest traktowana i przesłuchiwana, jakby sama była winna.
Komisja antymobbingowa? Może jednak coś innego…?
Z doświadczenia wynika, że postępowanie przed komisją to często strata czasu i dodatkowy stres. Realnym rozwiązaniem jest droga prawna:
- pozew do sądu pracy o mobbing,
- roszczenia cywilne o naruszenie dóbr osobistych,
- w uzasadnionych przypadkach – postępowanie karne.
Przykry wniosek
Wiele wskazuje na to, że praca komisji antymobbingowych będzie kolejnym przykładem tego, że mamy państwo na niby. Państwo, które posiada wszystkie narzędzia, ale wszystkie są tępe, popsute, nie ma do nich instrukcji lub brak jest ludzi do ich osługi. Niby wszystko się zgadza, a jednak nie działa. Znamy to? Będzie to najczęściej farsa, która ma symulować działanie. Częściej będą zamiatać sprawy pod dywan, niż walczyć strukturalnie i zdecydowanie z destrukcyjnym zjawiskiem.
Z natury swojej, instytucje tak skostniałe, jak polskie uczelnie, nie mają zdolności do samooczyszczania. Są one konglomeratem układzików i półfeudalnych „lenn”, często o charakterze rodzinnym i towarzyskim. Dlatego faktyczna sprawczość tych komisji będzie niewielka. Nie twierdzę, że nie będzie chwalebnych wyjątków. Ale będą to właśnie wyjątki.
Podsumowanie
Komisje antymobbingowe dobrze wyglądają na papierze. W praktyce to często instytucje fasadowe – pozbawione mocy prawnej, realnej niezależności i skuteczności.
👉 Jeśli jesteś ofiarą mobbingu – nie trać czasu. Skonsultuj się z nami. Wspólnie wybierzemy skuteczną strategię – od mediacji po proces sądowy. Jedno możemy obiecać – nie będziesz sam.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://sciencewatch.pl/mapa-mobbingu-na-uczelniach
https://www.pip.gov.pl/aktualnosci/zagrozenia-psychospoleczne-na-uczelniach?tmpl=print?tmpl=pdf

MEDIATOR WEWNĘTRZNY, CZY ZEWNĘTRZNY?
Mediator zewnętrzny czy mediator – pracownik? Co lepiej sprawdza się w firmie? W każdej organizacji mogą pojawić się konflikty – między pracownikami, między zespołami, a czasem pomiędzy pracownikami a menedżerami czy właścicielami firmy. Nierozwiązane spory obniżają morale, wpływają na wydajność i mogą prowadzić do odejścia kluczowych osób. Dlatego coraz więcej firm sięga po mediację, czyli metodę opartą na dialogu, neutralności i szukaniu rozwiązań korzystnych dla wszystkich stron.
Kto powinien prowadzić mediacje w firmie?
Powstaje zasadnicze pytanie: kto powinien prowadzić mediację w firmie – mediator wewnętrzny (np. pracownik HR), czy niezależny mediator zewnętrzny? Oba rozwiązania mają swoje zalety i ograniczenia.Przyjrzyjmy się im!
Mediator wewnętrzny
Mediator wewnętrzny – szybki i blisko ludzi. Niektóre firmy decydują się na powołanie mediatora wewnętrznego, którym najczęściej zostaje ktoś z działu HR lub osoba ciesząca się autorytetem w organizacji.
Takie rozwiązanie ma swoje plusy:
✔️ Znajomość firmy i jej kultury – mediator wewnętrzny rozumie realia organizacji, zna jej strukturę i może łatwiej dopasować rozwiązania do codziennych procesów.
✔️ Szybka dostępność – w przypadku drobnych sporów reakcja może nastąpić niemal natychmiast.
✔️ Niższe koszty – nie ma potrzeby angażowania zewnętrznych usług.
✔️ Budowanie kultury dialogu – posiadanie mediatora wewnętrznego pokazuje, że firma dba o relacje i chce rozwiązywać problemy wewnętrznie.
Oczywiście są też wyzwania. Nawet najbardziej kompetentny mediator wewnętrzny może być postrzegany jako strona zależna od pracodawcy, co czasem obniża poczucie neutralności. W niektórych sytuacjach pracownicy mogą obawiać się, że ich szczerość w mediacji będzie miała wpływ na ocenę pracy lub przyszłość w firmie.Mediator zewnętrzny – neutralność i zaufanie.
Mediator zewnętrzny
Z kolei mediator zewnętrzny, np. adwokat, to osoba całkowicie niezwiązana z firmą. Jego największym atutem jest bezstronność – żadna ze stron nie ma powodu, by podejrzewać go o działanie w interesie drugiej. Mediator zewnętrzny to:
✔️ Pełna neutralność i poufność – pracownicy czują się bezpieczniej, wiedząc, że mediator nie przekazuje informacji pracodawcy w inny sposób niż ustalony.
✔️ Doświadczenie i kompetencje – mediator zewnętrzny zwykle prowadzi mediacje na co dzień, zna techniki negocjacyjne i, jeśli jest prawnikiem, także skutki prawne sporów.
✔️ Zaufanie w trudnych sprawach – szczególnie gdy konflikt dotyczy kadry zarządzającej, kwestii strategicznych lub sytuacji mogących mieć skutki prawne.
✔️ Nowe spojrzenie – osoba spoza firmy wnosi świeżą perspektywę i nie jest uwikłana w wewnętrzne zależności.
A jakie potencjalne minusy?
Przede wszystkim koszty – usługa mediatora zewnętrznego jest płatna. To oczywiście musi zostać skalkulowane w konkretnym przypadku. Usługi mediacyjne co do zasady nie są drogie, ale nie są oczywiście darmowe. Każda firma musi sama zdecydować, czy bardziej opłaca jej się pod tym względem zatrudniać pracownika, czy też taką usługę outsoursować.
Poza tym, mediator zewnętrzny wymaga krótkiego wdrożenia w specyfikę firmy, choć doświadczeni mediatorzy robią to bardzo sprawnie.
Mediator wewnętrzny, czy zewnętrzny?
To które rozwiązanie wybrać? Nie ma jednej odpowiedzi. Mediator wewnętrzny świetnie sprawdza się w przypadku mniejszych nieporozumień, gdzie strony darzą się zaufaniem, a konflikt nie dotyczy strategicznych decyzji. Może też być ważnym elementem kultury organizacyjnej – daje pracownikom poczucie, że firma chce rozwiązywać problemy od środka. Jednak gdy spór jest poważny, dotyczy wyższej kadry, pieniędzy, kwestii prawnych lub ma potencjał eskalacji, lepiej skorzystać z pomocy niezależnego mediatora zewnętrznego. Dotyczy to szczególnie sytuacji bardzo delikatnych, jak przypadki mobbingu lub molestowania.
Pamiętajcie, mediacja zapewnia neutralność, poufność i profesjonalizm, a w konsekwencji – większe szanse na trwałe porozumienie.
Mediacje w Łodzi – zapraszamy do współpracy
👉 Prowadzimy mediacje biznesowe i pracownicze – w Łodzi oraz online. Pomagamy przerwać konflikty, zanim zniszczą relacje i reputację firmy.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
