
ZMIANA POKOLENIOWA W FIRMIE RODZINNEJ OKIEM STARSZYCH
W poprzednim artykule opisałem punkt widzenia przedstawicieli młodego pokolenia. Dzisiaj spojrzę na to z drugiej strony i zadam pytanie – czy i kiedy przekazanie sterów w firmie jest zasadne. Jakie mogą być sygnały ostrzegawcze i jakich błędów lepiej nie popełnić?
Królowa Elżbieta jako szefowa firmy rodzinnej
Zmiana pokoleniowa dotyczy każdej firmy rodzinnej. Gdy królowa Elżbieta II pochowała już swojego męża i była u kresu swojego życia, zastanawiałem się, co sądzi o swoim synu, Karolu, jako następcy. Jak w każdej rodzinie, pewnie były między nimi tarcia, różnice zdań, pretensje. O Karolu można było pewnie powiedzieć wiele. Jednak zwyczajnie nie można było zarzucić mu braku przygotowania, doświadczenia i dojrzałości. Chyba jego rodzice nie musieli się obawiać, że woda sodowa uderzy mu do głowy, gdy zostanie „prezesem”. Mając już ponad 70 lat odziedziczył tron i póki co z pewnością nie zasłużył na przydomek „szalony”, „okrutny”, „rozrzutny” lub „rozpustny”.
Problem polega na tym, że brytyjska monarchia jest firmą rodzinną raczej nietypową i trudno szukać jej odpowiednika w naszym polskim biznesie rodzinnym. Większość polskich przedsiębiorców nie ma tego komfortu, że władzę w firmie przekaże dziecku, które ma 70 lat i całe życie w niej pracowało. Jeśli więc nie jesteście Elżbietą II, staniecie przed innymi dylematami. I to znacznie wcześniej.
Zmiana pokoleniowa. Czy on jest gotowy?
To pytanie zadaje sobie wielu rodziców, którzy zaczynali budować biznes 30 lub 40 lat temu. Wychowywali się w innych warunkach. W otoczeniu, które dzisiaj coraz trudniej nam sobie wyobrazić. A jednak udało im się i zbudowali biznes. Czy ich dzieci są gotowe, by go przejąć? Popatrzmy na nie. Niczego im nigdy nie brakowało. Ukończyły dobre szkoły, znają świat z książek, filmów, ale z problemami codziennego życia raczej się nie zetknęły. A przynajmniej nie musiały się z nimi zmierzyć.
Nie musiały o nic walczyć, bo obiecano im, że wszystko kiedyś dostaną. Miały się uczyć, cieszyć życiem, przysparzać Wam dumę. I czekać. Czas leci, jednak odczuwacie coraz większy niepokój. Wynika on z tego, że Wasze dziecko jest już w wieku, do którego sięgają Wasze wyraźne wspomnienia dotyczące Was samych. I widzicie wielką różnicę. Wy zasuwaliście w pocie czoła, w starych dżinsach, czasem dziurawych, bo innych nie było. A Wasze dziecko siedzi sobie, pachnie, ma drogie ciuchy, niemal same przyjemności.
Ma też inne aspiracje. Wy chcieliście wziąć życie za bary. I zrobiliście to. A Was syn? Albo córka? Jacyś tacy bez ikry, bez polotu, niemrawi albo przeciwnie – chcieliby się porwać z motyką na słońce. A tu przecież trzeba działać spokojnie, systematycznie. Owszem, chcieliby władzy i pieniędzy, ale czy są na to gotowi? Czy są tego godni? Czy poradzą sobie z podejmowaniem decyzji i odpowiedzialnością za pracowników, rodzinę, za nazwisko, na które całe życie pracowaliście?
Niepokój
Zmiana pokoleniowa nadchodzi nieubłaganie. Ale czujecie niepokój. Kochacie swoje dziecko, ale widzicie, że nie jest takie, jak Wy. Ma chwilami to samo spojrzenie, podobny uśmiech, ale żyje w zupełnie innym świecie. Dla Was liczyła się odpowiedzialność, rzetelność, relacje z pracownikami, których osobiście znaliście. Biznes budowaliście po to, by mieć gdzie pracować, by być niezależnym. A Wasze dziecko mówi czasem o jego sprzedaży, biernym dochodzie, o zewnętrznym finansowaniu, inwestorach, nowych technologiach, które pozwolą zaoszczędzić na ludziach. Niby słyszycie o tym codziennie w telewizji, ale wypieracie to.
Poza tym, czy on nie wyda tych pieniędzy na głupoty? Wy zaczynaliście pracować w latach 80 i zarabialiście po 30 dolarów. A on ma czapkę z daszkiem za 200. Ma dopiero 40 lat, a to niebezpieczny wiek… Wielu facetów zostawia w tym czasie żony dla młodszych dziewczyn. Są rozwody, podziały majątków, walka o dzieci. Poza tym – jak on się ubiera? Wy przychodziliście do biura schludni i po to pracowaliście, żeby nie mieć dziur w spodniach. A Wasze dziecko wydaje na dziurawe dżinsy tyle, ile Wy zarabialiście ciężką pracą w pół roku. Czy to jest poważne podejście?
Może to jeszcze nie ten moment? Ale gdyby to była tylko kwestia czasu… Czy właściwy moment nadejdzie kiedykolwiek?
Dylemat
Zastanawiacie się, co robić. Czy pieniądze go nie popsują? A czy on da radę? Czy gdzieś popełniliście błąd? Może za mało byliście w domu i nie poświęciliście mu wystarczająco dużo czasu, nie wychowaliście go? Albo za bardzo go rozpuściliście. A może wszystko jest dobrze i zwyczajnie zaczynacie szukać dziury w całym?
Może lepiej zatrudnić menadżera, który będzie prowadził firmę? A syn niech zajmie się wychowywaniem wnuków, może dzięki temu uniknie tych błędów, które Wy popełniliście i one będą gotowe i godne, by przejąć biznes w przyszłości? To takie słodkie dzieciaczki… Za 20 lat zaczną pracę w firmie, którą pozostawicie, za 30 lat zaczną nią zarządzać, a do tego czasu jakoś to będzie. Ten menadżer to będzie bardzo porządny człowiek. Na pewno nie okradnie firmy. Na pewno… Prawda?
Zmiana pokoleniowa. Decyzja
To są dylematy i pytania, które stawia sobie wielu założycieli firm rodzinnych. Jednak każda rodzina będzie musiała odpowiedzieć na nie sama. Każda rodzina i każda firma to osobna historia. Jedno jest jednak pewne i wspólne: możecie nadać kierunek, ale nie ustawicie firmy tak, że będzie działała sama po Waszej śmierci lub odejściu na emeryturę. Do tego potrzebni są ludzie. Ich wybór jest ograniczony, a czasu nie ma wiele. On ucieka. Trzeba podjąć decyzję, być może najtrudniejszą w Waszym życiu. Zmiana pokoleniowa nadchodzi, a odwlekaną decyzję trzeba będzie podjąć.
Pierwszym krokiem nie musi być od razu przekazanie władzy. Czasem wystarczy stworzyć wspólny plan sukcesji i określić etapy, które dadzą wszystkim poczucie bezpieczeństwa.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy pomaga firmom rodzinnym układać relacje i organizować przejście między pokoleniami
My rozumiemy Wasze dylematy. Firma rodzinna jest obszarem do pracy, którą chcemy i potrafimy wykonać.
Pomożemy Wam uporządkować firmę tak, by zapewnić płynne przejście zadań i odpowiedzialności na kolejne pokolenie.
Nauczymy Was rozmawiać o sprawach trudnych, znaleźć wspólny język i miejsce dla każdego — od seniora po najmłodszych członków rodziny.
To się da zrobić. Zapewniam.
Nie zostawiajmy tych spraw przypadkowi. Same się nie załatwią.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935.
https://www.pwc.pl/pl/publikacje/raport-badanie-polskich-firm-rodzinnych-2023.html
https://www.pwc.pl/pl/publikacje/badanie-nextgen-survey.html

FIRMA RODZINNA – BIZNES NA POKOLENIA?
Ludwik XV i jego kochanka mieli mawiać – po nas choćby potop. Pewnie nie przypuszczali, jak prorocze to były słowa. Podejście takie cechuje jednak wielu polskich przedsiębiorców. Większość z nich nie uświadamia sobie tego jednak. Chcą budować biznes nie na lata i dekady, ale na pokolenia. Zapominają jednak o najważniejszym elemencie tej układanki. W tym artykule przedstawię jeden punkt widzenia. Punkt widzenia części młodych. Stąd tekst ten może wydać się niektórym subiektywny. Jest to zabieg celowy. W następnym tekście przedstawię drugi punkt widzenia. Ale póki co…
Firma rodzinna i praszczur założyciel, czyli „nie chcę, ale muszę”
Firma rodzinna to fascynujący temat. Wielu przedsiębiorców, którzy zaczynali w innej rzeczywistości, trwa do dziś w przekonaniu, że są wyjątkowi. I mają rację. Żadne inne pokolenie nie doświadczyło transformacji ustrojowej: z socjalizmu do kapitalizmu, z państwa aspirującego do totalitaryzmu – do demokracji, z biednego społeczeństwa rolniczo-przemysłowego – do zamożnego i innowacyjnego.
Ale czy naprawdę są wyjątkowi? Z pewnością tak — w swoich oczach.
Tak samo jak wyjątkowi byli ich rodzice, którzy przeżyli sanację, II wojnę światową, stalinizm i szarą rzeczywistość PRL.
A jeszcze wcześniejsze pokolenia? Urodziły się pod zaborami, przeżyły dwie wojny światowe i wojnę z bolszewikami. Ich doświadczenia też były unikalne.
A moje pokolenie? Urodziłem się w orwellowskim roku 1984. Pamiętam, jak obok mojego domu na przedmieściach Łodzi chodziły barany, sąsiedzi hodowali kury, jeździli „maluchami” i marzyli o paszporcie, żeby zwiedzić Czechosłowację. Dziś piszę w epoce gwałtownego rozwoju sztucznej inteligencji, w mieście pełnym usług i start-upów. Świat zmienił się na moich oczach bardziej niż na oczach trzech poprzednich pokoleń razem wziętych.
Praszczur założyciel i mentalna blokada przed sukcecją
A jednak jakaś fatalna siła każe temu „praszczurowi założycielowi” uważać się za lepszego od poprzednich i następnych pokoleń.
Poczucie misji, odpowiedzialności i wyjątkowości nie pozwala mu przekazać sterów w firmie.
Dlaczego? Bo się boi.
Nie chce przeminąć. Trudno mu pogodzić się z myślą, że jego świat już nie istnieje.
Zapytacie – jak to? Proszę, oto odpowiedź.
Firma rodzinna: czy założyciel coś od kogoś dostał?
Trudno mieć pretensje do założycieli firm rodzinnych. W pewnym sensie są wyjątkowi – ich życie przypadło na moment, kiedy zakładanie biznesów stało się możliwe -najpierw pół legalne, a potem całkiem normalne. Oni nie odziedziczyli niczego poza wyniesionymi z domu wzorcami: ciężkiej pracy, surowości, ojcowskiej władzy. I uważają, że to właśnie te wzory zapewniły im sukces. Zapominają, że gdyby tak było, nigdy nie założyliby własnych warsztatów, przedsiębiorstw, firm, czy jakkolwiek byśmy tego nie nazwali. Oni je założyli, bo się temu nieświadomie sprzeciwili. Gdyby byli posłuszni, pracowaliby w przedsiębiorstwie państwowym.
A jednak wzorce, które kiedyś odrzucili, wracają jak bumerang i nie pozwalają im oddać sterów w firmie, którą budowali przez całe życie. Boją się. Boją się, że ich dzieci lub wnuki nie są do tego gotowe. Że są to dzieci wychowane w warunkach „szklarniowych”, pod kloszem. Nieznające realnego życia i problemów, co gorsza, nie szanujące tradycji, szacunku dla ciężkiej pracy i poczucia odpowiedzialności. Nie dopuszczają do siebie faktu, że sami je tak wychowali. Ale to by jeszcze przeżyli. Nie dopuszczają jednak faktu znacznie ważniejszego. Wypierają ze świadomości, że świata, który znali już nie ma. Panicznie boją się przyznać, że to, co znali już przeminęło. Nie przyjmują do wiadomości, że dzisiaj inaczej wyglądają relacje międzyludzkie, łańcuchy dostaw, cele i wartości firm oraz otoczenie, w jakim funkcjonują.
Firma rodzinna: założyciel boi się, że nie jest już potrzebny
Dlaczego to wypierają? Bo najbardziej na świecie boją się tego, że nie będą już potrzebni. Nie chcą przeminąć. Walczą z myślą, że już sami więcej nie osiągną, a nowe pokolenie nie jest takie, jak chcieliby je zaprojektować. No nie jest. I nigdy nie będzie. Ale możecie przyjąć do wiadomości i zaakceptować przemijalność i zmianę, które są nieuniknione. Jeśli to zrobicie, dacie młodym popełnić błędy i wyciągnąć wnioski. Pozwolicie im żyć i uczyć się odpowiedzialności. Pozwolicie im zacząć podejmować decyzje za przyszłość, która należy do nich – czy tego chcecie, czy nie. Jeśli jednak będziecie trzymać dalej „stery rodziny i firmy na siłę i łamać ich osobowość, charaktery, udowadniać im, że nie potrafią i nie zasługują, sprawicie, że przepowiednia spełni się sama. I rzeczywiście firma nie przetrwa po Was.
Jeszcze jedno. Zadajecie sobie pytanie, dlaczego Wasze dzieci nie są takie jak Wy? Dlaczego nie wyszły wcześniej z domu i nie zaczęły od zera pokazując odwagę i determinację? Bo Wam uwierzyły. Mówiliście im, że mają się tylko uczyć, zdobywać wiedzę, a Wy im przekażecie firmę. Postąpiliście dokładnie odwrotnie, niż Wasi rodzice wobec Was. A teraz bijecie się z myślami i mówicie: Ja w jego wieku miałem już trzecią firmę, rozwód i stan wojenny i kontrole na karku. A on? Pytacie o swego syna. A on robił to, czego od niego oczekiwaliście. I dzisiaj macie pretensje.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy pomaga firmom rodzinnym układać relacje i organizować przejście między pokoleniami
Odezwijcie się do nas. Firma rodzinna jest obszarem do pracy, którą chcemy i potrafimy wykonać.
Pomożemy Wam uporządkować firmę tak, by zapewnić płynne przejście zadań i odpowiedzialności na kolejne pokolenie.
Nauczymy Was rozmawiać o sprawach trudnych, znaleźć wspólny język i miejsce dla każdego — od seniora po najmłodszych członków rodziny.
To się da zrobić. Zapewniam.
Nie zostawiajmy tych spraw przypadkowi. Same się nie załatwią.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935.

ŚMIERĆ WSPÓLNIKA – CO DALEJ ZE SPÓŁKĄ?
W naszym społeczeństwie śmierć jest ciągle trudnym tematem. A przecież w życiu tylko śmierć jest pewna. Jeśli chcemy, by nasza firma przetrwała dłużej, niż my sami, musimy podchodzić do tego poważnie, ale i z pewną otwartością. Przyjrzyjmy się kilku sprawom związanym ze śmiercią wspólnika.
Śmierć wspólnika – czy firma przetrwa?
Śmierć wspólnika jest trudnym momentem dla spółki. Jak firma przejdzie przez ten okres? To zależy od kilku kwestii.
Śmierć wspólnika w spółkach osobowych i kapitałowych
👉Łatwiej będzie „poradzić” sobie ze śmiercią wspólnika w spółkach kapitałowych (spółka z o.o., Spółka akcyjna), niż w spółkach osobowych (np. spółka jawna, spółka komandytowa). Dlaczego? Spółki kapitałowe mają osobowość prawną – niezależną od wspólników. Organizacyjnie, prawnie i strukturalnie istnieją one w pełni niezależnie od swoich wspólników. Śmierć wspólnika – nawet większościowego – będzie dla nich znacznie mniejszym problemem, niż w przypadku spółek osobowych. Nie wspominam nawet o spółce cywilnej, gdzie będzie to prawdziwy dramat.
Śmierć wspólnika a kultura organizacyjna
👉Kultura organizacyjna. W firmach opartych o procedury śmierć kogokolwiek będzie znacznie mniej odczuwalna, niż w firmach opartych o rolę jednego człowieka. Tam, gdzie są opisane i realizowane procedury, role, opisy stanowisk będzie to znacznie łatwiejsze. Trudniejsze będzie tam, gdzie wspólnik jest od wszystkiego i rozdziela zadania w zależności od sytuacji, a wiedzą dzieli się niechętnie.
Pozycja i rola zmarłego wspólnika
Trzeba wreszcie zadać pytanie, 👉 czy działalność spółki była oparta i zależna od osobistych kwalifikacji, kompetencji, kontaktów, wiedzy, autorytety danego wspólnika? Jeśli tak, znaczy to, że nie zadbał on o to, by firma była czymś więcej, niż przybudówką do jego osoby. Warto o tym myśleć już za życia, by budować firmę większą od siebie samego. Oczywiście, w przypadku wolnych zawodów – będzie to wyglądało inaczej, niż w przypadku firm produkcyjnych, technologicznych, czy handlowych. Ale nawet w firmach medycznych czy prawniczych chodzi przecież o to, by zostawić po sobie coś, co przetrwa. A to wymaga wyzbycia się obsesji kontroli za życia – i to długo przed śmiercią.
Czy spadkobiercy mają wejść do spółki?
Zostawmy kwestie proceduralne. W różnych spółkach wygląda to różnie. Odmienne są zasady i punkty odniesienia. Ogólna zasada jest jednak taka – w umowie spółki możemy tę sytuacje dość elastycznie kształtować i nadać kierunek.
Po co założono tę firmę?
Należy się więc zastanowić, czy firma jest od tego, żeby wspólnicy mieli miejsce pracy osobiście świadczonej? Jeśli tak, to nie ma przeszkód, żeby spadkobiercy weszli do spółki, jeśli mają kwalifikacje, żeby tę prace w niej wykonywać. Jeśli jest to przychodnia lekarska – proszę bardzo, jesteście lekarzami? Zapraszamy. Ale jeśli nie, to lepiej będzie się z nimi rozliczyć, spłacić ich i kontynuować współpracę w ograniczonym składzie. Jeśli jednak spółka jest prowadzona w celu biznesowym opartym o wzrost wartości, pomnażanie kapitału, czerpanie z niego korzyści, to wejście spadkobierców do spółki wyglądać może zupełnie inaczej.
Czy spadkobiercy będą osobiście zaangażowani w prowadzenie spraw spółki?
Można więc zapytać, czy tacy spadkobiercy będą biernymi wspólnikami czerpiącymi korzyści kapitałowe z dywidendy lub wzrostu wartości udziałów? Czy może zostaną w spółce zatrudnieni na stanowiskach odpowiadających ich obecnym kwalifikacjom i przygotowywani do tego, by w przyszłości zajmować coraz wyższe i bardziej odpowiedzialne stanowiska? A może zasadne jest, by od razu weszli do zarządu i wzięli odpowiedzialność za zarządzanie spółka?
Nie ma jednej odpowiedzi na tak postawione pytania. Wszystko zależy od sytuacji konkretnej firmy, relacji między wspólnikami ich rodzinami, wieku i stopnia przygotowania zawodowego spadkobierców do wejścia do spółki. Nie bez znaczenia będzie sytuacja finansowa i otoczenie gospodarcze firmy, plany życiowe spadkobierców oraz ich zdolności komunikacyjne w relacjach z dotychczasowymi wspólnikami.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy pomaga spółkom, wspólnikom i spadkobiercom w razie śmierci wspólnika
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy pomaga wspólnikom, spółkom i spadkobiercom przejść przez moment śmierci wspólnika w sposób uporządkowany i bezpieczny.
Doradzamy, jak przygotować firmę na taką sytuację zawczasu, a gdy trzeba – pomagamy ułożyć relacje i zabezpieczyć interesy po śmierci wspólnika.
Nie zostawiajmy tych spraw przypadkowi.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://www.pwc.pl/pl/publikacje/badanie-nextgen-survey.html
https://www.biznes.gov.pl/pl/portal/00149
https://podpowiada.gofin.pl/338/podatek-dochodowy/6972/prowadzenie-pkpir-w-praktyce/307772

KONFLIKT WSPÓLNIKÓW W FIRMIE RODZINNEJ
Czy wiecie, że konflikt wspólników jest trzecim najpoważniejszym zagrożeniem dla firm rodzinnych? Takie dane podaje PWC Polska w swoim raporcie z 2023 roku. Konflikty te najczęściej rozwiązywane są w gronie rodzinnym – za zamkniętymi drzwiami. Z moich obserwacji wynika jednak, że często taka „rozmowa” oznacza szantaż emocjonalny, przemoc finansową lub zmuszenie do wyrzeczenia się własnych wartości lub ambicji. To nie jest rozwiązanie sporu ani pogodzenie interesów. Jest to złamanie słabszego. Na krótką metę – porządek zostaje przywrócony, a firma i rodzina wyglądają na stabilne. W dłuższej perspektywie – takie zwyczaje oznaczają podcinanie gałęzi, na której siedzi rodzina.
Czym jest konflikt wspólników?
Czy konflikt wspólników jest czymś złym? Tak samo, jak noc, burza, czy zima. Konflikt przypomina w przyrodzie trzęsienie ziemi – wynika z naprężenia płyt tektonicznych / interesów stron i prowadzi do obniżenia napięcia / znalezienia równowagi. Dzieje się to czasami w sposób spektakularny, kiedy indziej tli się latami. Paradoksalnie, znacznie zdrowiej jest przejść przez konflikt „z fajerwerkami”, jeśli ma on doprowadzić do oczyszczenia atmosfery. Jest to lepsze od raka, który toczy rodzinę powoli.
Konflikt wspólników nie jest dobry, ani zły
Konflikt nie jest dobry, ani zły. Jest naturalną reakcją na postrzeganą subiektywnie niesprawiedliwość, którą należy zmienić – wg jednej strony. Druga strona uważa, ze wszystko jest w porządku i należy obecny stan utrwalać. Albo zmieniać go, ale w przeciwnym kierunku, niż chciałaby pierwsza. Przecież tak się w życiu dzieje i błędem jest oczekiwanie, że tak nie będzie. To jest zupełnie naturalne.
👉Złe mogą być jednak konsekwencje konfliktu. Co to znaczy? Spór związany z różnicą interesów lub odmienną wizją może eskalować do konfliktu personalnego, w którym przestajemy być otwarci na argumenty merytoryczne i poszukiwanie równowagi, ale przypisujemy drugiej stronie wszelkie najgorsze cechy i intencje, odczłowieczamy ją i uznajemy, że to ona jest problemem. Wówczas jesteśmy skłonni rozlewać konflikt na nowe pola, używać coraz mocniejszych środków, szkodzić w imię „wartości” sobie, rodzinie, firmie i oczywiście – osobie, która stała się naszym wrogiem. Jest to spirala konfliktu, która łatwo wciąga i niszczy.
Czy potrafimy rozmawiać o sprawach trudnych?
Niestety, w Polsce nie jesteśmy uczeni rozmawiania o rzeczach trudnych. W wielu rodzinach samo podniesienie tematu trudnego traktowane jest jako przejaw nielojalności. Wiele osób postrzega to jako zamach na stabilność, tożsamość i jedność. Rodzina ma trwać. Zaciskać czasami zęby, ale trwać.
✅W szczególności wśród przedstawicieli starszego pokolenia dostrzegam przekonanie o własnej wyjątkowości. Jest to poniekąd uzasadnione doświadczeniami, jakie ci ludzie zebrali w czasach PRL i trudnej transformacji. Jeśli zbudowali firmy, które przetrwały do dzisiaj, mają podstawy uważać się w pewnym sensie za wyjątkowych. Ci mądrzejsi jednak wiedzą, że nie są nieomylni.
✅Tematy trudne zamiata się pod dywan. Albo też używa się szantażu emocjonalnego, finansowego lub zwyczajnie łamie się charaktery. Można w ten sposób uzyskać pozory zgody i stabilności nawet na wiele lat. Ale jakim kosztem? Rozłam w rodzinie powstaje i narasta przez cały ten czas. Ponieważ jest zduszony, ukryty, wybuchnie jeszcze silniej, gdy będzie ku temu okazja. Co więcej, w ten sposób pozbawia się sprawczości i wiary w siebie tych, których zmuszono do uległości. Ich poczucie własnej wartości ulega osłabieniu. Problem polega na tym, że często są to przedstawiciele młodszego pokolenia, którzy mają być przyszłością firmy. W ten sposób osłabia się jej przyszłość.
✅Swoją drogą, o podobnych mechanizmach słyszałem również w innych miejscach – na przykład na uniwersytetach, gdzie apodyktyczny profesor nie potrafił zrozumieć, że wartością większą od jego racji tu i teraz jest przygotowanie następców do odpowiedzialnego kierowania zespołem, a zamiast tego rządził twardą ręką o wiele lat za długo.
Jak rozwiązać konflikt w firmie rodzinnej❓
Mediacja jest tym sposobem rozwiązywania sporów, od którego warto zacząć. Dlaczego❓
Mediacja jest:
- tańsza;
- szybsza;
- mniej sformalizowana;
- nastawiona na utrzymanie relacji;
- nastawiona na korzyści obu stron;
- nastawiona na walkę ze wspólnym problemem, a nie z drugim człowiekiem;
- bardziej poufna;
- bardziej nastawiona na uzdrowienie fundamentów
niż proces sądowy. Jestem w stanie obronić każdy z tych punktów. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że mediacja lepiej pozwala rozwiązać konflikty, niż cywilny proces sądowy (albo postępowanie karne). Jakie są alternatywy? Jedną z nich jest opisane wyżej zamiatanie sprawy pod dywan lub tabuizowanie problemu do tego stopnia, by stresujące wydawało się nawet pomyślenie o tym, by o nim porozmawiać. Zapewniam Was, że tak dzieje się w wielu rodzinach – nie tylko w tych, które prowadzą wspólny biznes.
Wzmocnienie kompetencji komunikacyjnych
Mediacja między wspólnikami pozwala również wzmocnić kompetencje komunikacyjne. Tak, to prawna. My potrafimy mówić, czasami nawet w wielu językach. Ale większość z nas nie potrafi ze sobą rozmawiać. I to jest przyczyną tragedii wielu rodzin, firm i ogromnej liczby wspaniałych ludzi. Wielu z nich nie mogło rozwinąć swoich zdolności, nie mogło skupić się na robieniu tego, co dobre i wartościowe, bo przez lata tkwili właśnie w takich rodzinach, w których nie potrafiono rozmawiać o sprawach trudnych, a przez to nierozwiązane problemy ciągnęły ich w dół przez lata lub dekady.
Dzięki mediacji w firmie rodzinnej nauczycie się rozmawiać ze sobą. Oczywiście, będzie to dopiero pierwszy krok na drodze nabywania kompetencji komunikacyjnych. Będzie to jednak krok niezwykle ważny. A to, czego się nauczycie, z pewnością przyda się Wam również później.
Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy prowadzi mediacje rodzinne i mediacje w firmach rodzinnych
Jesteśmy przekonani, że to, co dajemy od siebie jest naprawdę wartościowe dla naszych Klientów. I nie chodzi tu tylko o wyniki, które oni osiągają dzięki nam. Mam na myśli to, że pomagamy im pokonać problemy, które przez lata nie pozwalały im cieszyć się życiem. Tak, mediacja naprawdę działa. Oczywiście, nie w każdej mediacji udaje się doprowadzić do zawarcia ugody. Ale nawet wtedy wartością jest to, że strony odjęły próbę rozmowy. Być może pierwszy raz od wielu lat. A to jest pierwszy krok w dobrą stronę. Dzięki temu nawet, jeśli sprawa trafi do sądu, będzie już toczyła się inaczej.
Odezwijcie się do nas! jesteśmy po to, żeby Wam pomóc:
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935
https://www.pwc.pl/pl/publikacje/raport-badanie-polskich-firm-rodzinnych-2023.html

MEDIATOR WEWNĘTRZNY, CZY ZEWNĘTRZNY?
Mediator zewnętrzny czy mediator – pracownik? Co lepiej sprawdza się w firmie? W każdej organizacji mogą pojawić się konflikty – między pracownikami, między zespołami, a czasem pomiędzy pracownikami a menedżerami czy właścicielami firmy. Nierozwiązane spory obniżają morale, wpływają na wydajność i mogą prowadzić do odejścia kluczowych osób. Dlatego coraz więcej firm sięga po mediację, czyli metodę opartą na dialogu, neutralności i szukaniu rozwiązań korzystnych dla wszystkich stron.
Kto powinien prowadzić mediacje w firmie?
Powstaje zasadnicze pytanie: kto powinien prowadzić mediację w firmie – mediator wewnętrzny (np. pracownik HR), czy niezależny mediator zewnętrzny? Oba rozwiązania mają swoje zalety i ograniczenia.Przyjrzyjmy się im!
Mediator wewnętrzny
Mediator wewnętrzny – szybki i blisko ludzi. Niektóre firmy decydują się na powołanie mediatora wewnętrznego, którym najczęściej zostaje ktoś z działu HR lub osoba ciesząca się autorytetem w organizacji.
Takie rozwiązanie ma swoje plusy:
✔️ Znajomość firmy i jej kultury – mediator wewnętrzny rozumie realia organizacji, zna jej strukturę i może łatwiej dopasować rozwiązania do codziennych procesów.
✔️ Szybka dostępność – w przypadku drobnych sporów reakcja może nastąpić niemal natychmiast.
✔️ Niższe koszty – nie ma potrzeby angażowania zewnętrznych usług.
✔️ Budowanie kultury dialogu – posiadanie mediatora wewnętrznego pokazuje, że firma dba o relacje i chce rozwiązywać problemy wewnętrznie.
Oczywiście są też wyzwania. Nawet najbardziej kompetentny mediator wewnętrzny może być postrzegany jako strona zależna od pracodawcy, co czasem obniża poczucie neutralności. W niektórych sytuacjach pracownicy mogą obawiać się, że ich szczerość w mediacji będzie miała wpływ na ocenę pracy lub przyszłość w firmie.Mediator zewnętrzny – neutralność i zaufanie.
Mediator zewnętrzny
Z kolei mediator zewnętrzny, np. adwokat, to osoba całkowicie niezwiązana z firmą. Jego największym atutem jest bezstronność – żadna ze stron nie ma powodu, by podejrzewać go o działanie w interesie drugiej. Mediator zewnętrzny to:
✔️ Pełna neutralność i poufność – pracownicy czują się bezpieczniej, wiedząc, że mediator nie przekazuje informacji pracodawcy w inny sposób niż ustalony.
✔️ Doświadczenie i kompetencje – mediator zewnętrzny zwykle prowadzi mediacje na co dzień, zna techniki negocjacyjne i, jeśli jest prawnikiem, także skutki prawne sporów.
✔️ Zaufanie w trudnych sprawach – szczególnie gdy konflikt dotyczy kadry zarządzającej, kwestii strategicznych lub sytuacji mogących mieć skutki prawne.
✔️ Nowe spojrzenie – osoba spoza firmy wnosi świeżą perspektywę i nie jest uwikłana w wewnętrzne zależności.
A jakie potencjalne minusy?
Przede wszystkim koszty – usługa mediatora zewnętrznego jest płatna. To oczywiście musi zostać skalkulowane w konkretnym przypadku. Usługi mediacyjne co do zasady nie są drogie, ale nie są oczywiście darmowe. Każda firma musi sama zdecydować, czy bardziej opłaca jej się pod tym względem zatrudniać pracownika, czy też taką usługę outsoursować.
Poza tym, mediator zewnętrzny wymaga krótkiego wdrożenia w specyfikę firmy, choć doświadczeni mediatorzy robią to bardzo sprawnie.
Mediator wewnętrzny, czy zewnętrzny?
To które rozwiązanie wybrać? Nie ma jednej odpowiedzi. Mediator wewnętrzny świetnie sprawdza się w przypadku mniejszych nieporozumień, gdzie strony darzą się zaufaniem, a konflikt nie dotyczy strategicznych decyzji. Może też być ważnym elementem kultury organizacyjnej – daje pracownikom poczucie, że firma chce rozwiązywać problemy od środka. Jednak gdy spór jest poważny, dotyczy wyższej kadry, pieniędzy, kwestii prawnych lub ma potencjał eskalacji, lepiej skorzystać z pomocy niezależnego mediatora zewnętrznego. Dotyczy to szczególnie sytuacji bardzo delikatnych, jak przypadki mobbingu lub molestowania.
Pamiętajcie, mediacja zapewnia neutralność, poufność i profesjonalizm, a w konsekwencji – większe szanse na trwałe porozumienie.
Mediacje w Łodzi – zapraszamy do współpracy
👉 Prowadzimy mediacje biznesowe i pracownicze – w Łodzi oraz online. Pomagamy przerwać konflikty, zanim zniszczą relacje i reputację firmy.
📩 kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
📞 536 270 935

ZIMNA WOJNA W FIRMIE RODZINNEJ – KOSZMAR NA LATA
Zimna wojna w firmie rodzinnej to jeden z najtrudniejszych i najbardziej destrukcyjnych konfliktów w praktyce mediacyjnej i negocjacyjnej. Nie jest to otwarta kłótnia czy spór sądowy. Jest to cicha, przewlekła rywalizacja między członkami rodziny, którzy formalnie współpracują, ale w rzeczywistości toczą ze sobą walkę podskórną. Często jej stronami są również ci członkowie rodziny, którzy nie są formalnie zaangażowani w działalność firmy.
Na czym polega zimna wojna w biznesie rodzinnym?
Zimna wojna to sytuacja, w której członkowie rodziny:
✔ unikają otwartej rozmowy,
✔ nie podejmują wspólnych decyzji,
✔ wzajemnie sabotują swoje działania,
✔ a mimo to – nadal pracują razem w firmie.
Efekt? Atmosfera nie do zniesienia, brak zaufania, blokowanie rozwoju biznesu. Taki stan potrafi trwać latami, a nawet dekadami. W tym czasie firma traci przewagę konkurencyjną, pracownicy odczuwają napięcia, a kluczowe decyzje są odkładane lub podejmowane wbrew logice.
Dlaczego zimna wojna jest tak groźna?
- Niszczy relacje rodzinne – konflikty w pracy przenoszą się do domu.
- Obniża efektywność firmy – decyzje są spóźnione, inwestycje wstrzymywane.
- Powoduje koszty psychiczne i zdrowotne – stres, wypalenie, depresja.
- Przyciąga ryzyko rozpadu biznesu – eskalacja sporu często kończy się podziałem firmy lub jej sprzedażą.
Jak przerwać zimną wojnę w firmie rodzinnej?
Najczęściej strony same nie potrafią wyjść z impasu, ponieważ:
➡ brakuje im zaufania,
➡ każda rozmowa kończy się awanturą,
➡ nikt nie chce „ustąpić pierwszy”,
Najgorsze jest jednak, że po pewnym czasie zaczynamy się oswajać z tym patologiczny stanem i tracimy z pola widzenia możliwość i sens zmian. Znam bardzo przykre przypadki, w których w takiej atmosferze ktoś spędził dwie albo nawet trzy dekady swojego życia – te, które mogły być najbardziej twórczą.
W takich sytuacjach skutecznym narzędziem jest mediacja rodzinna i biznesowa. W odróżnieniu od procesu sądowego, mediacja:
✅ daje przestrzeń na rozmowę w bezpiecznych warunkach,
✅ pomaga wypracować wspólne rozwiązania zamiast eskalacji,
✅ chroni relacje rodzinne i firmę przed rozpadem.
Dlaczego warto działać szybko?
Im dłużej trwa zimna wojna w firmie rodzinnej, tym trudniej odbudować zaufanie i komunikację. Z doświadczenia wiemy, że wiele firm traci lata rozwoju i ogromne pieniądze, zanim ktoś powie: „dość, szukamy pomocy”.
📍 Prowadzimy mediacje w Łodzi i online.
Jeśli w Twojej firmie rodzinnej zaczyna się zimna wojna albo konflikt trwa od miesięcy – nie czekaj na katastrofę.
Skontaktuj się z nami:
✉ kancelaria@jakubieciwspolnicy.pl
☎ 536 270 935
https://www.pwc.pl/pl/publikacje/badanie-nextgen-survey.html

CZY MODELE AI ZASTĄPIĄ PRAWNIKÓW?
Widzę radujących się ludzi. Ludzie ci są szczęśliwi, bowiem za darmo albo za półdarmo mają dostęp do modeli AI, które odpowiadają na wszystkie pytania. Czują radość, bo to tej pory musieli płacić prawnikom za pomoc prawną. To rodziło ich frustrację. Bo prawnik nic nie robił, a tylko odpowiadał na pytanie i chciał za to pieniądze. Oczywiste poczucie krzywdy kogoś, kto na te zapłacone prawnikowi pieniądze musiał sam „uczciwie zarobić” zostaje obecnie zrekompensowane. Czuć ulgę. Słychać śmiech. Jest to śmiech tych wszystkich, którzy nie mając wiedzy, ani jej nie szanując, byli wściekli, kiedy okazało się, że jej potrzebują i muszą za nią płacić. Dzisiaj ci ludzie triumfują, bowiem wiedza się „zdemokratyzowała” i „spauperyzowała”, a więc w końcu upadnie kasta darmozjadów w togach, która panicznie boi się utraty przywilejów – nadchodzi koniec prawników! Albo i nie…
Czy modele AI potrafią już skutecznie zastąpić prawników?
Czy AI zastąpi prawników? Odpowiedź na to pytanie może być tylko jedna: nie.
Owszem, potrafią odpowiedzieć na każde pytanie. Ale są to odpowiedzi bardzo różnej jakości. Potrafią odpowiadać na najprostsze pytania. Np.: czy zabójstwo jest przestępstwem? Gemini udziela odpowiedzi poprawnej, mówi, że tak oraz podaje podstawę prawną, tj. art. 148 k.k. Nawet go cytuje. Ktoś mógłby się zachwycić, gdyby nie wiedział, że zabójstwo jest przestępstwem samo w sobie (jest to nazwa przestępstwa – typ normatywny, jak kto woli). Nie można udzielić na to pytanie odpowiedzi przeczącej.
Schody zaczynają się, gdy zapytamy tego „geniusza”, czy zabicie człowieka jest przestępstwem? On na to pytanie odpowiada dokładnie tak samo, jak na poprzednie. A przecież są to dwa różne światy. Nie każde zabicie człowieka jest zabójstwem w rozumieniu k.k. Nie każde pozbawienie człowieka życia jest przestępstwem. Żołnierz zabijając wroga na wojnie nie popełnia przestępstwa zabójstwa. Nie popełnia go również kto np. nieumyślnie powoduje cudzą śmierć (to może być inne przęstepstwo) albo działa w obronie koniecznej. Takich przykładów można podać tysiące. Wyobraźcie sobie, że rozmawiacie o kolorach z osobą, która urodziła się jako niewidoma. Ona może potrafić wam opisać każdy kolor, wiele o nim mówić, ale nie zmieni to faktu, że do końca nie wie, o czym mówi i przecież żadnego nie odróżni od innego.
Mamy więc do czynienia z narzędziem bardzo skutecznym, ale tylko na bardzo podstawowym poziomie. To taki organizm, który umiałby podać w ciągu sekundy 100 kolejnych liczb pierwszych, ale nie umiał dodawać. Innymi słowy: wie, że dzwonią, ale nie wie, w którym kościele.
Modele AI są relatywnie niezłe w analizie podanych im tekstów prawnych. Dobrze idzie im jednak sprawdzanie ich pod kątem językowym, stylistycznym, ewentualnych powtórzeń lub luk w argumentacji. Całkowicie zawodzą natomiast w odniesieniu do argumentacji prawnej. Mam na myśli zarówno argumentację na poziomie ustawy, jak i przede wszystkim tego, co stanowi kwintesencję stosowania prawa – wykładni tekstu prawnego.
Co ryzykujemy korzystając ze sztucznej inteligencji zamiast z usługi adwokata?
Ryzykujemy wprowadzenie w błąd. I to na fundamentalnym poziomie. Równie dobrze, można by pytać czterolatka, czy założyć spółkę z o.o., czy komandytową. Odpowie? Tak. Nawet z przekonaniem. Ale nie będzie tego potrafił uzasadnić. Różnica z modelami AI jest taka, że one potrafią podać uzasadnienie. I tu powstaje niebezpieczeństwo:
- Ono brzmi wiarygodnie dla laika. Dostaniemy wypowiedź, której przeciętny użytkownik bez prawniczego wykształcenia i praktyki nie będzie w stanie zweryfikować. Jej wewnętrzna spójność dodatkowo ją uwiarygadnia. Ale nie ma ona osadzenia w przepisach prawa interpretowanych poprawnie i – co gorsza – w systemie prawa rozumianym jako całość.
- Najczęściej będzie to odpowiedź oderwana od konkretnych realiów, których AI po prostu nie zna. A te, które zostaną jej podane przez pytającego mogą nie być najważniejszymi i wpływającymi na wynik całego rozumowania. AI może nie dopytać o ryzyko rozwodu z żoną. A to może mieć wpływ na wybór rodzaju spółki.
Skutkiem tego, za darmo i od ręki dostaniemy odpowiedź, ale dopiero po jakimś czasie dowiemy się, że mogła nie być właściwa. Pokusa jest jednak wielka.
Czy AI jest przydatna w praktyce prawnej?
Tak, jest bardzo przydatna. Tak samo, jak Excel czy kalkulator w pracy analityka albo księgowego. Jest to narzędzie, którego możliwości rosną geometrycznie. Warto z niego korzystać. Korzystam sam z AI przy analizie tekstów, próbie odtworzenia stanu emocjonalnego autora tekstu, przy tłumaczeniach na inne języki. Proszę AI o podanie kilku rozwiązań danego problemu. I przeważnie kilka z nich będzie beznadziejnych, jeden przeciętny, a jeden bardzo ciekawy. Jednakże to moje wykształcenie, wiedza i doświadczenie pozwalają mi ocenić do czego AI może być przydatna, a następnie do sformułowania odpowiedniego pytania (a to w prawie jest wielką sztuką), a dopiero wówczas mogę przeanalizować i ocenić poszczególne odpowiedzi. Ale to wymaga wiedzy, doświadczenia i tego tajemniczego składnika, którego jeszcze nikt nie zdefiniował, ale który albo się ma, albo nie jest się wykształconym, a jedynie naumianym.
AI jest nowym narzędziem, ale nie zastąpi prawnika
Nie chciałbym urazić Chata GPT albo innego modelu AI, ale… jest on dla mnie przydatnym narzędziem. Ale tylko narzędziem. W rękach laika będzie niewiele bardziej przydatny, niż kalkulator w ręku dziecka, który przecież nie uczyni go matematykiem, ani księgowym. Przydatność systemów / modeli AI będzie rosła, a nasza – prawników – praca będzie polegała na tym, żebyśmy z nich potrafili korzystać z korzyścią dla naszych klientów i nas samych. Tak samo, jak politycy tworzący strategię dla swoich państw nie znikną, a zostaną wyposażeni w narzędzie, którego rola będzie polegała na tym, że przyniesie przewagę temu, kto będzie w stanie lepiej je wykorzystać, ale go nie zastąpi.
W przypadku sporów sądowych lub negocjacji będą one prowadzone, jak dotychczas – przez prawników, którzy wzmocnią się i swoje możliwości poprzez umiejętne wykorzystanie AI. To samo dotyczy lekarzy, którzy będą analizować wyniki badań w wykorzystaniem AI. Będą oni używać modeli sztucznej inteligencji do stawiania diagnoz, szukania sposobów leczenia lub przekopywania wyników badań naukowych. Ale to ciągle lekarz będzie leczył pacjenta. Tak samo, jak nie pozbawiły go pracy leki i stetoskop, które same w sobie pacjentowi się na wiele nie zdadzą.
https://harvardlawreview.org/print/vol-138/co-governance-and-the-future-of-ai-regulation
https://legal.thomsonreuters.com/blog/how-ai-is-transforming-the-legal-profession

MEDIACJE MIĘDZY WSPÓLNIKAMI I ICH ZALETY
Mediacje są jednym z najlepszych sposobów rozwiązywania sporów. Pozwalają wziąć sprawy w swoje ręce i szukać rozwiązania wspólnego problemu. w tym trybie nie walczymy z przeciwnikiem, ale wspólnie z naszym partnerem przeciwstawiamy się problemowi. Pozwala nam to na budowę zaufania, szacunku i wzmocnienie relacji, która przeszła przez kolejne doświadczenie i wyszła z niego silniejsza. Mediacje mają jeszcze jedną zaletę – nie musimy czekać na wybuch konfliktu. Możemy skorzystać z usług mediatora, gdy dostrzeżemy różnicę interesów lub wizji i chcemy podjąć wysiłek, aby wspólnie z osobą trzecią – bezstronną i neutralną – spróbować rozwiązać ten problem, zanim wyskaluje on do konfliktu. Jest to szczególnie dobry pomysł w relacjach między wspólnikami.
Mediacje są formą negocjacji i mogą służyć profilaktyce
Jak już napisałem, mediacje nie służą tylko rozwiązywaniu konfliktów. Są one formą negocjacji, a więc poszukiwania zaspokojenia interesów w sposób optymalny dla każdej z nich i dla nich wszystkich razem. Różnią się one od zwykłych negocjacji tym, że toczą się z udziałem mediatora, a więc osoby trzeciej, która nie jest zaangażowana po żadnej ze stron.
W relacjach między wspólnikami istnieje wiele płaszczyzn potencjalnego konfliktu. Jego źródłem mogą być odmienne wizje rozwoju spółki, inne potrzeby wspólników, inna podatność na ryzyko, różne podejście do konfrontacji, sprzeczne poglądy w sprawach technicznych lub organizacyjnych lub „zwykły” konflikt o władzę i sprawczość.
W każdej spółce są to całkowicie naturalne tematy, które występuję – w różnym nasileniu – zawsze. Nie zawsze się o nich rozmawia, część ustaleń przyjmuje się w sposób dorozumiany, ale one są. I w różnym stopniu zapewniają realizację interesów każdego ze wspólników. Fakt, że nie rozmawiamy o tym, wcale nie oznacza, że bieżący układ wszystkim odpowiada lub też, że przyjęta wizja jest im wszystkim wspólna i równie dla nich atrakcyjna.
Zasada jest prosta: im mniej się o trudnych sprawach rozmawia, tym większy stanowią one ciężar. Ciężar ten z czasem rośnie. Czasem eksploduje, kiedy indziej będzie zżerał kogoś od środka. Czasem przez kilka miesięcy. Kiedy indziej przez kilkadziesiąt lat – bo i takie przypadki znam. Betonowanie stanu istniejącego i wykluczanie rozmowy, jako niebezpiecznej, niewskazanej, niewygodnej, a także jakiekolwiek deprecjonowanie potrzeb drugiej strony, infantylizowanie jej i jej stanowiska, lekceważenie podnoszonych przez nią kwestii rodzi – nieujawnione często – ale rosnące napięcie.
Dlaczego mediacje między wspólnikami są dobrym rozwiązaniem?
Mediacje są w takim przypadku dobrym rozwiązaniem, ponieważ rolą mediatora jest zapewnienie obu stronom poczucia bezpieczeństwa oraz swobody wypowiedzi, której czasami nie odczuwają między sobą, a z pewnością nie znajdą tego w sądzie. W toku mediacji można rozwiązać problemy, zanim przybiorą one niebezpieczną postać i urosną, by nam zagrozić. Doświadczony mediator może pomóc stronom określić ich interesy, czasem nigdy wcześniej nie zwerbalizowane. Pomoże każdej ze stron otworzyć się na potrzeby i narrację drugiej z nich. Mediacje właśnie są tą płaszczyzną, na której strony często pierwszy raz otwierają się prawdziwie na siebie i dostrzegają, że nie znały wszystkim motywów postępowania swoich wspólników.
Bardzo ważne jest, że mediacje są w pełni poufne. Oznacza to, że informacje przekazywane w toku mediacji, ani propozycje w nich składane nie mogą być wykorzystane w sądzie. Nie musimy więc się tak „pilnować”, ani tym bardziej – szukać argumentów personalnych, których celem jest przedstawienie drugiej strony w jak najgorszym świetle, a co za tym idzie – mamy wielką szanse uniknięcia niepotrzebnej eskalacji.
Kiedy szukać mediatora?
Im wcześniej, tym lepiej. Czekanie na eskalację konfliktu nie jest dobrym pomysłem. Jeśli uświadamiamy sobie istotną różnicę interesów i przeczuwamy problemy z komunikacją, warto jest poszukać mediatora.
Mediacja jest znacznie tańsza od postępowania sądowego., Trwa też nieporównywalnie krócej. Co najważniejsze, toczy się w atmosferze wzajemnego szacunku, a jej celem jest konstruktywny dialog.
Nie czekajcie, aż konflikt eskaluje i sprawi, że odbije się na Waszym zdrowiu lub biznesie.

ROZWÓD WSPÓLNIKÓW. CO Z FIRMĄ?
Wiemy doskonale, że rozwód jest jednym z trudniejszych doświadczeń w życiu. Gdy w grę wchodzi jednak rozwód wspólników, a więc osób, które były nie tylko partnerami życiowymi, ale i biznesowymi – może to oznaczać większe trudności. Zadziałać mogą dwa schematy. Pierwszy – pozytywny, w którym oboje chcą się porozumieć i potrafią konstruktywnie rozmawiać. Podejmą wówczas rozmowy dotyczące zasad dalszej współpracy lub jej zakończenia. Drugi – negatywny, w którym wspólnie przez lata budowana firma stanie się zakładnikiem lub ofiarą kryzysu w małżeństwie swoich właścicieli.
Rozwód wspólników. Scenariusze oparte na dobrej współpracy
Idealnie byłoby, gdyby małżonkowie, którzy postanowili zakończyć swój związek, podeszli do dalszej współpracy bez destrukcyjnych emocji. W takiej sytuacji mogą podjąć decyzje, które oscylować będą wokół następujących modeli.
Współpraca po rozwodzie
W pierwszej kolejności, mogą dojść do wniosku, że rozwód nie wpłynie na ich współpracę biznesową. W związku z tym nie będą niczego zmieniać. Z punktu widzenia firmy może to być scenariusz idealny. W praktyce, może jednak oznaczać zapowiedź kłopotów odroczonych w czasie. O ile sam rozwód będzie nawet przebiegał spokojnie, może się okazać, że po jakimś czasie konflikt wybuchnie ze zdwojoną siłą. Będzie to mogło być następstwem pojawienia się nowego partnera / partnerki któregoś z małżonków, szczególnie jeśli zostaną w firmie zatrudnieni. Jeśli jednak rozwodzący się małżonkowie będą potrafili sprostać nowym wyzwaniom i uda im się przedefiniować łączącą ich relację, może się okazać, że decyzja o kontynuowaniu współpracy była strzałem w dziesiątkę.
Spłata małżonka po rozwodzie
Drugim pozytywnym scenariuszem jest spłata jednego z małżonków przez drugiego lub wspólna sprzedaż firmy. Jest to zawsze wielkie wyzwanie organizacyjne i biznesowe. Konieczne będą analizy, wyceny, opinie prawne itd. Zawsze może dojść do problemów z zaniżeniem lub zawyżeniem ceny. Dlatego uważam, że dobrym rozwiązaniem może być zasada, wg której jeden z małżonków bierze na siebie wycenę firmy, ale to drugi będzie decydował, czy za zaproponować cenę firmę odkupi, czy też sprzeda swój udział. Dzięki temu ten, który będzie odpowiedzialny za wycenę zrobi wszystko, by ta cena była jak najbardziej uczciwa.
Rozwód wspólników i zmiany w zarządzaniu firmą
Trzecim pozytywnym scenariuszem jest pozostawienie zarządzania firmą jednemu z małżonków i przejście drugiego do pozycji biernego inwestora. Dzięki temu ich kontakt będzie mógł być nieco ograniczony, a stery w firmie i najważniejsze decyzje będą należały do jednego z nich, który fizycznie będzie bardzie zaangażowany, ale pracował będzie w gruncie rzeczy dla nich obojga.
Przekazanie firmy dzieciom?
Pewnym rozwiązaniem – w określonych przypadkach – może być również przekazanie steru w firmie dzieciom lub przepisanie własności firmy na nie. Podyktowane jest to jednak ich wiekiem, dojrzałością, doświadczeniem i może być rozwiązaniem świetnym lub nie najlepszym – w zależności od konkretnych osób i zaufania między nimi.
Rozwód wspólników. Scenariusze negatywne
Gdy w grę wchodzą emocje, urażona duma, zawód, wściekłość, poczucie zdrady, zniszczenie zaufania, chęć zemsty, kwestie biznesowe mogą odejść na plan dalszy. Co więcej, każde z małżonków może próbować udowodnić, że pieniądze się dla nich nie liczą, że honor jest ważniejszy od firmy albo będą usiłować zrobić drugiemu na złość. I to jest zapowiedź nadchodzącej katastrofy. Czy uda się jej uniknąć, zależeć będzie od samych zainteresowanych, ale również od ich doradców. Czy będą ich namawiać do eskalacji i walki, czy też chłodzić emocje i skłaniać do racjonalnego myślenia.
Rozwód wspólników i zniszczenie wspólnej firmy
W takiej sytuacji firma może stać się zakładnikiem lub ofiarą konfliktu swoich właścicieli. Mogą oni blokować jej prace lub uniemożliwiać podejmowanie ważnych decyzji. Kiedy indziej będą blokować wypłatę zysku lub konieczne inwestycje. Zdarzają się sytuacje, kiedy wściekły małżonek posuwa się do donosicielstwa, a więc staje się tzw. sygnalistą, co czyni wyłącznie po to, by narobić drugiemu problemów. Zaczyna się rozsiewanie plotek, zwierzanie się pracownikom z intymnych szczegółów życia pracodawców. Małżonkowie mogą próbować przeciągnąć pracowników na swoją stronę, stawiając ich przed konfliktem lojalnościowym. Pochłonięci walką między sobą mogą doprowadzić do problemów z płynnością i wypłatą wynagrodzeń. Możemy się domyślać, jak fatalnie to przełoży się na atmosferę w firmie, wydajność pracowników i zaufanie kontrahentów. Tak samo, dewastacyjny skutek mogą mieć wynurzenia w mediach społecznościowych lub w inny sposób rozsiewane pomówienia o przemoc lub np. wykorzystywanie seksualne dzieci – często nadużywane i traktowane instrumentalnie.
Znam sytuacje, kiedy budowany przez dekady biznes, był niszczony wskutek furii, urażonej dumy i złości. Nikomu tego nie polecam. Każdego przed tym ostrzegam. Wielu małżonków przyjmuje bardzo skuteczną taktykę udawania szaleńca, o której już pisałem, a link zamieszczam poniżej. Udając wariata, któremu nie zależy na firmie szantażują drugiego chcąc wymusić lepsze warunki podziału majątku lub alimentów. Jest to najcześciej działanie pełne wyrachowania i przemyślane, ale… no właśnie – nigdy tego do końca nie wiemy. Próba przetrzymania szaleńca przypomina czasem igranie z ogniem.
Pomożemy Wam przejść przez rozwód i ochronić Waszą firmę
Nasza Kancelaria ma duże doświadczenie w sprawach rodzinnych i gospodarczych. Postanowiliśmy połączyć nasze potencjały i doradzamy przedsiębiorcom w rozwodach. Zapewniamy nie tylko opiekę w samej sprawie rozwodowej, ale również kompleksowe zajęcie się sprawami firmowymi. Jesteśmy w stanie to połączyć i zapewnić bardzo wysoką jakość naszych usług ze względu na nasze doświadczenie zawodowe i wykształcenie.
Nasze doświadczenie i wykształcenie pomocne w rozwodach biznesmenów
W przypadku adwokata Andrzeja Jakubca – doktorat z prawa gospodarczego, ukończenie Podyplomowych Studiów z Negocjacji, Mediacji i innych Alternatywnych Sposobów Rozwiązywania Sporów, a także Podyplomowych Studiów z Psychiatrii I Psychologii Sądowej. W przypadku Radcy Prawnego Adrianny Rybarskiej są to studia magisterskie z zarządzania i ukończenie Podyplomowych Studiów z Psychiatrii I Psychologii Sądowej. Oboje jesteśmy mediatorami. Takie połączenie pozwala nam zaopiekować się wymagającym Klientem zarówno w kwestii samego rozwodu, kwestii opieki nad dziećmi i kontaktów z nimi, jak również wszelkimi aspektami dotyczącymi kontynuowania lub zakończenia współpracy biznesowej. Zapraszam do kontaktu.

SPORY W FIRMACH RODZINNYCH. RÓŻNICE POKOLENIOWE
Firmy rodzinne z założenia cechują się współpracą przedstawicieli różnych pokoleń. Często nowe pokolenie wchodzi do firmy już po wielu latach współpracy braci lub sióstr. Czasem dołącza jako kolejne już – trzecie pokolenie. Wiąże się to zawsze z różnicami pokoleniowymi. Są one całkowicie normalne i występowały zawsze. Jednakże wraz z gwałtownym przyśpieszeniem zmian kulturowych i cywilizacyjnych, różnice te stają się znacznie bardziej wyraziste. Może to prowadzić do poczucia niezrozumienia, dyskomfortu, alienacji lub frustracji. W każdym razie może rodzić wzajemne pretensje, a te mogą być zarzewiem poważnego konfliktu w firmie rodzinnej. Spory w firmach rodzinnych należą do najtrudniejszych.
Spory w firmach rodzinnych. Czy spór jest zły?
Nie, sam spór nie jest ani dobry, ani zły. Spór jest zamanifestowaną różnicą zdań w kwestii istotnej dla co najmniej jednej strony. Spory są naturalną częścią każdej relacji. Im relacja jest bliższa, tym – paradoksalnie – okazji i powodów do sporu jest więcej. Jest tak, gdyż z osobą, z którą mamy bliższe więzi, łączy nas więcej płaszczyzn, na których nasze interesy mogą nie być tożsame. Nie wierzycie? Pomyślcie, ile wojen prowadziła Polska z sąsiadami, a ile z Chile czy Chinami. Dlaczego tak się dzieje?
W sporze liczy się nie to, czy do niego dojdzie, ale to, jak potrafimy się z nim obchodzić. Ważne jest to, czy spór jest walką dwóch ludzi, a przedmiot sporu jedynie pretekstem do stoczenia lub eskalacji konfliktu. Czy może odwrotnie – spór ma charakter rzeczowy i strony wspólnie próbują pracować nad jego rozwiązaniem, dzięki czemu ich zaufanie, wzajemny szacunek i więzi ulegają wzmocnieniu. Spór może być świetna okazją do wzmocnienia relacji i uczynienia jej lepszą dzięki temu, że strony usunęły wspólny problem.
W firmach rodzinnych płaszczyzn do powstania sporu jest wiele. Nachodzą na siebie współzależności rodzinne i biznesowe. Jest to mieszanka wybuchowa. Do tego dochodzą oczywiste różnice międzypokoleniowe. A te są bardzo wyraźne.
Przepaść międzypokoleniowa w firmach rodzinnych. Z czego wynika?
Wyobraźmy sobie firmę budowaną przez dwóch braci przez 30 lat. Zaczynali na przełomie lat 80 i 90 . Przeszli razem przez niejeden kryzys. Borykali się z kryzysem po reformach z początku lat 90, potem z urzędami skarbowymi, z odpływem pracowników po wejściu do UE itd. Skoro ich firma jeszcze istnieje, znaczy to, że wypracowali pewne – czasem nawet niepisane – procedury działania i sposób komunikacji. NIkt ich najczęściej tego nie uczył. To powstało w praktyce. Powstał wspólny system wartości odnoszący się np. do brania kredytów, leasingów albo obchodzenia się bez finansowania zewnętrznego. Wykształcono podejście do inwestorów, pracowników, banków, urzędów. W każdej firmie jest inne.
Wreszcie, wspólnicy z wiekiem nabrali innej perspektywy czasowej. Myślą w dekadach, a nie kwartałach. Co więcej, oni wychowali się w świecie bez internetu, social mediów i krypto walut. Dolary kupowali nielegalnie u cinkciarza w bramie, czuli przy tym dreszczyk emocji, którego dwudziestopięciolatek zwyczajnie nie zrozumie, bo każdą walutę może kupić przez telefon w ciągu kilku sekund.
Do firmy wchodzi młodzież
Do takiej firmy wchodzi chłopak albo dziewczyna, wychowani w innej rzeczywistości. Dzięki pozycji rodziców poszli na dobre studia w dużym mieście. Wyjeżdżali zagranicę nie po to, żeby handlować, ale żeby zwiedzać, studiować i bawić się. Połowę czasu spędzają przed ekranem żyjąc wszędzie i nigdzie, a ale z pewnością nie tu i teraz. Nie budują relacji z pracownikiem, gdyż uważają go za ludzki element w zakładzie, a nie za człowieka, którego się zna ze wspólnej pracy przez 30 lat. Ich rodzice znali rodziny i dzieci swoich pracowników. Młodzi uważają, że to zupełnie niepotrzebne. Sami też niechętnie mówią o swoim życiu więcej, niż zamieścili w social mediach.
Co więcej, nabierają innej perspektywy. Ich rodzice budowali biznes od zera, wiele rozwiązań musieli wymyśleć i wdrożyć samodzielnie. Młodzi natomiast porównują je z najnowszymi rozwiązaniami technologicznymi lub organizacyjnymi, które znają z modelu zachodniego. Patrząc więc na dorobek rodziców z mieszanką wyższości i niższości. Wyższość wynika z poczucia przynależności do świata Zachodu i świadomości, że pewne procesy można usprawnić. Niższość zaś z głębokiego zrozumienia, że sami, zaczynając od zera, prawdopodobnie nie osiągnęliby tego, co ich rodzice. Ta obustronna świadomość jest kluczowa.
Młode pokolenie chce działać szybko i z rozmachem
Młodzi chcieliby szybko wdrożyć rozwiązania, które poznali na studiach albo system motywacyjny taki, jaki ponoć ma Elon Musk. Chcą działać tu i teraz. Nie boją się kredytów, gdyż te są czymś normalnym w całym ich pokoleniu. Chcą gonić Niemców i Amerykanów, a z filmów wiedzą, że ten, kto nie ryzykuje, nie pije szampana. Czują potrzebę inwestowania. Uważają, że lepiej zainwestować w sposób nieprzemyślany, zrobić cokolwiek, najwyżej się upadnie i zacznie od nowa. Ale nie znoszą stagnacji.. Chcą działać. Czują, że nadchodzi ich czas. I wtedy zderzają się ze ścianą.
Starsi patrzą na nich i nie rozumieją, dlaczego mają zwolnić pana Krzysztofa, który jest mechanikiem w firmie od 25 lat i dobrze pracuje, poza tym to uczciwe człowiek. Dlaczego mają wziąć kredyt na jakieś kolejne komputery, których możliwości nie rozumieją? Czemu mają wdrażać jakieś procedury, które faktycznie sprawią, że nie będą mogli robić w firmie wszystkiego, czego chcą. Nikt im w końcu nie wytłumaczył, czemu mają zyskać oddając pół firmy funduszowi z obcym kapitałem za jakieś niewielkie pieniądze, skoro przez całe życie walczyli o to, żeby wybudować firmę z polskim kapitałem i nie zostać przejętym przez obcych. Oni myślą kategoriami lokalnymi, rodzinnymi, miejscowej społeczności. Młodzi są od tych korzeni oderwani, myślą kategoriami świata tak, jak go znają z youtuba, pięciogwiazdkowych hoteli i książek.
Różnice w komunikacji przyczyną sporów w firmach rodzinnych
Spotykam się z Klientami, którzy przychodzą do mnie i proszą o pomoc mówiąc, że nie mogą się porozumieć z drugą stroną. Syn przychodzi do ojca lub wujka w firmie i rozmawiając z nim przy pracownikach przeklina, żartuje, podważa autorytet szefa. Zachowuje się, jak w domu. Uważa, że luz, na który mu tata lub mama pozwalali jest naturalny i obowiązuje wszędzie.
Założyciel jest skonsternowany. Wychowany w PRL nie rozumie, jak można odezwać się do przełożonego w sposób poufały. Nie przyszłoby mu do głowy, żeby podważać autorytet własnego ojca w budowanej przez niego firmie. Bardziej od treści wypowiedzi, słyszy i odczuwa jej formę. Zastanawia się, co powiedzą ludzie. Gdzie popełnił błąd. Co się dzieje. Z kolei syn lub córka, odczuwają coraz większą frustracje z powodu zamknięcia na ich genialne pomysły. Żyjąc w świecie, który pędzi, są przekonani, że każdy dzień zwłoki z wdrożeniem zmian, to powiększający się dystans, to dzień stracony. Nie rozumieją, czemu „starzy” są zamknięci na ich pomysły, wizje, potrzeby.
Młodzi wychowani są w kulturze komunikacji bezpośredniej, szczerej. Mówienie o sowich potrzebach uważają za normalne. Dlatego ich postawa może być uznana przez starych za roszczeniową. Podobnie, jak wydawanie pieniędzy na przyjemności. Starzy dlatego zbudowali firmę, że potrafili sobie ich odmawiać. Młodzi po to chcą tworzyć firmę, żeby je mieć. Ojciec czułby się nieswojo kupując samochód w czasie, kiedy musiał zwolnić pracownika z powodu braku płynności w firmie. Młody nie widzi w tym problemu. Dla niego liczy się Excel i wynik. Spory w firmach rodzinnych mogą wynikać – jak widzimy – nie ze złej woli, ale z całkowicie odmiennego postrzegania świata.
Jak rozwiązywać spory w firmach rodzinnych?
Trzeba rozmawiać, rozmawiać i jeszcze raz rozmawiać. Warto rozmawiać w firmie i poza firmą. Trzeba rozmawiać o życiu, o rodzinie, o firmie, o planach, o wartościach. Warto rozmawiać o tym, po co się pracuje – wiele osób nie potrafi na to pytanie odpowiedzieć. Trzeba rozmawiać o tym, jak rozmawiać.
Pomoc kancelarii wyspecjalizowanej w rozwiązywaniu sporów, w szczególności w firmach rodzinnych może być bardzo przydatna. Dlatego serdecznie zapraszam do kontaktu. Kancelaria Jakubiec i Wspólnicy nie tylko pomoże Wam sprecyzować cele organizacji, określić jej zasady, ale przede wszystkim wdroży procedury rozwiązywania sporów w sposób konstruktywny, oparty na słuchaniu i próbie zrozumienia potrzeb drugie strony. Zmiana pokoleniowa jest nieuchronna. Tylko od Was zależy, czy przebiegnie płynnie, a firma się wzmocni, czy też Wasz wysiłek zostanie zaprzepaszczony.
